List otwarty do Pani Małgorzaty Halber – Jestem ładna

List otwarty do Pani Małgorzaty Halber – Jestem ładna

Poruszona tekstem na Pani blogu pt.: Chcę być ładna z dnia 9. maja 2014 (źródło: Codziennik feministyczny, zakładka „blogi”, blog Małgorzaty Halber), kuszę się o odpowiedź na zwarte w nim postulaty, owocem czego jest niniejszy list otwarty.

Tytułem wstępu powiem krótko: od dawna porusza mną mocno każdy przejaw wypaczonego nurtem współczesności feminizmu. Jako kobieta nie lubię milczeć w kwestiach dla mnie ważnych i  bezpośrednio dotykających miana kobiecości, stąd postaram jasno wyłożyć, dlaczego się z Panią nie zgadzam, odnosząc się w każdej wypowiedzi do odpowiednich fragmentów ww. Pani tekstu. Pragnę zaznaczyć, iż moją intencją nie jest obrażenie Pani jako Autorki, ani obrażenie żadnej kobiety. Moją intencją jest zabrać głos w społecznej, feministycznej dyskusji. Moją intencją jest podkreślić, że dbanie o siebie, rozumiane tu jako chęć bycia ładną, pozostaje wpisane w naturę kobiety, nie stanowi zaś płytkiego pokłosia aspektu kulturowości, czyli określonego wychowania.

Napisała Pani tak: „to jak wyglądam jest dla mnie sprawą drugorzędną”.

Dla większości kobiet ich wygląd nie jest sprawą drugorzędną, często niewspółmiernie niestety do tego, co same głoszą. Niestety, bo fakt, że wygląd jest dla nas ważny, niekoniecznie winien być godny wszelkiego potępienia. Nasz wygląd jest dla nas, kobiet, kwestią bardzo istotną i równoległą wobec innych aspektów kobiecości, takich jak inteligencja czy emocjonalność. Innymi słowy – to, jak wyglądamy, związane jest nie tylko z pojęciem dress code, jakiego oczekuje od nas świat, ale głównie z tym, jak same pragniemy się postrzegać. Innymi słowy, kobiety z natury uwielbiają o siebie dbać i zdobić swoje ciało. To potrzeba jest matką wynalazków, a ta potrzeba, która wynalazła lakier do paznokci tudzież lokówkę, ma na imię Kobieta. Kobiety są istotami biologicznymi, pozostającymi w sposób niepodważalny w sprzęgnięciu ze swym ciałem, a więc i z wyglądem. Wygląd dla kobiety jest rozległą możliwością okazywania światu własnej, osobniczej ekspresji, a nie karą, bezlitośnie narzuconą przez umniejszający wartość kobiet patriarchat. Wygląd jest kobiety ogromnym przywilejem, atutem i tarczą. W każdej dyspucie, gdy mężczyzna przegra polemikę z przyczyny wyczerpania puli argumentów merytorycznych, kobieta wygra tę samą dysputę dzięki mrugnięciu okiem. Kiedy ukochana kobieta mówi, mówi i mówi… jej mężczyzna często przestaje słyszeć, co ona mówi, za to z czułością i podziwem przypatruje się ustom swej kobiety, myśląc: „jak ona pięknie porusza ustami”. To nie kara, uwłaczająca kobiecej inteligencji – to skarb, podkreślający siłę oddziaływania kobiet na rzeczywistość. Mężczyźni nie mają dostępu do tak szerokiej gamy przywilejów – mężczyźni na każdym kroku muszą udowadniać, że są inteligentni, że wiedzą, że potrafią. Ich codzienna egzystencja znajduje się pod obstrzałem bezkompromisowej obserwacji jednej i drugiej płci, a one (płcie), przypatrując się mężczyźnie, stale pytają: czy ten mężczyzna jest w stanie poprzeć swoje działanie argumentem, wiedzą, intelektualną jakością? Kobieta natomiast, oprócz inteligencji, jest w stanie wprowadzić w osłupienie swoim wdziękiem, powabem, gestykulacją, spojrzeniem… Mężczyzna ma do dyspozycji wyłącznie rozum i charyzmę. Kobieta swoją charyzmę może okazać światu na wiele sposobów, korzystając z licznych form ekspresji i estetyki.

Powiedziała Pani tak: „Nie wiem, kiedy dowiedziałam się że istnieje możliwość bycia brzydką. Pewnie kiedy chłopcy zaczęli dorastać, a ja tak bardzo chciałam miłości. Ale nie chciałam być taka, jak te dziewczyny, które im się podobały. Długowłose blondynki w obcisłych swetrach chodzące na tenisa”.

Długowłose – to nie wymysł kulturowy, to atawizm. Mężczyzna zawsze zwróci uwagę na długowłosą kobietę, uwarunkowany przez prastary mechanizm (atawizm). Nie ma to nic – absolutnie nic – wspólnego z pojęciem piękna. Ci młodzi chłopcy, którzy koncentrowali całą swoją fascynację płcią przeciwną na dziewczynach w obcisłych swetrach, potwierdzają właśnie atawizm w czystej postaci. Bo obcisły sweter eksponuje biust. A kobiece piersi – były, jednakowoż są, i mam nadzieję, że będą! – jedną z kardynalnych emanacji kobiecości, od początku ludzkości wzbudzających zainteresowanie mężczyzn, osadzone na szczerym i instynktownym pożądaniu. Z czasem, kiedy ci chłopcy stali się dorosłymi mężczyznami, przestali ograniczać w swym własnym pojmowaniu świata pojęcie kobiecości do pojęcia kobiecych piersi lub długich włosów i jeszcze dłuższych nóg, ponieważ zaczęli dostrzegać kobiece wnętrze, które dla każdego dojrzałego mężczyzny jest nie mniej intrygujące od powłoki cielesnej. Kiedy ci młodzi chłopcy, ciągnięci niczym magnesem obrazem kobiecych piersi w ciasnym sweterku, okazywali prostolinijną siłę oddziaływania w życiu ludzkim czystej biologii, Pani połączyła w swym umyśle pojęcie „biologicznej fascynacji” z pojęciem „piękna” – przykro mi, lecz to Pani za takie rozumienie rzeczywistości odpowiada. Nikt Pani nie powiedział, że ładna kobieta, to ta w obcisłym sweterku – to Pani przypisała prymitywnemu atawizmowi walor wartościujący rzeczywistość.

Napisała Pani tak: „Miałam 18 lat, kiedy mój kolega powiedział, że jestem niezłą dupą. Była to najmilsza rzecz, jaką usłyszałam od chłopaka”.

I słusznie – większość z nas, kobiet, odczuwa prawdziwą, ewidentną satysfakcję, słysząc komplement w brzmieniu: „niezła z ciebie dupa”. Jednak twierdzenie, iż wygląd dla Pani jako kobiety jest sprawą drugorzędną przy jednoczesnej satysfakcji na tak brzmiący komplement traci nie tylko wartość, ale i rację bytu. Kobieta JEST zjawiskiem estetycznym i istotą seksualną – i chce być zjawiskiem estetycznym i istotą seksualną. Wymuszanie na sobie pozy intelektualistki przy jednoczesnej niebotycznej frajdzie z tego, że jest się „niezłą dupą”, stanowi przejaw zakłamania.  Które jest niestety dosyć powszechne wśród kobiet: „oficjalnie na taki komplement się obrażam, ale w duchu pękam ze szczęścia” – oto często spotykana postawa kobieca. Ja nie udaję intelektualistki, ja jestem intelektualistką. Co ani trochę nie kłóci mi się z posiadaniem pupy i piersi. Gdy słyszę, że „niezła ze mnie dupa”, uśmiecham się radośnie i równie radośnie idę w swoją stronę – ale nie wymierzam  policzka i nie udaję, że jestem bezcielesnym, nietykalnym aniołem.

Napisała Pani tak: „w środku chcę być istotą pozapłciową”.

Toż to nie tylko zdumiewający oksymoron – to twierdzenie niezwykle niebezpieczne nie tylko z punktu widzenia relacji społecznych, ale z punktu widzenia kobiety przede wszystkim. Publiczne głoszenie tego rodzaju pseudo feministycznych tez może wyrządzić wielką krzywdę dojrzewającym kobietom, nie mówiąc o dziewczynkach. Jestem kobietą i jestem z tego dumna. Nigdy nie chciałabym czuć się istotą pozapłciową. Nie oddałabym mojej kobiecości nawet na sekundę w zamian za możliwość obejrzenia świata „niekobiecymi” oczami. Posiadam totalnie unikalną możliwość budowania własnych spostrzeżeń na temat świata właśnie dlatego, że jestem kobietą. I to jest prawdziwy feminizm, Drogie Panie. Jestem kobietą i chcę, by świat szanował mnie właśnie za to. Postulat, iż powinnam chcieć czuć się w środku pozapłciowa, przypomina „źle ogrzane piekło”, powtarzając za Kisielem. Taki postulat posyła w eter wstrętny sygnał mówiący o tym, iż moja kobiecość jest niewystarczająca, niegodna i skarała, bo dopiero gdy wzbiję się ponad swoją kobiecość – dopiero wówczas będę wartościowa jako człowiek. To znaczy, że Pani Autorka w rzeczywistości uznaje kobiecość za pierwiastek niepełny, gdyż dopiero po zmuszeniu samej siebie do wyodrębnienia się poza ramy kobiecości, czuje się Pani pełnowartościowa. Taką postawę należy określić jako niską samoocenę, a nie feminizm. A niską samoocenę należy leczyć, a nie propagować jako niezależny i silny punkt widzenia. Wniosek z takiego ujmowania rzeczy jest prosty: Pani mówi, że kobieta jest pojedynczym, niewystarczającym pierwiastkiem – ja twierdzę, że kobiecość to cała tablica Mendelejewa.

Napisała Pani tak: „Ładnych mijam każdego dnia na plakacie, gdzie są zrobieni z kartongipsu”.

Ludzie z plakatów, które mijam ja, nie są ładni. Ładnych mijam każdego dnia w moim mieście, spotykam ich w tramwaju, w autobusie, w drodze do pracy. Codziennie spotykam żywe kobiety, z krwi i kości, umalowane w pośpiechu, we fryzurach nie od fryzjera, z wiatrem we włosach. Są piękne, ponieważ niepowtarzalne. Są doskonałe – ponieważ są niepowtarzalne. Modelki na plakatach są powtarzalne, ich twarze i ciała są wygłaskane przez grafików, są wytworem kultury w nurcie pop, towarem na sprzedaż, pustą reklamą. Nie tracę ani chwili z mojego codziennego pędu, by przypatrywać się owym plakatowym „klonom” jako wyznacznikom piękna. W mojej ocenie owe „klony” nie są piękne, są pustym jak wydmuszka, wykrojonym w zgodzie z określonym i jednoznacznym szablonem estetycznym produktem. Ale rozumiem również, że niekiedy bywają kreacją artystyczną, swoistą wizją estetyczną. Dlatego nie ignoruję ich specjalnie, świadoma prostego faktu, że mogą być interpretowane także jako inspiracja, a nie tylko narzucająca się moim oczom sztuczność, której jedynym celem jest wyrządzić bolesną krzywdę mojemu „ja”. Te plakaty w żaden sposób mi nie zagrażają – nie porównuję się do modelek, bo zdecydowałam, że będę pisarką, nie modelką. Że jestem pisarką, nie przeszkadza mi czuć się ładną w mojej własnej, niepowtarzalnej skórze.

Napisała Pani tak: „Ładne są nie te dziewczyny, które malują sobie usta czerwoną szminką, ale te które chcą przytulać innych, gdy źle się czują, te które z nieśmiałością mówią o tym, czego się boją i że czegoś nie rozumieją. Te, które potrafią powiedzieć, że sobie nie radzą. Te, które chcą być jeżykami”.

Te dziewczyny, które chcą przytulać innych – są troskliwe, a nie ładne. Te, które z nieśmiałością mówią o tym, czego się boją – są szczere, prawdomówne i uczciwe, a nie ładne. Te, które z nieśmiałością mówią, że czegoś nie rozumieją – są głodne nauki i wiedzy, a nie ładne. Te, które potrafią powiedzieć, że sobie nie radzą – są gotowe poprosić o pomoc i skorzystać z udzielonego wsparcia, a nie ładne. Te, które chcą być jeżykami – są uroczymi marzycielkami, a nie ładnymi kobietami. Te, które malują usta czerwoną szminką – są seksowne, uwodzące i kuszące, a nie ładne. Tak, piękno kobiety jest jakością wykraczającą poza cielesność, ale nie jest jakością pozbawioną ciała. I niemądre mylenie pojęć nic tu nie da, bowiem nie stworzy ani nowego kanonu kobiecego piękna, ani tym bardziej nowego miana kobiecości.

„Ładne są te, które chcą mówić prawdę” ?

Otóż – nie. Te, które chcą mówić prawdę, to idealistki, proszę Pani.

Mówi Pani, że „dziewczyny kupują nowe buty i sukienki, bo w nich jeszcze wcześniej nie wyglądały, a teraz mogą być zupełnie nową sobą, w nowej zbroi”.

To, że mogę być zupełnie nową sobą – w nowej sukience i nowych butach – to ogromny przywilej, a nie okaleczenie. Mężczyźni są pozbawieni takiego przywileju – mężczyzna w swym codziennym uniformie, garniturze albo dżinsach, bez makijażu, nieustająco może być tylko i wyłącznie sobą, czy – jeśli Pani woli – starym sobą. Ja mogę być różna, zależnie od własnego kaprysu. W czerwonej szmince będę obiektem pożądania, w tenisówkach i ogrodniczkach będę partnerskim kompanem pieszych wycieczek. Przyjaciela płci męskiej mogę pocałować w czoło i przytulić pełną piersią, kiedy zechcę go pocieszyć. Mogę ukołysać go w ramionach, jeśli zechcę, i uczynię to bez podtekstu erotycznego – mężczyzna może swojego przyjaciela tylko poklepać po ramieniu i wysłowić w ramach pociechy merytoryczny argument.

Kobieta w XXI wieku bez wątpienia ma w zasięgu więcej możliwości wyrażania samej siebie, niż mężczyzna. Prawo wyborcze i prawo do kształcenia od dawna są po naszej stronie. Współczesna wojna płci odzierająca kobietę z jej seksualności, cielesności, biologiczności, fizycznej urody, odbiera kobiecie jej ważne atuty, siłę oddziaływania, czyniąc z niej „pozapłciowego” twora maści wprawdzie ludzkiej, ale bez wyspecjalizowania w formie kobiety. W żadnej rozmowie z mężczyznami nie chcę być traktowana niczym „kumpel z wojska”. Chcę być traktowana jak ja, czyli kobieta.

Forma też jest treścią, Droga Pani. Odbieranie kobietom prawa do formy, do wietrznej natury, do bycia kameleonem, posyła w świat patologiczny manifest mówiący o tym, że prawdziwą, realną wartość w życiu może mieć tylko treść, nieubrana w żadną formę. Tymczasem takowe zjawisko jest zwyczajnie awykonalne.

Nie mam złudzeń co do faktu, że moją wartość jako człowieka i jako kobiety budują mózgowe zwoje. Lecz moje mózgowe zwoje zwykłam przechowywać w jak najmilszym dla oka opakowaniu. W przeciwnym razie świat doczesny zalałaby mózgowa galareta – być może i zasobna w intelektualną jakość, ale nieatrakcyjna i nieczytelna dla nikogo.

Justyna Karolak

 

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (1)

4 komentarze

  1. Uch, ale mocne lignięcie… Przyszło Ci do głowy, że można zgadzać się z Twoimi poglądami a jednocześnie skrytykować formę ich wyrażania? Formalnie jesteś w porządku, namiary na wpis z którym polemizujesz – podane, ale odpowiedź na wpis kogoś kto oczekiwał linku – z lekka arogancka.

    Tak, ja też ograniczę się do takiej uwagi, gdyż pod Twoimi poglądami mógłbym się niemal bez zastrzeżeń podpisać. Niemal, gdyż pewna swojej wartości kobiecość nie kojarzy mi się z waleniem maczugą na odlew, jak to zrobiłaś.

    • justynakarolak

      Dzięki Ci za szczery i ciekawy komentarz 🙂 .

      Cóż, nawet nader wrażliwa i subtelna kobiecość – jak ja – musi niekiedy przybrać dla się inną formę wyrazu i uderzyć pięścią w stół. Ekspresję dla siebie dobieram w zależności od tematyki, jaką chcę poruszyć, pisząc. Szkoda, że nie czytałeś moich książek – pewnie byś nie uwierzył, że autorka tego artykułu i powieści, to jedna osoba 🙂 .

      A co do arogancji – ach, może jej odrobinka się ze mnie ulała, istotnie, ale nie przesadzajmy. Pani, która pragnęła linka źródłowego, trochę mnie nacisnęła, więc się odcisnęłam – delikatnie, nie przesadzajmy 🙂 .

      Dzięki za poparcie dla moich poglądów – będę pracowała nad formą ich wypowiadania. Pozdrawiam serdecznie 🙂 .

  2. Wypadałoby podać link do blogowego wpisu, na który odpowiadasz.
    Nie tylko dlatego, że cytujesz z niego fragmenty, więc należy podać źródło, ale z szacunku dla czytelnika, który chciałby sobie przeczytać najpierw tekst do którego się w swoim wpisie odnosisz.
    Liczę, że naprawisz ten błąd.

    • W moim artykule wskazałam wyraźnie źródło tekstu, do którego się odnoszę – informacja ta zawarta jest w pierwszym zdaniu. Redakcja Tostera nie ma obowiązku podawać tej informacji w formie linka, natomiast z szacunku do Czytelnika, jako autorka poczuwam się do podania tej informacji, co uczyniłam, dopełniwszy swego obowiązku wynikającego z etyki mojej pracy.

      Szkoda, że zwróciłaś uwagę na szczegół formalny, zaś nie skomentowałaś treści. Liczę, że naprawisz swój błąd.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *