Na co nam pozwala Bóg i czego nam zabraniają głupcy

FX-1  Angel (Ben Foster) takes flight.

„Gdyby Bóg chciał, żebyśmy latali, to dałby nam skrzydła”.

I protestuje przeciw temu, żeby w dalszym ciągu korzystać z tych strasznych praktyk: korzystanie z urządzeń, które pozwalają na latanie, przysługuje tylko osobom wyższym; człowiek w swojej pysze próbuje dorównać aniołom, co wydaje się do głębi niemoralne.

Odwróćmy sytuację.

Gdyby Bóg chciał, żebyśmy nie latali, uniemożliwiłby nam to.

A ponieważ wolą Boga było, żebyśmy mogli latać – latamy. Kiedy Bóg nie chciał, żeby powstała wieża Babel, zniszczył ją po prostu. I protestuje przeciw temu, żeby ograniczać przyznane nam przez Boga przywileje.

Na co nam pozwala Bóg i czego nam zabraniają głupcy 1

O metodzie „in vitro”…

Ja rozumiem, że seks jest problemem dla Kościoła, od wieków Kościół nie radzi sobie z tym zjawiskiem i próbuje sobie jakoś to poukładać, czasem tak, a czasem inaczej; od pewnego soboru można, od innego nie można, ale to problem w końcu Kościoła, czy jego księża mogą, czy nie mogą, i nie zajmujmy się tym trudnym problemem, niechże w końcu Kościół rozwiąże sobie problemy swoich zakonników.

Problem polega na tym, że kościół próbuje przerzucić swoje problemy na nas, i to mnie dziwi, bo przecież Bóg powiedział: „idźcie i rozmnażajcie się”, a nawet przykazał nam, abyśmy sobie ziemie czynili „poddaną”. Czy wszyscy ci, którzy chcą do mnie mówić w imieniu Boga, chcą powiedzieć, że Bóg nie rozumiał, że w końcu odkryjemy metodę „in vitro”? Hmmm, no cóż, to chyba wynika z tego soboru, na którym różni, absolutnie niesamowici purpuraci Kościoła ustalili, że słowa Biblii mają drugorzędne znaczenie w stosunku do słów Kościoła?

Chociaż gdy się temu bliżej przyjrzeć, to oczywiste, że nasza seksualność jako jeden z najsilniejszych naszych popędów jest zręcznym narzędziem do manipulacji nami oraz oddziaływania na naszą świadomość i podświadomość, którą indoktrynuje się pojęciem grzechu.

Bóg ukarał nas nie za naszą seksualność, tylko za to, że posiedliśmy wiedzę, ale, kochani, On nas już ukarał. Nie rozumiem, dlaczego jeszcze „inni” chcą nas ukarać; czy w imię tego, że są inni?

Wydaje się również dość wstrząsające, że różni ludzie nagle odkryli w sobie moc mówienia w imieniu Boga, bo przecież taki to ma wydźwięk, różni specjaliści i specjalistki od najprzeróżniejszych dziedzin wypowiadają się, nagle napominając nas w imieniu Boga; czy to nie jest pycha przypadkiem?

Ludowa mądrość – kiedy spotyka kogoś niezupełnie potrafiącego znaleźć się we współczesnym świecie – określa go pytaniem: „czy cie Bóg opuścił?”, określając w ten sposób plecenie bzdur przez indagowanego.

I chcę ostrzec wszystkich tych, którzy zapominają się w swoich zapędach do moralizowania w imieniu Boga, że może się On naprawdę zniecierpliwić waszym bzdurzeniem, a jak wiadomo, kiedy Bóg chce kogoś ukarać, to mu mózg zabiera.

Po to mamy inteligencję i mózg, aby się rozwijać i zdobywać na tej drodze kolejne szczeble ludzkiej doskonałości.

A pomijając już te rozważania ontologiczne, to jak można – już z czysto ludzkiego punktu widzenia – odmawiać możliwości dążenia do szczęścia kobietom, które chcą przekazać swoje najgłębsze uczucia miłości dziecku przez siebie poczętemu, jak można zaprzeczyć temu, co jest w kobiecie najpiękniejsze i najgłębsze? To nieludzkie.

Zastanawiam się, czy matki tych osób w taki napuszony sposób wypowiadających się o swoich pseudo-moralnych racjach – zdecydowałyby się na taki krok, gdyby istniała wtedy taka możliwość, czy wygłaszając te wszystkie nagany ludzie ci chcą tylko zabraniać, bo przecież to takie łatwe: zabraniać, nie tworzyć, nie kreować, tylko zabraniać, bo niby „ja wiem lepiej”.

A może dajmy ludziom możliwość podjęcia tej decyzji samodzielnie, tak jak samodzielnie stają przed swoim życiem i swoimi rozliczeniami z grzechów przed Bogiem…

Leonard Jaszczuk

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (1)

6 komentarzy

  1. Bóg dał wiedzę i trzeba z niej korzystać

  2. zdrowy rozsądek ponad antyklerykalizm

    Bardzo znamienne w tym śmiesznym wpisie jest to, że oprócz jakiegoś zupełnie pustego gadania o postępie, zupełnie nie odnosisz się do meritum. Zabraniasz kościołowi przedstawiać jego stanowisko, bo co? Przecież to, czy ktoś to zrobi to jego sprawa, czy ktoś to popiera też jego sprawa, nikt nie musi się słuchać kleru. To raz.

    A dwa. Meritum sprawy jest takie, że kościół nie uznaje gradacji ludzkiego życia, jest zwolennikiem obrony każdego życia tak samo. Logicznym tego efektem jest postawa przeciwna metodzie in vitro, bo w jej efekcie część zygot- czyli „zlepków” dwóch komórek rozrodczych posiadający już własne DNA, odrębne od DNA rodziców, jest likwidowania, czy tam zamrażana na potem, z tymże nie ma za bardzo pomysłu na to co potem (zresztą sprawy z utylizacją zarodków już w tym kraju wychodziły). Czyli technicznie jest człowiekiem.
    Kwestią jest odpowiedź na pytanie: czy chcemy uznać, że wszystkie ludzkie życia są warte takiej samej obrony, czy też lepiej się zacząć zastanawiać nad kryteriami, według których będziemy niektórym to prawo do obrony odbierać.

    • justynakarolak

      Panie Zdrowy Rozsądek,
      odniosłam wrażenie, przeczytawszy Pański komentarz, że to właśnie Pana postawa jest klasycznie antyklerykalna, a tak naprawdę kryptokatolicka.

      Nie rozumiem, czemu miałabym godzić się na bronienie każdego życia albo decydować wedle jakich kategorii „będziemy niektórym prawo życia odbierać”. Artykuł zdaje się traktuje o czymś zgoła innym, niż przemyślenia, jakie Pan przytoczył: traktuje o uzurpowaniu sobie przez niektórych ludzi prawa do mówienia do mnie w imieniu Boga, a to już nie jest postawa wyłącznie Kościoła, ale postawa wielu jednostek w naszym społeczeństwie niezwiązanych z żadnym kościołem, a jedynie głęboko wierzących i usiłujących mądrość i potęgę swojej wiary przerzucić na resztę społeczeństwa, w tym na mnie. Na dręczenie mnie takimi postawami osobiście zgodzić się nie mogę, bo sumienie mi nie pozwala, dlatego proszę nie zmuszać mnie do wybierania rzekomo uniwersalnych kryteriów dla dokonywania osobistych wyborów przez innych ludzi. Uznaję, że wolno mi decydować o sobie, dlatego też proszę nie mówić mi, że Kościół, jak i osoby wierzące, mają prawo decydować za mnie przed domniemanym Bogiem, co jest dobre, a co złe. Chciałabym ostatecznie sama odpowiadać za swoje uczynki, nie potrzebuję do tego pośredników w postaci innych zwykłych śmiertelników, którzy Bogiem wycierają sobie usta, ociekające zwykłym, wstrętnym jadem. Ja sama zdecyduję o tym, co uznaję za dobre, a co nie, i nie lubię gdy ktoś wściekle imputuje mi, że źle czynię i nic nie rozumiem, a Bóg na pewno się na mnie rozgniewa.

      A jeszcze dziwi mnie Pana spostrzeżenie ujęte w pierwszym akapicie: nikt tu nie zabrania Kościołowi wygłaszać swoje stanowisko, jako jednakże jednostki kierujące się wolną wolą, mamy z kolei prawo do krytykowania miałkości intelektualnej, emocjonalnej i moralnej – której Pan niniejszym próbuje nam odmówić. A niby dlaczego?

    • Nie odnoszę się do kościoła, kościół pozostawiam księżom i zakonnikom, to bardzo skomplikowana struktura pełna własnych problemów, jej szczególna sytuacja w Polsce jest wypadkową tysiącleci jego istnienia i naszej społecznej specyfiki, której jesteś charakterystycznym przykładem. Rozumiem twoje stanowisko, bawi mnie jednak jego stechnicyzowana formuła i język jakim się posługujesz dla uprawomocnienia swojego stanowiska. Przecież to kwestia jest raczej etyczno – filozoficzna, kwestie technikaliów pozostawmy fachowcom. Dla wyjaśnienia – moje pytanie brzmi – czy Bóg nam tego zabrania, a nie jak zbudować wieżę Babel. Odpowiedź wydaje się dość oczywista, nasze ludzkie rozmnażanie nie jest problemem Boga, jest problemem ludzi, którzy wprowadzają ten problem do strefy nie wiary lecz ideologii, co niewątpliwie łączy się w jakiś pokręcony sposób z naszym, polskim, wschodnim mistycyzmem sprowadzającym nas do poziomu stada owieczek, roboli – olśnionych aurą wielkości, oddających cześć nie swojemu przekonaniu, nie swojej wierze, nie swojemu człowieczeństwu ale przede wszystkim chwilowemu kacykowi który w danym momencie trzyma nas za twarz – pozdrawiam 🙂

  3. Ludzie od zarania dziejów lubują się w grzaniu swoich 4 liter w blasku czegoś większego od nich.
    A to wypowiadają się w imieniu Boga, a to w imieniu pomniejszego bożka np. nauki. Głównie chodzi im o to, żeby poczuć się lepiej po tym jak do czegoś wielkiego na siłę przykleją swoje tłuste i nudne tyłki – bo sami w trakcie swojego marnego życia nic większego nie wyprodukowali.

    Śmieszą mnie marki samochodów Tesla, obrzydzają syropy do kawy Da Vinci, gardzę marką odzieżową Stradivarius.
    To byli wielcy ludzie – a teraz kojarzą się z produktem – to jest kulturowa barbaria – pasożytnictwo XXI wieku, a dla kapitalizmu po prostu wielki wstyd.

    • justynakarolak

      Drogi Zibi,
      ja myślę, że ten tekst wskazuje jednak na głębsze problemy, niż problem zbrukanego kapitalizmu… Ta rzecz zdaje się opowiada raczej o ludzkiej moralności i jej braku, a i o humanizmie oraz jego braku – odniosłam wrażenie…

      Autor tego artykułu pokazał nam ludzi, którzy są mali, skarlali w skali swej duchowości – choć oczywiście skoro wolisz rozpatrywać ten sens w kategoriach ekonomicznych, to powiem, że autor pokazał nam ludzi skarlałych dlatego, że lękają się oni korzystać z dóbr cywilizacji, gdyż w wyobraźni ich nie ma miejsca na oderwanie się od ziemi (na latanie „żelaznym ptakiem”), a zresztą po co mieliby to uczyniać – skoro dla nich Ziemia jak była, tak jest płaska?

      Ludzie boją się wstąpić na drogę szczerej, dogłębnej akceptacji rozwoju cywilizacji (boją się postępu i przełomów nauki), i z tego lęku rodzą się postawy fanatyczne, zabraniające innym udziału w tym postępie, którego sami (ze strachu) się wyrzekają. Ci ludzie – „zabraniacze” mówiący do nas w imieniu Boga oraz boga – to oczywiście emocjonalne karły, chodzące żywe karykatury człowieka. Sami się boją, ale wszystkim pozostałym wściekle próbują zabronić – to jest postawa w rodzaju: „W mojej wyobraźni się to pomieścić nie może, więc wysnuwam wniosek, że to musi być złe – a skoro to jest złe, to znaczy, że to są ‚triki diabelskie’, czyli że żaden bóg w planach tego mieć nie mógł, a skoro już tak ‚inteligentnie’ udało mi się ujrzeć ‚z lotu ptaka’ cały boży plan, to teraz będę go /tego planu/ zajadle bronił i wkładał go w gardła i brzuchy wszystkim wokół jako jedyną możliwą do uznania Prawdę Prawdziwą”.

      Jednym z mistrzów wyżej opisanej postawy jest w naszym kraju niejaki pan Terlikowski – wspólnie zresztą z małżonką tworzący bardzo malowniczy tandem Głupiego i Głupszej. Oto jedni z głównych bohaterów współczesnej polskiej komedii omyłek, nad jakimi lać słone łzy rozpaczy, to mało – niestety para ta głęboko wierząca w „jedyną prawdę najprawdziwszą” zdążyła już złożyć jaja i wykluło się potomstwo, co kondycji przyszłej polskiego społeczeństwa dość niefortunnie rokuje… Ja też mogłabym im zabronić – mieć dzieci – bo jakoś pomieścić w swojej wyobraźni nie potrafię, iż by plan boży w założeniu chciał uwzględnić istnienie tych ludzi… a jednak – spójrzmy – uwzględnia, skoro są, istnieją! Zatem jaki z tego wniosek wypływa?

      Ano taki, że ja planu bożego z lotu ptaka zobaczyć nie jestem w stanie – mimo że nie boję się lecieć samolotem i rozumiem, że Ziemia jest kulista.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *