Luka koncepcyjna

Kiedyś – jeszcze będąc w liceum – byłem w szoku, dowiedziawszy się, że na lekcjach fizyki wykładana jest błędna, nieprawdziwa wiedza. Nauczyciele twierdzili, że na ciała niebieskie działają jakieś grawitacyjne siły. Rysowali śmieszne strzałki. Podczas gdy od prawie stu lat wiemy, że żadne siły nie istnieją, zamiast tego masa zakrzywia czasoprzestrzeń wokół nich, a one poruszają się po prostu po trajektoriach najkrótszych z możliwych.

Można uwierzyć, że rachunki teorii względności są dla przeciętnego licealisty za trudne i dlatego jest ona wykładana dopiero na studiach, lecz ciężko tym usprawiedliwiać szerzenie tez błędnych teorii. Einstein dowodząc względności czasu i przestrzeni poprzez prawidłowe przewidzenie zachowań Merkurego, obalił wielkie dzieło Newtona. Nie powinno więc być dla niego miejsca we współczesnym systemie edukacji, za wyjątkiem lekcji historii myśli ludzkiej, na której dowiedzielibyśmy się, jakim wielkim był człowiekiem. Przecież po Keplerze i Koperniku, nikt przy zdrowych zmysłach nie naucza geocentryzmu Ptolemeusza, czy wcześniejszych teorii spoczywania płaskiego świata na kamieniach, kolumnach, słoniach, czy żółwiach.

Luka koncepcyjna 5

Teoria Newtona przewiduje położenie Księżyca z błędem około 10. metrów w stosunku do jego dokładnego, relatywistycznie przewidzianego, położenia. Dlatego posługiwanie się fizyką klasyczną nie sprowadzi hipotetycznego statku kosmicznego na manowce. Lecz nawigacja GPS bez poprawki dylatacyjnej – traci sens.

Innymi słowy, korzystając z samochodowej nawigacji, w naszym codziennym życiu wykorzystujemy obliczenia, które przeprowadza się z dokładnością absolutną, lecz o osiągnięciach i zasadach funkcjonowania współczesnej cywilizacji społeczeństwo nie jest na lekcjach informowane. Jaki ma potem sens nazywanie „świadectwem dojrzałości” zdawanej z taką „wiedzą” matury?

Młodzież wyuczona w szkole zupełnie innych wzorów – musi przyjmować inżynierskie wyniki „na wiarę”. Nie posiada bowiem przygotowania teoretycznego, aby rozumieć faktyczne prawa rządzące wszechświatem. Jest to wiedza dla wtajemniczonych, dla tych, którzy odrzucą istniejący edukacyjny paradygmat, bądź prawdziwie zainteresują się tematem. Uzdolnionych przyjmuje się na odpowiednie studia, gdzie „objawia się” im, że świat nie jest zbudowany tak, jak przypuszczali.

Tego typu „przypadłość” systemów nauczania staje się powoli regułą. Oderwanie aktualnego i uznanego stanu wiedzy od edukacji wpajanej dzieciom staje się niepisaną zasadą, izolującą ogół od elity.

Izolacja ta przebiega poprzez przeładowanie „programów” nudnym i anachronicznym materiałem. Przez to nawet najzdolniejsze prole tracą zainteresowanie. Przymuszanie do wiedzy – do tego błędnej wiedzy – tworzy dysonans ze światem. Buduje to odpowiednią atmosferę dla zwycięstwa w konkurencji tych, którzy znają system, którym wtajemniczeni rodzice podtykają pod nos „sekrety współczesności”.

Jesteśmy skazani na nieustanny rozwój. Tempo zmian może nas przytłaczać, ale na pewno nas rozwija. Strumień nowości wymaga coraz więcej uwagi i nie stać nas na nieustanne rozproszenia. „Wkuwanie” wiedzy, która nią nie jest – każdej teorii, która jest błędną i została już zastąpiona lepszą, bądź pełniejszą – na pewno należy do zachowań pejoratywnych. Jest to co najmniej dziwne, by przy tak dużej liczbie użytecznych informacji zmuszać do poznawania błędnych – na siłę.

O ile w przypadku fizyki luka koncepcyjna sięga prawie stu lat, to w matematyce jest ona jeszcze większa. W liceach uczy się matematyki XVII-wiecznej, na politechnikach docieramy do XVIII wieku, a resztę osiągnięć królowej nauk pozostawiamy dla studentów kierunków specjalistycznych; pomimo tego, że wiele aspektów topologii, czy choćby stworzonej dopiero w XX wieku geometrii fraktali, jest tak przyziemnych i łatwych do zrozumienia. W dobie komputerów geometria fraktalna jest jeszcze łatwiejsza do pokazania – w celu zainteresowania uczniów prawdziwym, nieeuklidesowym światem.

Ludzka fascynacja rzeczywistością zależy od stopnia jej poznania. Powinniśmy do niego zachęcać, a nie wspierać lenistwo nauczycieli, którzy mogą odbierać pensje za wiedzę już dawno zużytą i obecnie do niczego praktycznego niewykorzystywaną.

„Jeśli nie potrafisz czegoś wytłumaczyć prostym językiem, to znaczy, że nie rozumiesz tego wystarczająco dobrze” – miał powiedzieć Albert Einstein. Dzieci nie są za głupie, by rozumieć współczesną naukę – w każdym pokoleniu będą osoby wystarczająco zdolne oraz potencjalni pracownicy fizyczni. Po prostu nikt nie daje uczniom szansy na prawdziwe poznanie otaczającego ich świata, bo nauczycielom najwygodniej jest przekazywać wiedzę starą – nudną i hermetyczną. Jest bezpieczniejsza (łatwiej o materiały i trudniej się ośmieszyć) oraz skuteczniej buduje ona „autorytet pana i władcy”, który wie lepiej i może „spytać” o wszystko. To jest najzwyklejsze wygodnictwo.

Dlatego nie przeprowadzimy skutecznej reformy metodologii nauczania, dopóki resortem tym będą kierować ludzie, których głównym celem nie jest dobro dzieci, a edukatorów – jedynych prawdziwych beneficjentów chorego systemu edukacji.

Zibikendo

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (2)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

2 komentarze

  1. Bardzo dziękuję za tak wyczerpujący i krytyczny komentarz.

    W tak zacnym otoczeniu intelektualnym bardzo miło się dyskutuje.

    Cieszę się, że zauważono w moim tekście pewne publicystyczne, mające zwrócić głównie uwagę czytelnika przejaskrawienia – psioczenie również do nich należało. Chciałem też dodać, że zgadzam się w większości z tą krytyką i jednocześnie zauważyć, że chciałem ten temat omówić dogłębnie i odnieść się do niego jak najbardziej poważnie.

    Lecz do wywołania twórczej dyskusji potrzeba publiczności i posiadającego odpowiedni poziom intelektualny interlokutora.

    Jestem ciekaw jakie rozwiązanie problemu współczesnego oderwanego od potrzeb życia systemu szkolnictwa możemy zaproponować.

    Kiepski poziom nauczania przedmiotów ścisłych bierze się głównie z wygodnictwa uczniów, którzy nie chcą opanowywać rzeczy trudnych. Wywierają oni silny nacisk na rodziców, żeby im tego typu cierpień oszczędzili. Rodzice z kolei starają się wymóc na systemie dobre, bądź bardzo dobre oceny swojego dziecka – nawet przy całkowitym niezrozumieniu przez żaka najbardziej elementarnych pojęć. Rodzice i uczniowie starają się oszukać system.
    Jednak to nie od uczniów zależy zarówno program jak i forma nauczania. Dlatego jeśli da się go oszukać, to i tak ostatecznie winny jest system. System ten tworzą mający powołanie nauczyciele – dlatego na nich spoczywa odpowiedzialność zmiany systemu od środka – na nich więc psioczy się najłatwiej.
    Gdyby jednak próbować zaprzeczyć ostatniej tezie uważając, że zawód nauczyciela już tak się zeszmacił i zdezawuował i twierdzić, że wszyscy wykładowcy przychodzą jedynie do pracy – a warunki i cel pracy od pracownika są zupełnie niezależne – to wtedy odpowiedzialność spoczywa na ministrze edukacji. Jednak nie chce mi się wierzyć, że tak wielka tragedia jest zależna od jednego człowieka.

    Pozdrawiam, i jeszcze raz dziękuję za komentarz.

  2. Artykuł zupełnie mija się z problemem jakim jest kiepskie nauczanie przedmiotów ścisłych. Przedstawia ogromne niezrozumienie tematu – zarówno nauki samej w sobie, jak i metodologii nauczania. Z powodu nagromadzenia dużej ilości błędów i nieporozumień, opiszę tyko niektóre z nich.

    Część krytykująca nauczanie mechaniki klasycznej:

    „(…) na lekcjach fizyki wykładana jest błędna, nieprawdziwa wiedza. Nauczyciele twierdzili, że na ciała niebieskie działają jakieś grawitacyjne siły. Rysowali śmieszne strzałki.”

    O tym jak bardzo „błędna” i „nieprawdziwa” jest wiedza wykładana na lekcjach fizyki, szczególnie dotycząca przywołanej tutaj grawitacji, można się przekonać w czasie upadku cegły na głowę. Owe „śmieszne strzałki” w intuicyjny sposób opisują zachowanie się świata i pozwalają to zachowanie przewidywać w prosty i skuteczny sposób.

    „Podczas gdy od prawie stu lat wiemy, że żadne siły nie istnieją, zamiast tego masa zakrzywia czasoprzestrzeń wokół nich, a one poruszają się po prostu po trajektoriach najkrótszych z możliwych.”

    Nie jest tak fajnie. Część teorii ukryta w „po prostu” jest całkiem skomplikowaną sprawą, trudną pojęciowo i matematycznie, co oczywiście nie oznacza że niemożliwą do zrozumienia.

    „Einstein dowodząc względności czasu i przestrzeni poprzez prawidłowe przewidzenie zachowań Merkurego, obalił wielkie dzieło Newtona. Nie powinno więc być dla niego miejsca we współczesnym systemie edukacji”

    Einstein wprowadził nowe spojrzenie na świat i poprawił, nie obalił teorię Newtona. Błąd w mechanice klasycznej zaczyna mieć znaczenie przy wielkich prędkościach, bliskich prędkości światła. Przy przyziemnych prędkościach jest pomijalne mały i dlatego statki, samochody i samoloty buduje się korzystając z teorii Newtona – tak jak i przed Einsteinem. Jak sam Autor napisał:

    „Teoria Newtona przewiduje położenie Księżyca z błędem około 10. metrów w stosunku do jego dokładnego, relatywistycznie przewidzianego, położenia. Dlatego posługiwanie się fizyką klasyczną nie sprowadzi hipotetycznego statku kosmicznego na manowce. Lecz nawigacja GPS bez poprawki dylatacyjnej – traci sens.”

    Jest to jedyny fragment do którego nie mam zastrzeżeń. Niestety wysnuwanie z niego zbyt daleko idących wniosków jest błędne.

    Część krytykująca metodologię nauczania:

    „o osiągnięciach i zasadach funkcjonowania współczesnej cywilizacji społeczeństwo nie jest na lekcjach informowane”
    „Jest to wiedza dla wtajemniczonych”
    „Uzdolnionych przyjmuje się na odpowiednie studia, gdzie „objawia się” im, że świat nie jest zbudowany tak, jak przypuszczali.”
    „W liceach uczy się matematyki XVII-wiecznej, na politechnikach docieramy do XVIII wieku, a resztę osiągnięć królowej nauk pozostawiamy dla studentów kierunków specjalistycznych”

    Nauczanie powinno polegać na stopniowaniu trudności. Dlatego najpierw poznaje się proste wyjaśnienia, które zachowują mimo wszystko elementarny sens w świetle „topowej” nauki. Później przychodzi czas na poznanie pełniejszych, ale trudniejszych do zrozumienia odpowiedzi. Realnym problemem jest opóźnienie tego procesu: np. kiedyś pochodne i całki były w programie liceum, a teraz są przesunięte na studia – i to tylko na ścisłe. W efekcie ci którzy na takie studia się nie wybiorą nie będą tych całek umieli.

    „Oderwanie aktualnego i uznanego stanu wiedzy od edukacji wpajanej dzieciom staje się niepisaną zasadą, izolującą ogół od elity.”
    „Izolacja ta przebiega poprzez przeładowanie „programów” nudnym i anachronicznym materiałem.”

    Owszem tak zwane „elity” dążą do tego żeby masy były kiepsko wyedukowane, gdyż nie myślącymi ludźmi łatwiej jest sterować. Jednak odbywa się to zupełnie inaczej. Programy nauczania są opóźniane. Nie naucza się prowadzenia logicznego rozumowania, od postawienia jasnej definicji problemu po czytelny rezultat. Nie naucza się samodzielnego myślenia i pracy nad znalezieniem rozwiązania. Zamiast tego promowany jest schematyzm i odpowiedzi „pod klucz”.

    „wiele aspektów topologii, czy choćby stworzonej dopiero w XX wieku geometrii fraktali, jest tak przyziemnych i łatwych do zrozumienia. W dobie komputerów geometria fraktalna jest jeszcze łatwiejsza do pokazania”

    Owszem, ładne obrazki można za pomocą topologii czy fraktali namalować. Krzywe linie i migotliwe kolory potrafią przyciągnąć wzrok. Ale pod spodem kryją się całe stronice zapełnione gęsto matematyką – i żeby je zrozumieć i wykorzystać trzeba zrozumieć „nudne” podstawy, nie ma drogi na skróty.

    „nikt nie daje uczniom szansy na prawdziwe poznanie otaczającego ich świata, bo nauczycielom najwygodniej jest przekazywać wiedzę starą – nudną i hermetyczną”
    Jak wyżej – nie ma drogi na skróty. Trzeba przebrnąć przez podstawy żeby zrozumieć bardziej zaawansowane rzeczy. Cytat z Einsteina temu nie przeczy. Tłumacząc coś skomplikowanego trzeba powrócić do podstaw, oprzeć rozumowanie na nich.

    Ogólne uwagi:

    „aby rozumieć faktyczne prawa rządzące wszechświatem.”
    Naukowcy nie mają „faktycznych praw rządzących wszechświatem”. Ciągle dążą do ich poznania – to właśnie odróżnia naukę od np. wiary religijnej.

    „prawdziwym, nieeuklidesowym światem”
    Mój świat jest jak najbardziej euklidesowy. Nieeuklidesowym staje się co najwyżej po dużej dawce alkoholu.

    Podsumowanie komentarza:
    Artykuł przedstawia pomysł aby bardziej zaawansowane teorie naukowe były nauczane przed tymi prostszymi, na których się opierają. Nawet pomijając powyższe błędy trzeba przyznać, że jest to dziwne podejście, nielogiczne nawet na „chłopski rozum”.
    Psioczenie na nauczycieli w końcówce artykułu w takim kontekście uważam za niepoważne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *