Mowa nienawiści na Boże Narodzenie?

 

Mowa nienawiści (z ang. hate speech) – to negatywne i nacechowane emocjonalnie wypowiedzi, tworzone na podstawie uprzedzeń. Rada Europy definiuje ten termin jako „wszystkie formy ekspresji, które rozpowszechniają, podżegają, wspierają lub usprawiedliwiają nienawiść rasową, religijną, ksenofobię, antysemityzm lub inne formy nienawiści wynikające z nietolerancji, łącznie z nietolerancją wyrażoną za pomocą agresywnego nacjonalizmu i etnocentryzmu, dyskryminacją i wrogością wobec przedstawicieli mniejszości, imigrantów i osób obcego pochodzenia” (źródło: Wikipedia).

Ręka do góry – ilu z was spoglądając na powyższą ilustrację, pomyślało o nazistowskiej swastyce? Kto skojarzył ten symbol z Adolfem Hitlerem? Komu na myśl nasunęła się III Rzesza i jeden z najokrutniejszych etapów w dziejach ludzkości? Tymczasem nasze postrzeganie niekoniecznie równa się widzeniu i rozumieniu…

Postrzeganie to jedynie powierzchowny proces nawet nie tyle rozpoznawczy, co zachowawczy – prosta funkcja naszego umysłu służąca do gromadzenia podstawowych pomiarów dotyczących otaczającej rzeczywistości. Postrzegasz zawsze odcinek drogi – żeby zaś sięgnąć dalej, żeby sięgnąć rozumem, a nie wzrokiem, żeby „zobaczyć”, dokąd droga prowadzi, musisz przekroczyć granice postrzegania i wejść w strefę „zaglądania w głąb”, czyli de facto rozumienia. Widzenie to rozumienie, postrzeganie to skrót myślowy. Widzenie to świadomość korzeni danego zjawiska, świadomość pierwotnej matrycy, z której zjawisko się wywodzi. Postrzeganie to tylko zewnętrzna otulina – pułapka dla naszego rozumu, i serca…

Część z was zdaje sobie sprawę, że powyższa ilustracja wcale nie przedstawia nazistowskiej swastyki, a symbol szczęścia. Notabene symbol szczęścia bardzo stary, bo mogący obejmować sobą nawet 10 000 lat historii człowieczeństwa. W krajach Azji – np. w Indiach czy w Japonii – symbol ten do dziś zachował swój pierwotny, oryginalny wydźwięk i pozostał popularny, obecny w codzienności. Symbol ten swoją budową wyraża harmonię, doskonałą równowagę czterech podstawowych sił natury czy czterech pór roku; w kulturze chińskiej wyraża kompletność polegającą na zgromadzeniu dziesięciu tysięcy cnót. Prawostronny krzyż będący symbolem szczęścia utożsamia sobą ruch Słońca (odzwierciedla kulty solarne). Lewostronny – przeciwnie – oddaje księżycową stronę natury, przypisywaną kobiecości. Można odnaleźć go w wielu dziełach sztuki, ale też na przykład na kartkach z życzeniami – jeśli bowiem życzysz komuś wszelkiej szczęśliwości, pomyślności, osiągnięcia spokoju, bezpieczeństwa i równowagi życiowej, wtedy możesz podpisać list z życzeniami tym jakże prostym symbolem, który skutecznie odda znaczenie całego dobra, na opisanie którego potrzebowałbyś dziesiątek albo i setek słów. W krajach Europy i w Ameryce symbol ten kojarzony jest niestety powierzchownie – to znaczy zgodnie z negatywnymi konotacjami, w jakie wyposażył go Hitler. Ale nasza, czyli Zachodnia kultura, to nie jedyny możliwy kontekst kulturowy – jest wręcz przeciwnie: bliska nam kultura Zachodu stanowi wyłącznie pewien wycinek rzeczywistości, w dodatku jakiż ubogi pod względem czasu, przez jaki istnieje… Jak myślicie, skąd wzięliśmy się w Europie? Odpowiedź brzmi: ze stepów; jak wszyscy…

W żadnym razie artykuł ten nie ma na celu punktować, która kultura jest lepsza, a która gorsza – intencją jest jedynie zwrócenie waszych myśli na fakt, że nasza, europejska, kultura nie stanowi całości drogi, a wyłącznie jej odcinek.

Wracając do symbolu szczęścia zawłaszczonego przez Hitlera – ciekawe, że właśnie w Niemczech tak intensywnie dzisiaj krzewione są postulaty poprawności politycznej, takie jak zwalczanie postaw nazizmu, a także rasizmu, faszyzmu i ksenofobii. Choć znów warto zdać sobie sprawę, iż poprawność polityczna, a wraz z nią sterylna pogarda wobec wszelkich przejawów tzw. mowy nienawiści, wywodzi się z Ameryki. Tak jak symbol szczęścia wywodzi się z Azji, a przez Hitlera został przekuty w symbol nazizmu, tak poprawność polityczna ma swoje korzenie w Ameryce, a przez Europę została jedynie entuzjastycznie podchwycona i przekuta w nową, odświeżoną na użytek własny jakość.

A teraz uporządkujmy opisywane tu przemyślenia: w mass mediach i w Internecie współcześnie nader sporo trąbi się o tolerancji, akceptacji, zaś gorąco piętnowane są wszelakie przejawy dyskryminacji mniejszości, czy to religijnych, czy narodowościowych, czy seksualnych. Cóż w tym złego? – zapytacie. Przecież to cudownie, że świat poszerza swą świadomość w tym kierunku, iż wszyscy – bez względu na pochodzenie, płeć, kolor skóry, wiarę, orientację seksualną, status materialny i społeczny – są równi, i tak też powinni być uznani i traktowani w świetle prawa, jak i obowiązujących norm społecznych. Oczywiście, że powinni – co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Oczywiście, że tak wyrażone wartości brzmią szlachetnie, sprawiedliwie, słusznie i doprawdy trudno się z nimi nie zgodzić. Problem zdaje się polegać na tym, że za pięknie i czysto brzmiącymi hasłami przemawiającymi do wyobraźni tak jednostek, jak społeczeństw – kryje się brudna polityka. I niby nie jest to dla nikogo sekretem – wszak hasło „poprawność polityczna” zawiera w sobie miano polityki, zatem nikt nie powinien być zdumiony faktem, iż w ładnie brzmiących postulatach odnoszących się do naszej empatii i moralności zakodowane są i przemycane skomplikowane mechanizmy służące tarciom różnych interesów.

Np. modna w Polsce kampania medialna pt.: Stop Mowie Nienawiści finansowana była z pieniędzy Sorosa, a pośrednio z Fundacji Batorego – a Soros, proszę państwa, to nie jest ten typ człowieka, któremu zależy na tym, żebyś właśnie ty czuł się bezpieczny, szczęśliwy, spokojny i zadowolony. Zdrowy rozsądek nakazywałby dopuścić do wyobraźni ten pomysł, że mogą wierutnie mylić się ci, którzy bezrefleksyjnie ulegają owej „mowie tolerancji”, regulowanej – głównie za pomocą wpływów finansowych – przez osoby i marki takie jak Soros. Pod pozorem zresztą owej „mowy tolerancji”, wynikającej wprost z poprawności politycznej, implementuje się do Europy imigrantów, dostarczanych nam pod hasłem wywoławczym „uchodźcy”. Bo przecież każdy normalny człowiek przygarnie z ochotą pod swój dach drugiego człowieka – uciekającego przed wojną, a zwłaszcza jeśli człowiekiem tym jest bezbronna, wystraszona kobieta z małym, jeszcze bardziej wystraszonym dzieckiem. Znacznie trudniej byłoby zaimplementować do europejskiej cywilizacji tę samą liczbę ludzi, gdyby komunikaty polityczne, prasowe i medialne głosiły, iż będziemy przyjmowali nie uchodźców – z akcentem na bezbronne kobiety i dzieci – a młodych, świetnie odżywionych, w pełni sił mężczyzn, mających za złe Europie, iż miesza się w sprawy wewnętrzne państw islamskich, które dążą do utworzenia jednego spójnego państwa islamskiego będącego zwartym, obszernym, świetnie prosperującym kalifatem, a zatem ludzie ci przybywają do nas – do Europy – z odsieczą, aby uzdrowić naszą – chorą, zadufaną w sobie – rzeczywistość. Taki komunikat zasiałby obawy i grozę, a nie zadowolenie i poczucie bycia sprawiedliwym, kochającym i po prostu – dobrym.

I tak jak w wypadku symbolu szczęścia, przysposobionego sobie efektywnie przez Hitlera – podobnie miana tolerancji i wszechakceptacji, przysposabiane przez współczesne elity rządzące, zapewniają pojęciom tym negatywne konotacje, z czego nie wszyscy chcą zdać sobie sprawę. Jak pelikany w locie, my łykamy samą zewnętrzną otulinę – zachłystujemy się powierzchowną percepcją różnych zjawisk; z trudem, a nierzadko wcale dopuszczamy do świadomości, że prawdziwe, pierwotne znaczenie zjawiska leży całkiem gdzie indziej, niż wskazuje nasze postrzeganie na skróty.

Czy zauważyliście państwo, że w dzisiejszej dobie poprawności politycznej – każda krytyka nazywana jest, z pełnym obrzydzeniem, hejtem? Że każda obawa przed zmianą z punktu klasyfikowana jest jako bezpodstawne uprzedzenie? Że każda próba niezgody z cudzą opinią wiązana jest z fanatyzmem?

Liberalizm (lewicowy – przyp.: J.K.) chyba jeszcze nigdy w dziejach nie był tak zakłamany, jak obecnie. Jakże łatwo przechodzi ludziom przez gardło wzajemne wyzywanie się od ksenofobów, rasistów, nazistów, faszystów, homofobów… A są to przecież wyjątkowo mocne, wręcz brutalne, obarczone krwawą historią słowa!

W duchu nadchodzących świąt Bożego Narodzenia życzę wszystkim – i sobie również – więcej sceptycyzmu, a wręcz nieufności do otaczającego świata. Jestem niepoprawna politycznie, bo przecież powinnam powiedzieć, że życzę Wam z okazji Bożego Narodzenia 2016, byście byli ufni i kochający, byście dzielili się tym, co macie, nawet jeśli to niewiele; byście nie zapomnieli w czasie wigilijnej wieczerzy umieścić na stole dodatkowego nakrycia – byście z uśmiechem przyjęli do swojego stołu przypadkowego, biednego, zbłąkanego wędrowca… Jestem niepoprawna politycznie, bo na przekór głównemu nurtowi pragnę złożyć wam – i sobie – zupełnie inne życzenia:

Cokolwiek postrzegacie, nie wahajcie się podważyć obrazu podsuwanego przez oczy. Pamiętajcie, że oko nie widzi, a jedynie postrzega – widzi mózg. Nie wstydźcie się i nie bójcie zaglądać w głąb – nawet jeśli dojdziecie do błędnych wniosków, istotna jest droga, którą szliście, żeby poszukiwać, żeby dziwić się, pytać i uzyskiwać odpowiedzi. A odpowiedzi i tak niechaj będą najmniej ważne – niech najwięcej liczą się Wasze samodzielne pytania, które zadacie po drodze.

Życzę Wam, byście podważali wszystko, co się da. Lecz nie na zasadzie: nie, bo nie. Bo mi się nie podoba. Bo właśnie ja „widzę” wszystko sensowniej, rzetelniej, prawdziwiej… lepiej. Nie! Jeżeli podważam, to dlatego, że chcę być otwarty na tajemnice, których nieustannie dostarcza mi świat. Życzę Wam tego, by każdy z Was mógł obudzić się rano i pomyśleć: jestem głupi i głodny. Ten, kto przyznaje się przed samym sobą – przed lustrem – do tego, że jest głupi, zyskuje otwartą drogę do poznania. Ten, kto jest głodny – czuje rzeczywiście; zachowuje kontakt ze skorupą ziemską i potrafi docenić jej najdrobniejszą „kalorię”. Tego Wam życzę – byście byli złaknieni poznania, by zdobywana wiedza odżywiała Wasze zmysły.

Życzę Wam tego, byście w Nowym Roku 2017 skrytykowali – konstruktywnie! – trzy ulubione blogi w sieci. Wierzę bowiem, że bezpośrednio po tym uczynku dobrze zrozumiecie różnicę między krytykowaniem a hejtem.

Życzę Wam tego, byście zerwali jałowe, nic niewnoszące znajomości – byście powiedzieli w twarz drugiej osobie: – Przykro mi, lecz znajomość z tobą mnie nie cieszy, jest dla mnie wydmuszkowa; kłaniam się tobie z wdzięcznością za wspólnie spędzone lata, ale zmieniłem się i już nie chcę sztucznie pompować tego, co zupełnie mi nie służy… Wierzę bowiem, że w ten sposób głęboko odczujecie różnicę między asertywnością a układną wersją samych siebie – tą wersją, która do tej pory nakazywała Wam bycie zawsze bardzo w porządku i fair, kosztem nawet samego siebie i swoich istotnych potrzeb.

Życzę Wam tego, byście w roku 2017 czytali i oglądali treści dla Was dotychczas obce, dziwne, niespotykane. Życzę Wam, byście przeprowadzili eksperyment: niech każdy z Was w nadchodzącym roku sięgnie po jedną książkę, jeden odcinek serialu i jeden artykuł publicystyczny – po jakie „normalnie” nigdy by nie sięgnął. Ci, którzy pławią się w horrorach, niechaj zanurzą się w dramacie. Ci, którzy czytają science-fiction, niechaj choć raz w życiu zatopią umysł w „obyczajówce”… Lecz niech Wasze niecodzienne wybory nie będą przypadkowe! Uruchomcie osobniczą intuicję, zorganizujcie prywatne śledztwo w sieci i na tej podstawie podejmijcie tę eksperymentalną próbę wsiąknięcia choć na chwilę w te rejestry myśli i doświadczeń ludzkich, do jakich nigdy dotąd nie było Wam po drodze…

Życzę Wam, byście z radością ubrali tegoroczną choinkę. Byście z chęcią przymknęli oko na niechciane rozmowy przy wigilijnym stole. Byście nie uważali, że od Waszego krzyku albo milczenia w danym momencie – kula ziemska przyspieszy lub przestanie się kręcić.

Życzę Wam, byście zawsze mogli być sobą i byście akceptowali, że nie każdy jest Wami – że nie każdy postrzega tak jak Wy… nie każdy widzi to, co widzisz Ty. Zamiast oburzać się i irytować, że drugi człowiek nie podziela Twojego poglądu – cierpliwie opisz mu to, co widzisz, daj mu szansę, by mógł Cię odebrać zgodnie z Twoimi intencjami i zrozumieć.

Życzę Ci, byś pozostał doskonale różny od wszystkich wokół, od sąsiadówi bliższych i dalszych, byś nigdy nie musiał wtapiać się w tłum ani przytulać do serca tych, których tulić nie chcesz.

Byś krzyczał, jeśli masz ochotę, i płakał, jeśli masz ochotę, pod warunkiem, że Twoje emocje pochodzą od Ciebie, a nie biorą się z cudzych pomysłów, chciejstw i wpływów. I żebyś był waleczny, a nie cichy i naiwny, ani też chciwy – żebyś zawsze ostatkiem sił bronił tego, w co wierzysz: rodziny, domu, przyjaciela…

I żebyś głośno pytał, jeśli czegoś nie rozumiesz – i żebyś głośno śmiał się z tych, którzy sądzą, że przyznać się do niewiedzy jest wstydem.

Z bezwstydem

Justyna Karolak

 

Justyna Karolak – powieściopisarka, publicystka, felietonistka i autorka baśni dla dorosłych i dla dzieci. Najnowszą powieść (2016) Karolak można pobrać bezpłatnie ze strony Tostera Pandory – jest to ebook (Pdf) wydany specjalnie jako prezent dla Czytelników. Dowiedz się więcej: http://tosterpandory.pl/justyna-karolak-mowa-kruka-2016-powiesc-pdf-do-pobrania-za-darmo/

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (9)
  • w porządku-niezła grzanka (4)
  • potrzebny-smaczny tost (3)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

7 komentarzy

  1. Jedne z najbardziej wartościowych życzeń, jakie dane mi było wziąć sobie do serca. Zapiszę je na dysku i nie raz będę do nich wracać, bo już teraz wiem, że jeszcze mi się przyda trzeźwa, jak ta przedstawiona tutaj, ocena rzeczywistości.

    Od siebie dodałabym jeszcze: zawsze bądź sobą, nikogo nie graj i idź za głosem serca – niby to słowa banalne i wyświechtane, ale zdaje mi się, że mało kto naprawdę rozumie ich sens.
    Dziękuję.

    • Zosiu,
      ślicznie dziękuję Ci za tak miły dla mnie jako autorki komentarz – jestem wzruszona, że te życzenia w ten sposób są odbierane; bardzo dziękuję 🙂 .

      Masz rację: nie grać, iść za głosem serca – rzecz bezcenna!

      Pozdrawiam świątecznie przeserdecznie 🙂 .

  2. moce bywają różne sa po obu stronach ścieżki dbajmy o jej przebieg wielu dobrych mocy Justyno

  3. moc jest immanentną cechą przemocy ale to nie do końca tak problem w tym jeśli się wykorzystuje moc jakakolwiek do przemocy wówczas daje otępieńcze skutki które czynią człowieka istota mniej ludzką oby moc która zna granice dobrej ścieżki zamieszakała w nas wszystkiego dobrego w mocy Justyno

  4. Po przeczytaniu artykułu uświadomiłem sobie kilka rzeczy, ale…? nie będę o tym pisał. Chce tylko dodać, że to b. dobre życzenia. Niech moc tych życzeń będą z Wami wszystkimi, a w szczególności z Autorką artykułu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *