Lekcja 12 – Postać: jak tworzyć bohaterów literackich?

postac-jak-tworzyc-bohaterow-literackich

Z cyklu dla młodych pisarzy – warsztaty literackie bezpłatne online. Jak konstruować przekonywającego bohatera literackiego – część I. Opowiada pisarka, Justyna Karolak.

Czy piszesz baśń dla dzieci, wypełnioną stworkami, czy powieść dla dorosłych, skoncentrowaną na realistycznych ludzkich postaciach, nie uciekniesz od pytania: jak się za to zabrać, żeby mój bohater literacki był „pełnokrwisty”, przekonywający, „trójwymiarowy”? Nawet jeśli napiszesz opowiadanie, w którym nie pojawią się ani ludzie, ani inne istoty, ani ożywione przedmioty, i tak nie uciekniesz od tego zagadnienia, jakim jest bohater literacki. Bez względu na obrany gatunek i konwencję, zapewne otrzesz się w swym pisaniu o różne stany emocjonalne, a nawet jeśli zechcesz opisać sam jakoby czysty potok myśli nieprzyklejony wprost do konkretnej postaci – te myśli powstaną przecież w Twojej ludzkiej, niepowtarzalnej głowie. A zatem choćby najbardziej przewrotne opowiadanie o pustce czy o bezczasie, i tak wypełnisz własną osobniczą perspektywą. Nawet najzmyślniejsza literacka wizja świata postapokaliptycznego, pozbawionego żywej duszy, zostanie przedstawiona poprzez filtr Twojego subiektywnego postrzegania, które może być intuicyjne, zmysłowe albo przeciwnie, może być bardzo racjonalne, rozumowe. Również w skondensowanej, niedosłownej formule literackiej, jaką stanowi poezja, funkcjonuje – na swój sposób – bohater literacki, a jest nim chociażby podmiot liryczny, najczęściej „ja” liryczne… Chcę przez ten wstęp powiedzieć tyle, że w zasadzie zawsze w literaturze – w prozie, i w poezji – mamy do czynienia jeśli nie z wyraźnie przedstawionym bohaterem, to z osobowością; ze strumieniem myśli lub uczuć wypływających wprost z określonej persony.

Moglibyśmy bawić się długo w poszukiwania literackich wyjątków, których twórcy odeszli od potrzeby konstruowania postaci, ale takich przykładów znajdziemy nader mało (jak na wyjątki przystało). Poza tym zakładam, że skoro czytasz moje Warsztaty Pandory, to poszukujesz prostych praktycznych wskazówek dotyczących pisania twórczego, a nie skomplikowanych recept na formy literackie mocno eksperymentalne. Dlatego pozwól, że dziś opowiem Ci o konstruowaniu postaci – jeżeli bowiem rzeczywiście planujesz być pisarzem, na przykład autorem powieści, to rozmaici bohaterowie muszą prawdziwie ekspansywnie wybuchać w Twojej głowie, potrzebujesz umieć widzieć ich na wskroś, opisywać ich najintymniejsze myśli i umieszczać swoich bohaterów w konkretnych wirach zdarzeń… a więc – jak to się robi, żeby bohaterowie literaccy byli „pełni”, nie płascy, nie jałowi; charakterystyczni, oryginalni i w rezultacie – dla naszych czytelników – niezapomniani?

Konsekwencja

Patrząc z wierzchu, być może uznasz tę część artykułu za banalną, ale daj szansę rozwinąć się tej myśli: w konstruowaniu postaci ogromnie ważna jest konsekwencja… nie samej postaci, lecz autora, który powołał ją do istnienia. Innymi słowy można złamać prawidła logiki, można tworzyć rzeczy niemieszczące się w różnych dostępnych rozumowaniach logicznych, ale czytelnik nie wybaczy pisarzowi czego innego, a mianowicie właśnie braku konsekwencji. Co to znaczy?

To znaczy, że niedopuszczalnym jest, by Twój bohater literacki nagle zmienił gust, przyzwyczajenia, styl bycia czy sposób mówienia. Wydaje się to oczywiste i szalenie błahe, ale w praktyce wcale takie nie jest. Mnóstwo młodych pisarzy, pędząc za własną myślą – za narracją, zapomina o bazowych założeniach opowiadanej historii, a ta nieuważność dotyka szczególnie bohaterów. Na przykład jeżeli w Twojej powieści następuje gwałtowny zwrot akcji – Twoje myśli i wydarzenia intensyfikują się – to nie ma prawa być tożsame z tym, że Twój bohater równie gwałtownie „gęstnieje”, „zapomina sam siebie/nie pamięta, kim był do tej pory”.

Jeżeli Zenon z powieści pt. Niezwykłe przypadki Zenona – flegmatyk uwielbiający wypowiadać się zdaniami wielokrotnie, wielokrotnie złożonymi – raptem zostaje napadnięty przez grupę ulicznych rzezimieszków, to najprawdopodobniej nie stanie się w życiu Zenona niczym niezapowiedziany cud i Zenon nie ucieknie oprawcom z nagłą dynamiką dzikiej pantery, wprawnie przeskakując wysoki mur z drutem kolczastym na szczycie, lecz najzwyczajniej w świecie (zaraz po tym, jak odważy się spróbować przemówić napastnikom do rozumu, oczywiście zdaniami wielokrotnie, wielokrotnie złożonymi, które napastnicy będą błyskawicznie przerywali i bez litości ucinali) „dostanie bęcki”. Dlatego zapamiętaj raz na zawsze: jeżeli akcja w Twojej książce przyspiesza, Ty nie przyspieszasz razem z nią – Ty odwrotnie, przypatrujesz się akcji jeszcze uważniej niż dotychczas, widzisz ją z lotu ptaka, obserwujesz z punktu widzenia każdego z bohaterów, jacy biorą udział w danej scenie i opisujesz, ustawiasz scenę tak, aby w odbiorze była jak najbardziej prawdopodobna. Jeżeli akcja w Twojej książce przyspiesza – Ty przeciwnie: zamrażasz się. To Twój tekst ma być zwrotny, wzbudzający emocje – zaś Ty jako autor masz być zawsze o co najmniej dwa ruchy strategiczne przed Twoim czytelnikiem, właśnie po to, abyś był w stanie go zaskoczyć i podarować mu gęsty ładunek emocjonalny.

Czy wobec tego, skoro jako autor masz „być zamrożony”, w Twojej powieści nie ma miejsca na zaskoczenie, na nagły zwrot akcji, na zmianę upodobań czy zachowań bohaterów? Jasne, że jest miejsce! Sęk w tym, że nic nie ma prawa stać się samo – to znaczy: rozwiązania nie spadają z nieba; w mądrej powieści nie ma miejsca na magiczne mechanizmy w rodzaju „deus ex machina”. Zenon, który zwykł myśleć powoli i działać powoli, nie może nagle doznać błyskotliwej iluminacji i wpaść na genialny pomysł – albo wybitnie biegle uciec owym rzezimieszkom, którzy mają nad nim przewagę fizyczną i liczebną – tylko po to, żeby fabuła mogła posunąć się naprzód. Mówiąc o tym, że każda scena w Twojej powieści powinna być „prawdopodobna”, mam na myśli to, że winna być – prawdomówna, uczciwa, wnikliwie przemyślana; winna nieść ze sobą bezwzględną szczerość, bo na niej zasadza się szacunek obecny w relacji pisarz–czytelnik.

Jeżeli nie potrafisz posunąć wymyślonej przez siebie fabuły naprzód, jeżeli jedynym ratunkiem dla Ciebie jako autora jest wprowadzenie do fabuły motywu „deus ex machina” – to znaczy, że w Twojej pierwotnej fabule jest dziura; że coś nie jest spójne; że nie władasz nad historią, którą chcesz opowiedzieć. To znaczy, że nie jesteś konsekwentny – świat literacki wymyka Ci się spod kontroli; czegoś nie dopilnowałeś; coś istotnego umknęło Twojej uwadze. Napraw to, czyli zaceruj dziurę – ale nigdy nie skazuj swoich bohaterów na bycie niedorzecznymi „cudotwórcami”.

Szkicownik

Czy na konstruowanie postaci literackich istnieje jedna konkretna, skuteczna metoda? No pewnie, że nie! Każdy pisarz w procesie budowania krain literackich odkrywa własne indywidualne metody pracy. Nie wspomnę już o tym, że innego podejścia wymaga literatura faktu (dla przykładu – reportaż), a innego literatura piękna (np. realizm magiczny). Ale – żeby być konsekwentną! – odbiegnę dziś od rozróżnień na gatunki i konwencje, i postaram się wskazać Ci kilka cwanych sposobów na radzenie sobie z ogółem tego problemu, jakim jest wymyślanie i budowanie postaci literackich (tych fikcyjnych). Opowiem Ci o tych metodach, jakie stosuję ja…

Otóż po pierwsze korzystam ze szkicownika. Czasem ten szkicownik jest tylko domyślnym słowem – niby szufladą, którą trzymam w swojej wyobraźni. Czasem, jeśli mój bohater literacki „przychodzi do mnie sam” i od razu jest bardzo krystaliczny – wyrazisty i przewidywalny dla mnie jako autora – wtedy nie potrzebuję rozpisywać jego charakterystyki w poszczególnych skrupulatnych notatkach. Czasem wystarcza, że ujrzałam go – bardzo wymownie, dokładnie – w wyobraźni. Wtedy wkładam takiego bohatera do wyobrażonej szuflady z napisem „szkicownik” i tam go bezpiecznie przechowuję. Chodzę sobie przez pewien czas z takim bohaterem w głowie – przechadzam się przez moje osobiste, prozaiczne życie z taką „zapisaną” w umyśle, wymyśloną przez siebie postacią, i spokojnie „patrzę”, jak ta postać będzie reagowała na zastane sytuacje. Z góry wiem, jak będzie reagowała – dlatego nie musiałam opisywać jej fizycznie, na kartkach notatnika ani w komputerze – ale i tak weryfikuję zachowanie tej postaci, wystawiając ją na zwykłe, proste próby dnia codziennego. Na przykład wchodzę do sklepu po pieczywo i mówię „dzień dobry” – i „patrzę”, sprawdzam, czy moja postać też jest uprzejma, czy prozaiczne rzeczy mają dla niej znaczenie; sprawdzam, czy moja postać literacka mnie zdziwi, czy też zachowa się dokładnie tak, jak ja dzisiaj sądzę, że się zachowa.

Częściej jednak rozpisuję postacie w notatniku (papierowym albo komputerowym) – a właściwie w szkicowniku. Słowo „szkicownik” jest tu bardzo na miejscu, bo często dosłownie szkicuję – czyli rysuję moich bohaterów. Akurat ja prywatnie jestem też plastykiem, ale dla szkicowania bohaterów literackich de facto zdolności plastyczne nie mają żadnego znaczenia. Powiem Wam, o co w tym chodzi, dlaczego rysowanie „ludków” bywa ogromnie pomocne. Otóż dlatego, że rysowanie (w przeciwieństwie do intelektualnego pisania) jest biologiczne – to znaczy, że szkicowanie „ludków” uwalnia umysł z tej bardzo „imadłowej” konstrukcji, jaką jest precyzja słowa. Zdania, słowa, akapity, rozdziały – język jest narzędziem niesłychanie precyzyjnym, i to właśnie z tym narzędziem będę żyła w ścisłym związku przez najbliższe miesiące, może rok – może półtora, kiedy to będę pisała moją najnowszą powieść. Dlatego ten etap planowania powieści, a więc jej szkicowania, jest niezwykle przyjemnym czasem swoistej frywolności intelektualnej – dokładnie teraz, jako pisarzowi, wolno mi wszystko. Mogę nie być dokładna; mogę być spontaniczna, a wręcz afektywna; mogę narysować wszystko, na co tylko najdzie mnie impulsywna ochota. Dopiero w chwilę później – czasami nazajutrz, czasami po paru dniach, tygodniach – przyjdzie czas uporządkowania tych afektywnych wyobrażeń. Na razie jestem wyłącznie ja i moja fantazja – to bardzo rześki, odżywczy, korcący, ale i uzdrawiający mój umysł czas.

Niekiedy moi bohaterowie literaccy wymagają ode mnie większego zaufania do nich – a niekiedy potrzebuję podejść do nich bardzo technicznie i podejrzliwie, wręcz „aptekarsko”: wtedy w zeszycie – w szkicowniku – rysuję ich w formie „grafów”, zimnych schematów. Wyglądają one trochę podobnie do tych schematów, które rysowało się w zeszycie od biologii: tu jest ściana komórkowa, tu mitochondrium, tu chloroplast… Analogicznie postępuję nierzadko z moim bohaterem literackim:

Najpierw szkicuję coś w rodzaju „głównej osi konstrukcyjnej” (powiedzmy, że szkicuję „jądro komórkowe”). Wydaje mi się bowiem, że istnieje coś takiego jak „normalny obraz świata” – i to jest ten obszar rzeczywistości, w którym znajdują się rzeczy może niekoniecznie doskonale niezmienne, ale w jakiś sposób pewne. I ta główna oś konstrukcyjna mojego bohatera – to jest odbicie czegoś na kształt „normalności”. Jest to rodzaj szkieletu, a wręcz kręgosłupa – jest to „kostna”, twarda, pionowa, liniowa konstrukcja, na której mój bohater musi się oprzeć, i będzie na niej oparty przez całą powieść.

Zatem najpierw szkicuję taką właśnie grubą, twardą oś – odprowadzam od niej strzałki i opisując te strzałki, wyposażam mojego bohatera w pewną, niepodważalną matrycę jego osobowości. Dla przykładu – to jest Kiara. Jakie są główne, najgłębsze, najtwardsze cechy osobowości Kiary? Wyobraźcie sobie razem ze mną te strzałki, które odprowadzimy teraz wspólnie od tej twardej, zbitej osi: tu jest potrzeba bezpieczeństwa/osłaniania siebie; tu – potrzeba poznania siebie do końca/do granic/do cna; tu – strach przed poznaniem siebie/lęk przed spojrzeniem prawdzie w oczy; tu – intuicyjne pragnienie bycia kimś innym/gdzieś indziej; etc…

Wokół tej twardej osi rysuję otoczkę – cień bohatera. W tej strefie zawrę te cechy, które zostały zepchnięte do podświadomości – wszystko to, co tkwi w postaci, a o czym postać nie wie, że to w niej tkwi; albo to, co postać intuicyjnie wie, że w niej tkwi, ale jeszcze nie stanęła z tym twarzą w twarz – boi się takiej bezpośredniej konfrontacji lub świadomie odrzuca tę konfrontację, uznając ją za zbyteczną… Od tej otoczki, czyli cienia – również odprowadzam strzałki, które odpowiednio opisuję.

I dopiero po naszkicowaniu głównej osi osobowości oraz cienia – szkicuję jeszcze bardziej zewnętrzną otoczkę, swoistą otulinę, to jest dokładnie to, co potocznie nazywamy charakterem, temperamentem, gustem, stylem bycia i mówienia… Nazywam to „cechami miękkimi” mojej postaci literackiej – a obszar ten obejmuje sobą to wszystko, co objawia się w relacjach człowieka ze światem zewnętrznym. To, jak mój bohater mówi, jak się ubiera, jakie smaki lubi, i tak dalej – wszystkie te cechy obmyślam wcześniej i szkicuję je jako coś miękkiego, jako swoiste spoidło, łącznik pomiędzy głęboką treścią, esencją bohatera a tym, czym muska i dotyka tego bohatera rzeczywistość zewnętrzna.

Te właśnie cechy miękkie stanowią sobą to, co w procesie rozwijania fabuły mogę uplastycznić – poddać modyfikacjom. Ale wszelkie modyfikacje muszą mieć ugruntowane uzasadnienie – a więc, jeśli mój bohater zmieni gust, zmiana ta nastąpi poprzez filtr owej twardej (wcześniejszej) konstrukcji, pierwotnej matrycy. Innymi słowy – ludzie zmieniają się w ograniczonych obszarach czy w ograniczonym natężeniu. Prawie nigdy nie zmienia się wszystko, nie zmienia się bez zapowiedzi, nie zmienia się doszczętnie – w oderwaniu od świata zewnętrznego. Musi nastąpić jakaś charakterystyczna ingerencja – jakaś relacja bodźców zewnętrznych z interpretacją, przyjęciem albo odrzuceniem tych bodźców przez wewnętrzną, fundamentalną matrycę bohatera. Jeśli miałaby nastąpić w zachowaniu postaci dojmująca rewolucja – to znaczy, że w pierwszej kolejności musiałaby wystąpić bezapelacyjna trauma, czyli coś w świecie zewnętrznym, co byłoby w mocy naruszyć ów kostny rdzeń konstrukcji osobowości tej postaci. Powiedzmy sobie szczerze: tego rodzaju bardzo gwałtowne, wielopłaszczyznowe, dotkliwe rewolucje pojawiają się w życiu rzadko – częściej naginamy nasze osobiste wewnętrzne granice i jesteśmy zdolni znieść więcej, niż zdawałoby się nam na pierwszy rzut oka… I tak też nasi bohaterowie – muszą poruszać się przez całą powieść w pewnych ryzach, które jako autorzy skrzętnie dla nich obmyślimy, zaplanujemy. A jeśli koniecznie chcemy – jeśli rzeczywiście taki zamysł literacki nam przyświeca – by nasi bohaterowie na końcu powieści wyszli z niej zupełnie inni, niż byli na jej początku, to jesteśmy zobligowani do tego, aby dać naszym postaciom godny, czyli odpowiednio silny, do tego bodziec.

Pozostałe elementy i podsumowanie

Czymś innym jednak jest opisywanie i rysowanie bohatera literackiego w szkicowniku, a czymś innym jest przedstawienie go czytelnikowi. Zazwyczaj szkicownik pisarza obejmuje więcej odcieni, kształtów, cech, znaczeń – aniżeli te, które umieszcza się w gotowej powieści. I tak jest dobrze – tak powinno być! Ty jako autor, jako pisarz – musisz wiedzieć więcej od czytelnika o Twoich bohaterach. Po to, byś mógł podarować czytelnikowi pole, przestrzeń do jego własnych wyobrażeń o Twoich bohaterach i do interpretacji rozmyślań oraz uczynków tychże bohaterów. Bo to właśnie Ty jesteś tych bohaterów sprawcą – potem musisz ich „tylko” odpowiednio przedstawić, wyrazić, zaprezentować, czyli musisz koniecznie przefiltrować, odcedzić swój szkicownik i dać czytelnikowi świadomie wyważoną esencję Twoich wyjściowych rozważań i szkiców. I ta godna pisarza prezentacja bohaterów nie oznacza wcale a wcale, że musisz „wywalać” z siebie wszystko, co wiesz o Twoich bohaterach, jak na przykład:

– Och – westchnęła poruszona Zuzanna, ubrana w siatkową bluzkę w kolorze brudnego różu; jej włosy przypominały złote żyto skąpane w promieniach lipcowego słońca – skoro jesteś pewien… – zerknęła na Błażeja nieśmiało, oczyma pokrzywdzonej sarny.

– Tak – odparł hardo. – Jestem więcej niż pewien – Błażej zdawał się nie dostrzegać jej bezbronności; od niechcenia przeczesał dłonią ciemną, gęstą czuprynę.

Wierz mi: o ile nie tworzysz didaskaliów do sztuki teatralnej (albo skryptu scenariusza do reklamy telewizyjnej) Twoje opisy włosów bohaterów i ich ubranek – czytelnikowi są kompletnie zbędne. Poruszenie Twoich postaci, ich nastrój, powinien wynikać z głębokiej (dla czytelnika – domyślnej) konstrukcji wewnętrznej samych bohaterów, a o ile ubiór bohatera nie ma na celu wyrazić czegoś atypowego, np. ubrania się nieadekwatnie do pogody z przyczyny głębokich rozterek – naprawdę pomiń dokładną kalkę słowną rysunków postaci z Twojego szkicownika. Dla porównania – przeczytaj ten przykład:

– Och – westchnęła Zuzanna – skoro jesteś pewien… – zawiesiła głos, nie chcąc, by Błażej zorientował się, że jest rozczarowana.

– Tak – odparł hardo. – Jestem więcej niż pewien – podkreślił, zupełnie ignorując jej niepewność i wycofanie.

I cóż powiecie? Zmiana opisów tych dwojga bohaterów uległa diametralnemu odcedzeniu; czyż nie?…

Ale to temat, który będę kontynuowała w kolejnym artykule, czyli w kolejnych Warsztatach Pandory dedykowanych obmyślaniu i konstruowaniu bohatera literackiego. W następnym odcinku pójdziemy dalej i opowiem Wam merytorycznie o następujących problemach: opis postaci; monolog wewnętrzny a dialog; transformacja wewnętrzna głównego bohatera powieści…

Do zobaczenia w kolejnych Warsztatach Pandory!

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (8)
  • w porządku-niezła grzanka (4)
  • potrzebny-smaczny tost (4)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *