Lekcja 7 – O języku: mówi pisarz

O języku mówi pisarz

Drodzy! Dotychczas w Warsztatach Pandory padło niemało słów o tym, jak ważne dla pisarza pozostają korekty, które winien on popełniać na własnym dziele literackim – o tym, jak głęboko i boleśnie wypada pisarzowi dbać o język, o jakość gramatyczną i formę językową stworzonych zdań, akapitów, rozdziałów… Dziś nie wycofuję się z tego osobistego apelu – podtrzymuję tę opinię, a wręcz postulat, iż pisarz niezbędnie, z użyciem wszelkich możliwych i dostępnych wysiłków, musi dbać o kondycję swego literackiego słowa… ale! Istnieje i druga strona medalu!

Pisarz nie jest filologiem. Pisarz nie jest językoznawcą. Pisarz nie jest redaktorem… a nawet jeśli faktycznie w pracy codziennej, zarobkowej, pełni którąkolwiek z wymienionych funkcji, nie może, nie powinien w żadnym razie pełnić jej w odniesieniu do autorskiej literatury – do swego procesu tworzenia, budowania literackiej melodii, historii, opowieści, powieści, opowiadania.

Inną kwestią jest dbałość o poziom języka w ogólnym rozumieniu, i w tej kwestii dziełu własnemu od autora zawsze należy się szacunek – który oznacza, że trzeba czy warto być krytycznym wobec siebie, bo dzięki temu krytycyzmowi autor czyni wszystko, co może, i ile się da, aby dostarczyć czytelnikowi jak najbardziej gotowe, wypieszczone, a i wyorane literackie dzieło. Lecz zupełnie odrębną kwestią jest intuicyjne czucie języka, wrażliwość na język – na jego brzmienie i na jego zapis graficzny (pisemny). I to właśnie ta osobnicza wrażliwość czyni z człowieka pisarza – nie czyni tego zawód wyuczony ani praktykowany, nie czyni tego znajomość językowych autorytetów ni słowników. Nic nie zastąpi Ci Twojej intuicji literackiej, która powinna Cię ukierunkowywać nie tylko w odniesieniu do treści – powinieneś wykorzystywać tę intuicję do słyszenia języka, do rejestrowania swoim uchem, swoją percepcją tego, jak mówią ludzie, w jaki sposób ludzie konstruują swoje myśli, w jakim stylu, w jakiej formie komunikują te myśli, posyłają je na zewnątrz, dalej, w świat. Twoim zadaniem nie jest próba odzwierciedlenia mowy wzorcowej – Twoim zadaniem jest tworzenie literatury, a duża, ważna, piękna literatura rzadko kiedy bywa nade precyzyjna i nienaganna w sensie ukonstytuowania językowych reguł. Dzieje się wręcz odwrotnie: to błędy językowe popełnione przez pisarza z czasem wkraczają do mowy potocznej, do językowego obiegu, ubogacają ten język i przemieszczają jego semantyczne granice.

Uwaga, uwaga! Pisarz rejestruje – obserwuje i słyszy – rzeczywistość. I na tej osobistej, wrażliwej bazie konstruuje określoną opowieść, krainę, przedstawienie, które w rezultacie stanowi propozycję do przemyślenia dla czytelnika. Nie pisz tak, jakbyś chciał dogodzić polonistom, pisz tak, jakbyś nigdy się nie mylił. W czasie twórczego pisania wyrzuć słowniki i wszystkie leksykony wiedzy językowej – pisz zgodnie z tym, co chcesz powiedzieć światu; nie pisz tak, jakbyś niechcący dokonywał kastracji samego siebie z „prawdy”; jakbyś się bał, jakbyś się wstydził „kaleczyć” język.

Ta druga strona medalu nie powinna jednakże być rozumiana jako ratunkowy wytrych dla leniwych. Mówiąc o tym, że błędy – np.: stylistyczne – popełnione przez pisarza mogą być rozumiane jako estetyczny – czy intelektualny – walor, mówię o „błędach” popełnianych w dużej mierze z premedytacją; mówię o zjawiskach językowych, które nie są efektem przypadku, lecz są obrazem pewnej „literackiej gracji”, czy, jeśli wolicie, które są efektem świadomej woli lub pracy, efektem różnorakich, pełnokrwistych pisarskich zabiegów.

Tancerz baletowy kształtuje swoje ciało – jak i dyscyplinę wewnętrzną – od wczesnego dzieciństwa. Nikt nie zostaje tancerzem dlatego, że ma takie marzenie – dlatego, że ma bogatą wyobraźnię, dlatego, że ta wyobraźnia wybucha w nim za każdym razem, kiedy słyszy dobrą, przestrzenną, plastyczną muzykę, i wówczas w granicach swego umysłu (w fantazji) tworzy niezwykłe układy choreograficzne. Zanim tancerz będzie mógł w pełni swobodnie popłynąć z muzyką – ze swoją fantazją – jego ruchy będą twarde i niezborne. Najpierw stawy, układ kostny trzeba nauczyć wysiłku, trudu pracy – treningu – najpierw trzeba rozciągnąć ciało, przygotować je, zmusić do samodyscypliny. Doskonale analogicznie dzieje się w innych dziedzinach sztuki – na przykład w malarstwie albo w literaturze. Owszem, specyficzne predyspozycje, czyli wewnętrzne skłonności – niektórzy nazywają je talentem – są wrodzone, nie są naszą osobistą zasługą. Tancerzem klasycznym nie zostaje się z przyczyny czucia muzyki i muzycznej wyobraźni – zostaje się nim, kiedy wrodzony układ kostny (fizyczne warunki) umożliwiają rozwój w tanecznej dziedzinie. Podobnie malarzem – nie zostaje ten, który ma w sobie szczególny rodzaj wyobraźni plastycznej, ten, który ma naturalne, niebywale biegłe wyczucie koloru: to za mało. Malarzem zostaje ten, który „pracuje ze swoją świadomością”, który w procesie szczerej, wytężonej pracy ruguje z siebie ograniczenia – który bije głową o mur, który rozwiązuje kompozycyjne problemy, który przede wszystkim wnikliwie, w zaangażowany sposób obserwuje rzeczywistość.

Oczywiście nawiązanie w naszym kontekście do innych dziedzin sztuki – jak taniec i malarstwo – mimo czytelnej, dość gładko zarysowanej analogii, pozostaje umowne. Inne (różne) cechy specyficzne charakteryzują te dziedziny – z innych środków korzysta warsztat malarza, tancerza a pisarza. Analogią pozostaje tu podejście do problemu, zaś samo kształtowanie się w danym kierunku artystycznym oczywiście ciągnie za sobą odmienne kompleksy zdarzeń; z innych obszarów intelektu i emocji korzysta. Moim celem nie jest bezpośrednie kalkowanie jednych mechanizmów i przenoszenie ich na inne mechanizmy – chcę jedynie naszkicować pewną analogię w samym podejściu do sztuki, do tworzenia.

Zatem musisz mieć predyspozycje, by być pisarzem – o tym już świetnie wiesz. Musisz dbać o język, bo to on jest Twoim nośnikiem, rzutnikiem, matrycą – nie ma innej drogi. Język jest dla ciebie tym, czym dla tancerza są kości, stawy i mięśnie. Tym, czym dla malarza jest widzenie, kolor, zdolności manualne. Tym, czym dla aktora jest ciało – wrażenie, jakie wywołuje, wkraczając na scenę, mimika, tembr, ruch, gest, spojrzenie. Jednak prawdziwy wysiłek pisarza kryje się nie w zdobywaniu i kultywowaniu wiedzy stricte językowej – kryje się w umiejętności zachowania „czucia języka” przy jednoczesnym poszerzaniu tego czucia (przy zdobywaniu językowej wiedzy). To najwyższa i szalona próba: musisz szanować potoczność, wdzięk i zarazem karkołomność języka – musisz umieć te cechy języka wykorzystywać, ale i modulować przecież, rzeźbić je poniekąd od nowa, nadawać im inne brzmienie, inny wygląd, inny rytm.

Treść, fabuła, historia… one rodzą się wszędzie, na każdym kroku – nie one stanowią domenę, siłę pisarza. Jak mówi się potocznie, przysłowiowo: życie pisze najlepsze scenariusze. To przysłowie się nie myli – to fakt: życie samo w sobie jest wielkim, oryginalnym, niezmordowanym kreatorem. Dlatego to żadna sztuka: mieć do opowiedzenia historię – potrafić przekazać otoczeniu złożoną, ciekawą treść. To za mało, by być pisarzem.

Istnieje zasadnicza różnica między technikami, jakimi posługują się dziedziny – taniec, malarstwo a literatura. Otóż taniec i malarstwo mogą być biologiczne, nieomal instynktowne – natomiast nie ma literatury bez podkładu w postaci intelektu. I nie obrażam nikogo ni żadnej z dziedzin sztuki, pisząc te słowa – intelekt jest potrzebny, może być owocny w wielu bardzo różnych aktywnościach życia; znałam inteligentnych – znakomitych – tancerzy, lecz znałam równie znakomitych – „biologicznych”, zupełnie nieintelektualnych – malarzy. Mówię o tym, że istnieją dziedziny artyzmu, w których zasoby intelektualne – wbrew pozorom – nie są konieczne, nieodzowne do tego, by być wybitnym, ale literatura do nich nie należy, jak sądzę ja. Jeśli więc nie potrafisz odróżnić świadomego językowego zabiegu od trywializującego przekaz, brzydkiego językowego „lapsusa”: zostaw; ta dziedzina nie jest dla Ciebie…

… ale jeśli zdarzało Ci się chronicznie popadać w konflikty z polonistami w szkole, jeśli zadawałeś za dużo za trudnych pytań, jeśli pisanie przyciąga Cię do siebie silniej niż magnes: pracuj. Całkiem możliwe, że jesteś perłą, małym wielkim skarbem zakopanym w kipieli własnego niedowierzenia i zignorowania przez polonistów. Całkiem możliwe, że język jest Twoją naturalną siłą – wbrew zdaniu polonistów. Całkiem możliwe – jeśli okażesz się mądry…

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (9)
  • w porządku-niezła grzanka (7)
  • potrzebny-smaczny tost (5)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (1)

2 komentarze

  1. Świetny artykuł – jak każdy odcinek ”Warsztatów…”. Mam okazję zapytać: co sądzisz o języku Prousta?

    • Witaj, Zachu – jakże miło Cię widzieć 🙂 .

      Dziękuję Ci za komplement odnośnie do Warsztatów Pandory – bardzo mi miło 🙂 .

      Bardzo sobie cenię „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta, choć nie jest to mój pisarz numer jeden – ale zdecydowanie doceniam pomysłowość i warstwę językową.

      Pozdrawiam 🙂 .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *