Murakami, „Mężczyźni bez kobiet” (2015) – recenzja

 

Haruki-Murakami

Haruki Murakami – niemal tradycyjnie już: coroczny prawie noblista – prócz poczytnych powieści równie skutecznie realizuje zbiory opowiadań. Najnowszy z nich, „Mężczyźni bez kobiet”, składa się z siedmiu opowiadań, mówiąc oględnie, o miłości. Jest to bardzo dobry zbiór, spójny i skondensowany, a jednocześnie pozostawiający stosowną przestrzeń dla czytelnika i jego osobistej interpretacji miłosnych doświadczeń i przemyśleń męskich bohaterów.

Miłość – słowo o pięknej, wielowarstwowej treści, dla pisarzy będące atrakcyjnym surowcem do rzeźbienia kolejnych opowieści i znaczeń. A zarazem słowo jakże efektywnie przez literaturę zużyte, niekiedy wręcz wyświechtane. Pisać współcześnie o miłości, to olbrzymie ryzyko dla twórcy, bo w dziedzinie najwznioślejszych duchowych uczuć i erotycznych, fizycznych doznań łatwo potknąć się o banał, po czym zwykle wpada się prosto do zakurzonej sadzawki, świetnie wyeksploatowanego już przez sztukę, romantyzmu. Aby pisać dziś o miłości świeżo i rozumnie, potrzeba niezaprzeczalnego talentu, a talentem tym należy rządzić za pomocą świadomego, przytomnego umysłu. Pisać dziś o miłości – oryginalnie, kusząco i prawdziwie – oznacza konieczność unicestwienia w sobie pokładów liryzmu, do których lgnie ludzka dusza. Dopiero po ich unicestwieniu staje się możliwe z pułapu zwykłości, przeciętności nawet, korzystając z prostych metafor i jasno zbudowanych zdań, ukazać miłość z tej dokładnie perspektywy, z jakiej mógłby spojrzeć na nią – teoretycznie – całkiem dowolny człowiek. Napisać dziś prawdę o miłości, to zamknąć w pięści „miliard lat” ludzkich historii o namiętności, tęsknocie do ciepła umysłu i ciała drugiej istoty ludzkiej, po czym – ścisnąć tę pięść i delikatnie, umiejętnie zebrać gęsty, esencjonalny sok, który skropli się i wypłynie spomiędzy palców. Wielu współczesnych autorów napisawszy opowiadania o miłości, mogłoby narazić siebie na śmieszność, mogłoby obnażyć swoją pospolitość myśli. Nic podobnego nie przydarzyło się Murakamiemu – opowiadaniami spiętymi tytułem „Mężczyźni bez kobiet” po raz kolejny udowodnił swoją literacką i intelektualną sprawność, bystro uniknął pułapek pospolitości, wtórności i nudy.

Murakami wszystkie okładki

Ci, którzy w jakiejkolwiek części znają twórczość Murakamiego, nie będą zaskoczeni kształtem tych opowiadań – ani ich stylistyką, ani przesłaniem. Najsilniejszą cechą charakterystyczną tego autora jest swoista nieoznaczoność. Jego bohaterowie – i w powieściach, i w opowiadaniach – zdają się szkicowani słowem poprzez mgłę. Ta unikalna mglistość jednych czytelników drażni, bo nie zezwala na oczywiste, gładkie połączenie się lub utożsamienie z postaciami, innych natomiast ta sama mglistość niesłychanie pociąga, fascynuje, kołysze i ekscytuje.

Bohaterowie Murakamiego, nawet jeśli noszą konkretne imiona, zawsze objawiają się nieuchwytnie dla naszej wyobraźni – są jak czarujące powidoki, i właśnie dlatego tym, którzy lubią i cenią dzieła tego pisarza, wydają się bliscy i przekonywający. To, co najmocniej przemawia do naszych czytelniczych zmysłów, to nie rys fabularny, precyzyjne zdarzenia albo akcja, tylko w pełni autorska – powolna, dymna, szklana, gęsta, mrowiąca – atmosfera.

Murakami pisze światłem, cieniem i powietrzem. Prostota jego wypowiedzi w głowie czytelnika rodzi głębię i niezwykłość. Elementy fantastyczne, ubrane przez pisarza w pozory zwykłości, przemawiają do serca, dzięki czemu bezpośrednio w naszych umysłach nabierają cech naturalizmu. Realizm magiczny Murakamiego jest kompletnie różny od realizmu magicznego mistrza Márqueza. Kiedy w „Stu latach samotności” uśmiercony rywal seniora Buendii przechadzał się po podwórzu, próbując zatkać dziurę w szyi pęczkiem trawy, nie mieliśmy złudzeń, iż przedstawiono nam rodzaj ludowego wierzenia, mitu czy czarodziejskiego zabobonu. Kiedy Piękna Remedios żywcem wstąpiła do nieba, nie żywiliśmy wątpliwości, że za pośrednictwem tej metafory przekazano nam komunikat o „anielskości”, pięknie i nieprzystosowaniu jednostki do spokojnej egzystencji i korelacji z innymi, ze społeczeństwem. Realizm magiczny Márqueza polega na mistrzostwie literackiego rzemiosła, na finezyjnym i brutalnym analizowaniu materiałów gromadzonych do powieści przez około dwadzieścia lat, na genialnym sprzęgnięciu z symbolizmem. Realizm magiczny Murakamiego jest inny…

pozbawiony kluczowo wtopionego symbolizmu, skutecznie odwołuje się do archetypów jungowskich. Oddarty z aury wierzeń, czarów, zabobonów, mitów i legend, swobodnie przechadza się pomiędzy dwiema stronami lustra. Jest szczery, prostolinijny i spontaniczny jak dziecko. Rozpuszcza granice między jawą a snem. Przybiera formę prozaiczności, staje się autentyczny i mocno przyklejony do skorupy ziemskiej, po której wszyscy stąpamy.

Jeżeli wartość literackiej nagrody Nobla mierzyć kunsztem Márqueza, to kunszt Murakamiego jeszcze nie osiągnął analogicznego poziomu arcydzieła, by dostąpić zaszczytu wyróżnienia tą nagrodą. Co zupełnie nie przeszkadza podkreślić i tego faktu, iż noblistami zostało wielu od Murakamiego słabszych, więc stosując inną miarę, z czystym sumieniem moglibyśmy winszować Japończykowi Nobla już dwa czy trzy lata temu.

haruki murakami mężczyźni bez kobiet

Mężczyźni bez kobiet” są zbiorem opowiadań poniekąd gorzkich. Każde z nich niesie własny, odrębny ładunek pesymizmu. Ale pesymizm Murakamiego nigdy nie był – nie jest i tym razem – bezgranicznie przygnębiający, ołowiany ani zimny. Ten specyficzny pesymizm Murakamiego wynika raczej z samotności, nad jaką pisarz lubi się pochylić, żeby podać jej rękę. Samotność była nieśmiałą bohaterką trzeciego planu albo tła wielu książek Murakamiego. Zdaje się, że tym razem pisarz pozwolił jej odkleić się od tła i wypełnić plan pierwszy. Ta nieokreślona wprost, nienazwana imieniem bohaterka „Mężczyzn bez kobiet” jawi się dostojnie, dumnie, jako przyczyna do odkrywania prawdy o sobie samych. Zdaje się, iż ten, kto spotkał samotność, pełniej rozumie życie, dlatego potrafi obdarzyć ją szacunkiem.

Bohaterowie Murakamiego bardzo często krok po kroku wszystko tracą. Wszystko, to znaczy – ukochaną osobę, swoje zwykłe, przeciętne życie, czasem pamięć. Lecz to właśnie owa „utrata wszystkiego” pozwala im pokonać pewną drogę, przemieścić się między drobnymi, ale ważnymi punktami na rozległej mapie życia. Tacy są również tytułowi mężczyźni bez kobiet. Mężczyźni zaintrygowani kobiecością na wiele odmiennych sposobów; mężczyźni lękający się miłości jak ognia i mężczyźni tęskniący za miłością z żarliwością niewinnego chłopca.

Murakami w swoich najnowszych opowiadaniach po raz pierwszy tak wyraźnie odstąpił od fascynacji mężczyzny młodziutką dziewczyną, a wręcz dziewczynką. Archetyp Lolity, silnie obecny nie tylko u Murakamiego, ale w ogóle w kulturze japońskiej, tym razem zwolnił pola kobiecie. Tym razem kobiecość została opisana jako bardzo realne, dorosłe ciało – takie, jakim często jest, czyli niepozbawione wad: czasem przybywających z wiekiem zaokrągleń, czasem blizn. Nie – te krągłości czy blizny nie przydają kobiecym postaciom uroku, nie są najmniejszym przyczynkiem do zafascynowania się kobietą. W niczym jednak nie przeszkadzają jej kochać – uznać jej za „swoją królową”. Te drobne wady, ślady upływającego czasu albo cechy osobnicze kobiety wydają się dryfować równolegle z jej duszą, niczego duszy nie dodając, niczego nie ujmując – i to w tej niezależnej, nieprawdopodobnej kobiecej duszy mężczyźni zakochują się bez pamięci. Nie dlatego, że warto, tylko dlatego, że „to było nieuchronne”.

Nie znajdziemy w tym zbiorze opowiadań żadnych roztkliwień ni peanów na cześć kobiet – mimo że według Murakamiego właśnie kobiety nadają nieposkromiony sens życiu mężczyzn, jednocześnie wydają się w jego opisie i przedstawieniu bezwzględne, jak Mojry: przędą nić żywota męskiego biegle i bez wysiłku, a potem, dla mężczyzny niezrozumiale, przecinają tę nić, kiedy zechcą. Jednakże Murakami nie ocenia kobiecej natury – nie chce oceniać, ponieważ wie, że jej nie rozumie. Próbuje zbliżyć się do niej swoim słowem pisanym, ale nie umie pochwycić jej w palce tak, jak uczyniłoby to dziecko, które chwyta motyla za skrzydełka.

haruki murakami mężczyźni bez kobiet 1

Siedem oddzielnych portretów mężczyzn, namalowanych słowem poprzez mgłę lub grubą taflę szyby. I kobiety w tle – o których z wersów mądrego japońskiego pisarza wiemy jakże mało… ale to właśnie one – konkretne, choć nieoznaczone kobiety – uzupełniły wszystkie męskie portrety o najważniejsze cienie i kolory. Tych siedem portretów łączy wyrazista, skupiona nić, którą każdy czytelnik zdefiniować musi sam, na swój prywatny użytek.

Lektura godna polecenia każdemu, kto w rzeczywistym świecie szuka dozy surrealności. Kto w obyczajowości ludzkiej pragnie dostrzec nutę magii, którą Murakami do swojej literatury dogrywa tak wprawnie, iż obiekt i jego odbicie lustrzane zamieniają się miejscami z łatwością, naturalnie, bez najmniejszych przeszkód.

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (7)
  • w porządku-niezła grzanka (3)
  • potrzebny-smaczny tost (3)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *