Lekcja 15 – Kursy pisarskie: być na tak czy na nie?

Mówi się, ża każdy artysta to wariat. Może i prawda. Przy czym nie każdy wariat jest artystą…

Media, blogi i portale internetowe intensywnie alarmują, że Polacy nie czytają. A jednocześnie na potęgę kiełkują i kwitną rozmaite warsztaty i kursy tzw. pisania kreatywnego. Skoro prawie nikt w Polsce nie czyta, skąd rozliczne pomysły na własne biznesy uczące ludzi, jak być pisarzami? I czy bycia pisarzem naprawdę można się nauczyć?

Jako zdeklarowany od lat pisarz – zajmę surowe, jednak dogłębnie przemyślane stanowisko: bycia pisarzem nie można się nauczyć. Można kształcić warsztat, można zdobywać i pogłębiać wiedzę językową i literacką; można rozwijać osobliwą intuicję językową i literacką, ale nie sposób nauczyć się bycia pisarzem. Przy czym warsztat, wiedza, intuicja oraz świadomość językowa i literacka – to dla pisarza codzienne lekcje, oczywiście nieodzownie związane z pracą, z wysiłkiem, z pokonywaniem kolejnych i kolejnych intelektualnych, a także emocjonalnych zapór, lecz nie są to zimne mechanizmy, które jakikolwiek nauczyciel czy trener byłby w stanie komukolwiek skutecznie wpoić.

Warsztaty i kursy pisarskie mogą okazać się piękną przygodą, ale wyłącznie dla tych, którzy chcą pisać po to, aby odprowadzać na zewnątrz napięcie emocjonalne, czyli rozładowywać stres; dla tych, którzy poszukują ciekawego hobby; dla tych, którzy pragną zrealizować marzenie z dzieciństwa – napisać książkę czy opowiadanie. Z tego względu nie potępiam idei warsztatów i kursów pisarskich, bowiem istnieją grupy, dla jakich tego rodzaju zajęcia jak najbardziej mogą okazać się przeżyciem umacniającym poczucie własnej wartości, oczyszczającym z kompleksów, a nawet uzdrawiającym. Jestem całym sercem za tym, by każdy, kto przejawia choć iskrę potrzeby pisania – opisywania swoich uczuć, przemyśleń czy spostrzeżeń o świecie – chwytał za pióro lub za klawiaturę komputera. A jeżeli człowiek dodatkowo potrzebuje niejako poprowadzenia za rękę i chętnie zapłaci za kurs, który w sympatycznej atmosferze mu tę potrzebę zaspokoi, to osobiście nie mam nic przeciwko temu. Bo i czemu miałabym protestować? To nie moje pieniądze i zupełnie nie moja sprawa.

Sprawa niemniej zaczyna być „moja” w chwili, gdy trener prowadzący dany kurs pisarski obiecuje uczestnikowi, że pisanie – rozumiane jako tworzenie literatury – może być łatwe, przyjemne i dostępne każdemu. Ta obietnica jest fałszywa. Nie łudźcie się, że kryje się w niej przekaz głębszy od zwykłej propozycji marketingowej. A nawet jeśli trener składający tę obietnicę jest idealistą wierzącym w sens swej obietnicy – tym gorzej, ponieważ i tak nie będzie mógł tej obietnicy dotrzymać. Poza tym powieść na etapie jej tworzenia nie powinna być pojmowana i przedstawiana jako produkt. Jeżeli więc w ofercie kursu czytasz, że trener proponuje Ci techniczne podejście do pisania tekstów literackich, a w czasie kursu dowiadujesz się, że pisanie, że tworzenie literatury dla każdego zainteresowanego może być łatwe i przyjemne, to wiedz, że trener podchodzi do procesów twórczych jako do procesów marketingowych. Że traktuje powieść jako produkt. Owszem, książka na pewnym dalekim etapie najczęściej staje się produktem (bo trzeba ją wypromować i sprzedać), ale na wczesnym etapie myślenia o powieści jako o działaniu twórczym – nie ma miejsca na interpretowanie jej jako towar, jako element łańcucha czynności promocyjnych i handlowych.

Tworzenie literatury nie jest łatwe i przyjemne. Jest satysfakcjonujące, ale na satysfakcję z dokonań literackich pracuje się miesiącami i latami. Bycie pisarzem nie polega na zaznajomieniu się na podstawie wykładów i ćwiczeń z technicznymi aspektami pisania tekstów literackich – bycie pisarzem wynika bezpośrednio z wewnętrznej deklaracji i polega na przyjęciu czujnej postawy intelektualnej. Bo literatura jest dziedziną przede wszystkim intelektualną. O tym na większości warsztatów i kursów literackich – się nie mówi. Twierdzi się, że będzie Ci w pisaniu miło i wygodnie. Oczywiście „trzeba” wobec uczestników postulować tę wygodę, przyjemność i bezpieczeństwo – aby kursy sprawnie się sprzedały, aby nie zabrakło chętnych.

Kto zechciałby zapisać się na kurs pisarski do trenera, który z poważną miną oznajmiłby, że tworzenie literatury boli, że to nieuchronny i nieustający wysiłek intelektualny, w dodatku wysiłek stale chwiejny, niegwarantujący sukcesu – ani artystycznego, ani finansowego? Że tworzenie literatury to powolny, długotrwały proces; że to sposób na życie – niczego z góry niezapewniający? Czy płacąc za kurs, oczekiwałbyś podobnych postulatów? Albo czy uczestnicząc w kursie, chciałbyś dowiedzieć się od prowadzącego, że nie masz talentu? Raczej nie. Wolisz, by trener powiedział Ci, że na pewno otrzymasz to, o czym marzysz – że możesz stworzyć powieść, jeśli tylko zechcesz. Że nauczy Cię na podstawie kilku czy kilkunastu ćwiczeń, jak wymyślić i skonstruować atrakcyjnego dla czytelnika bohatera literackiego, jak zbudować i poprowadzić fabułę itd. Wydaje się, iż są to merytoryczne informacje, których poznanie pozwoli dowolnemu człowiekowi na swobodne opowiadanie historii na piśmie…

Tymczasem „robienie literatury” nie jest „opowiadaniem historii na piśmie”. Nie wystarczy mieć barwnej, śmiałej wyobraźni, żeby być pisarzem. Nie wystarczy dysponować darem mówienia czy gromadzenia, pamiętania różnych historii. Nie wystarczy umieć sobie wyobrazić, a potem zwyczajnie swoje wyobrażenie, krok po kroku, opisać. Bycie pisarzem – to specyficzna potrzeba umysłu i ducha; głównie umysłu, a więc intelektu. A opowiadanie czy opis – stanowi tylko jeden z wielu składników utworu, jakim jest powieść. Nie tylko literatura piękna, także ta popularna pozostaje wymagającym obszarem aktywności intelektualnej. Nikt nie przekaże Ci upragnionego przez Ciebie jądra sekretu – precyzyjnej odpowiedzi na pytanie, jak stworzyć powieść, jak być pisarzem. Na kursach możesz pobawić się pisaniem, możesz wyleczyć się z kompleksów, możesz pobudzić fantazję – ale to nierealne, by trener przekazał Ci praktyczne, dosadne umiejętności literackie, a zwłaszcza nierealne, by przekazał Ci receptę na to, jakimi wartościami masz się kierować, by potrafić przyjąć tę specyficzną czujność intelektualną, która, jak świat światem, pisarzom towarzyszy.

Nie istnieje coś takiego, jak technika pisarska, a szczególnie „technika pisarska na sprzedaż”. Dla pisarza – słowo pisane, pismo, jest rzeczą, która objawia się na końcu. Tworzenie literatury, bycie pisarzem, to ciągłe brnięcie w głębokie procesy myślowe, w gotujące się w głowie projekcje. Powieść, książka – jako fizyczny wymiar aktu twórczego, wyłania się na powierzchnię ostatnia. Podczas gdy właśnie wszystko to, co poprzedza ten fizyczny wymiar, stanowi o byciu pisarzem. O byciu pisarzem nie stanowi zdolność do nanoszenia na białą kartkę czarnych „robaczków” i organizowania ich w logiczny ciąg słów. Bycie pisarzem to budowanie w umyśle – złożonych znaczeń. Bycie pisarzem polega na myśleniu, nie – na pisaniu. Pisanie jest zaledwie obiektywnie widzialnym śladem, wydźwiękiem myślenia – dlatego właśnie łatwość pisania sama w sobie, czyli tzw. lekkie pióro, dla dziedziny literatury nic nie znaczy. Bo myślenia – nikt nie może Cię nauczyć. Czy wobec tego trenerzy, prowadzący kursy i warsztaty, sprzedają Ci coś, co nie istnieje?…

Rozumiem, że chcesz zaczerpnąć wiedzy językowej. Czytaj więc wywiady np. z profesorem Bralczykiem; znajdź w sieci wykłady, prelekcje profesora Bralczyka, i słuchaj ich – są to darmowe materiały, a wydobędziesz z nich znacznie więcej niż z wielu kursów pisarskich.

Rozumiem, że chcesz rozwinąć w sobie myślenie literackie. Czytaj więc gigantów literatury. Nie ma lepszego sposobu na zgłębianie przestrzeni literackich. Nie wierzę w „pisarzy”, którzy nie czytają Tołstoja, Dostojewskiego, Bułhakowa, Manna, Hessego, Goethego, Szekspira, Faulknera, Woolf, Joyce’a, Prousta, Márqueza... Nie wierzę w „pisarzy”, którzy z wyrozumiałością podchodzą do „literatury” Paula Coelho, twierdząc, że jest ona pożyteczna i cokolwiek do świata wnosząca. Nie wierzę w polskich „pisarzy”, którzy nie poważają czy nie rozumieją twórczości Gombrowicza, Prusa, Witkacego, Schulza, Różewicza…

Rozumiem, że chcesz poznać literackie gatunki i konwencje. W takim razie zapisz się na wykład z literaturoznawstwa, z teorii literatury, a nie na warsztaty pisania kreatywnego. Zapisz się na wykład z gatunków dziennikarskich – ich znajomość również może być pomocna w tworzeniu własnej literatury. Dowiedz się zatem, co to znaczy – felieton. Co to znaczy – reportaż. Co to znaczy – komentarz prasowy. Czytaj także teksty filozoficzne – zapoznaj się m.in. z teorią Romana Ingardena…

Przygotowując się do napisania tego artykułu, podjęłam dyskusję z młodym literaturoznawcą, który prowadzi warsztaty pisarskie. Postanowiłam sprawdzić, czy w moich przemyśleniach na temat tego typu kursów – aby nie błądzę. Może podchodzę do sprawy z chybionej strony? Może mam za mało danych, by w sposób kluczowy i sprawiedliwy ocenić te zjawiska na polskim rynku kołczerskim? Poprosiłam więc pana, by wskazał kryteria weryfikujące jakość warsztatów pisarskich na polskim rynku. Na co zainteresowani powinni zwrócić baczną uwagę, czytając oferty różnych trenerów na ich stronach WWW? Pan powołał się na wyższe wykształcenie kierunkowe, stwierdzając jednoznacznie, że trener przede wszystkim powinien ukończyć z tytułem co najmniej magisterskim kierunki w rodzaju filologii polskiej bądź literaturoznawstwa. Wykształcenie było dla pana fundamentalnym wyznacznikiem jakości tego typu warsztatów i kursów. A co w kwestii bycia pisarzem? Czy trener prowadzący kurs pisarski – nie powinien być przede wszystkim pisarzem? Czyż to nie wykształcenie winno być wtórne w stosunku do praktyki zawodowej? Dla pana doświadczenie trenera w tworzeniu własnej literatury miało znaczenie drugorzędne albo i trzeciorzędne. Chętnie zgodziłabym się z panem, gdybyśmy rozmawiali o wykładach z teorii literatury. Ale cóż teoretyk może przekazać mi o tworzeniu literatury? To tak, jakby w celu poznania „od kuchni” pracy artysty malarza – udać się po nauki do historyka sztuki. W mojej opinii jawi się to zadziwiająco karkołomną logiką.

Dlatego zanim sięgniesz do kieszeni, zastanów się porządnie, na co naprawdę chcesz wydać pieniądze. Czytaj wywiady z dobrymi pisarzami, interesuj się ich praktycznym, zawodowym doświadczeniem, obserwuj, co sobą reprezentują, co mówią, co myślą i w co wierzą. Pisarz może opowiedzieć Ci o swojej ścieżce do wydania pierwszej, drugiej, trzeciej powieści – wyjaśnić, co w tej ścieżce go zaskoczyło, z czym musiał sobie na bieżąco radzić, jakie problemy rozwiązywał po drodze. Może opowiedzieć Ci o tym, co lubi czytać, co ceni w literaturze, których pisarzy szanuje i za co ich szanuje. Może opowiedzieć Ci o tym, dlaczego zdecydował się być pisarzem – na jakim etapie życia ta wewnętrzna deklaracja u niego nastąpiła. Szereg tego typu informacji z życia konkretnych – rozmaitych – pisarzy może okazać się dla młodego człowieka, który poszukuje siebie, który usiłuje ustanowić swoją tożsamość, inspirujący albo trzeźwiący. A zaletą dodatkową pozostaje, że wywiadów z pisarzami w sieci bez liku – i są one dostępne za darmo.

Jak prawda życia nie raz i nie dwa dowiodła, człowiek, który samodzielnie nie wie, jak zacząć, jak zabrać się za tworzenie – w jakiejkolwiek dziedzinie artystycznej, nie tylko w literaturze – z dużym prawdopodobieństwem donikąd w „robieniu sztuki” nie dojdzie. A jeśli uważasz, że się mylę – łap za pióro i udowodnij sobie, nie mnie, że się mylę. Jeśli w głębi czujesz, że możesz być pisarzem, że tworzenie literatury stanowi Twój osobisty sens i cel, wtedy nie potrzebujesz prosić nikogo o zgodę, o potwierdzenie, że dobrze myślisz. Natomiast ci, którzy zadają mnóstwo pytań już w przedwstępie do podjęcia jakichkolwiek działań, to błędni rycerze walczący z wiatrakami. Tych ludzi kursy pisarskie mogą uszczęśliwić, temu nie przeczę. Ale uważam, że bycie pisarzem z krwi i kości – jest nie dla nich.

W tym miejscu omawiania właściwości warsztatów i kursów pisarskich odniosę się do szczególnej wrażliwości jako do predyspozycji cechującej pisarzy. Nie ulega wątpliwości, że pisarz wyposażony jest przez naturę, zdeterminowane geny, przypadkowy los albo boga – w skłonności do wyrażania siebie za pomocą języka pisanego; do wnikliwego obserwowania świata i woli oraz zdolności do przekładania wniosków płynących z tych obserwacji na język pisany. Niektórzy określają owe wrodzone skłonności – talentem literackim. Jednak nazewnictwo nie jest tu istotne, tak samo jak nieistotne są osobiste przekonania, w wyniku których różni ludzie wskazują różne możliwe źródła tych skłonności. Mówiąc wprost, obojętne, czy dotknął Cię palec boży, czy wygrałeś los na loterii matki natury – ważne jest to, że żeby być pisarzem, musisz być nośnikiem wrodzonej specyficznej wrażliwości, która umożliwi Ci sukcesywne realizowanie się w pisaniu. Ta wewnętrzna predyspozycja – czyli skłonność, czyli wrodzona specyficzna wrażliwość – jest matrycą, z jakiej Twoja literatura będzie się czerpać. Ta matryca jest fundamentem – bez niej nie zostaniesz pisarzem. I tej matrycy nikt nie może Ci zaszczepić, bowiem nie jest ona ani skończoną umiejętnością, ani gotową wiedzą, ani tym bardziej ich kompilacją. To zaledwie zalążek tego, co możesz sobą zbudować, lecz bez zawierania w sobie tego zalążka – pisarzem nie będziesz.

Wiele warsztatów i kursów pisarskich obiecuje uczestnikom przełamywanie wewnętrznych blokad, otwieranie się za pośrednictwem pisania. Jest to oferta, powtórzę: marketingowa, skierowana do ludzi bardzo wrażliwych i często dojmująco nieśmiałych, lecz ta wrażliwość i nieśmiałość niekoniecznie musi być tożsama z predyspozycjami do pisania – z talentem literackim. Dlaczego poruszam wątek nieśmiałości, do czego zmierzam? Otóż zadaj sobie pytanie: czy pisarz może być nieśmiały? Czy pisarz może bać się konfrontacji z czytelnikiem? Czy pisarz może w sposób paniczny lub histeryczny reagować na współpracę z redaktorem, który w procesie wydawniczym naniesie poprawki do tekstu – poprawki nie tylko w warstwie stylistycznej, ale też poprawki ingerujące w treść lub w konstrukcję powieści?

Pomogę Ci i od razu odpowiem: tak, pisarz może obawiać się konfrontacji zarówno z czytelnikiem, jak i z krytykiem literackim, jak i z redaktorem wydawnictwa. Natomiast musi chcieć dobrowolnie „pchać się” w te relacje, które mają prawo albo go zawstydzać, albo nawet i przerażać, ponieważ w przeciwnym razie – do śmierci nie wydostanie się z szuflady. A każdy urodzony pisarz – każdy artysta wie, że nie ma sztuki wsobnej, tzn. że trzeba, po prostu trzeba prędzej czy później wydostać się z szuflady…

Zmierzam do tego, że jeśli na kurs pisarski zapisze się osoba wrażliwa i nieśmiała, ale bez talentu literackiego, wówczas kurs, który w swej ofercie obiecuje przełamywanie wewnętrznych blokad – może wyrządzić tej osobie psychiczną krzywdę, a skutki tej krzywdy objawią się w dalekosiężnej perspektywie. Bo cóż z tego, że „wrażliwiec”, że „nieśmiałek” zostanie w miękkiej atmosferze przytulony w swej nieśmiałości, że trener go ośmieli, skoro w przyszłości ten sam „nieśmiałek” dowie się od potencjalnego wydawcy albo od czytelnika, że nie ma talentu? Właśnie temu problemowi i zarazem zapytaniu poświęcam ten akapit: co z ludźmi nieśmiałymi, którzy nie mając talentu literackiego, zostaną zachęceni przez trenerów pisania kreatywnego do wkraczania w relacje, do których nie są gotowi, z którymi sobie emocjonalnie nie poradzą? Kto weźmie odpowiedzialność za ich przyszłą rozpacz, gdy nieunikniona konfrontacja z rynkiem wydawniczym oraz z gros czytelników – dotkliwie sprowadzi na ziemię? Oczywiście – nikt. Przecież pełnoletni człowiek samodzielnie, na własną odpowiedzialność zawiaduje swoim życiem, marzeniami oraz porażkami…

Warsztaty i kursy pisarskie mogą być użyteczne dla osób, które mają dystans – do samych siebie i do innych. Tacy ludzie podejdą do kursu jako do zabawy; będą potrafili bawić się narracjami, konwencjami, językiem. Natomiast człowiek, który traktuje rzeczywistość „bezdystansowo”, zapisując się na kurs pisarski, w rzeczywistości podchodzi do swojej ponadprzeciętnej wrażliwości – od złej strony, jak sądzę, bowiem aby pokonywać wewnętrzne blokady wynikające z nieśmiałości, warto w pierwszej kolejności zapisać się do – bezpłatnych – grup literackich, copywriterskich czy redaktorskich na portalach społecznościowych typu Facebook. Udzielając się w grupach, wchodząc w interakcję z grupowiczami, komentując i dyskutując problemy językowe i literackie, można w sposób bezpieczny i konsekwentny nabywać dystansu do świata, a dystans ten z czasem sprawi, że trudniej będzie nas dotknąć, sprawić przykrość, zażenować.

Część z Was na pewno zarzuci mi, że mocno krytykuję kursy pisarskie, podczas gdy sama uprawiam cykl publicystyczny pod hasłem Warsztaty Pandory. Pozwólcie, że ustosunkuję się do tego zarzutu: ci z Was, którzy nie czytali zakładki O nas, nie wiedzą, że Toster Pandory jest serwisem zdecydowanie niszowym, który nie zamieszcza reklam ani artykułów sponsorowanych i tym samym nie czerpie zysków materialnych. Pisuję artykuły z cyklu Warsztaty Pandory – dostępne w pełni bezpłatnie – ponieważ coraz częściej przysyłają do mnie wiadomości młodzi ludzie marzący o byciu pisarzami. Wiadomości te pełne są wątpliwości i pytań, z których znaczna część powtarza się, jak odbita przez kalkę. Postanowiłam więc odpowiadać na te pytania za pośrednictwem artykułów – dzięki czemu jestem w stanie wypowiedzieć się na dany temat w miarę obszernie, co prawda nie w sposób spersonalizowany, ale za to dokładny i wielowarstwowy.

Poza tym pisanie artykułów takich jak ten, choć wymaga rzetelnej analizy wielu odcieni różnych zjawisk, zarazem pozwala mi zaoszczędzić czas: dużo mniej czasu przeznaczam na napisanie artykułu, niż przeznaczyłabym na odpisanie każdemu z osobna, a przy tym po łebkach. Dzięki temu zyskuję czas na tworzenie swoich powieści, opowiadań i innych utworów literackich. Poza tym podkreślę, że fakt, że ze swej działalności publicystycznej na łamach Tostera Pandory nie osiągam korzyści finansowych – sprawia, że mogę zajmować bardzo krytyczne stanowiska wobec omawianych tematów. Dlatego, że niezobowiązana wobec nikogo układem finansowym, mogę każdemu powiedzieć prawdę – bez ogródek, bez głaskania po głowie, bez składania fałszywych obietnic. A krytykując większość kursów pisarskich na rynku polskim, pozwalam, by odezwał się we mnie „gen społecznika”. Na pewno można wytknąć mi, że wścibiam nos w nie swoje sprawy, ale ja po prostu nie chcę, by nieostrożni, wrażliwi ludzie wyrządzali sobie szkodę, by niedokładnie czytali oferty, by ulegali marketingowemu i kołczerskiemu bełkotowi, by łudzili się, że literatura jest łatwym i miłym sposobem na życie.

Obchodzi mnie to, co dzieje się z młodymi ludźmi, którzy marzą. Dlatego podsumowując temat warsztatów i kursów pisarskich, wypunktuję ich zalety i wady…

Kursy pisarskie mogą być odpowiednie i pozytywne dla ludzi, którzy:

  • mają dystans do siebie i świata
  • pragną zrealizować marzenie z dzieciństwa/młodości polegające na napisaniu np. książki/opowiadania
  • szukają kontaktów z ludźmi, którzy tak samo jak oni – lubią czytać literaturę i marzą, by „liznąć” tzw. drugiej strony medalu, tj. by samemu zmierzyć się z próbami stworzenia tekstu literackiego (te warsztaty pisarskie, które organizowane są w celu budowania środowiska pisarzy, pewnego specyficznego anturażu rozmów okołoliterackich – są jak najbardziej OK!)
  • poszukują oryginalnych, twórczych sposobów na zagospodarowanie wolnego czasu
  • chcą bawić się w nieco bardziej ambitny sposób
  • nie liczą na otrzymanie „recepty na stworzenie bestsellera”
  • nie liczą na uzyskanie wymiernej odpowiedzi na pytanie „jak zostać pisarzem?”
  • wiedzą, że bycie pisarzem nie jest zawodem pierwszej potrzeby społecznej; że bycie pisarzem niesie z sobą finansowe ryzyko, niepewność jutra oraz nieprzyjemne konfrontacje z odbiorcami i krytykami literatury

Kursy pisarskie mogą być niekorzystne lub szkodliwe dla ludzi, którzy:

  • potrzebują dowiedzieć się, czy mają talent literacki, czy nie. Na większości kursów odpowiedzi na to pytanie nie uzyskasz. Trenerzy pisania kreatywnego prawie nigdy nie przekazują kursantowi, że błądzi, że nie ma predyspozycji do tworzenia literatury etc. Trenerzy będą starali się przekazać Ci, że możesz wszystko, co zamierzysz; że nie istnieją obiektywne ograniczenia.
  • nie wiedzą, kim są; którzy są albo zagubieni, albo dopiero wkraczają w proces ustanawiania swej tożsamości (którzy są bardzo młodzi, jeszcze bez doświadczenia zawodowego, bez dorobku życiowego, bez uformowanej/stabilnej emocjonalności etc.). Takich ludzi łatwo zarazić bezrefleksyjną egzaltacją i bezkrytyczną samoakceptacją. A sztuka – w jej obrębie: literatura – nie znosi kompromisów czy połowicznych rozwiązań. Sztuka nie godzi się na półśrodki, na samozachwyty, na łaskawe tulenie tych, którym brakuje samoświadomości i wiedzy o własnych niedostatkach. Sztuka nie uznaje litości i schlebiania – sztuka to samotność, droga pod prąd i życie pełną piersią, pomimo niedoboru sprzymierzeńców.
  • pragną poznać techniki pisarskie, tj. metody na rozwiązywanie konkretnych problemów występujących w procesie tworzenia literatury, np. powieści. „Techniki pisarskie na sprzedaż” nie istnieją. Co pisarz, to inna, bo autorska, technika, stąd wypadkowej owych technik nie sposób ubrać w spójny, schematyczny program kursu.
  • oczekują potwierdzenia, że mogą pisać, że warto, że będzie przyjemnie, rozkosznie i łatwo. Tego rodzaju zapewnienia to obietnice bez pokrycia. Oczywiście napisać cokolwiek, a następnie podzielić cokolwiek na rozdziały, może każdy, kto chce – pytanie zaś brzmi: czy cokolwiek może być uznane za powieść, za literaturę?

W zamian warsztatów i kursów pisania kreatywnego, poleciłabym wszystkim zainteresowanym szlifowaniem umiejętności pisarskich – zupełnie inne szkolenia, jak na przykład:

  • szkolenie z zakresu korekty/redakcji
  • kurs copywriterski/języka reklamy
  • wykłady z teorii literatury
  • kurs dziennikarski – gatunki: informacja, felieton, reportaż, komentarz, recenzja

Te wszelkie „okołopisarskie” oraz językowe i „okołojęzykowe” kursy na pewno okażą się bardziej korzystne i owocne – gdyż są one wymierne pod względem merytorycznym: w wymienionych zakresach trudniej o nabijanie w butelkę, o ładną otoczkę służącą jedynie za mamienie, za obietnicę bez pokrycia. Prócz wartościowych kursów z zakresu np. redakcji, zdecydowanie warto podkreślić, jak cenna dla ludzi piszących może być dziedzina filozofii. Nie bez powodu mówi się, że filozofia jest matką czy królową wszystkich nauk. Filozofia – rozwija umysł, bowiem „wymusza” mierzenie się z wyzwaniami intelektualnymi, prowokuje czy skłania do przyjmowania różnych perspektyw, poszerza zakres słownictwa i ubogaca język…

Nie każdy może być pisarzem – tak samo jak nie każdy wariat jest artystą. Za to każdy może zostać grafomanem, jeśli tylko sobie zażyczy. I pewnie zaskoczy Was to, co powiem teraz: to, że wokół kiełkują i kwitną liczni grafomani – to wcale nie jest źle! Wbrew pozorom – grafomania poszerza przestrzeń literacką, ponieważ to czytelnik ostatecznie dokonuje oceny, czy książka jest wartościowa, czy nie. Grafomani wzbogacają materię literacką wypełniającą rynek wydawniczy! Dlatego, że potrzeba stu tysięcy grafomanów, by powstał jeden Gombrowicz…

Bycie pisarzem dzisiaj a bycie pisarzem kiedyś – to dwa kompletnie różne tematy. By być, a właściwie – by zostać pisarzem kiedyś, trzeba było mieć albo dużo pieniędzy, albo kapitalne koneksje; oczywiście oprócz talentu. Zostanie pisarzem kiedyś – obudowane było systemem dystrybucji i skomplikowaną siecią relacji zawodowych oraz kontaktów środowiskowych. Dziś natomiast znacznie łatwiej zostać pisarzem – spróbować i błysnąć. Faktycznie każdy może stać się nie tylko autorem, ale i wydawcą, i dystrybutorem własnych książek – i patrząc od tej strony, rzeczywiście można łatwo rozpocząć pisanie… Korzystajcie więc z tej bezspornej szansy, jaką stworzyła dla Was współczesność – zakładajcie blogi, piszcie książki… Mój osobisty apel jest inny: uważajcie na tych, których nazywacie swoimi nauczycielami, przewodnikami, autorytetami czy mistrzami – sprawdzajcie ich kompetencje i rozliczajcie ze składanych obietnic.

Do zobaczenia w kolejnych Warsztatach Pandory!

Justyna Karolak

Justyna Karolak – red. nacz. Literatury Tostera Pandory, twórca powieści, opowiadań, felietonów oraz baśni dla dorosłych i dla dzieci. Na swoim blogu okołoliterackim Karolakowo w kategorii Pisanie publikuje artykuły dla pisarzy. Ich uzupełnieniem jest regularny podcast dla pisarzy dostępny na kanale YT.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (4)
  • w porządku-niezła grzanka (4)
  • potrzebny-smaczny tost (4)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *