Lekcja 9 ― Poświęcenie: słowo kłopotliwe

Lekcja 9 Poświęcenie słowo kłopotliwe

Zastanawialiście się kiedykolwiek nad znaczeniem słowa “poświęcenie”? Słowa popularnego w mowie użytkowej, stosowanego chętnie w licznych codziennych sytuacjach. W odniesieniu do miłości i pasji mówi się o poświęceniu jako o konieczności oddania części albo całości siebie w zamian za uzyskanie innego profitu, np. szacunku. Albo w zamian za “nic” ― wówczas poświęcenie rozumiemy jako czyn czcigodny. Jego zadaniem byłoby dostarczyć światu dowód, jaki potwierdzi gęstość i ciężar podniosłych uczuć osoby, która się poświęciła. Tych uczuć, które towarzyszą gotowości do ofiarowania wręcz życia w imię określonej idei czy “dla dobra sprawy”. Poświęcenie, o którym mowa w obrębie tematu miłości i pasji, to słowo nade okrutne. Powiedziałabym, że okrucieństwo weń wpisane, jest wręcz wyrafinowane…

Zauważmy, że powszechnie rozprawia się o poświęceniu jako o pierwiastku składowym więzi międzyludzkich: miłość ― zarówno między mężczyzną a kobietą, jak i pomiędzy matką a dzieckiem ― często zakłada konieczność poświęcenia, aby głębia definiująca daną relację emocjonalną dostąpiła zaszczytu bycia pojmowaną jako pełną, godną poszanowania, a i zachwytu. W poświęceniu lubimy dostrzegać piękno i nasz wzrok najczęściej osiada na tymże pięknie jako jedynej wartości słusznej. Lecz zapominamy, że piękno to opiera się na patosie, stanowi rodzaj pomnika ― a tego rodzaju monumentalność, wydarta z tła historycznego (pozbawiona uzasadnienia w postaci np.: patriotyzmu), dziś jawi się karykaturalnie i de facto krzywdząco. Nasz wzrok, nasze rozumienie poświęcenia, są odfiltrowane, unoszą się na powierzchni, zaś mętny osad, brudne korzenie każdego aktu poświęcenia, zostają odcedzone i sadowią się wygodnie, niewidzialnie daleko poza naszą percepcją. Jakże często słyszymy, że aby coś osiągnąć, należy wiele poświęcić ― albo: się poświęcić? Zbyt często!

Poświęcenie determinowało miłość i pasję szczególnie silnie w epoce romantyzmu ― jej prekursor w dziedzinie literatury, Szekspir, słowem pisanym maluje czystą, piękną miłość młodych ludzi, Julii i Romea, która stoi okoniem wobec zaznania szczęścia. Innymi słowy, romantyczna miłość niemożliwa jest do zrealizowania (nie może ona okrzepnąć w stanie szczęśliwości) ― jej wartość staje się komunikowalna, wyrażalna dla świata dopiero za sprawą poświęcenia życia w jej imię. Młodzi kochankowie, aby uświęcić swoją miłość (uczynić ją “nieskazitelną”), umierają ― z nieprzymuszonej woli osobistej składają się w ofierze na ołtarzu swojej miłości, niczym niewinne baranki. Goethowski Werter, aby dostarczyć ukochanej Lotcie dowodu, potwierdzenia swej miłości do niej, popełnia samobójstwo.

Poświęcenie zakłada konieczność poniesienia dotkliwej ofiary w zamian za ugruntowanie swoich arcypięknych wyborów. Współcześnie rozumiany sukces także zakłada, że bez poświęcenia ― nie da się sukcesu osiągnąć. Status uzyskania szacunku czy podziwu ze strony świata zewnętrznego, już w samym domyśle, w intencji ― podszyty jest przymusem poniesienia wyrzeczeń bezwzględnych lub nawet totalnych, na rzecz otrzymania w odpowiedzi “miłości”.

Pisarz nie jest wolny od demona poświęcenia. Lata orania w materii językowej zmuszają pisarza do zastanowienia się nad sensem słowa “poświęcenie”. Poświęcam swoje życie pisaniu. Poświęcam czas, by pisać. Na ołtarzu pisania składam bezsenne noce, moje poświęcenie daje mi do zrozumienia, że słono płacę ― za bycie mną. Poświęcenie jest brzydkim demonem, który kawałek po kawałku zjada moją duszę i który w zamian tego aktu destrukcji mojej witalnej osobowości, a właściwie autodestrukcji, obiecuje mi uznanie, jakie napłynie z zewnątrz ― podziw czytelników będzie słodkim plastrem na moje głębokie, krwawe rany. Cały ten akapit piszę z premedytacją w duchu romantycznego nadęcia, z którego stanowczo pragnę odrzeć bycie pisarzem współcześnie, dzisiaj!

Bo słowo “poświęcenie” jest szalenie kłopotliwe. Rozliczne epoki i dzieła literackie nauczyły nas wchłonięcia tego słowa ― wewnętrzny konflikt pomiędzy naturalną, biologiczną chęcią szczęśliwego życia a palącą potrzebą wyrzeczenia się szczęścia na rzecz otrzymania wzruszającej akceptacji od innych, został uśpiony, znieczulony i przyćmiony echem miana “poświęcenie”. Bo wszystko piękne, co w w wyniku poświęcenia do nas przyjdzie, urosło w naszej interpretacji do rangi utęsknionego dobra i spełnienia. Tymczasem nie tędy droga!

Bo prawdziwy, brutalny sens słowa “poświęcenie”, wciąż jest w nim obecny. Każda miłość (pasja), która wymaga od człowieka poświęcenia, jest chora, skrzywiona i szkodliwa, ponieważ miłość nie prowadzi do szczęścia, ale jest szczęściem, dlatego nie może niczego wymagać, oczekiwać, egzekwować.

Poświęcenie, to szpetne, napompowane próżnym tupetem słowo. Poświęcenie ― niewoli przecież, zaś pasja winna prowadzić ku wolności. Każdy artyzm dąży do wolności ― we wszystkich dziedzinach sztuki poszukujemy uzdrawiającej, i nas jako twórców, i nas jako odbiorców: wolności; wyzwolenia z zawężających, drapieżnych, uciążliwych kontekstów.

Jeśli chcesz być pisarzem, porzuć poświęcenie, jako wartość śmieciową, bezproduktywną i niszczycielską. To prawda, że bycie pisarzem niesie ze sobą trudności, których pokonywanie powoduje “ból jak przy ekstrakcji zęba” (parafraza słów Stevena Savile’a: „Czytelnicy nie widzą różnicy między słowami napisanymi pod wpływem pasji, kiedy słowa po prostu płyną, a między słowami, które się poleruje tygodniami z bólem jak przy wyrywaniu zębów” ― przyp.: J.K.), ale pisanie jednocześnie podobne jest do krwi, która krąży w Twoich naczyniach. Jeżeli nie umiesz żyć bez pisania tak samo, jak nie mógłbyś żyć bez krwi, to wtedy piszesz, to wtedy jesteś pisarzem. Pisanie jest odżywcze, jak hausty wiosennego powietrza. Pisanie daje nadzieję, jak głaśnięcie słońca na policzku po przydługiej zimie. Pisanie Cię ogrzewa, jak wesoło trzaskający ogień w zmarzniętym piecu. Pisanie jest lojalne względem Ciebie, jak najwierniejszy pies, nigdy nie zdradza. Pisanie jest entuzjastycznie wyczekiwanym wschodem słońca. Pisanie ubiera Cię w miękką nostalgię, kiedy zapada noc i trzeba już przerwać proces twórczy, by z kolejnym wzejściem słońca rzucić się w ten sam wir od nowa, ze świeżym umysłem i czystym sercem. Lecz nie musisz niczego poświęcać, żeby być pełnym, usatysfakcjonowanym sobą ― żeby być pisarzem!

Zamiast mówić: poświęciłem kilka lat na napisanie tej książki, powiedz: przeznaczyłem wiele czasu na napisanie tej książki. Nie mów: stworzenie tej książki dużo mnie kosztowało. Powiedz: tworzenie tej książki było dla mnie wyzwaniem.

Im dłużej żyję, tym konsekwentniej i łatwiej oddalam się od widma poświęcenia ― jakże niewiele w moim życiu muszę, za to ileż mogę, mam światu do zaproponowania (nie: do zaofiarowania)! Powoli leczę się z samobatorzenia pejczem uplecionym z poświęcenia. I Tobie polecam odrobienie tej lekcji!

Przeznaczam (nie: poświęcam) czas na pisanie.

Wybieram (niczego nie poświęcając) pisanie zamiast szeregu innych rozrywek.

Lubię te chwile hermetycznego produkowania myśli, które następnie z ciekawością przenoszę na papier albo ekran monitora.

Podoba mi się, że jestem mną ― nikim więcej, ale także nikim mniej.

Czerpię satysfakcję, pokonując kolejne zapory intelektualne i semantyczne.

Nie cierpię, kiedy wykreślam niepotrzebne, kalekie zdania ― zależy mi na rozwoju, na staniu się lepszą w tym, co robię.

Czuję się pozytywnie wyróżniona ― jestem wdzięczna, sobie i losowi, za to, że jestem pisarzem.

W rezultacie buduje się we mnie wewnętrzne uspokojenie, płynące z obranej drogi ― dlatego, że samodzielnie ją wybrałam, że mogę nią kroczyć, stale iść przed siebie, zawsze do przodu. Nie oczekuję, że dobrnę do spektakularnej mety, bo niczego nie poświęcam, dlatego właśnie sama droga stanowi dla mnie sens nadrzędny, z którego wkrapla się do mnie specyficzne zadowolenie.

Tropię samą siebie w zapisanych zdaniach i z każdą drobną podróżą odkrywam nowe tajemnice i znaczenia.

Przekazuję (nie: ofiarowuję) światu swoje myśli, bo chciałabym cokolwiek wnieść do świata ― opuścić wzbogacony świat, inny od tego, który zastałam. Natomiast wysławiając swoje myśli na piśmie, posyłając je w świat, nie ponoszę żadnych kosztów, żadnej emocjonalnej ceny nie płacę ― niczego nie poświęcam i dosłownie na nic nie liczę.

I Tobie polecam odrobienie tej lekcji! Pisz, twórz ― w sposób zdrowy. Nigdy siebie nie karaj, wyzbądź się wstydu za to, co piszesz; bądź w tym, co robisz, wolny. Dlatego, że możesz. Że chcesz. Walcz o siebie i wydostań się z ciasnej, ciemnej szuflady. Wyjdź na światło dzienne, by przekazać światu owoce Twojej ciężkiej, twórczej pracy. Koniecznie wyrzeknij się poświęcenia ― nie cierp, i nie oddawaj swojego życia w zamian za cokolwiek albo za nic, nawet jeśli Twoje zwrotne “cokolwiek” miałoby być tłustą, pożywną, ciepłą kalorią. Po prostu żyj. Bądź. Pisz.

Poświęcenie, zgodnie z definicją Słownika języka polskiego PWN (słownik dostępny pod adresem: sjp.pwn.pl), to “czyn ofiarny, pełen bohaterstwa i samozaparcia”, jak i “gotowość do ponoszenia ofiar”. Słownik języka polskiego pod redakcją W. Doroszewskiego (pod ww. adresem) w definicji słowa “poświęcenie” podaje również następujący cytat poezji A. Asnyka: “Twe nieznane poświęcenia i ofiarny zgon przejdą w dalsze pokolenia na przyszłości plon”. Zacytowana poezja obrazuje, wyraziste w twórczości Asnyka, tradycje romantyczne ― które do współczesności (w omawianym kontekście dot. słowa “poświęcenie” ― przyp.: J.K.) już nie przystają, stały się anachroniczne. Z tego względu poleciłabym każdemu pilną ostrożność w konstruowaniu wypowiedzi nacechowanych romantycznym tonem ― tego typu wypowiedzi do współczesnej literatury nie wniosą niczego oryginalnego, a wręcz mogą zostać zinterpretowane jako komiczne. Odchodząc na chwilę od wątków literackich i ogniskując się na życiu codziennym i języku użytkowym, wielu ludzi boryka się z kłopotami wynikającymi z nieznajomości definicji słowa “poświęcenie”, w rezultacie nadużywając tego słowa. Słowo to natarczywie wkrada się do pozdrowień wyrażanych na piśmie (np.: Serdecznie dziękuję za poświęcony mi czas), a zwłaszcza do pism użytkowych, takich jak dedykacje (np.: Niniejszą powieść poświęcam mojej ukochanej córce, Matyldzie). Prof. M. Marcjanik w Poradni Językowej PWN (dostępność pod adresem jw.) na pytanie internauty dotyczące dedykacji odpowiada tak: “Czasownik poświęcam w znaczeniu dedykuję nie jest dziś używany (tego znaczenia nie notuje żaden ze współczesnych słowników języka polskiego; podaje je Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego, wydany w 1964r.). I chociaż czasownik ten umieszczony w obrębie dedykacji będzie dla każdego zrozumiały, to jednak trzeba go potraktować jako przestarzały”.

Istnieje więc kilka logicznych powodów, dla jakich należałoby pozbyć się słowa “poświęcenie” z mowy i pisma ― nie tylko z literatury, ale i z języka potocznego, obiegowego. Język stanie się wówczas “łaskawszy”, bowiem pozbawiony obarczenia w postaci muzealnego “romantycznego bełkotu”, odciąży nasze wnętrze z podprogowych powinności opartych na ofiarności, a samo brzmienie języka uwolni od sztucznie nadmuchanej egzaltacji. I wszyscy będziemy szczęśliwsi!

Niniejszym rekomenduję Wam szczęście. Polecam je stanowczo do codziennego użytkowania ― po pierwsze jest dużo poręczniejsze od cierpienia, a po drugie bieglej sprzyja tworzeniu, wbrew znanej tezie, że to z cierpienia rodzi się sztuka.

Dziś podjęłam polemikę z ww. tezą. Jakkolwiek cierpienie rzeczywiście jest nieodzowną cząstką ludzkiego doświadczenia, nie powinno ono całkowicie naszego życia wypełnić ― rany odniesione w boju bolą i goją się długo, blizny po nich mogą wywołać sentymentalny uśmiech (wynikający z dumy z faktu, że nie polegliśmy, że przeżyliśmy, że byliśmy w czasie walki odważni), ale ranom tym ani bliznom nie powinno się przypisywać zmyślnych porcji mistycyzmu. Uważam, że rany należy leczyć, opatrywać i zszywać ― a nie uświęcać, jak wiecznie żywe stygmaty.

Do zobaczenia w kolejnych Warsztatach Pandory!

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (3)
  • w porządku-niezła grzanka (3)
  • potrzebny-smaczny tost (3)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Jeden komentarz

  1. Zbigniew Galar

    Żeby móc coś poświęcić, trzeba najpierw coś mieć. Dlatego tak ciężko jest zrozumieć przygiętym do ziemi, szlachetność i gest.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *