Między kreatywnością a optymalizacją

między kreatywnością a optymalizacją

Kreatywność należy do tych kilku czynników, które chwalebnie świadczą o naszej kondycji człowieczej i do których ochoczo się przyznajemy, bez względu na to, czy zasługujemy na taki epitet, czy raczej nie. Samo słowo kreatywność, to (postawa twórcza; z łac. creatus, czyli twórczy) – proces umysłowy pociągający za sobą powstawanie nowych idei, koncepcji lub nowych skojarzeń, powiązań z istniejącymi już ideami i koncepcjami. Myślenie kreatywne, to myślenie prowadzące do uzyskania oryginalnych i stosownych rozwiązań. Alternatywna, bardziej codzienna, definicja kreatywności mówi, że jest to po prostu zdolność tworzenia czegoś nowego.

Różne elementy życia społecznego przypisują sobie to słowo w nadziei, iż będzie ono usprawiedliwiało zupełny brak pomysłu na cokolwiek, samo słowo faktycznie jest elementem pewnego strumienia bełkotu towarzyszącego różnego rodzaju paranaukom dążącym do fragmentacji wiedzy na coraz mniejsze i mniejsze części. Zastąpiło ono znane skądinąd słowo pomysłowość, które widać brzmiało zbyt prozaicznie w zestawieniu z tak pięknymi słowotworami, jak słynny już „kapitał ludzki”, czy chociażby coraz popularniejszy „content”. Kreatywność jest oczywiście pojęciem nieco szerszym, ale za to płynnym, i to pozwala na różne jego interpretacje, w zależności od aktualnej polityki naszego obecnego szefa; poprzedni szef, równie zdolny, nieomylny i utalentowany, właśnie siedzi za kreatywny stosunek do księgowości. Niektórym pracodawcom wyraźnie kłóci się pojęcie prawdy z kreatywnością, i informacja, że coś wygląda tak jak wygląda, bo takie jest, uważana jest za zupełnie niekreatywną.

Następną kategorią, która stała się niezwykle popularna, jest tyleż atrakcyjne, co abstrakcyjne pojęcie innowacyjności. Słowo to zastąpiło inne słowo od dawna używane – wynalazczość. Wynalazczość jednak jest słowem niebezpiecznym o zbyt dosłownym znaczeniu i zakłada, iż musiałby powstać jakiś wynalazek. Tymczasem w ramach innowacyjności nadrukowanie na stare opakowanie nowej grafiki i wymyślenie nowej nazwy na stary lek jest absolutnie wystarczające, tak dla pojęcia „kreatywność”, jak i „innowacyjność”. I o co chodzi? Wszyscy są zadowoleni – przecież…

O tym jak wysoce dla pracodawcy nieporęcznym jest, kiedy jakaś nieodpowiedzialna komórka albo, nie daj Bóg, pracownik coś wymyśli, niech świadczy przykład firmy Kodak, Nokia i kilku samochodowych. Firmy te posiadały w swoich rozwiązaniach na kilka lat wcześniej przed konkurencją propozycje, które mogły zapewnić im dalszą dominację na rynku, jednak nie zdecydowały się na wprowadzenie ich ze względu na zbyt duże ryzyko chwilowego obniżenia dochodów. Sam wielki „Mały-miękki” wciąż nienadążający, a to za przeglądarką, a to za komunikatorem, a to za wyszukiwarką, jest w stanie nam zaproponować ten sam system już od 16. lat, rąbnięty zresztą firmie Xerox. A teraz jeszcze uciekają im komórki i wykupienie Nokii nie pomoże. Co za pech.

Tak przy okazji: Microsoft w osobie wielkiego Billa najpierw za bankierskie pieniądze ojca wykupił uczelniany system DOS i następnie, zupełnie uprzednio darmowy system zaczął sprzedawać za licencyjne pieniądze, kiedy firma się nieco rozwinęła i mógł pojechać zaprezentować go na targach, stanął przed kserokopiarką i mowę mu odjęło, a kiedy ją odzyskał, zadzwonił i ściągnął wszystkich swoich pracowników, aby zobaczyli „wynalazek” – okienkowy system obsługi kserokopiarki!  Tak powstał Windows – ładnie, prawda?

Jak widać po firmie Apple, kiedy zabrakło Jobsa, firma przestała nadążać i ich ostatnie propozycje są tylko dramatyczną próbą dogonienia rynku z uciekającą im technologią. To smutne.

Widać – jedyną możliwą innowacyjnością i kreatywnością może w korporacji posługiwać się tylko jej właściciel. Jeśli mu na tym zależy, oczywiście. Sama korporacja chce tylko zysku i nawet jego chwilowe zachwianie nie jest do przyjęcia. Kiedy natomiast urzędnicy korporacji stwierdzają, iż muszą podjąć jakieś decyzje wykraczające poza standardowo ujęte i w procentach przewidziane ryzyko innowacyjności, jest już zazwyczaj za późno.

W potoku wymemłanych z wartości słów, obracanych w kółko pseudo pojęć, powstaje nowomowa. Target, content, deal, indeks – trzepie się piana ze słów, dzięki którym uśmiechnięte półautomaty korzystają z możliwości, jakich dostarcza im – ekonomia.

Ekonomiści z lubością pokazują nam ekonomię jako narzędzie wielkich strategii społecznych, nominując ją do stanowiska nadrzędnego lustratora naszych poczynań i naszych dążeń. Ekonomia w ich rozumieniu jest pierwotną przyczyną dla większości przejawów ekspresji ludzkiej, a już na pewno dla wszelkich form organizacji od bandy opryszków, aż po państwo jako takie. Z punktu widzenia prawdziwego ekonomisty, pochodną ekonomii jest postęp, cywilizacja, kultura, sztuka, a nawet rozmnażanie. Tak to jest, jak twój księgowy chce zostać bogiem.

Na szczęście potem pojawia się kryzys i jest zupełnie, ale to zupełnie nieuzasadniony. Ekonomiści odzyskują ludzką postać, a ekonomia odzyskuje wymiar narzędzia do optymalizacji dochodów.

To dzięki tejże właśnie optymalizacji możliwe jest, aby różne zdarzenia niemające nic wspólnego z wyrabianiem zupełnie zbędnych przedmiotów, takich jak chleb, łyżka, witamina C, albo na przykład skarpetki, mogły znów radośnie manifestować swoją obecność.

I wtedy słuchamy, jak marketing, zarządzanie oraz reklama zachłystują się swoim bełkotem.

Leonard Jaszczuk

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

6 komentarzy

  1. gdyby wszystko co robi człowiek miałoby być logiczne i płynące zgodnie zasadą brzytwy Okhama nasze życie zamieniłoby się w koszmar i nie warto by żyć, Autyści o różnym stopniu rozwoju choroby jednak nie są istotą społeczeństwa,

  2. Bełkot to może być najwyżej literacki…

    • no weź – przecież mówiłeś na siebie humanista ?????

    • Słyszałam o bełkocie np.: prawniczym albo medycznym. Literacki bełkot, ależ błagam Cię, Zibikedno, chcesz się bić, to załóż rękawice, a nie wystawiaj przed się miękkiego brzusia, Biedaku :).

  3. Ekonomia ma ograniczoną rolę w społeczeństwie. Realnie jest to wspomaganie logistyki. Kiedy już ta druga wymyśli jak optymalnie dostarczyć towary, ta pierwsza decyduje, który z nich w pierwszej kolejności.
    Wygrywa ten droższy.

    Cena jest efektem ludzkiego braku porozumienia w ustalaniu co jest przed czym – czyli hierarchii ważności. W założeniu ekonomia miała więc określać relacje wobec przedmiotów martwych.

    Kiedy zastosować jej prawa i metodologię do niewycenialnych, bo nieporównywalnych ludzi – wtedy cały system się gubi. Dobre narzędzie do przedmiotów do podmiotów znacznie gorzej się sprawdza.

    Ale ekonomii podmiotów jeszcze nie mamy, więc czas kreatywnie ruszyć głową panowie… i panie.

    • Drogi Zibikendo,
      komentarz Twój zapewne jest niezwykle logistyczny, a wręcz logiczny, jednakowoż stanowi niestety klasyczny przykład bełkotu, o jakim opowiedział autor tego artykułu.

      Autorze,
      artykuł pierwsza klasa – nie tylko z uwagi na wartość dla społeczeństwa, ale także z uwagi na przyjrzenie się kierunkowi, w jakim obecnie podąża język. Jak wiemy, forma też jest treścią, i jako pisarz mam wielką nadzieję, że język nasz będzie w dalszym rozwoju potrafił zmoderować obecny kierunek, oczyszczając się z brzydkich narośli bełkotliwej nowomowy, co zarazem przywróci słowom takim, jak „kreatywność”, stosowne znaczenie, nie tylko brzmienie.

      Pozdrawiam obu Panów, a Autorowi – gratuluję celnego i kluczowego spojrzenia na życie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *