Lokalny kretyn i rdzenna idiotka

Lokalny kretyn i rdzenna idiotka

Lokalny kretyn i rdzenna idiotka stają się powoli rodzajem mądrości, dając wykładnię poziomu całemu społeczeństwu. Głupawe panienki chichoczące na każdy temat i ich ogłupiali partnerzy w dresach decydują o rodzaju informacji, jaką nam się podaje.

Nie jest tak żeby te postacie akurat najchętniej zaglądały na portale, albo żeby w ogóle zdobyły się na jakikolwiek wysiłek intelektualny, który nie jest w jakikolwiek sposób związany z ich zachłannością, tym niemniej wszystkie media intensywnie próbują się im podlizać. Rdzenny kretyn i lokalna idiotka są wyzwaniem dla wszelkich mediów, ponieważ są potencjalnie najłatwiejszym jamochłonem reklamowym. Ze względu na oszczędność intelektualną para ta jest kompletnie bezkrytyczna i przyjmuje w poczuciu euforii każdą prawdę konsumpcyjną, na jaką stać ją w danym momencie.

Nie sądźcie, że ich rozpoznacie łatwo: rdzenna idiotka nosi czasem fartuch lekarza lub mundurek księgowej, lokalny kretyn jest przebrany za biznesmena lub urzędnika.

Nie charakteryzuje ich również język specyficzny dla jakiejś kasty. Prosta szlifierka i jej nieułomny partner mówią wprawdzie do siebie językiem, gdzie słowo „kurwa” jest praktycznie równoznaczne z oddechem, a słowo „pierdolenie” jest w stanie zastąpić każdą nawet najbardziej wyszukaną figurę retoryczną, zdumiewające jest natomiast, ilu ludzi, którzy pretendują do znacznie bardziej wygórowanych wyobrażeń o sobie, hołduje zwyczajowi porozumiewania się pomiędzy sobą językiem pełnym tychże jakże uroczych dynamizatorów zdań.

Co więc jest prawdziwym elementem, który pozwala się rozpoznać różnym gałęziom rozwoju człowieka na drodze do prostego chama i chamowatej idiotki?

Jest nim bezkrytyczny stosunek do konsumpcji. Cham i chamka nie są w stanie wyobrazić sobie żadnej innej rekompensaty społecznej za brak jakichkolwiek wartości, jak tylko wymierzanie siebie nawzajem ilością posiadanych pieniędzy. Co mówi ta urocza para, kiedy na swojej drodze spotyka intelektualistę – „jak jesteś taki mądry to czemu jesteś taki biedny?” albo – „filozujesz”. Co ciekawe, słowo filozof stało sie rodzajem najbardziej obraźliwej inwektywy, na jaką stać naszych bohaterów.

Para ta, nie mogąc podołać wymaganiom prostego tekstu, po prostu nie czyta, bo po co? Z czytania nic nie wynika, marnowanie czasu, który można poświęcić na pozyskiwanie pieniędzy. Książki są elementem pogardy dla tego środowiska świadczącym albo o „nieodpowiedzialnym stosunku do pieniędzy” /książki są drogie/ albo o „wywyższaniu się” /jaką masz piękną bibliotekę – tak, stać mnie na to, ale nie mam czasu czytać/.

Rdzenna idiotka i lokalny kretyn z zapałem oglądają wszelkiego rodzaju seriale, to rodzaj życia zastępczego, sami nie mogąc stworzyć żadnej wartości, pozyskują ją z życia na niby, wymieniając się następnie sensacjami z tegoż życia i nadając mu cechy czegoś realnego.

Fascynuje ich również to wszystko, co wiąże się z życiem postaci kreujących obraz ich idolów, ponieważ fascynuje ich wszelki blichtr, bogactwo i pomada, nawet, jeśli to tylko pozłota, ta pozłota usprawiedliwia przecież zachłanność będącą pożywką życia chama i chamki .

Lokalna idiotka z rdzennym kretynem często nadają swojemu życiu cechy czegoś – „potencjalnego”…

Tworzą rodzinę na przykład. Rodzina to rodzaj interesu, w którym para ta umawia się na wspólny biznes w dążeniu do zaspokojenia swoich pożądań i nie mówię, o seksie. Uczestnicy spółki „rodzina” oceniają się nawzajem zresztą zgodnie z prawdą, jaką stanowią jako uczestnicy tejże spółki- ona o nim – to cham i prostak, dziwkarz jeden, który do tego jeszcze mało zarabia, on o niej – to głupia dziwka, która rozrzuca pieniądze.

Prócz interesu „rodzina” w procesie nadawania wartości potencjalnej, swojemu życiu, rdzenna idiotka i lokalny kretyn chodzą do kościoła.

Po co chodzą do kościoła? No, bo przecież trzeba ubić interes z Bogiem, przekupić Go żeby nam wybaczył naszą zachłanność, żeby zaklepać sobie miejsce po śmierci tak na wszelki wypadek, żeby w końcu oczyścić się ze wszystkich małych i dużych podłości, jakie popełniliśmy w życiu, a najbardziej, żeby przerzucić na innych nasze grzechy codzienne – „to ten spod szóstki jest gnój jeden, który nie chce zrozumieć moich słusznych racji w dążeniu, żeby se trochę dorobić”.

W większości wypadków takie zachowanie ma miejsce w sytuacji wyrwania człowieka ze środowiska, jakie jest jego naturalnym; w sytuacji oderwania od tradycji i od wartości, które wynikają z konieczności środowisk, z jakich pochodzą tutejszy i miejscowa. Ich naturalne środowiska są w stanie utrzymać wartości będące istotą trwania i przetrwania a dotyczące głębokich doświadczeń, jakie utrwaliły postawy będące cechą tych środowisk. Środowiska te w naturalny sposób ewoluują, stając się coraz bardziej wartościowe, jest to proces powolny, ale stały, natomiast jednostki oderwane od swoich korzeni potrzebują natychmiastowego potwierdzenia swojej wartości, akceptowalnych również w środowiskach, z których pochodzą. „Kto zrozumiał – chwała mu, kto nie – pokój jemu”.

Natomiast pozostaje jeszcze kwestia mediów i ich coraz większego prostactwa – to mechanizm, który jest samodegradujący się, media są zachłanne i bezideowe, więc schlebiają coraz niższym gustom, aby móc pochwalić się coraz większym wskaźnikiem „O G L Ą D A L N O S C I”. Tworzący te media ludzie najpierw mają poczucie śmieszności i gardzą sobą, a także tym, co robią, potem powoli, coraz częściej, są wymieniani na tych, którzy już się nie śmieją z własnych produkcji tylko są przekonani, że to właśnie ma tak wyglądać, że to, co mówią i to, co przejawiają – jest wartością i reprezentuje ich własne poczucie smaku i ich poziom.

Proszę, żeby żaden dziennikarz ani redaktor nie przymykał oka i nie umawiał się ze mną, że to tylko konwencja, że on tak musi, ale sam nie jest tak głupi. Uważam, że jest właśnie taki, pozbawiony gustu, smaku oraz kultury. Uważam, że człowiek, który firmuje sobą takie właśnie postawy, słowa i programy – taki jest; i to niestety, a wiem, co mówię, jest prawdą. Przy bliższym poznaniu i opadnięciu masek wyłazi z państwa redaktorów – lokalny kretyn i rdzenna idiotka.

Leonard Jaszczuk

‚…tutejsza idiotka z miejscowym kretynem…’

 

Spotkali się w święto o piątej przed kinem
Miejscowa idiotka z tutejszym kretynem.

Tutejsza idiotko! – rzekł kretyn miejscowy –
Czy pragniesz pójść ze mną na film przebojowy?

Miejscowa kretynka odrzekła – Z ochotą,
Albowiem cię kocham, tutejszy idioto.

Więc kretyn miejscowy uśmiechnął się słodko
I poszedł do kina z tutejsza idiotką.

Na miłym macaniu spłynęła godzinka
I była szczęśliwa miejscowa kretynka.

Aż wreszcie szepnęła: – kretynie tutejszy!
Ten film, mam wrażenie, jest coraz nudniejszy.

Więc poszli na sznycel, na melbe, na winko,
Miejscowy idiota z tutejszą kretynką.

Następnie się zwarli w uścisku zmysłowym
Tutejsza idiotka z kretynem miejscowym.

W ten sposób dorobią się córki lub syna:
Idioty, idiotki, kretynki, kretyna.

By znowu się mogli spotykać przed kinem
Tutejsza idiotka z miejscowym kretynem.

Julian Tuwim

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *