Lekcja 6 – Felieton: co autor miał na myśli?

Felieton1

Felieton jest dziwnym gatunkiem dziennikarskim. Łączy w sobie i sens publicystyczny, i próbę wyrażenia samego siebie jako autora. Nie waham się rzec, że dziennikarze mogą być artystami – dzieje się tak właśnie wtedy, gdy pisują felietony. Bo felieton dla dziedziny dziennikarstwa jest tym, czym dla malarstwa surrealizm, a dla literatury – poezja. Niełatwo zatem poddać felieton rozbiórce na czynniki pierwsze, zorganizowanie dlań przeglądu technicznego pozostaje wyzwaniem. To tak, jakby wytrącić żonglerowi piłeczki z dłoni, by sprawdzić, w jaki sposób żongluje, jaki jest klucz do opanowania tej niezwykłej umiejętności…

Niewątpliwie celem felietonu jest wskazać czytelnikowi w przewrotny, dowcipny sposób nową furtkę w prywatnych rozważaniach – w obszarze, który dobrze zna. Niezbędnym środkiem do tego celu jest dobry pomysł, a dobre pomysły – jak w każdej dziedzinie twórczej – rodzą się wszędzie, gdzie spojrzą mądre oczy twórcy. Toteż dla porównania sposobów patrzenia na otaczającą rzeczywistość i obracania ich w felietonowy ciąg słów – wybrałam dwa nazwiska: Tadeusz Boy-­Żeleński i Stefan Kisielewski (Kisiel). Obie te frapujące osobowości prezentują pewien dystans względem samego siebie i rodzaj pokory wobec innych.

W felietonie pt.: Z rękami na klawiaturze Boy­-Żeleński mówi: „Drażni mnie podobieństwo maszyny do fortepianu. Irytuje mnie, gdy siądę i położę ręce na klawiszach, a one nie wydają głosu. O, jakże gnuśnym przewodnikiem uczuć jest słowo!”. Oto odezwała się przewrotna felietonowa nuta – otworzyła się dla nas nowa furtka. Bo wielu z nas pisywało na maszynie (na komputerze), lecz czy komuś przyszło do głowy, iż by była ona podobna do fortepianu? I czy nie wydaje się Wam dziwne, że mistrz słowa pisanego twierdzi, że słowo jest dla niego czymś irytującym, cichym i nijakim? Otóż wcale tak nie jest – to przemawia do nas w ten sposób ironia, jeden z głównych środków stylistycznych gatunku, jakim jest felieton. Ironia i sarkazm są tylko sprytnym materiałem poślizgowym dla głębszych, poważniejszych myśli. Bo myśl poważna – jest ciężka i powolna, natomiast ironia pozwala jej zyskać na prędkości i przemknąć przez głowę czytelnika niczym nagła błyskawica olśnienia. Do tego właśnie służy felieton: do przewietrzania skostniałych mózgów.

Boy­-Żeleński w dzieciństwie uczył się z braćmi gry na fortepianie. Bracia zyskali muzyczne wykształcenie, Boy­-Żeleński: nie. „Toteż dławię się nieraz od wstrzymywanej muzyki i kiedy siądę do maszyny do pisania, odzywają się we mnie niewyżyte tęsknoty…” – tak brzmi ostatnie zdanie tego felietonu. Oto dobijamy do kardynalnej konkluzji – do puenty. Puenta jest dla felietonu tym, czym morał dla baśni. Puenta burzy wcześniejszą treść słów, jak wątły domek z kart, ale jednocześnie jest światłem wskazującym czytelnikowi właściwą drogę wyjścia z felietonowego labiryntu.

To dzięki puencie rozumiemy, że Boy-­Żeleński wcale nie uznaje słowa za gnuśnego przewodnika uczuć. Przeciwnie: słowo ma dla niego niezaprzeczalną melodię, jest czystą muzyką. Ach, jakie to przyjemne i proste wiedzieć już, że – faktycznie! – maszyna do pisania jest prawdziwym fortepianem. Wszak jedno i drugie – ma klawisze, a skoro słowo jest muzyką, w takim razie i jedno, i drugie służy do grania.

Istotnie, przewrotna jest rzeczywistość, a oko felietonisty jest jej doskonałym rejestratorem. Ale jeśli przyszło Ci do głowy, że gatunki dziennikarskie służą do rejestrowania wyłącznie teraźniejszego biegu rzeczywistości, wiedz, że felieton stanowi słodki wyjątek od tej zimnej reguły. Oto bowiem w Słowach cienkich i grubych Boya­-Żeleńskiego czytam, co następuje: „Żył w XVI wieku pisarz nazwiskiem Rabelais, pisarz, którego sam wzniosły i katolicki Chateaubriand nie waha się z czcią nazywać ojcem literatury francuskiej. Otóż dzieło Rabelais’go – cud mądrości i geniuszu! – jest po prostu tak zapaskudzone grubymi i sprośnymi słowami, w takim nadmiarze i w tak monstrualnych kombinacjach, że człowiek delikatny, nie mówiąc już o kobiecie, nie może pism tego autora wziąć do ręki. Zaczęto tedy mówić tak: mamy genialnego pisarza, mamy arcydzieło rozumu i dowcipu, ale zanieczyszczone. Cóż prostszego, jak oczyścić je z tych szpetnych narośli – zostawić to, co mądre, wyciąć to, co plugawe, i dać narodowi francuskiemu, francuskiej młodzieży, czystego Rabelais’go. I o dziwo, kiedy spróbowano dokonać tej operacji, okazało się, że w tym oczyszczonym wydaniu Rabelais przestał być mądry, przestał być zabawny, nie zostało z tego nic. Grube słowa – jak się okazało – nie były naroślą, ale były jakimś chemicznym połączeniem, mistycznym naczyniem myśli. Można Rabelais’go nie czytać, ale nie da się go oczyszczać”. Jesteście ciekawi, czemu przywołałam ten cytat?

Otóż dlatego, że w XXI wieku Dorota Masłowska napisała książkę pt. Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną. „Grube słowa” – że użyję błyskotliwego zwrotu Boya-­Żeleńskiego – mnożą się, roją i warstwią w tej powieści niczym gwiazdy na niebie. I nie jeden profesor językoznawstwa, nie jeden miłośnik sztuki – ubrany w elegancki garnitur podkreślony muchą – oburza się i bulwersuje tym stanem rzeczy. Lecz język przepełniony przekleństwami i brudnymi metaforami może być językiem pięknym, jeśli posługuje się nim inteligentna osoba. I z pewnością – jeśli jest tego rodzaju urodą, opartą na pozornej czy formalnej szpetności – nie dla głupców jest przeznaczony. Zatem powiem to według szablonu wykrojonego przez Boya­-Żeleńskiego: można Masłowskiej nie czytać, ale nie da się jej oczyszczać. Czy więc wyżej wspomniany felieton zestarzał się w jakikolwieksposób? Czy stracił choć milimetr na swej aktualności? Nie, ponieważ styl felietonowy wpisuje się w obieg kulturowy, ponadczasowo czy uniwersalnie cyrkulując wśród mowy ogółu społeczeństwa – z jego świadomością lub bez.

Felieton z natury jest formą lekką, przystępną dla czytelnika. I tylko wybitni felietoniści wiedzą, ile ciężkiej pracy kosztuje człowieka ta lekkość.

Czytelnik uważa, że felieton jest czymś przyjemnym – i dobrze; dokładnie takie przeświadczenie felieton winien w nim wzbudzić (świadczy ono o jakości felietonu). Owszem – przyjemnie jest, kiedy jest już po wszystkim, kiedy wreszcie autorowi uda się połączyć słowo wstępne z ostateczną puentą, przy czym rolę spoidła pełnić po drodze musi błyskotliwe rozwinięcie… I – o ironio! – jakoś zwykle tak się dzieje, że im większy umysł twórcy, tym bardziej morderczy trud poniesiony w trakcie tworzenia. Zatem wartość felietonu mierzy się wprost proporcjonalnie do ilorazu inteligencji felietonisty…

Dobry felieton rodzi się tak właśnie: w makabrycznym pocie i zgrzytach zwojów mózgowych. W praktyce przebiega to w ten sposób, że im felieton wygląda na świeższy, tym prawdopodobniejszy fakt, iż rodził się w ogromnym niewyspaniu, o czwartej nad ranem, w potoku bluźnierstw, aż wysypał się w końcu spod przymkniętych powiek pisarza.

Intelektem imponującym dla dziedziny felietonu jest Kisiel. Uczciwie mówiąc, wcale nie wiem, w jakich okolicznościach pisywał Kisiel felietony – czy odbywało się to w istocie nad ranem, czy nie. Ważny jest natomiast styl felietonowy Kisiela, świadczący o przenikliwej inteligencji. Bo style felietonowe bywają różne i abym mogła rzetelnie je porównać, potrzebowałabym co najmniej kilku lat studiów poświęconych wgryzaniu się w każde felietonowe słowo. Jednak na pewno od razu można spostrzec, że Boy­-Żeleński w swoich felietonach jest wyważony i logiczny, jakby świadomie dumający. Kisiela cechuje raczej błyskotliwość filozofa i poniekąd filozoficzne tematy. Zdaje się bardziej bezpośredni, a jednocześnie bazujący na „przewrotce intelektualnej” najwyższych lotów. Sarkazm Kisiela jest ostry, ale wpisany między wiersze i skierowany nie tylko w stronę świata, ale także w stronę samego siebie. Kisiel to typ felietonisty tworzącego niby w nagłym, zupełnie spontanicznym i przypadkowym oświeceniu myśli. Zapewne nie jest to prawdą, bo z reguły myśl oświecona nie spada na człowieka prosto z nieba, i to od razu przywdziana w mądrość. Taki stan rzeczy wymaga świadomej pracy…

Kisiel pisze na tematy naturalne, lecz – jak na felieton przystało – w nowy, odkrywczy sposób. Z felietonu pt. Po co człowiek żyje? dowiadujemy się, że po to, aby czerpać przyjemność. Przyjemności zaś bywają rozmaite i Kisiel z wyczuciem wymienia je po kolei, wystrychając czytelnika na dudka. Z felietonu pt. Jak się czujesz? czerpiemy dowcipną lekcję: nie opłaca się szastać prostymi słowami i powtarzać je w ślad za innymi jak papuga, a tylko wytrawny znawca życia jest w mocy szczerze odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule. Felieton pt. O twarzach Kisiel zaczyna od wyśmiania samego siebie: „Gdzieś ty był, jak twarze rozdawali? – oto pytanie, które mi często zadają przyjaciele. Istotnie – twarz dostała mi się nieosobliwa: głowa mała jak makówka, tak że najmniejszy kapelusz opada mi na ramiona, broda cofnięta do tyłu, idiotowata, przy tym jakby ugryziona przez psa, wargi odęte, dolna zwisa jak krowie wymię, czoło niekształtne i łyse, włosy kołtuniastoszczeciniaste, a do tego rzadkie (połączenie szczeciny z łysiną to coś jak piekło źle ogrzane)”. Natomiast kończy felieton na wyśmianiu człowieczeństwa w jego pewnych aspektach, kwitując swoje rozważania tak zadziornie oto: „Tak czy owak, zabawę w twarze do wynajęcia (nie pasujące do dusz) należałoby ukrócić i sprawę rozstrzygnąć inaczej, o co wnosi chwilowy (bo doczesny) posiadacz twarzy nieosobliwej”.

Tak czy owak – felietonowych stylów naliczyć można tyle, ile typów charakterów, ile przekonań, ile dyscyplin życia, kultury, nauki i wiary… Jaki tkwi sens w podejmowaniu owego zliczania? Taki sam, jaki zawarłby się w liczeniu ziaren piasku spoczywających na dnie oceanu.

Tak czy owak, wolę oddać się interesującej felietonowej lekturze, niż trwonić czas (a jest go tak mało!) na nieudolną własną próbę jej interpretacji. Tą refleksją pragnę zwieńczyć niniejsze warsztaty. Bo felieton, to piękny, szczególny gatunek, w dużej mierze także literacki. Współczesność mocno go zdewaluowała niestety – dzisiejsza łatwość publikowania i wydawania dowolnych treści i prób pisarsko-publicystycznych przyczynia się do zatarcia, jasnej przecież, definicji tego gatunku. We współczesnej prasie czy blogach spotkać można mnóstwo tekstów w zasadzie niedefiniowalnych (nieklasyfikowalnych), które z lubością tagowane są modnym słowem: felieton. Tymczasem z felietonem nader mało mają one wspólnego i do czynienia – często nie leżały nawet na półce w sąsiedztwie felietonu. Dlatego jedyne, co mogę Wam polecić, to czytanie, studiowanie na własną rękę klasyków tego gatunku, jak choćby dwóch panów, o których wspomniałam powyżej. Bo jeśli marzycie tworzyć prawdziwe felietony, uczcie się od najlepszych, czyli od prawdziwych felietonistów.

Do zobaczenia w następnych Warsztatach Pandory!

Justyna Karolak

Justyna Karolak – powieściopisarka, publicystka, felietonistka, autorka opowiadań oraz baśni dla dorosłych i dla dzieci. Najnowszą powieść (2016) Karolak można pobrać bezpłatnie ze strony Tostera Pandory – jest to e-book (Pdf) udostępniony specjalnie jako prezent dla Czytelników. Więcej informacji o powieści i o pisarce przeczytasz, klikając link: http://tosterpandory.pl/justyna-karolak-mowa-kruka-2016-powiesc-pdf-do-pobrania-za-darmo/.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (9)
  • w porządku-niezła grzanka (8)
  • potrzebny-smaczny tost (8)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Jeden komentarz

  1. Być może młodych pisarzy i/lub ludzi blogujących zainteresuje konkurs na wprawkę do felietonu, z nagrodami? Konkurs trwa od 20 listopada 2017 r. Wszystkich szczegółów dowiecie się stąd: http://karolakowo.blog.pl/2017/11/20/dlaczego-rozmowy-z-taksowkarzami-sa-jak-zmeczona-lawa-refleksja-karolakowa/ (na końcu tego artykułu jest odpowiedni link, który wprowadzi Was do konkursu – pozwoli wziąć w nim udział).

    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Autorka Warsztatów Pandory

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *