Na powierzchni skóry

 

Na powierzchni skóry 5

Współcześnie nauka ekologia zmieniła się w ideologię ekologizm. W modnym „ekologizmowym” myśleniu lubi się przypisywać planecie Ziemia funkcje świadomego bytu, co więcej – bytu, który notorycznie potrzebuje i wymaga opieki ze strony tego specyficznego zwierzęcia, jakim jest człowiek. Rodzi się więc dylemat: czy człowiek pragnący być zwierzęciem i bytem empatycznym, ma prawo uznawać siebie za istotę na tyle sprawczą, iż jego poczynania są w mocy warunkować rozwój i jakość bycia całej planety?

Nierzadko występujący to pogląd, że człowiek jest najgłupszym zwierzęciem zamieszkującym Ziemię, ponieważ inne gatunki zwierząt koncentrują swą uwagę na zaspakajaniu podstawowych funkcji życiowych (oddychanie, jedzenie, rozmnażanie), podczas gdy człowiek niszczy i środowisko naturalne (roślinność, przyrodę, klimat), i inne gatunki, i nawet swój własny gatunek – wszak prowadzimy wojny i zabijamy się dla osiągania własnych abstrakcyjnych, nieużytecznych, a wręcz zbędnych z czystego, biologicznego punktu widzenia, wygód, jak np. pieniądze. Potrafimy zadawać sobie wzajemnie ból, ba – mordujemy się dla osobistych zysków bądź ze zwykłej podłości i próżności. Do instynktownych, naturalnych funkcji fizjologicznych, jak np. seks, dopisujemy wartości wynaturzone, bo wymyślone – np. usiłujemy dopasować seksualność swojego gatunku do idei religijnych czy choćby sztucznie wykreowanych norm społecznych. Staramy się konstruować kategorie moralne, które z biologicznego punktu widzenia są iluzoryczne, fałszywe i nienormalne – przykładem takiej kategorii jest monogamia, która jest sztucznym narzutem kulturowym. I tak dalej, i tak dalej…

Te niekończące się, idiotyczne dyskusje o konflikcie między biologią a kulturą, której przejawem jest cywilizacja zbudowana przez człowieka, prowadzą do ściany, o jaką pozostaje w dogłębnym poczuciu bezsilności roztrzaskać sobie łeb. Kto utonął w myśleniu „ekologizmowym”, przenika przez tym podobne ściany, bo wydaje mu się, że zrozumiał wszystko, wie wszystko, posiadł duchowy rozwój i kroczy jedyną słuszną ścieżką.

W tym artykule zatrzymamy się o krok przed taką właśnie ścianą. I nie będziemy ani przez nią przenikać, ani tłuc w ścianę głową. Zaproponujemy inną perspektywę – popatrzymy na życie z całkiem innej strony.

Po pierwsze, wyżej wspomniana monogamia nie jest wytworem świadomej jaźni czy typowym narzutem w postaci uwarunkowania społecznego – jest rozwiązaniem wytworzonym w drodze ewolucji, bo taki (monogamiczny) system budowania relacji społecznych najlepiej sprawdził się dla przetrwania i rozwoju naszego gatunku. Ponadto również wśród niektórych gatunków zwierząt obserwujemy więzi monogamiczne – są one bowiem „pomysłem” biologii, gdyż sprawdzają się jako najskuteczniejsza ochrona potomstwa. Trzy przykłady zwierząt monogamicznych? Pingwin, łabędź i gibon białoręki.

Na powierzchni skóry

Pragnę gorąco podkreślić w tym kontekście, iż nie oceniam osobistych wyborów co do życia społecznego i seksualnego żadnego człowieka – póki ludzie pozostają ze sobą w pełni uczciwi. Czyli póki ludzie nie okłamują się i w sposób szczery ustalają zasady, według których będą budowali swoją relację, póki w ich relacjach nie dzieje się nikomu krzywda, póty mnie nie interesuje model ich relacji, gdyż w każdej relacji uczciwej, na jaką wyraziły zgodę wszystkie strony, nie ma mowy o niesprawiedliwości. Natomiast szalenie się złoszczę, kiedy ktoś podaje mi prywatny pogląd jako obiektywny fakt. Kiedy słyszę, że monogamia jest nienormalna dla człowieka i jest wyłącznie narzuconą normatywnie, moralnie, obyczajnością. Wtedy się zdecydowanie irytuję. Małpy bonobo – ponoć najbliższe genetycznie człowiekowi – tworzą stado, w którym panuje, jeśli zastosować ludzki styl pojmowania, pełna swoboda seksualna. Ta pełna swoboda oznacza przede wszystkim poligamię, poza tym – uprawianie seksu dla przyjemności, nie tylko w celach prokreacyjnych, w wielu różnych pozycjach i technikach, bez zobowiązań. Oto najnowszy modny argument przemawiający za tym, że monogamia dla człowieka jest nienaturalna, nienormalna i stanowi nakaz moralny pozbawiający ludzi źródeł przyjemności i odprowadzania napięcia. Odpowiadam: z jakiegoś powodu człowiek wyewoluował jednak wyżej czy dalej od bonobo, a pomysł łączenia się ludzi w radosną osadę opartą na poligamii i wolności seksualnej bez zobowiązań był prawdziwie modny w latach 60. w komunach dzieci kwiatów. Jeśli chcesz żyć jak bonobo albo dziecko kwiat – żyj, znajdując w tym celu innych wyznawców bonobo czy hipisów, i żyjcie pomyślnie, pieprząc się wesoło na tryliardy niezobowiązujących sposobów. Ale nie wmawiaj mi, że jest to jedyny możliwy model prowadzenia szczęśliwego życia oraz że nie wiem nic o przyjemności cielesnej, wesołym pieprzeniu i o ewolucji!

Na powierzchni skóry 1

Po drugie, pogląd, że człowiek jest jedynym gatunkiem, który zabija nie z głodu, a dla przyjemności, jest błędny, ponieważ wśród zwierząt również obecne są identyczne mechanizmy. Zwierzęta też mordują się wzajemnie – powiedzmy oględnie: z nudów, dla zabawy, z agresji niedyktowanej głodem (każdą z tych pobudek ubierzcie sobie w cudzysłów, bo słowa takie jak „zabawa” czy „nuda” w odniesieniu do zwierząt nie mają kluczowej racji bytu, gdyż są to pojęcia związane z myśleniem i rozumowaniem abstrakcyjnym, do jakiego zwierzęta raczej nie mają dostępu). I nie tylko mordują – dopuszczają się wielu innych szkodliwych czy niechlubnych czynów:

  • Lwy uprawiają kazirodztwo.
  • Kukułki porzucają swoje potomstwo.
  • Mrówki prowadzą skomplikowane działania wojenne, biorą we władanie niewolników i wykorzystują ich do ciężkiej pracy.
  • Piękne, baśniowe z wyglądu delfiny butelkonose – zabijają się dla czystej przyjemności.
  • Hieny, które są drapieżnikami, kierują się sprytem, który w rozumieniu człowieka mógłby zostać nazwany podłością, egoizmem, lenistwem itp. – gdyż praktycznie nie udają się na polowanie, aby zaspokoić głód, tylko odbierają lwicom upolowane przez nie zdobycze, także w rezultacie z roli drapieżnika przechodzą do roli padlinożercy, czyniąc tak jedynie ze sobie znanych powodów, które chętnie określilibyśmy jako „wygodnictwo”, a nawet „pasożytnictwo”.
  • Modliszka wykorzystuje samca wyłącznie do kopulacji, a w trakcie stosunku odgryza mu głowę, by kopulował dłużej, bardziej mechanicznie…

Na powierzchni skóry 2

Człowiek jest najlepiej rozwiniętym gatunkiem zamieszkującym Ziemię. Jako jedyny gatunek posiada zdolność myślenia abstrakcyjnego, bądź myślenie abstrakcyjne jest najsilniej rozwinięte u człowieka. Dlatego możliwe było zaistnienie na tej planecie miana, jakim jest kultura. Natomiast twierdzenie, że kultura jest tworem sztucznym, z biologicznego punktu widzenia – bezużytecznym, czy nawet szkodliwym, jest „ekologizmowym” bełkotem. Pojęcie kultury bowiem nie istnieje w oderwaniu od biologii – do stworzenia kultury doprowadziła ludzi biologia, a mówiąc dokładniej ewolucja.

W całej historii ludzkości nie udało się przeprowadzić ani jednego badania, które rozłączyłoby zjawisko kultury od zjawiska biologii – były podejmowane np. próby polegające na zbadaniu człowieka, który został „wychowany” w dziczy, przez dzikie zwierzęta, który nigdy nie widział człowieka i nie miał żadnej styczności z żadnym przejawem cywilizacji. Również u takich ludzi zaobserwowano, powiedzmy, zachowania czy mechanizmy typowo ludzkie, do których teoretycznie nie powinni mieć oni dostępu, będąc przez całe życie organizmem jakoby zwierzęcym. Nie były to mechanizmy obecne u gatunku zwierząt, które tych ludzi zaadoptowały i wykarmiły. Nauka nie rozstrzygnęła jednoznacznie, skąd te mechanizmy u tych ludzi wynikały – mogły być w nich obecne wcześniej, mogły równie dobrze zaistnieć dopiero w warunkach dla nich nienaturalnych, czyli w chwili przeniesienia tych ludzi ze świata dzikiej przyrody do obszarów cywilizacyjnych, związanych z przeprowadzanym badaniem (eksperymentem psychologicznym). Jedyny wniosek, który można było wyciągnąć na tej podstawie, jest jeden: nie da się oddzielić kultury od biologii (nie ma takiego narzędzia badawczego, poznawczego, które umożliwiałoby takie oddzielenie).

Kultura, włącznie z cywilizacją zbudowaną przez człowieka i technologią oraz technizacją, które są silnymi składowymi cywilizacji ludzkiej, jest wytworem biologicznym – jest nie tylko sztucznym czy wynaturzonym owocem abstraktu myśli ludzkiej, jest również wytworem sfery biologicznej życia człowieka. Tak brzmi fakt. Próby bełkotliwego rozdzielenia tych dwu sfer życia – biologii jako natury i kultury jako nie-natury – są intelektualnym nieporozumieniem i żenującym przeczeniem procesowi ewolucji.

„Ekologizmowi” fanatycy głoszą, że człowiek nie jest wcale najlepiej rozwiniętym gatunkiem zamieszkującym Ziemię, ponieważ wyniszcza planetę, w związku z czym stanowi gatunek wręcz najgłupszy. Aby zatem być jednostką – a w dalszej perspektywie: gatunkiem – prawdziwie rozwiniętym i empatycznym, konieczne ze strony człowieka jest dbanie o środowisko naturalne i Ziemię. Trudno nie zgodzić się z faktem, że zaśmiecanie środowiska bez opamiętania i refleksji nad swoim postępowaniem, nie należy ani do zachowań pozytywnych, ani logicznych. Jednak przypisywanie własnej dbałości o Ziemię znaczenia rozwojowego, słusznego pod względem ewolucyjnym, a przede wszystkim przypisywanie temu dbaniu znaczenia głównie empatycznego – także zbytniej logiki w sobie nie zawiera.

Pomysł, iż od zachowania gatunku, jakim jest człowiek, zależy biologiczny los całej planety, nie ma nic wspólnego z pozorną empatią, którą ubóstwia się pomysł ten mianować, ma natomiast mnóstwo wspólnego z wartością przeciwną do empatii, to jest z egocentryzmem. W dodatku egocentryzmem dość krótkowzrocznym.

Proszę Państwa, planeta Ziemia, to spory ustrój biologiczny. Biosfera Ziemi jest bogata i skomplikowana, zaś człowiek w tej biosferze – jak wiele innych zwierząt i form życia – zajmuje miejsce doprawdy nie centralne, bo egzystujemy… zaledwie na skórze Ziemi.

Mówiąc wprost, istnieje takie zjawisko, które nazywa się: napięcie powierzchniowe. Pierwotnie odnosiło się ono do wód – np.: napięcie powierzchniowe oceanu. Tak jak nasza ludzka skóra (zewnętrzna cienka powłoka) pełni rolę, powiedzmy, subtelnego płaszcza okrywającego całą masę złożonych komórek i ustrojów, tak wszystko, co obserwujemy na powierzchni Ziemi jest analogicznym cienkim, subtelnym skrawkiem, płaską otoczką, niby bibułą, która otula olbrzymią kipiel, innych od tego, co na powierzchni, form aktywności. Spróbujcie wyobrazić sobie ten ogrom biosferycznej aktywności – zobaczcie oczyma wyobraźni, jak Ziemia gotuje się w środku, uzmysłówcie sobie głębię oceanów, wraz z całą podwodną biosferą, od fito-planktonu, po ukwiały i kaszaloty… I – cóż? Jak myślicie: czy z punktu widzenia planety Ziemia, przetrwanie gatunku, jakim jest człowiek, ma jakikolwiek sens? Czy planetę Ziemia obchodzi to, czy będziemy o nią dbali – w naszym ludzkim rozumieniu słowa „empatia”? Czy naprawdę sądzicie, że planeta Ziemia nas potrzebuje?

Jeśli planecie Ziemi przyjdzie do głowy zdmuchnięcie człowieka z powierzchni swojej skóry, na pewno to zrobi. Jeśli przyjdzie jej do głowy kichnąć wystygniętym Wezuwiuszem, z pewnością kichnie. Jeśli zechce się przebiegunować i zamienić miejscami lądy i morza, będzie w stanie uczynić i to. Siły natury czy związki przyczynowo-skutkowe obecne w tak gigantycznym ekosystemie, jakim jest Wszechświat, to jedyne znane człowiekowi choć częściowo moce sprawcze. Wobec których pozostajemy kompletnie bezbronni i jakże malutcy.

Na powierzchni skóry4

Zdanie sobie jasno sprawy z powyższego oczywiście nie uprawnia człowieka do frywolnego egzystowania i eksploatowania Ziemi wedle osobistych widzimisię – dlatego tworzenie kategorii moralnych jest potrzebne, niezbędne i szalenie użyteczne, a nie sztuczne i iluzoryczne! Chodzi natomiast o to, by pełny pustych sloganów i subiektywnych przekonań ekologizm nieco odsłonił naszą percepcję, pozwolił nam spoglądać na życie trochę pełniej i rozsądniej.

Ściany nie istnieją po to, abyśmy bili w nie głową lub abyśmy starali się przez nie przenikać – ściany istnieją, ponieważ je budujemy, a budujemy je po to, aby lepiej (sprawniej) rozumieć otaczającą rzeczywistość. Po to, abyśmy mogli analizować świat. Byśmy podejmowali próby zaspokojenia głodu poznania tajemnic świata. I byśmy znali swoje miejsce – szanowali, że poznanie wszystkich tajemnic jest awykonalne i że nie wszystko na tym świecie zależy dokładnie od nas.

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (2)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (1)

Jeden komentarz

  1. Zbigniew Galar

    Naprawdę ładny i wypieczony tost – gratuluję.

    Tylko mam uwagę do przebiegunowania Ziemi – mianowicie następowało już ono w historii naszej planety wielokrotnie i nie powoduje zamiany lądów i wód, to jest zmiana przypisana do magnetycznego, bo wirującego metalowego jądra planety, a nie jej powierzchni – skóry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *