Metoo i jateż a efekt Krugera-Dunninga

Wszyscy piszą, nikt nie myśli. Gdybym w ten sposób zinterpretowała akcję #mitoo i #jateż, byłabym nie tylko niesprawiedliwa, popełniłabym także rażący błąd poznawczy. Nie waham się powiedzieć, że ci, którzy bagatelizują tę akcję i traktują ją wyłącznie jako przejaw płytkiej i chwilowej mody – nie dostrzegają potęgi problemu, który się za tą akcją kryje… A jakie są rzeczywiste błędy poznawcze siedzące na tej akcji niczym wrony na drutach wysokiego napięcia? Dowiecie się z mojego długiego, trudnego, a nawet nudnego artykułu. Zapraszam do czytania! Bo do odważnych świat należy!

Wszystko po kolei!

Aktualnie w mediach społecznościowych wielką popularnością cieszy się akcja prospołeczna oznakowana hasztagami mitoo i jateż. Akcja ta przywędrowała do nas z Anglii, a pośrednio z Ameryki, gdzie bodaj dwa tygodnie temu wybuchł głośny skandal: znany producent filmowy z Hollywood został oskarżony przez, również znane, aktorki o molestowanie seksualne, a także próbę gwałtu. Kobiety w Stanach, Anglii, a wkrótce w Polsce podchwyciły ten oburzający temat i zapoczątkowały ww. akcję na portalach społecznościowych. Celem jest ukazanie i nagłośnienie olbrzymiej skali przemocy seksualnej wobec kobiet, określanej terminem tzw. kultury gwałtu. W tym artykule skupię się głównie na interpretacji tej akcji na gruncie polskim.

Polska pogrążyła się w tzw. kulturze gwałtu

Zacznę od refleksji nad terminem „kultura gwałtu”. Dla mnie jako pisarza zestawienie słów „kultura” i „gwałt” jawi się oksymoronem. Rozumiem, że pojęcie kultury nie jest zarezerwowane dla obszarów takich jak dobre maniery, sztuka wysoka etc. Ale jest to pojęcie odnoszące się do dorobku ludzkości, do wszelkich wytworów cywilizacji (zarówno materialnych, jak intelektualnych i duchowych) oraz do norm społecznych. Zgodnie z etymologią – z łac. colere, tj. uprawiać, pielęgnować, kształcić, dbać – słowo „kultura” odwołuje się do wartości dodatnich, do pozytywnych wzorców, a przynajmniej na takie pojmowanie słowa „kultura” wskazywałoby jego pierwotne fundamentalne znaczenie. A zatem zestawienie słowa „kultura” ze słowem „gwałt” wydaje się nie do końca zasadnie wyposażać miano kultury w negatywne konotacje. Gwałt w naszym kręgu kulturowym uznany jest bowiem za przejaw zachowania patologicznego, a więc za odstępstwo od normy społecznej i moralnej, natomiast termin „kultura gwałtu” zdaje się sugerować, że gwałt w naszym kręgu kulturowym funkcjonuje jako powszechny, choć oczywiście negatywny, wzorzec.

I rzeczywiście – moja interpretacja nie mija się z prawdą, ponieważ kobiety umieszczające na swoich profilach społecznościowych hasztagi metoo i jateż postulują, że problem molestowania seksualnego w Polsce występuje na ogromnie szeroką skalę. Na świecie na samym Facebooku wspomniane hasztagi opublikowało ponoć 12 milionów kobiet, na Twitterze było to ok. 500 tysięcy kobiet. W Polsce każda z pań, które opublikowały hasztagi, twierdzi, że doświadczyła molestowania seksualnego ze strony mężczyzny bądź mężczyzn i/lub że nie zna ani jednej Polki, która by go nie doświadczyła. Do akcji przyłączają się także mężczyźni. W pamięci utkwił mi jeden męski post otagowany metoo. Mężczyzna ten napisał, że kultura gwałtu w Polsce jest na porządku dziennym, a jeśli którykolwiek Polak się z tym nie zgadza, to wyłącznie dlatego, że on też wyrządza swojej partnerce krzywdę, molestuje ją i wykorzystuje seksualnie, choć może nawet nie wiedzieć, że to robi. Nie jest to odosobniony przykład w obrębie tej akcji – sporo mężczyzn jednoczy się analogicznymi słowami ze skrzywdzonymi kobietami. Niektórzy deklarują, że sami w przeszłości nieświadomie powielali wzorce płynące z kultury gwałtu, inni chcą po prostu wyrazić swoje wsparcie dla skrzywdzonych kobiet i podkreślić szacunek do płci pięknej.

Jaka treść kryje się za hasztagami metoo i jateż?

Kobiety biorące udział w akcji publikują różnorodne posty pod hasłem metoo i jateż. Niektóre umieszczają same hasztagi, inne, mniej lub bardziej szczegółowo, opisują swe dramatyczne przeżycia – bycia molestowanymi seksualnie. Blogerki piszą wyczerpujące artykuły poświęcone kulturze gwałtu, która w Polsce jest na porządku dziennym – jak twierdzą, przytaczając liczne przykłady w dowód tej tezy. W tym miejscu należałoby zdefiniować termin „molestowanie” i wypunktować, które konkretnie zachowania wliczają się w zakres tzw. kultury gwałtu.

Pierwotnie słowo „molestowanie” – z łac. molestare, tj. nagabywać, niepokoić, być dla kogoś ciężarem – oznaczało zachowanie polegające na natrętnych prośbach, na napastliwym „wierceniu komuś dziury w brzuchu” celem przekonania go do swojej idei. Z czasem w świadomości społecznej i słownikach zagościł termin „molestowanie seksualne”, który oznacza nakłanianie, zmuszanie kogoś do kontaktów seksualnych wbrew jego woli, często przy wykorzystaniu swojej przewagi np. fizycznej.

I tu, wracając do artykułów blogerek związanych z akcją metoo i jateż, warto zwrócić uwagę, że nie stosują one tego – subtelnego wprawdzie, przyznaję – rozróżnienia słów „molestowanie” a „molestowanie seksualne”. Jedna z nich w obręb „molestowania seksualnego” wlicza nawet… pierwszą komunię świętą – a dokładnie moment wkładania dziewczynce do ust przez księdza, a więc mężczyznę, ciała, to znaczy hostii (ten temat szeroko omówiłam w komentarzu do punktu 4). Wszystkie bez wyjątku dziewczynki, dziewczyny i kobiety w Polsce zostały przez ową blogerkę opisane jako ofiary molestowania seksualnego i kultury gwałtu – a sprawcami tego molestowania seksualnego są nie tylko mężczyźni, np. koledzy i wujkowie, ale również kobiety, matki, ciocie i babcie, które wychowują dziewczynki tak, aby były one uległe, uprzejme i podporządkowujące się woli i decyzyjności mężczyzn, kumpli, chłopaków, partnerów, mężów i szefów. Każda – bez wyjątku! – kobieta polska została przedstawiona przez ową blogerkę jako katastrofalnie wykorzystywana na każdym polu (nie tylko dosłownym – seksualnym) bezwolna istota, której życie od początku do końca spętane jest lawiną cierpień takich jak: narzucanie jej przez społeczeństwo i rodzinę roli obiektu seksualnego, a wręcz niewolnicy seksualnej; zmuszanie jej do bycia ładną i głupią, który to przymus powoduje u młodej dziewczyny anoreksję i bulimię; zmuszanie jej do bycia kucharką i sprzątaczką we własnym domu…

Efekt Krugera-Dunninga w kontekście tzw. kultury gwałtu

Efekt Krugera-Dunninga polega na tym, że im mniejsza wiedza, świadomość w danym zakresie, w danej dziedzinie – tym większe samoprzekonanie o posiadaniu gruntownej, a nawet obiektywnej wiedzy, a nawet tym większe poczucie swej eksperckości. I odwrotnie: im większa wiedza – tym większe samoprzekonanie o swej nieudolności; tym w człowieku rodzi się więcej wątpliwości, poczucia niewiedzy. W praktyce zjawisko to sprowadza się do tego, że ludzie, którzy czegoś osobiście doświadczyli, uznają, że mogą to doświadczenie przełożyć na ogół społeczeństwa. Nauka określa to przełożenie terminem ekstrapolacji. I właśnie z tym zjawiskiem, czyli z efektem Krugera-Dunninga, mamy do czynienia w akcji metoo i jateż, o czym dokładnie opowiem za chwilę. I chociaż osobiste doświadczenia jednostek mogą być pewnym źródłem informacji o realiach, to jednak bez zweryfikowania odpowiednimi badaniami – nie da się na ich podstawie wysnuwać dalekosiężnych prognoz dotyczących całości społeczeństwa.

Mimo że tysiące Polek deklarujących za pośrednictwem social mediów bycie ofiarami i/lub wielokrotnymi ofiarami molestowania seksualnego to nader drastycznie wysoka liczba, zwróćmy uwagę na fakt, iż nie jest to liczba odpowiadająca wszystkim Polkom. Całkowita liczba ludności w Polsce wynosi 38 432 992, z czego 51,6 % stanowią kobiety, a więc całkowita liczba Polek wynosi 19 839 826 (dane demograficzne z 2016 r.). Co to wszystko oznacza?

Oznacza to, iż teza mówiąca, że „kultura gwałtu w Polsce jest na porządku dziennym, a jeśli którykolwiek Polak się z tym nie zgadza, to wyłącznie dlatego, że on też wyrządza swojej partnerce krzywdę, molestuje ją i wykorzystuje seksualnie” – jest nieprawdziwa. Tak kategorycznie wygłoszona opinia obraża mnie, bliskie mi kobiety i miliony pozostałych Polek. Obraża także naszych mężczyzn: ojców, mężów, synów, braci, chłopaków i partnerów, którzy nigdy nie dopuścili się żadnych podszytych molestowaniem seksualnym zachowań.

Jaka jest prawdziwa definicja molestowania seksualnego?

Otóż – jak się okazuje – na to pytanie miarodajnie nie potrafi odpowiedzieć nikt. O ile definicja gwałtu jest prosta do sformułowania i zrozumienia, o tyle definicja molestowania seksualnego – współcześnie, w duchu aktualnego feminizmu – jest rozmiękczona, płynna, rozlana i poprzez te cechy: nieustalona. A to, że jest rozmyta i nieustalona, wykażę na podstawie konkretnych argumentów.

Teoretycznie można powiedzieć, że każda kobieta, która padła ofiarą molestowania seksualnego, wie bezbłędnie, na czym molestowanie seksualne polega i jest w stanie bez kłopotu przytoczyć jego wymierną definicję. A skoro na podstawie akcji metoo i jateż zakładamy, że obecnie w Polsce żyje 12 500 000 kobiet, które doświadczyły molestowania seksualnego, to nawet przy uwzględnieniu drobnych różnic semantycznych i innych osobniczych różnic pomiędzy tymi kobietami – zasadniczo wspólna, spójna i czytelna definicja molestowania seksualnego powinna z tego zaplecza jednoznacznie się wyłonić. Niestety – tak jest tylko w teorii. W praktyce zaś termin „molestowanie seksualne” współcześnie mieści w sobie bardzo rozstrzeloną rozpiętość zachowań i uczynków. Aby odcedzić z tej rozpiętości jakąś definicyjną żyłę główną – przytoczę 17 konkretnych scen rodzajowych, a następnie do każdego punktu precyzyjnie się odniosę. Akcentuję, że każdy z tych przykładów wzięłam z życia – a dokładniej: z relacji różnych kobiet, umieszczonych w Internecie.

Koń jaki jest każdy, widzi 

  1. Prośba matki, aby starsza córeczka pozwoliła młodszemu braciszkowi wygrać w grze w berka: – Córeczko, pozwól mu raz się dogonić w tego berka. Jest mniejszy i nie nadąża za tobą, zaraz się rozpłacze.
  2. Do ojca siedmioletniej dziewczynki w odwiedziny przyszedł jego serdeczny kolega, którego dziewczynka spotykała wcześniej wiele razy. Tym razem w czasie wizyty kolegi, kiedy ojciec udał się do toalety, kolega sklamrował lubieżnym wzrokiem ciało dziewczynki, posadził ją sobie na kolanach i powiedział: – Ależ ty pięknie wyrosłaś.
  3. Strzelenie przez dwunastoletniego chłopca rówieśniczce w plecy „gumką” od biustonosza w czasie szkolnej przerwy.
  4. Podanie przez księdza katolickiego dziewczynce/dziewczynie/kobiecie komunii św.
  5. Zwrócenie podczas obiadu dziewczynce uwagi przez matkę: – Bądź grzeczna, zdejmij łokcie ze stołu, to nieładnie.
  6. Pocałunek przez dżentelmena starszej daty młodej kobiety w rękę.
  7. Zapytanie skierowane przez babcię do dwudziestodwuletniej wnuczki: – Kiedy w końcu urodzisz mi prawnuki, kochaniutka?
  8. Zdanie wypowiedziane przez młodego mężczyznę do rówieśniczki, koleżanki z pracy: – Ślicznie dzisiaj wyglądasz.
  9. Zapytanie skierowane przez szefa do potencjalnej pracownicy w czasie rozmowy rekrutacyjnej: – Jakie ma pani plany na przyszłość? Gdzie wyobraża sobie pani siebie za 5 lat?
  10. Wypowiedź męża do żony przy okazji trzeciej rocznicy ślubu: – Kochanie, na naszą rocznicę chciałbym zabrać cię do tej restauracji, w której się oświadczyłem, co ty na to? Może założyłabyś tę seksowną czerwoną sukienkę, którą kupiłem ci ostatnio? Wyglądasz w niej tak ponętnie, że zjadłbym cię całą.
  11. Zdanie wypowiedziane przez ojca do dorastającej córki: – Wiesz, że zawsze będziesz moją księżniczką? Bardzo cię kocham, aniołku, i to się nigdy nie zmieni.
  12. Zawołanie skierowane przez obcego mężczyznę do przypadkowo mijanej na chodniku kobiety: – Pani taka piękna, niech się pani uśmiechnie!
  13. Klepnięcie przez mężczyznę obcej kobiety w pupę, w dyskotece.
  14. Klepnięcie przez męża żonę w pupę na przystanku autobusowym pełnym ludzi.
  15. Zdanie wypowiedziane w zaciszu domowym przez partnera do swojej partnerki: – Nie obchodzi mnie, że nie masz ochoty. Potrzebuję cię. Chodź tu. Będzie ci dobrze, zobaczysz.
  16. Przyłożenie przez mężczyznę noża do szyi kobiety w bramie i zmuszenie jej pod groźbą śmierci do stosunku oralnego.
  17. Taksówkarz wiozący pasażerkę zwraca się do niej (w czasie jazdy) z pytaniem: – Czy nie umówiłaby się pani ze mną na kawę?

Czy to na pewno były konie?…

A teraz mój komentarz do wszystkich powyższych punktów:

  1. Feministki postulują, że jest to przejaw seksizmu. A gdyby to dziewczynka była młodsza, a chłopczyk starszy, i to on zostałby poproszony przez matkę, aby pozwolił mniejszej siostrzyczce dogonić się w berka – to byłby to seksizm, czy nie? Moja opinia brzmi: ani jedna, ani druga sytuacja nie jest przejawem seksizmu. W obu przypadkach intencją matki jest to, aby wyrównać szanse dzieci i nauczyć je współpracy, a nie rywalizacji: starsze dziecko nauczy się powściągania swego ego i rozwinie w sobie empatię, młodsze dziecko nauczy się wiary w swoje siły i możliwości. O to tutaj chodzi, a nie o seksizm. Natomiast to, która z płci przypadła w tej konkretnej sytuacji starszemu dziecku, a która młodszemu – jest kwestią zupełnie bez wpływu na komunikat matki. Ten komunikat nie jest echem kultury patriarchalnej, której celem jest, zgodnie z myśleniem feministycznym, poniżanie kobiet i kodowanie kobiet od dzieciństwa na uległe względem mężczyzn i spełniające życzenia i zachcianki mężczyzn – tego kontekstu w tej wypowiedzi matki nie ma, a przynajmniej na podstawie przytoczonej sytuacji nie można wyprowadzić takiego wniosku. Gdyby to dziewczynka była młodsza, a chłopczyk starszy, lecz mimo tego to dziewczynka zostałaby przez matkę poproszona o ustąpienie w czymś bratu – wtedy można byłoby zarzucić matce wychowywanie dzieci w krzywdzącym córkę duchu seksizmu.
  2. Po pierwsze, tak: to przykład molestowania seksualnego. Mało tego: to przykład czynu pedofilnego, a pedofilia jest schorzeniem psychicznym o określonej jednostce chorobowej, a nawet o kilku jednostkach chorobowych – w zależności od stopnia natężenia cech pedofilnych, oraz czynem prawnie zabronionym i karalnym. I te dwa fakty nie podlegają pod dyskusję. Pytanie brzmi jednak, czy płeć dziewczynki była decydującym powodem zaistnienia tego aktu pedofilskiego? Mogła być powodem, jeśli kolega ojca dziewczynki był pedofilem heteroseksualnym. I mogła nie być powodem, jeśli kolega ojca dziewczynki był pedofilem biseksualnym. Więc to nie jest tak, że przemoc seksualna oraz seksizm są wymierzone jedynie w kobiety – to nie jest tak, że przemoc seksualna w postaci pedofilii jest manifestacją kultury patriarchalnej wymierzonej w kobiety. Jest tak, że pedofilia jest wymierzona w dzieci. Nie jest też tak, że pedofilia odbywa się za przyzwoleniem społecznym, nie jest ona bowiem ani powieleniem jakichś wzorców kulturowych, ani rodzajem niszowej preferencji seksualnej – pedofilia jest dewiacją, zaburzeniem psychicznym, które w Polsce uznajemy za patologię, a więc odstępstwo od norm psychicznych, kulturowych i prawnych. Nie zapominajmy przy tym, że ofiarami pedofilów padają też chłopcy. Nie zapominajmy też o tym, że nie we wszystkich krajach pedofilię uznaje się za zachowanie patologiczne – w ideologii islamu jest ona uznana za normę kulturową, której reprezentanci podążają przykładem proroka Mahometa, który za żonę pojął dziewczynkę sześcioletnią, a pierwszy stosunek płciowy odbył z nią, gdy miała lat dziewięć (była to Aisha, nawiasem mówiąc, ulubiona żona Mahometa).
  3. Nie, to nie jest seksizm ani molestowanie seksualne. To infantylny wyraz zainteresowania płcią przeciwną u dojrzewających znacznie później od dziewczynek – nastoletnich chłopców. Jest to odpowiednik zadzierania dziewczynkom spódniczek, co robią chłopcy pięcioletni swoim rówieśniczkom w przedszkolu (na tym etapie rozwoju dziewczynki i chłopcy – bywa – także rozbierają się wzajemnie, aby zobaczyć czym siusia płeć przeciwna). Oraz odpowiednik pociągania dziewczynek za warkocz/kitkę, co zdarza się robić z kolei chłopcom w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Pytanie brzmi jednak: czy pociąganie dziewczynki za warkocz i strzelanie jej biustonoszem w plecy – są zachowaniami akceptowalnymi w naszej kulturze? Nie, nie są one zachowaniami akceptowalnymi. W czasach mojego dzieciństwa (lata 80. i 90. ubiegłego wieku) edukacja w tym zakresie przebiegała tak: chłopcy w przedszkolu zaglądający dziewczynkom pod spódniczki, kiedy one tego nie chciały, zostawali za karę obejmowani przez dziewczynki natychmiastowym wykluczeniem społecznym, wskutek czego błyskawicznie uczyli się, czego dziewczynki nie akceptują i dostosowywali się do tego. W szkole – kiedy siedmioletni chłopiec siedzący w ławce za dziewczynką pociągnął ją za warkocz, dziewczynka w zależności od temperamentu stosowała dwie metody: albo skarżyła nauczycielowi i w rezultacie chłopiec dostawał uwagę do dzienniczka oraz stał w kącie tyłem do klasy, albo odwracała się za siebie i odwijała chłopcu w łeb piórnikiem. I chłopiec błyskawicznie uczył się, których zachowań dziewczynka nie akceptuje i nie powielał swego błędu ani nie testował go na koleżankach dziewczynki. W wieku lat dwunastu – jeśli chłopiec strzelił dziewczynce ze stanika, ta wymierzała mu siarczystego liścia prosto w mazak, jeśli była łagodnego usposobienia, lub waliła go w mazak z pięści, jeśli była usposobienia wojowniczego. W skrajnych przypadkach, gdy poszkodowana dziewczynka była nieśmiała, delikatna, szła na skargę do przyjaciółek, a te całą chmarą zlatywały się nad chłopca i – zależnie od swego temperamentu – urządzały mu wrzaskliwą awanturę, tak działo się jeśli przyjaciółki były łagodnego usposobienia, bądź spuszczały chłopcu łomot, jeśli były wojownicze. W rezultacie chłopiec nigdy więcej nie strzelał żadnej dziewczynce ze stanika. A przyczyna, dla której wszystkich tych zachowań dopuszczają się chłopcy, a nie dziewczynki, nie jest wymiarem seksizmu, tylko obrazem banalnej prawdy życiowej: dziewczynki statystycznie są bieglejsze od chłopców w relacjach społecznych, w związku z czym dziewczynkom nie przyszłoby do głowy, że w ogóle można zachować się w taki sposób, bo uznają takie zachowanie po prostu za głupie.
  4. Pomysł blogerki, że katolicki rytuał podawania przez księdza wierzącym kobietom hostii w czasie mszy świętej można jakkolwiek powiązać z seksizmem, molestowaniem seksualnym i kulturą gwałtu – muszę przyznać – jest spektakularnie chybiony i niesmaczny, a wręcz obleśny oraz obraźliwy. I nie, nie dlatego, że godzi w uczucia religijne, tylko dlatego, że jest wyrazem tak koślawego procesu intelektualnego, że to aż obraza płci żeńskiej. Blogerka napisała, że mężczyzna (ksiądz) góruje (ponieważ kobieta klęczy) nad kobietą (katoliczką), która od dzieciństwa zmuszana jest do bycia uległą, potulną i bezbronną wobec mężczyzn, a potem wkłada jej do ust kawałek ciała ludzkiego (Chrystusa) i nakazuje nie gryźć tego ciała, lecz grzecznie połknąć. Opis ten jest obleśny, jako że insynuuje ewidentnie, iż kobieta będąca katoliczką systematycznie robi fellatio Chrystusowi… Aż trudno mi objąć wyobraźnią (a mam szeroką i kolorową wyobraźnię, ponieważ jestem również plastykiem), że ktokolwiek w ogóle był w stanie w ten sposób połączyć elementy chrześcijańskiego rytuału religijnego z czynnością seksualną. Muszę przyznać, że opis ten mnie osobiście żenuje, zawstydza i sprawia, że czuję się nim ohydnie dotknięta (mimo że nie chadzam do kościoła). Kiedy czytałam ten opis, czułam się tak, jakby ktoś mnie zbrukał. A skoro opis ten wywołał we mnie poczucie zażenowania, wstydu i zbrukania, to czy w takim razie padłam ofiarą seksizmu i molestowania seksualnego?… Bingo! Blogerka, która stworzyła ten opis, posłużyła się myśleniem i językiem seksistowskim, a negatywność i nacisk tego opisu są przejawem molestowania seksualnego wymierzonego we mnie jako w kobietę. Jednak leży tu problem jeszcze grubszy. Mianowicie u owej blogerki ujawnił się mechanizm postrzegania całego świata w taki sposób, aby koniecznie mogła ona przypisać cały świat do tej właśnie kategorii: kultura gwałtu. A taki mechanizm – taki sposób myślenia jest wyrazem „filozofii celebrytów”, która głosi: skoro dowolny idiota może powiedzieć cokolwiek i jego zdanie się liczy, bo jest kolportowane przez wszystkie nośniki masowego przekazu, to ja (np. owa blogerka) też mogę, jeśli tylko to, co powiem, będzie się mieściło w obrębie jakiejś ideologii. Takie rozumowanie prowadzi do, nie zawsze świadomego, dążenia właśnie do rozcieńczania, upłynniania definicji molestowania, po to, aby w rezultacie móc przypisać mianu kultury gwałtu – wszystko. Tylko pamiętajmy, że – zgodnie z logiką matematyczną – jeżeli „wszystko”, to tak samo „nic”, a w kontekście przemocy seksualnej takim myśleniem wyrządzamy szkodę autentycznym ofiarom molestowania. Na koniec tego punktu – informacja uzupełniająca: nie uznaję się za katoliczkę i napisałam w życiu kilka artykułów o wydźwięku antyklerykalnym.
  5. Jeśli rodzicielskie upominania o grzeczność i ładne maniery przy stole celowane byłyby wyłącznie w dziewczynki albo wyłącznie w chłopców, wtedy moglibyśmy mówić o seksizmie. Ale o ile mi wiadomo, normalni rodzice, zarówno matki, jak ojcowie, starają się wpoić dzieciom bez względu na ich płeć – ogładę towarzyską, m.in. umiejętność zachowania się przy stole i prawidłowego posługiwania sztućcami etc. Natomiast rodzice nienormalni, którzy tego swoich dzieci nie uczą albo którzy uczą tego np. tylko dziewczynki, co należy rozumieć jako seksizm – reprezentują patologię, a więc odstępstwo od normy kulturowej i społecznej, a nie normę.
  6. Ten polski obyczaj zawsze wyrażał szacunek mężczyzny do kobiety, ukłonienie się kobiecie – taka geneza stoi za uformowaniem się tego obyczaju. Aktualnie obyczaj ten już jest anachronizmem, zachowaniem szczątkowym, wymierającym. Ale ani kiedyś nie był, ani teraz nie jest formą seksizmu czy molestowania. Warto podkreślić, że jest to zwyczaj w pełni polski, co jednoznacznie wskazuje na wyjątkowo piękny szacunek, jakim mężczyźni polscy zwykli obdarzać polskie kobiety.
  7. Babcia urodziła się i wychowała w innych czasach. Tempora mutantur et nos mutamur in illis. Zwyczaje i normy modyfikują się przez całą historię ludzkości, wiemy o tym od starożytności. W czasach młodości babci normą społeczną było, że kobieta zachodziła w ciążę, mając lat np. 18. Babcia ma prawo nie rozumieć, że wnuczka, która jeszcze nie ukończyła studiów i nie ma chłopaka, nie mówiąc o partnerze życiowym, na razie nie planuje potomstwa. Ma prawo nie rozumieć, że w XXI wieku kobiety rodzą pierwsze dziecko około 30. roku życia, a nawet mając lat 40. Ma prawo nie rozumieć, że dwudziestodwuletnia dziewczyna XXI wieku dopiero wkroczyła w etap ustanawiania swej głębokiej tożsamości i że jest to dla niej okres poszukiwania siebie, snucia marzeń, rozwijania pasji etc. Ma prawo nie rozumieć, że dwudziestodwuletnia dziewczyna XXI wieku może jeszcze nie wiedzieć, czy kiedykolwiek będzie chciała zostać matką. I nie, babcia nie jest seksistką i nie molestuje wnuczki swoim dopytywaniem o prawnuki. Gdyby ta babcia miała wnuka, a nie wnuczkę, najprawdopodobniej dopytywałaby go: kiedy w końcu się ożenisz, żebym mogła mieć prawnuki? Nie ma to nic wspólnego z próbą wtłaczania dzisiejszych młodych ludzi w stare role przypisane kulturowo kobietom i mężczyznom: kobieta jest od rodzenia dzieci i opiekowania się domem, a mężczyzna od zarabiania na dom, żonę i dzieci. Te role dziś się rozpadają, ten łańcuch przekazywania tych wzorców kulturowych z pokolenia na pokolenie przepadł dekady temu. Każde kolejne pokolenie buntowało się, każde kolejne pokolenie po trochu rozciągało, rozprężało ten łańcuch, aż łańcuch pękł, rozkruszył się. Inna sprawa, że babcia pamięta i utożsamia się ze starym światem, w którym założenie rodziny stanowiło wartość fundamentalną i dla jednostek, i dla społeczeństwa. Ale jej wnuczka z tym starym światem się nie utożsamia, co więcej – nie ma takiego obowiązku. Jej wnuczka żyje w dzisiejszym, nowym świecie, w którym pojęcie rodziny może mieć znaczenie drugorzędne w stosunku do osobistych i osobniczych pragnień oraz dążeń. Wnuczka żyje w nowym świecie, w którym macierzyństwo jest kwestią prywatnego wyboru kobiety, w którym macierzyństwo nie jest już naznaczone znamieniem żadnej misji, ani osobistej, ani społecznej – ale to temat na osobny artykuł. Podsumowując ten punkt: nie, babcia nie wchodzi w zakres kultury gwałtu, a wnuczka nie jest ofiarą kultury gwałtu, ponieważ wolno jej zrobić ze swoim życiem, co uzna za stosowne. Jest w pełni samodzielną, suwerenną kobietą – w takich czasach przyszło jej urodzić się i wychować. Jeśli wnuczka zechce zostać matką, zostanie. Jeśli zechce wyjść za mąż, wyjdzie. A jeśli zechce być lesbijką, będzie.
  8. Przyznam, że aż zdumiewa mnie, jak wiele kobiet uznaje tę sytuację za przykład molestowania i kultury gwałtu. Feministki argumentują swoje oburzenie tak: koleżanka i kolega z pracy są pracownikami równoważnymi (gdy pracują na równoległych stanowiskach). W tym przypadku więc kobieta jest dla mężczyzny partnerem do wypełniania zadań i obowiązków służbowych oraz partnerem do intelektualnych rozmów o tychże obowiązkach. Wygłaszanie przez mężczyznę uwag na temat wyglądu zewnętrznego kobiety jest w pracy nie na miejscu. Mężczyzna powinien do swojej koleżanki z pracy odnosić się tak, jak odnosiłby się do kolegi z pracy. Moja interpretacja tej sytuacji jest inna: życzliwi sobie ludzie chwalą się za różne cechy, te zewnętrzne – też. Prawią sobie komplementy. Tak się dzieje pomiędzy koleżankami i kolegami, w pracy – też. Koleżanka może pochwalić kolegę za to, że te nowe dżinsy, które właśnie kupił, świetnie na nim leżą. On na pewno nie obrazi się, że żeby to stwierdzić, kobieta musiała zawiesić wzrok na jego pupie. Dobrze wybrałeś te dżinsy – powie mu – super w nich wyglądasz. Co właściwie oznacza: masz super tyłek, Krzysiu. Więc zasadniczo mężczyzna mógłby poczuć się ofiarą molestowania seksualnego… I przykład odwrotny: kolega może pochwalić koleżankę za to, że ślicznie dziś wygląda. Może wyjątkowo udał jej się makijaż, a może się wyspała – mężczyzna nie musi znać przyczyny. Widzi jednak, że jej twarz promienieje – to przyjemny dla niego widok. Dlaczego miałby jej tego nie powiedzieć? Oczywiście dana kobieta nie musi lubić słuchać komplementów o swoim wyglądzie. Ma do tego prawo. Niechże więc odpowie koledze, że prosi, aby więcej nie mówił jej niczego podobnego. Problem byłby wtedy, kiedy te opinie mężczyzny powtarzałyby się i byłyby wypowiadane innym tonem oraz innymi słowami. Gdyby wciąż lustrował kobietę wzrokiem i ciągle mówił jej, co myśli o jej figurze etc. To byłoby molestowanie, jeśli takie uwagi padałyby pomimo sprzeciwu kobiety. Natomiast zupełnie niezrozumiałym jest feministyczny postulat, że skoro kobieta i mężczyzna są współpracownikami, to mężczyzna powinien odnosić się do kobiety tak samo jak do kolegi współpracownika. Mężczyźni we własnym gronie zachowują się nieco inaczej niż w obecności kobiet (tak samo jak kobiety we własnym gronie zachowują się nieco inaczej niż w obecności mężczyzn) i bardzo dobrze, że tak jest. Kobieta ma prawo oczekiwać szacunku, może nie życzyć sobie słuchać np. rubasznych żartów i męskiego rechotania. To dobrze, że mężczyzna przy kobiecie – powściąga się, pilnuje, panuje nad sobą. My, kobiety i mężczyźni, nie jesteśmy dla siebie kumplami z wojska. Po co więc niektóre kobiety chcą oczekiwać od mężczyzn tego, aby zachowywali się przy nich „naturalnie”? To znaczy – jak? Chcesz, żeby twój kolega z pracy klepał cię w plecy jak Jacka z działu zaopatrzenia? Żeby trącał cię radośnie z łokcia w bok, tak jak Jacka, gdy powiesz coś mądrego? Będzie ci się podobała ta męska poufałość i swoboda? A jak skulisz się przy biurku z bólu, będąc w trakcie okresu, to na pewno nie będziesz chciała, żeby kolega to spostrzegł i żeby migiem pobiegł do pomieszczenia socjalnego po szklankę wody dla ciebie, żebyś mogła popić tabletkę przeciwbólową – wszak zabroniłaś mu patrzeć na ciebie, zakazałaś mu, żeby widział, że w ogóle jesteś kobietą, no więc dostosował się do twoich preferencji i wymagań, wyparł ze świadomości to, że jesteś kobietą, i teraz traktuje cię jak Jacka, dokładnie tak jak chciałaś: trzyma nos w papierach na swoim biurku i nawet nie odwróci się przez ramię, żeby zerknąć na ciebie z sympatią, sprawdzić, jak sobie radzisz. Twój kolega już cię nie dostrzega; nie ma pojęcia, że coś ci dolega i że możesz potrzebować jego pomocy. Będziesz musiała poprosić go o pomoc – żeby pobiegł ci po tę wodę, bo zgięło cię tak, że sama od biurka nie wstaniesz. No ale jak go poprosisz, to on się wtedy zorientuje, że jesteś od niego słabsza – akurat dziś. A ty przecież nie możesz pozwolić sobie na to, żeby być w czymkolwiek i kiedykolwiek słabsza od mężczyzny, prawda? Nie możesz się wesprzeć na jego ramieniu, bo jesteście jak dwa Jacki… Moim zdaniem to bardzo smutny „postęp” w relacjach damsko-męskich.
  9. Nie, to również nie jest molestowanie ani seksizm. Dokładnie to samo pytanie szef na rozmowie rekrutacyjnej mógłby zadać mężczyźnie. Nie, to pytanie nie oznacza, że szef pyta cię o to, czy planujesz zajść w ciążę. Szefa nie interesuje również to, czy za 5 lat chcesz mieszkać w domu za miastem, tuż przy sadzie starych pięknych jabłoni, czy na nowym osiedlu w nowoczesnym bloku na szóstym piętrze, bo lubisz widoki z góry. Szef zapytał cię o to, czy interesuje cię rozwój, podnoszenie kompetencji zawodowych, wspinanie się po szczeblach kariery. O to, czy wiążesz swoją przyszłość, swoje ambicje zawodowe z jego firmą. A ponieważ jesteś inteligentna, miałaś się tego sensu pytania domyślić, a nie oskarżać szefa o molestowanie seksualne. To był test Twojego intelektu i ambicji zawodowych, a nie Twoich potrzeb rodzinnych lub ich braku. I twoja płeć nie miała tu nic do rzeczy.
  10. Cóż, tu pozostaje tylko współczuć kobiecie, której myślenie zostało zakłócone do tego stopnia, że nawet pożądanie, uwielbienie okazane przez męża interpretuje ona jako molestowanie, jako przejaw kultury gwałtu. Feministki argumentują swoje zdanie na ten temat tej sytuacji tak, że podkreślenie przez męża, że to on kupił żonie tę sukienkę, ustawia ją w pozycji własności mężczyzny. To, że powiedział jej, że zjadłby ją, feministki komentują tak, że mężczyzna ten traktuje żonę jak niewolnicę seksualną. No i jeszcze to, że w ogóle nie zapytał jej najpierw, jak ona chce świętować rocznicę, tylko od razu rozłożył wachlarz swoich życzeń i wymagań, które kobieta powinna zrealizować i wypełnić, oczywiście wyłącznie dla jego dobrego samopoczucia i uciechy… Moja opinia o tej sytuacji brzmi: mąż podkreślił w wypowiedzi, że to on kupił tę sukienkę – bo zwyczajnie cieszy go to, że sprawił żonie piękny prezent, w którym ona pięknie wygląda. Zwrot „zjadłbym cię” w prywatnej rozmowie męża i żony raczej wskazuje na jego miłość do niej, na zdrowe piękne pożądanie, a nie chore górowanie nad kobietą i wymuszanie na niej czynności seksualnych. No i w zdrowym związku partnerskim zarówno żona, jak i mąż mają prawo do spontanicznego wypowiadania swoich pomysłów i propozycji co do wspólnego spędzania czasu – żadna ze stron nie jest zobligowana do tego, by dopytywać drugą stronę, czy w ogóle wolno mi już się odezwać…
  11. Feministki twierdzą, że to seksizm. Bo dzisiejsze feministki walczą o to, żeby kobieta nie była określana ani księżniczką, ani aniołem, bo to krzywdzące stereotypy są. Bycie księżniczką jest nudne i niewygodne, a bycie aniołem wymusza na kobiecie dążenie do perfekcji, która jest nieosiągalna. No i jeszcze to bezczelne słowo „moją” (księżniczką), które wskazuje, że ojciec uprzedmiotawia córkę, uważa ją za swoją własność. I wszystko się zgadza! Bo przecież ojciec jest mężczyzną i choć może nawet miał dobre zamiary, to jednak nie jest w stanie zrozumieć, że właśnie przejawił podłe, niskie myślenie patriarchalne. Tak go wychowano, taki jest i powiela te brzydkie wzorce – biedaczek, ignorant. Ja w tej sytuacji widzę coś wręcz doskonale przeciwnego: tata, który mówi do córki „moja księżniczko” i „aniołku”, to tata kochający, oddany, dobry, czuły. Taki tata, który nosi córkę na rękach i który zasłoni ją własnym ciałem, gdyby ktokolwiek próbował ją skrzywdzić. Miliony kobiet, które nie zaznały w życiu tego szczęścia i nigdy nie usłyszały od ojców niczego podobnego, dałyby się pokroić za to, żeby mieć takiego tatę chociaż przez 5 minut… Miliony. Ale nie ta jedna, która tej sytuacji doświadczyła. Ona poczuła się urażona i stwierdziła, że jej tata jest seksistą.
  12. Feministki mówią, że jest to ewidentne zachowanie seksistowskie, ponieważ próba wymuszenia przez mężczyznę na kobiecie uśmiechu oznacza, że mężczyzna uznaje kobiety za ozdoby, za rodzaj bibelotów i uważa, że jedyną rolą i funkcją kobiety jest upiększać świat i umilać życie mężczyzny. Prawda jest inna: dla mężczyzn widok smutnej (nieuśmiechniętej) kobiety jest rzeczą dojmująco trudną. Nie dlatego, że kobieta wg niego powinna zawsze ładnie wyglądać i mieć pyszny humor. Tylko dlatego, że smutek (brak uśmiechu) na kobiecej twarzy wprowadza mężczyznę w konsternację, w poczucie bezradności. Mężczyźni chcą, aby kobiety były szczęśliwe, zadowolone, usatysfakcjonowane – i starają się uszczęśliwiać je na rozmaite sposoby. Ale czasem nie potrafią nas rozweselić, więc wtedy proszą w słowach o uśmiech. A już widok rozżalonych kobiecych łez wprowadza mężczyznę w stan dogłębnej bezsilności. Mężczyzna, który patrzy na płaczącą ze smutku kobietę, czuje się beznadziejny, słaby, niepotrzebny. Tymczasem prośba mężczyzny o uśmiech skierowana do obcej kobiety na ulicy to nieudana próba zwrócenia uwagi kobiety. Ten mężczyzna chciał po prostu nawiązać z nią dialog – spodobała mu się i chciał ją poderwać. A to, że zawołał, żeby się uśmiechnęła, oznaczało tyle, że chciałby ją uszczęśliwiać – chciałby, żeby dzięki niemu miała powody do radości. To, że takie zachowanie jest głupie, prymitywne i niekulturalne, to osobna kwestia. Ale nie jest to na pewno molestowanie ani seksizm. Zamiast śmiertelnie obrażać się na obcego faceta, warto pomyśleć o nim ze współczuciem – pomyśleć o nim jako po prostu o idiocie, który nie umie rozmawiać z kobietami. Jednak to, że dany mężczyzna jest idiotą, nie czyni z niego automatycznie seksisty i molestującego. Pomyśl o tym, jak puste – jak bardzo pozbawione wartościowych kobiet – musi być życie tego mężczyzny, skoro w ten sposób odezwał się do obcej kobiety. Przecież to było skomlenie o uwagę – a nie napastowanie!
  13. Tak, to jest molestowanie seksualne. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Nie wolno dotykać innych ludzi bez ich pozwolenia (poza oczywiście np. medykami, strażakami, którzy dotykają rannych ludzi, opatrują ich i wynoszą z płonących budynków). I tu nie chodzi o to, że pupa. Jeśli obcy człowiek położyłby kobiecie rękę na ramieniu czy odgarnął jej kosmyk z czoła – to też byłoby molestowanie. Każde intencjonalne naruszenie granicy intymności drugiego człowieka jest molestowaniem. Molestowaniem o różnym natężeniu (tak jak pedofilia występuje w różnych natężeniach), ale to wciąż molestowanie. Ta granica intymności u każdego człowieka może przebiegać nieco inaczej – niektórzy fatalnie znoszą tłok w autobusie czy w windzie, nawet jeśli nikt na nich za bardzo nie napiera, inni czują się w tłoku mniej niezręcznie, traktują go neutralnie. Natomiast prócz tych różnic istnieje pewna granica intymności ogólna, ustalona pojęciem normy kulturowej, społecznej. W naszym społeczeństwie przyjęte jest, że to kobieta wyciąga do mężczyzny rękę, aby się przywitać – komunikat z tego płynący jest prosty: to kobieta wyznacza warunki relacji. Jeśli zaś mężczyzna pierwszy wyciągnie do kobiety rękę, popełni nietakt. Jeśli złapie ją za rękę, niebezpiecznie przekroczy jej granicę intymności. A jeśli – bez pozwolenia – położy jej rękę na ramieniu, obejmie w pasie czy klepnie w pupę, to będzie molestowanie.
  14. Tu wszystko zależy od tego, czy kobieta lubi być klepana w pupę przez swego męża, czy nie lubi. Jeśli lubi, to kiedy mąż klepnie ją w miejscu publicznym w obecności innych ludzi, to będzie to brakiem kultury osobistej, ale nie będzie to molestowaniem. Natomiast jeśli nie lubi, to będzie to brakiem kultury osobistej oraz molestowaniem.
  15. Już samo to zdanie jest molestowaniem. A jeśli dodatkowo mężczyzna wymusi na kobiecie stosunek płciowy, będzie to gwałt.
  16. To jest gwałt.
  17. To nie jest molestowanie – to zaproszenie na randkę. A to, że jest to koszmarnie idiotyczne zaproszenie na randkę, to inna sprawa. Taksówkarz, który wiezie kobietę, nie może zadawać jej takich pytań, bo kobieta ma prawo się przestraszyć: facet siedzi za kółkiem, więc ma władzę, panowanie nad sytuacją – teoretycznie mógłby wywieźć kobietę do lasu i poćwiartować. Trzeba być naprawdę wytrawnym kretynem, aby w tej sytuacji próbować kobietę poderwać. Na miejscu tej kobiety po usłyszeniu tego pytania natychmiast wyciągnęłabym komórkę i zadzwoniłabym do kogoś, męża, matki, przyjaciółki, wszystko jedno, i powiedziałabym opanowanym, ale stanowczym głosem: jadę ulicą Iksową taksówką marki Iks w kolorze iks o numerze XXX, do zobaczenia za około dwadzieścia minut. Aby dać durnemu i być może niebezpiecznemu kierowcy jasny sygnał, że ktoś bliski wie, gdzie jestem i zacznie mnie szukać po upływie dwudziestu minut. Natomiast bycie nawet wytrawnym kretynem nie czyni automatycznie z mężczyzny molestującego. No chyba że uparcie, napastliwie powtarzałby to samo pytanie, starając się wymusić na kobiecie, by odpowiedziała „tak”. Ale pojedyncze pytanie – nie, nie jest molestowaniem. Chociaż po wyjściu z taryfy zadzwoniłabym do „taksówkowni” i naskarżyła na tego kierowcę. Powinien dostać od szefa jakąś naganę za złe zachowanie względem klienta, co ostudziłoby trochę kretynizm kierowcy i pomogło mu w nawiązywaniu normalnej, kulturalnej komunikacji z klientami w przyszłości. A zatem, wytrawny kretyn – tak, ale molestujący – nie.

Końskie zaloty i 50 twarzy człowieka

Tzw. końskie zaloty, np. zachowania mężczyzn opisane w punktach 12 i 17, w czasach nieskażonych nachalną, agresywną poprawnością polityczną rozumiane były jako brak wdzięku w sztuce uwodzenia kobiety, brak talentu do uwodzenia – natomiast dziś automatycznie wchodzą w zakres molestowania seksualnego. Raz mijający mnie na chodniku mężczyzna zawołał do mnie radośnie, że jestem taka ładna i dlaczego się nie uśmiecham. Obrzuciłam pana lodowatym spojrzeniem i poszłam sobie – pan spalił cegłę i też sobie poszedł. Nie przeżyłam tej sytuacji w żaden dotykający mnie jako kobietę sposób, a posłałam panu tak zimne spojrzenie tylko po to, aby dać mu sygnał zwrotny świadczący o tym, że kobieta końskich zalotów nie lubi i nie toleruje i że zdaniem kobiety mężczyzna powinien starać się o bardziej wyrafinowane formy nawiązania komunikacji z nią. Moją intencją nie było zawstydzenie tego pana, tylko chęć zasygnalizowania mu, że błądzi. Nie mam zamiaru przerzucać mojego osobistego doświadczenia na wszystkie Polki – rozumiem, że część kobiet może poczuć się w takiej sytuacji (prośba o uśmiech wystosowana przez obcego mężczyznę) zdegustowana, niezadowolona, nieudolnie zaczepiona do rozmowy, ale te wszelkie negatywne emocje to za mało, by oskarżyć takiego pana o kultywowanie kultury gwałtu i o molestowanie. Feministki twierdzą inaczej.

To, że w zasadzie wszystko może wejść dziś w zakres molestowania seksualnego, podyktowane jest modą na feminizm trzeciej czy czwartej fali (spotkałam się z dwojaką numeracją poszczególnych etapów feminizmu) oraz specyficznym zapotrzebowaniem społecznym. Dowodem na to zapotrzebowanie jest moda na specyficzne bohaterki w literaturze i filmie – mianowicie pojawia się coraz więcej bohaterek, które nie realizują się w dramaturgii kobiecej, tylko w dramaturgii męskiej. Zdaję sobie sprawę, że zwolennicy filozofii gender uznają wyłącznie kulturową determinację płci – a jeżeli nie wyłącznie, to uznają biologiczną determinację płci za wtórną wobec kulturowej determinacji płci – w związku z czym pojęcia dramaturgii kobiecej a męskiej nie niosą dla tychże zwolenników żadnej treści, żadnego sensu. Tym samym chcąc na dobre pozbyć się kobiecości i męskości jako osobnych zestawów cech psychologicznych, musielibyśmy wykluczyć z naszych poszukiwań filozoficznych tropienie męskości i kobiecości – esencjonalnej (nawiasem mówiąc, o kobiecości esencjonalnej pisałam tutaj: http://tosterpandory.pl/tak-jestem-krolowa-pszczol/). Musielibyśmy przyjąć jednogłośnie, że mózg i umysł kobiecy oraz męski niczym się nie różnią – lecz przecież gdyby było to prawdą, nie istniałoby pojęcie transseksualizmu, tym samym nie występowałby problem korekty płci biologicznej, celem której to korekty jest dostosowanie cech ciała fizycznego do wewnętrznego poczucia tożsamości płciowej.

To, że w literaturze, kinie, zwłaszcza w dziełach popkulturowych, pojawia się coraz więcej bohaterek „niekobiecych”, nie jest niczym złym – z góry uprzedzam zarzuty feministek, które dotrwały aż do tego miejsca artykułu – jest nawet przeciwnie: to znakomicie, że format nużących i słodkich aż do mdłości bohaterek produkcji Disneyowskich ma godne rywalki w postaci bohaterek żywiołowych i cudnie żarliwych, jak np. Merida waleczna. Zwracam jedynie uwagę czytelnika na fakt, że zapotrzebowanie na takie waleczne bohaterki w sztuce popularnej bardzo dynamicznie rośnie. I że to nie jest dobrze, aby słodki wizerunek kobiety ze świata zupełnie wyrugować i zastąpić go odwrotnym wizerunkiem kobiety, a więc kobietą gorzką czy kobietą walczącą, bowiem i jeden, i drugi wizerunek kobiecości jest wyłącznie monolitem.

Sianie nowych monolitów w miejscu pustym po wyrwanych z korzeniami starych monolitach jest procesem prowadzącym do fragmentacji społeczeństwa – i taki jest prawdziwy cel akcji takich jak metoo i jateż. Kobieta i mężczyzna uzupełniają się i budują wspólnotę, natomiast metodyczne, bo ideologiczne, rozdzielanie tej archetypicznej wspólnoty służy do tego, aby w tę wyrwę, w tę lukę powstałą wskutek rozdzielenia – możliwe stało się wprowadzenie nowych pojęć. Jakich? Nie dwie, nie trzy i nie cztery, a 50 płci oraz nie dwa, nie trzy… a 30 mian określających relacje i związki… już nie damsko-męskie, a szerzej, ogólnie, bardziej „wodniście”: relacje i związki między osobami. Lecz pod pozorem tej narzucanej, stale pompowanej różnorodności kryją się jedynie smutne, zaryglowane monolity: kobiety i mężczyźni stają się samotnymi wyspami dryfującymi w próżni. Ta nowoczesna „różnorodność” ma zaświadczać o prawdziwej wolności dla wszystkich, tymczasem wdrażanie tej „różnorodności” do świadomości społecznej odbywa się za każdym razem za pomocą agresywnej propagandy skierowanej przeciwko związkom kobiety i mężczyzny, bowiem im owa wolność już de facto nie przysługuje.

Witaj, nowy świecie!

Tym czytelnikom, którzy w tym miejscu artykułu chcieliby zarzucić mi, że współczesny, dzisiejszy feminizm wcale nie rozdziela kobiet i mężczyzn, że nie dąży do żadnej wojny płci – pragnę przypomnieć myśl, którą środowiska feministyczne cytują i eksploatują z lubością, również w obrębie akcji metoo i jateż. Ta myśl brzmi: If you’re not part of the solution, you’re part of the problem”„Jeżeli nie jesteś częścią rozwiązania, to jesteś częścią problemu”. I jeżeli nie jesteś częścią idei, to jesteś częścią problemu, z którym ta idea walczy. Więc albo jesteś z nami, albo przeciwko nam – postulują środowiska feministyczne. I podkreślam, że piszą o tym wprost – w postach w akcji metoo i jateż.

Nie wystarczy, że przez całe życie starasz się być dobrym, uczciwym, porządnym człowiekiem. Możesz być mężczyzną szarmanckim, prawdomównym i lojalnym do granic absurdu – lecz jeśli odbiegniesz od nowego wzorca człowieczeństwa choćby o zaledwie milimetr, zostaniesz uznany za część tego problemu, który feministki nazywają problemem. A co feministki nazywają problemem? Wszystko, co nie jest nimi – choćby nie było nimi zaledwie w milimetrze.

Możesz być normalnym, porządnym mężczyzną, który naturalnie brzydzi się rasizmem. Ale jeśli głośno nie powiesz, że jesteś antyrasistą, to będą nazywać cię kryptorasistą. Bo dziś już nie wystarczy być po prostu normalnym, porządnym człowiekiem.

Możesz więc, mężczyzno, napisać elaborat albo i epopeję na temat tego, jak głęboko, jak uczciwie współczujesz wszystkim kobietom, które padły ofiarami molestowania i gwałtów; możesz napisać epopeję na temat tego, jak bardzo brzydzą cię autentyczne przejawy seksizmu – możesz na trzystu stronicach przysięgać na zdrowie swojej matki albo swoich dzieci, że ani razu w życiu nie opowiedziałeś kawału o blondynkach, ponieważ uważasz te kawały za seksistowskie pomyje, które urągają nie tylko godności kobiety, ale i godności myślącego, czującego mężczyzny, lecz jeśli na ostatniej stronie ośmieliłeś się wychylić przed szereg i dodałeś jedno zdanie mówiące o tym, że mimo wszystko nie sądzisz, że hasztagowanie tak intymnych przeżyć jak molestowanie seksualne i gwałt może mieć przeniesienie na edukację, na podniesienie świadomości społecznej… Jak mogłeś coś takiego napisać?! W dodatku nie opatrzyłeś swojej epopei hasztagami metoo i jateż! Ban! Nie jesteś z nami, zatem jesteś przeciwko nam. Nie jesteś częścią rozwiązania, to znaczy, że jesteś częścią problemu. I jak w przedszkolu, gdy miałyśmy po 5 lat, obejmiemy cię natychmiastowym wykluczeniem społecznym. I nawet jeśli twoja żona podziela nasze feministyczne poglądy, ty jednak i tak – tu wracam do cytatu z początku artykułu – na pewno „wyrządzasz swojej partnerce krzywdę, molestujesz ją i wykorzystujesz seksualnie, choć możesz nawet nie wiedzieć, że to robisz”.

Ano właśnie tak wygląda nowy świat. Mężczyzna może być do bólu uczciwym, lojalnym, kulturalnym, porządnym człowiekiem; może być oddanym mężem i ojcem, ale jeśli nie przejawia woli oetykietowania siebie jako feministę, jeśli się nie ohasztagował, to dlaczego ktokolwiek miałby mu uwierzyć? W końcu jest mężczyzną. A jeśli jest białym i nie daj boże katolickim mężczyzną, wówczas dopiero ma prawdziwego pecha. Na pewno gwałci żonę, kiedy ta śpi. Albo obłapia ją obelżywie za nagą kostkę, bez pytania, kiedy oglądają wieczorem film, siedząc na kanapie i jedząc kanapki. Bo zgodnie z wyobrażeniem uczestniczek oraz uczestników akcji metoo i jateż, jeśli jakiś mężczyzna w Polsce jeszcze nie wziął udziału w tej akcji, to wyłącznie dlatego, że ukrywa się za maską dobrego człowieka, w środku zaś pozostaje zepsuty. Więc nawet jeśli nie robisz, mężczyzno, nic złego, wiedz, że tylko tak ci się wydaje. Robisz coś złego, tylko o tym nie wiesz.

A ty, kobieto, jeśli jeszcze nie wzięłaś udziału w akcji metoo i jateż, to wyłącznie dlatego, że albo się wstydzisz, albo boisz, ale przecież nie dlatego, że nigdy nie byłaś molestowana i że nie znasz ani jednej kobiety, która byłaby. Ty tylko jeszcze o tym nie wiesz, że byłaś molestowana. A jeśli nadal upierasz się przy tym, że sama wiesz, co myśleć i czuć, to wiedz, że sądzisz tak tylko dlatego, że nieświadomie powielasz wzorce wpojone ci przez kulturę patriarchalną, opartą w całości na kulturze gwałtu, co zostało wykazane po stokroć i na miliony możliwych sposobów.

Bo najistotniejsze w całej tej historii są hasztagi. I etykiety… Oczywiście etykieta, aby była skuteczna, musi zostać ci nadana przez kogoś z zewnątrz. Człowiek nie jest w stanie samodzielnie siebie opisać, określić, zidentyfikować – to, kim jest, musi obwieścić mu ktoś z zewnątrz. A najlepiej, by tym kimś był jakiś ekspert. Specjalista Gender Studies czy doktor feminizmu XXI wieku.

Miażdżące podsumowanie

Dogłębnie współczuję każdej kobiecie, która przeżyła molestowanie seksualne lub gwałt. To traumatyczne doświadczenia, które pozostawiają blizny w psychice. To akty przestępcze, nierzadko prawdziwie brutalne i zbrodnicze. I to nie jest tak, że dyskusja o molestowaniu seksualnym i gwałceniu jest społeczeństwu polskiemu niepotrzebna. Problem jest inny: ten dyskurs powinien być wycelowany w prawo, a nie w ścianę hasztagów. Zapisy prawne regulujące kary za czyny przestępcze o podłożu seksualnym powinny być bardziej restrykcyjne – służby policyjne i sądownictwo winny w przypadku takich czynów działać jak brzytwa. Szybko, precyzyjnie i bezbłędnie. I niczyje biadolenie, że prawo nie działa jak należy, że ofiary molestowania są przez system bagatelizowane – nic tu nie pomoże. To nie jest tak, że system deprecjonuje ofiary molestowania i napaści seksualnych. Jest tak, że system ma wady – nie tylko wymiar sprawiedliwości, również państwowa służba zdrowia, szkolnictwo i wiele innych struktur w Polsce kuleje. Obywatele muszą więc bardziej naciskać na system, rozliczać system z jego obowiązków względem obywatela. Należy wywierać presję na system, polityków, wykazywać im na konkretnych przykładach, kiedy i w jakich sytuacjach system się pomylił, zadziałał wadliwie. To system powinien być przedmiotem naszego społecznego rozżalenia, a nie mityczny „patriarchat” i „kultura gwałtu”.

To nie jest tak, że organizacje feministyczne, różne formy wsparcia dla kobiet – są niepotrzebne. Są bardzo potrzebne, bo rzeczywiście to kobiety i dzieci są najczęstszymi, choć nie jedynymi, ofiarami molestowania, przemocy i gwałtów. Ale dopóki feministki nie zrozumieją, że ich zadaniem jest przekierować swoją percepcję i siły witalne na inne prawa niż te, które mają mężczyźni – ich walka będzie próżna, głupia i kompletnie chybiona. Bo kobiety od lat mają te same prawa, które mają mężczyźni – te proporcje dawno się wyrównały. Dziś należy walczyć o prawa szczególne – o prawa tylko i specjalnie dla kobiet. Feministki powinny dążyć do naciskania systemu tak, aby budować i wzmacniać np. opiekę położniczą. Powinny postulować o wdrożenie płatnych urlopów miesiączkowych. Powinny dążyć do tego, aby kobieta, która przez lata była w domu i zajmowała się dziećmi, podczas gdy mąż zarabiał na utrzymanie rodziny, mogła mieć te lata pracy wliczone do emerytury. Bo wychowywanie dzieci i dbanie o dom jest normalną, pełnoetatową pracą. Zdarzają się sytuacje, że po np. 10 latach małżeństwo się rozwodzi – świetnie zarabiający mąż odchodzi do nowej kobiety. Oczywiście będzie płacił alimenty na dzieci, ale to są alimenty na dzieci – była żona, matka dzieci, będzie musiała iść do pracy, aby się utrzymać. Kto ją zatrudni, skoro przez lata „była poza systemem”, skoro może pochwalić się przed potencjalnym pracodawcą jedynie dziurą w CV? Czy zdąży znaleźć pracę na tyle szybko i na tyle godną, by móc na starość mieć wypłacane świadczenie emerytalne? I to są realne problemy, których rozwiązaniem należałoby zacząć się zajmować.

Problemem nie jest to, że pigułka „dzień po” w Polsce jest na receptę. Powinna być na receptę, bo to medykament będący potężną dawką hormonów, który może silnie zakłócić gospodarkę hormonalną kobiety i przynieść negatywne skutki dla zdrowia. Problemem jest to, że żeby szybko dostać się do ginekologa, trzeba zapłacić za prywatną wizytę. Oraz to, że państwowy ginekolog często jest niedelikatny, wypowiada uwagi moralizatorskie albo nie chce zbadać kobiety i wypisać recepty, bo powołuje się na klauzulę sumienia. Oraz to, że w standardowych państwowych gabinetach ginekologicznych nie ma ultrasonografu. Oraz to, że antykoncepcję hormonalną państwowy ginekolog często dobiera pacjentce na oko, a nie na podstawie badań. I to są realne problemy, których rozwiązaniem należałoby zacząć się zajmować.

Lecz dopóki feministki będą usilnie upychały strzelanie z biustonosza w plecy dziewczynki przez dwunastoletniego chłopca razem z brutalnym gwałtem do jednej kategorii – owej jakże pojemnej kultury gwałtu – dopóty nikt nie będzie traktował ich poważnie, jako partnerek w godnym społecznym i politycznym dyskursie.

Prawdziwy problem polega na tym, że dopóki termin „molestowanie seksualne” nie doczeka się czytelnej, jednoznacznej definicji, odfiltrowanej z tej śmieciowej zupy, z którą dziś mamy do czynienia, póty system nie będzie w pełni respektował kobiet. A akcja metoo i jateż tej śmieciowej zupy nie odważa, nie odcedza, przeciwnie nawet: dokłada wciąż nowe śmieciowe składniki. I akcja ta nie mierzy w system – mierzy w obywatelki i obywateli, co jest moim najpoważniejszym zarzutem wobec tej akcji.

Prawdziwy problem polega na tym, że dzisiejsze środowiska feministyczne postulują, że termin „molestowanie seksualne” ma być definiowany wyłącznie poprzez odczucia indywidualne danej kobiety. Jeśli dana kobieta poczuła się napastowana poprzez to, że obcy mężczyzna na ulicy poprosił ją o uśmiechnięcie się, to to jest molestowanie. A skoro dla tej kobiety to było molestowanie, to znaczy, że wszystkie kobiety muszą czuć się permanentnie zagrożone, mijając mężczyzn na ulicy. Takie myślenie prowadzi do surrealistycznego wniosku, że chroniczne poczucie bycia zagrożoną ze strony mężczyzn jest logicznie uzasadnione – w końcu wszyscy mężczyźni noszą przy sobie narzędzie gwałtu…

Postulat, że termin „molestowanie seksualne” ma być definiowany wyłącznie poprzez odczucia indywidualne danej kobiety to błąd poznawczy. To efekt Krugera-Dunninga.

Gdybyśmy wyłącznie na podstawie indywidualnych odczuć mieli definiować różne zjawiska, to nie istniałoby pojęcie pedofilii. Bo przecież wiele dzieci wykorzystanych przez pedofilów wcale nie odczuwało danej sytuacji jako rodzaj napastowania, przekroczenia jakiejś niewidzialnej granicy. Dzieci myślały sobie wprawdzie, że dzieje się coś dziwnego, że ten pan jest chyba dziwny, bo „posadził mnie sobie na kolanach, dziwnie się do mnie uśmiechał i jakoś tak głośniej oddychał”, ale nie miały przy tym odczucia, że dzieje im się coś złego, że dzieje im się krzywda. Do mnóstwa takich dzieci dopiero po upływie lat, po odkurzeniu wspomnień z dzieciństwa, docierało to, że przydarzyło im się wtedy coś fatalnego.

Dlatego właśnie niezbędne jest merytoryczne ustalenie warunków brzegowych. Niezbędne jest ustalenie wymiernej zewnętrznej definicji molestowania, nieopartej na indywidualnych odczuciach. Bo tylko taka wymierna definicja może prowadzić do obudowania molestowania odpowiednimi zapisami prawnymi. A zapisy prawne będą wówczas mogły być stosownie restrykcyjne, a nie miałkie.

PS Słowo na poniedziałek

Polska ma najniższy w Europie wskaźnik przemocy wobec kobiet. Najniższy! I nie mówimy tu o przemocy oficjalnej, tylko realnej. Mało tego! Polska znajduje się w czołówce krajów, gdzie sytuacje przemocy wobec kobiet zgłaszane są najczęściej. Wnioski te płyną z potężnych badań w krajach UE – badania te są największą, najbardziej solidną z dotychczasowych próbą zdiagnozowania sytuacji kobiet w społeczeństwach europejskich. Co niezwykle istotne – badania te obejmują nie tylko przemoc fizyczną, ale właśnie psychiczną i seksualną! Wiarygodność tych badań dodatkowo wzmacnia fakt, że nie zostały one oparte na statystykach policyjnych.

Najwyższy zaś wskaźnik przemocy wobec kobiet występuje w Danii, Francji i Finlandii, w krajach skandynawskich – natomiast Polska znajduje się na przeciwnym biegunie! A przypadków molestowania seksualnego kobiet poniżej 15. roku życia występuje w Polsce 3 razy mniej niż w Danii i Szwecji!

Polska wraz z Estonią, Cyprem i Czechami – to te państwa, w których występuje najmniejsza liczba kobiet, które spotkały się z przemocą w środowiskach pracy bądź studiów. Spośród państw europejskich Polska znajduje się w ścisłej czołówce krajów, które jako pierwsze przyznały kobietom prawa wyborcze. Przyznaliśmy je niedługo po Finlandii – wprowadziliśmy te prawa w 1918 roku, a zrobilibyśmy to jeszcze wcześniej, tylko nie mogliśmy, bo obce mocarstwa trzymały nas pod zaborami.

Przemyślcie te informacje, feministki i feminiści. Zastanówcie się poważnie, o co de facto walczycie. Może od najbliższego poniedziałku uda wam się przekierować swoje myślenie na te rewiry, które naprawdę, a nie na niby, potrzebują waszej uwagi i pomocy.

Justyna Karolak

Justyna Karolak – powieściopisarka, publicystka, felietonistka, autorka opowiadań oraz baśni dla dorosłych i dla dzieci. Najnowszą powieść (2016) Karolak można pobrać bezpłatnie ze strony Tostera Pandory – jest to e-book (Pdf) udostępniony specjalnie jako prezent dla Czytelników. Więcej informacji o powieści i o pisarce przeczytasz, klikając link: http://tosterpandory.pl/justyna-karolak-mowa-kruka-2016-powiesc-pdf-do-pobrania-za-darmo/.

Inspiracja do artykułu:

Artykuł pt. Błędy poznawcze, czyli co prowadzi do publicznej głupoty; autor – Łukasz (dostęp: 19.10.2017.): http://www.totylkoteoria.pl/2017/10/bledy-poznawcze.html

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (7)
  • w porządku-niezła grzanka (4)
  • potrzebny-smaczny tost (3)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

9 komentarzy

  1. Punkt 13. No to byłem wielokrotnie molestowany przez koleżanki w pracy, bo klepią mnie bez przerwy po ramieniu i (tylko, niestety) raz dostałem klapsa w tyłek…

  2. Bardzo ciekawy jest tu przykład rozmywania pojęć, w momencie w którym to rzekomej ofierze pozostawimy dowolność definiowania przestępstwa, gdy zależeć to będzie od jej subiektywnego odczucia, społeczeństwo zacznie rozkładać się od środka.

    Dla mężczyzn rzeczywistość stanie się niepewnym gruntem, w którym zawsze czyha zagrożenie, na którym zawsze można być oskarżonym – prawie wszędzie. Jedyną obroną przed takim społeczeństwem będzie większa wzajemna izolacja, utrata zaufania do drugiego człowieka itp. zjawiska atomizujące. Świat pełen łatwo przylepiających się etykietek, które mogą zniszczyć życie i karierę, to świat zachęcający do bierności i braku aktywności.

    No i nie oszukujmy się – kobieta to człowiek, a człowiek jest ułomny, działający pod egidą własnych interesików i interesów, kobieta będzie więc wykorzystywać w nieuprawniony sposób swoją uprzywilejowaną pozycję, wykorzystując szantaż potencjalnego oskarżenia do uzyskania kontroli nad sytuacją. To wywoła wojnę płci i postawę agresywną ze strony mężczyzn – innymi słowy wielu z nich zatęskni za szariatem, na gruncie którego wygrywa ten który ma siłę fizyczną.

    • Smutna wizja przyszłości kreuje się na bazie Twojego komentarza, Zibikendo, lecz co straszliwsze – towarzyszy tej wizji pewne prawdopodobieństwo, niestety. Cieszę się, że odebrałeś z mojego artykułu tak silnie właśnie owo rozcieńczanie, rozmydlanie różnych pojęć – to właśnie najgroźniejsze niebezpieczeństwo tych, naszych czasów, jak sądzę, i chyba rzeczywiście wyłącznie prawo szariatu jest w stanie zapanować nad tym rozmydleniem i moralnym zwichnięciem, niestety, niestety, niestety… Obym się myliła, obyś się mylił.

    • Tak właśnie to funkcjonuje. Akcja rodzi reakcję. Tym bardziej że jest tak duża różnica realnej przewagi. Jednak ten społeczny ruch ma też swoje dobre strony: potrzeba obudzenia solidarności kobiet, bo jest wyraźna solidarność męska a to już zbyt duża opresja. Tak wielka dysproporcja będzie zawsze przyczyną zła. Zła iście diabelskiego co widać w kulturze Islamu.

      • Jeszcze całkiem niedawno sama powiedziałabym, że każda potrzeba, która budzi solidarność kobiet, jest słuszną społecznie potrzebą. Tak myślałam, dopóki nie przyjrzałam się głębiej akcjom kobiecym w obrębie czarnych protestów. Okazało się wówczas, że nie tylko w obszarze danej wspólnoty kobiecej (czarny protest) pojawiały się sprzeczne opinie, tezy i postulaty uczestniczek, również w obszarze pojedynczej kobiety, jednostki biorącej udział w czarnym proteście – sprzeczności, nielogiczności etc. zawierało się co najmniej za dużo. Zatem – nie ukrywam, że z przykrością – stwierdzam, że współczesnej solidarności wśród kobiet: nie ma.

        Natomiast czy istnieje spójna solidarność męska? A zwłaszcza taka, która stanowi opresję?… Nie dostrzegam takowej. Lądowanie na Księżycu w 1969 r. odbyło się dzięki kobiecie, Margaret Hamilton – wspominam o tym dlatego, że za „5 minut” będziemy świętować 50-lecie naszego zdobycia Księżyca.

        Kobiety są premierami, prezydentami, politykami, naukowcami, pisarzami, inżynierami, programistami, artystami… Bardzo chciałabym się dowiedzieć, gdzie w kulturze Zachodu tkwi ta rzekoma opresja męskiego świata?…

  3. Ja też nie wszystkie podane przez Ciebie przykłady uważam za molestowanie. Dla mnie ta hostia wkładana do ust też jest przesadą. Przykładem, że jeśli chce się do czegoś przyczepić, to się to coś znajdzie.
    Po tym co napisałaś, spojrzałam jeszcze raz na tę akcję. Co ona daje? Nic. Tylko jednoczenie nienawiści, a prawo i tak się nie zmienia i żadne z podanych przez Ciebie postulatów nie wchodzi w życie z powodu akcji. Jaki więc to ma sens?

    • Anno, przede wszystkim dzięki Ci, że znalazłaś czas na ten artykuł i za komentarz 🙂 . I podbijam to, co napisałaś:

      Co daje ta akcja? Nic.

      Tylko podsyca nienawiść – a prawo i tak się nie zmienia. Niestety. Myślę, że dopóki feministki nie przestaną atakować innych kobiet, jak i mężczyzn, i dopóki nie zaczną atakować systemu (polityków, prawa), to w realiach dalej nic się nie zmieni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *