Polska nasza codzienna

Kurica nie ptica - Polsza nie zagranica

Polska nasza codzienna, nasza ojczyzna, kraj, w którym żyjemy, to trud, któremu musimy codziennie podołać, nie na szczytach władzy, nie w celebringu telewizyjnych jupiterów, tylko w sklepie na rogu, w pracy, w autobusie i tysiącach innych miejsc, zmęczonych walką o przetrwanie.

Tak właśnie, to jest nasza codzienność, tu staliśmy się mistrzami nad mistrze: w sztuce przetrwania. Niestraszne nam, Polakom, wszelkie formy ekstremalne, wszelkie formy nacisku, kontroli i manipulacji. Jesteśmy od wieków wyszkoleni do uprawiania specyficznej sztuki przetrwania w warunkach państwa okupowanego, w warunkach państwa rozdartego rozbiorami i w warunkach państwa zagrożonego, a nawet i bez państwa.

Czy jesteśmy jednak już gotowi do życia w państwie wolnym?

Od wieków uczeni byliśmy podwójnej moralności – jedna moralność w granicach ścian domu, druga na zewnątrz, na pokaz.

Od wieków uczeni jesteśmy zasady potrójnej prawdy – co innego myślę, co innego mówię, co innego robię.

Od wieków nasze państwo było wrogie jego obywatelom.

Od wieków urzędnicy służyli państwu, traktując społeczeństwo jako przeciwnika.

Potrafimy żyć intensywnie, ale doraźnie, tak, by wszystko odbyło się teraz, bo za chwilę przyjdą i nam to odbiorą. Potrafimy być pragmatyczni w specyficzny, egoistyczny sposób, co opisuje znane przysłowie o grabieniu do siebie a nie od siebie. Potrafimy wykazać się pomysłowością, aby przetrwać w labiryncie przepisów obarczonych sankcjami. Posiadamy poczucie humoru, które pozwala przetrwać w niesprzyjającym środowisku i jest bronią przeciw wrogiemu systemowi.

Jesteśmy także odporni na brak praw i swobód obywatelskich, na traktowanie człowieka jak narzędzia do realizacji celów, jak potencjalnego złodzieja i winnego, któremu trzeba tylko udowodnić winę.

To wszystko potrafimy, w tym jesteśmy dobrzy.

Co umiemy jeszcze? Umiemy być heroiczni, przyjmując bohaterskie pozy w obliczu nieuniknionej klęski. Potrafimy, jak nikt inny na świecie, celebrować śmierć i klęskę, podnosząc je do wymiaru mistycznego przeżycia. Nauczyliśmy się, jak dokonywać ozdrawiającego oczyszczenia poprzez klęskę i przegraną.

Znamy też tę nieuchwytną granicę, która nas jednoczy i pozwala błyskawicznie zorganizować realny opór społeczny oraz opisuje przestrzeń, kiedy przestajemy się nawzajem opluwać, okradać i obdarzać chamstwem oraz zawiścią.

Czy rzeczywiście różnimy się jakoś specjalnie od innych społeczeństw?

Nie są to skrajne różnice, jesteśmy podobnie apatyczni i niesympatyczni, co cała reszta, jest wiele w nas oryginalnych właściwości i wiele cech wspólnych dla wielu społeczności całej Europy. Różni nas jednak zdecydowanie od innych poczucie szczególnej przyjemności w nurzaniu się w niepowodzeniu i poczuciu klęski.

Uwielbiamy uprawiać rywalizację na nieszczęścia:

wiesz, boli mnie palec u prawej nogi,

e tam, mnie spuchła cała stopa,

ale mnie cała noga od tego palca rozbolała,

stary, ja to w ogóle prawie nie chodzę…

Nam nie wypada się pochwalić, nie wypada mieć sukcesu, nie wypada, aby się nam powodziło, gdyż zawsze był to wynik kolaboracji z wrogiem, więc zawsze odpowiadamy na pytanie: co u ciebie? – eee, stara bida.

Z wielu powodów wydaje się, że jesteśmy już państwem w pełni europejskim i przyłączyliśmy się do tradycyjnie usankcjonowanych demokracją narodów Europy. Wciąż jednak jest w nas „homo sovieticus”, wciąż uśmiechając się wyrozumiale, nagle wychodzi zza drzwi i przygląda się tym ciężkim, oskarżającym spojrzeniem. On wie, że nie ma niewinnych, on wie, że nie ma normalnych, on wie, jak jesteśmy zepsuci i źli. To duch wschodu nam tłumaczył, że jesteśmy wiecznie pijanymi, leniwymi moczymordami. On ze zrozumieniem tulił nas do piersi, kiwając głową nad nami, warchołami, wykształciuchami, którzy nie marzą o niczym innym, jak tylko o ucieczce do krajów zachodu. To on twierdził, że nie damy sobie rady, że wszyscy uciekniemy, a ostatni będzie gasił światło. To duch wschodu szeptał nam, że jesteśmy gorszymi dziećmi Europy, to on twierdził, że Europa nas pożre, bo jesteśmy brudni, źli i głupi. To carski urzędnik stoi nad nami i gardzi w dalszym ciągu petentem na tyle bezczelnym, że śmiał przyjść ze swoją sprawą, i to bez łapówki.

To nasz wielki mądry starszy brat groził nam palcem dobrotliwie – oj, bo będę musiał was ukarać, wy śmieszne Polaczki.

Kiedy rozglądam się wokoło, widzę jak wielu ludziom tego brakuje, jak biegają w kółko machając ogonem i intensywnie poszukują pana. A kiedy już znajdą kogoś trochę tylko większego od pieńka, przypadają mu do nóg i, całując po stopach, biją się w piersi, zarzekając się – jam nie godzien, panie.

Ale kiedy już mogą się schować w tym cieniu, choćby i skromnym, ale zawszeć to jakimś, nareszcie mogą zatrzeć ręce i oddawać się swojemu ulubionemu sportowi. A ulubionym ich sportem jest bycie podłym. Ze złożonymi dłońmi modliszki poszukują blasku złota, aby napełnić swoje wiecznie głodne wargi, i wciąż rozglądają się, szukając jakiegoś wroga, który usprawiedliwiłby ich zachłanność.

Minęło wiele lat i coraz mniej ludzi pamięta pokolenia, które uważały za żart, że – „jak kobiety się nie bije, to jej wątroba gnije” gdzie w każdym domu była schowana tzw. dyscyplina, czyli specjalne narzędzie kaźni z drewnianym trzonkiem i grubym kawałkiem skóry lub gumy do bicia dzieci, gdzie nauczyciele tłukli dzieci po łapach linijką, piórnikiem, a w razie konieczności kantem tego piórnika. W kącie klasy wysypany był mak lub groch do klęczenia, dziecko klęczało w tym kącie z podniesionymi do góry rękoma, aby groch mógł się lepiej wgniatać w rzepkę kolan.

To było dwa pokolenia temu, wasi dziadkowie to pamiętają – oni właśnie tacy byli. Często zastanawiamy się, jak był możliwy faszyzm, jak był możliwy świat wojny i obozów koncentracyjnych, przestańcie się dziwić, ci ludzie po prostu tak rozumieli świat, gdyż żyli otoczeni gwałtem i brutalnością, na co dzień. Nie dziwcie się, że tak gorliwie się modlą, mają wiele na sumieniu. Dwie wojny światowe, sto dwadzieścia dwie wojny między różnymi narodami, obozy śmierci, komunizm, faszyzm i bombę atomową. Mordowano się dużo i z dużym entuzjazmem, natomiast miłość była dla nich wstydem, pozwalali swoim dzieciom oglądać morderstwa i brutalność, a kiedy dwoje ludzi się całowało, wyrzucali je z pokoju.

Młodsze pokolenia już takie nie są, ale wiele z tych historii wciąż jest żywych na rubieżach naszego kraju.

Wciąż jeszcze nienawiść, zawiść i modlitwa siedzą w jednej ławce, wciąż jeszcze ze szklanką przy uchu kibicuje się życiu intymnemu sąsiadów.

Czy jesteśmy w stanie się zmienić i zacząć żyć przyszłością?

W dużej mierze zależy to od naszych elit, a jakie one są, sami widzicie. Co myślą i co mówią, mieliście okazję wysłuchać. Nie będziemy tego komentować już dłużej, szkoda czasu i wysiłku.

Ale powiedzcie sami, czy to nie jest przypadkiem tak, jak mówię, iż wylazł z nas cały duch wschodu, wiochowate, prymitywne teksty, atmosfera knajpy i wódy, i jeszcze podsłuchujący agenci – kelnerzy, czy to przypadkiem nie nasza polska paranoja…

Bracia Rosjanie kiwają do nas łapami – pozdrawliajem bratcy, uśmiechają się usatysfakcjonowani – wot, ewropiejcy, ha, ha, ha.

Potrzebujemy idei, dla której będziemy żyć, a nie za którą mamy umierać, potrzebujemy elit, które potrafią sformułować dwie myśli i ani razu nie zakląć, potrzebujemy trochę odetchnąć od państwa, które staje się ciężarem, a nie ochroną, musimy zacząć żyć jak inne narody świata demokratycznego, bo inaczej nie wykończą nas obce wywiady i obcy kapitał, tylko rozsądek naszych kobie,t które nie chcą rodzić dzieci w wariatkowie, w jakim żyją.

Antykwariusz

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *