Na przedświątecznym jarmarku : Święta a kicz

Na przedświątecznym jarmarku Święta a kicz 1

W radio brzmią kolędy, w centrach handlowych roi się od przepastnych złotych bombek zwisających z sufitu jak lądujące kuliste ufo, a ludzie biegają przez miasto dziwnie rozpromienieni – albo zatroskani. Lada chwila wieczorne okna domostw rozświetlą się mrugającymi kolorami choinkowych lampek. Jednych ta aura wprawia w radość, drugich przyprawia o mdłości. Z jednej strony pragniemy czystej magii – ot, magii, gdyż przynajmniej raz w roku porcja magii po prostu nam się należy. Z drugiej strony, może przytłoczyć nieodległa perspektywa świątecznego spotkania z bliskimi i z „bliskimi”.

Nie wszyscy są szczęśliwi z powodu Bożego Narodzenia, bo nałożona na nich konieczność spędzenia wolnego, uroczystego czasu z bliższą i dalszą rodziną, konieczność podlegania pod konkretną datę ogólnie przyjętego rytuału celebrowania tak zwanej „Gwiazdki”, kojarzy im się z presją polegającą na pompatycznej, przekoloryzowanej maskaradzie.

Nie zawsze w te wyjątkowe święta trzeba być szczęśliwym. Dlatego, że nie wszyscy czują się komfortowo w anturażu pewnej gali, wytworności i szablonu zewnętrznej formy. Część z nas, pracująca ciężko przez cały rok, wolałaby w te szczególne dni zwyczajnie odetchnąć. A więc – wysupłać się z wykrochmalonych kołnierzyków i odprasowanych krawatów. Odetchnąć, wysupłać się, pobyć w kameralnej, skromnej atmosferze i w niej zanurzyć się w osobistej spokojnej refleksji – nad sobą i nad światem. Zatopić się w sobie, siąść w ciszy i cieple kominka, i pomyśleć. Nigdzie się nie spieszyć. Niczego nie musieć.

Świadomość, że na czas Bożego Narodzenia wszystkie firmy zostają zamknięte – stawia nas samych w zupełnie nowej, odmiennej wobec skali roku, perspektywie. Mamy wrażenie, że cały świat jak gdyby się zatrzymał. I ten moment zawieszenia wydaje się magiczny – sprawia, że my również pragniemy się zatrzymać. To znaczy – zawisnąć ponad czasem i wydobyć się poza obręb ram, w jakich bytujemy na co dzień. Nie ma w tym niczego złego, choć bardzo często odpychamy od siebie te prywatne, indywidualne i w pewnym sensie pierwotne życzenia, potrzeby i impulsy. Wyrzekamy się ich na rzecz swoich rodzin i przyjaciół, ponieważ nie chcemy nikogo zawieść, a chcemy wszem i wobec promieniować, ofiarowywać uśmiech, zewnętrzną elegancję i ładne prezenty. Wyrzekamy się tych wewnętrznych życzeń i intencji również dla samej idei świąt.

Czasami chcielibyśmy odepchnąć te święta od siebie. Wykluczyć się z nich i zająć własnymi myślami. Lecz w końcu – nie wiedzieć czemu, ni w jaki dokładnie sposób – sami dobrowolnie zaczynamy być aktywnymi uczestnikami bożonarodzeniowych przygotowań lub wręcz kreatorami świątecznej uroczystości. Początkowo – niechętni powszechnej zakupowej gorączce, zdystansowani do panującego kultu pieniądza i mody, stopniowo, a może raptownie, zauważamy że sami znajdujemy się w ścisłym środku owej gorączki. Kiedy to się staje? Co dzieje się z nami w czasie bezpośrednio poprzedzającym wigilijną wieczerzę? A później – w czasie samych świąt? Co się z nami dzieje – i z jakiego powodu?

Znana sentencja łacińska mówi: des gustibus non disputantum est. Okazuje się, że jej znaczenie chyba nigdzie indziej nie objawia się równie dosłownie i naocznie, co w obliczu Bożego Narodzenia. Pewnym dziwacznym cudem, w podskórnej, nieomal podprogowej odpowiedzi na świąteczną gorączkę katolickiego społeczeństwa – wszyscy, niezależnie od własnych przekonań i charakteru, sami tę gorączkę generujemy. I to jest właśnie czysta magia Bożego Narodzenia. Tylko wtedy bowiem możemy być lepsi od samych siebie, a nasze osobnicze cechy, predyspozycje i poczucie estetyki – wyłącznie w duchu Bożego Narodzenia wydają się wolne od cudzego wglądu, krytyki i cenzury.

Mimo że niejednokrotnie i w pierwszej kolejności sądzimy, że nie mamy ochoty ani potrzeby być podległymi pod wierzchnie konwencje i matryce zachowań, dosyć szybko i paradoksalnie stajemy się obecni w samym środku takiej konwencji, czym dokładnie jest Boże Narodzenie. I w tym właśnie specjalnym czasie – potrafimy stworzyć różową bańkę mydlaną, czy inaczej mówiąc – specjalną niszę. Niszę, która z jednej strony wydaje się delikatna i wręcz niematerialna (jak bańka mydlana), z drugiej zaś strony – jest to misterna, barwna struktura i wizja swoich świąt, swojego domu i uroczystości, odporna na zewnętrzną krytykę naszego prywatnego gustu, upodobań i poczucia smaku.

Czasami wolelibyśmy oddzielić się od tego kryształowo-plastykowego blichtru i najzwyczajniej nie brać w nim udziału. Lecz te pierwotne, osobiste względy – co roku o tej samej porze opadają z nas jak zeszłoroczne liście. Sami chwytamy się we własne wnyki i potrzeba pojednania czy po prostu połączenia z ludźmi w jednym miejscu i czasie – bierze nad nami górę. Nie wiedzieć kiedy, jakim sposobem – zaczynamy się stroić, dobywamy z głębin szaf i szafek najpiękniejsze porcelanowe zastawy i najstosowniejsze ubrania. Chcemy mieć poczucie cudownego wyzwolenia z wszelkich więzów, w tym z więzów świątecznego kiczu, lecz tuż przed punktem kulminacyjnym, tuż przed pierwszą gwiazdką na niebie – już jesteśmy w centrum tego kiczu. I z dziecięco szczerym zdumieniem odkrywamy, że masowa słodycz tego kiczu – jest nam zwyczajnie potrzebna.

Nie wszyscy czujemy się szczęśliwi w aurze Bożego Narodzenia. Ale wszyscy pragniemy być szczęśliwi – na co dzień. Czasami w świątecznym oderwaniu od dnia codziennego, w owym niewytłumaczalnym, prostym, barwnym lukrze wyciekającym ze wszystkich kątów domostw – przypominamy sobie prawie w ostatniej chwili o naturalnym pragnieniu szczęścia. Wówczas dopiero zauważamy, że znajdujemy się dokładnie w tym miejscu, gdzie powinniśmy i chcemy się znajdować. Czujemy, że nie ma innej rady – potrzebujemy się z danym miejscem i czasem sprzęgnąć i pogodzić.

Czasami wyobrażamy sobie, że Boże Narodzenie w swej istocie jest skierowane do małych dzieci i starców. Dla dzieci – choćby rozświetlona choinka, a pod nią – oczywiście prezenty, wydaje się oddzielnym światem, królestwem albo wręcz całym bogatym, tajemniczym lasem, nie pojedynczym drzewkiem. Dla starców – powolnie snute, spokojne rozmowy po głównej wieczerzy, posiłku i podzieleniu opłatkiem, są atmosferą idealną dla retrospekcji, wglądu w życie, w dawne czasy, przeżytą młodość i różne ówczesne sprawy. Dzieci więc przeżywają bieżącą chwilę, starcy wspominają – a co z przyszłością? Przyszłość zdaje się zawoalowana dla nas wszystkich. Uczestniczymy w świętowaniu jakoby w teatrze – czekamy na ostateczne uniesienie wytwornej kurtyny, lecz ostatecznie pasiemy oczy tym uroczym, małym, prywatnym kiczem, jaki dzieje się dla nas wszystkich po prostu tu-i-teraz.

Czasami chcielibyśmy być oryginalni, wyjątkowi i dalecy od powszechnego świątecznego kiczu. Ale w którymś momencie łapiemy siebie samych na pławieniu się w kiczu, niepomni swych wcześniejszych przemyśleń. I choćbyśmy przyłożyli wielkich starań do tego, aby nasza Wigilia – właśnie ta, właśnie w tym roku – była majstersztykiem wyrafinowania, nie podległym pod żaden szablon, oczywiście nie będzie to możliwe.

Najpewniej prędzej niż później, po raz wtóry, po raz „enty” przekonamy się, że w naszej Wigilii nie ma nic suwerennego ani odmiennego. Chcąc, czy nie chcąc, w pewnej nie do końca określonej chwili, poczujemy się spójni z tym małym, sztampowym teatrem, jaki mamy przed oczami, i z dziesiątkami rodzin – nieznanych, być może wyjątkowych, lecz w gruncie rzeczy rodzin jednakowych do naszej, niezwykle podobnych do nas. Poczujemy się z nimi spójni, sklamrowani jednym szablonem, jedną datą, jednym i tym samym, przesłodzonym gustem – rozszczepionym jedynie w mistycznym pryzmacie na dziesiątki odrębnych mini teatrów, form, obrazków.

I co najważniejsze – ostatecznie ucieszymy się z tego powodu. Nie będzie nam wstyd, że jesteśmy tacy sami jak wszyscy – będziemy z tego stanu rzeczy bardzo zadowoleni, a może nawet szczęśliwi. Dlatego, że w rzeczywistości wszyscy pragniemy być jednakowi – tak samo ważni, znaczący i pogodzeni. Wszyscy pragniemy świątecznego kiczu – nie chcemy być ani gorsi, ani lepsi; chcemy, by nasze wigilijne stoły były podobne, jak gdyby wspólne, identycznie pyszne i śliczne. Chcemy podlegać pod wspólną matrycę, czuć, że razem się z niej wywodzimy i właśnie do niej (raz w roku) z bliźniaczym zapałem powracamy.

W tej rytualnej cykliczności de facto nie ma niczego wytwornego – ale swoją powierzchowną wytwornością, w swoim zewnętrznym przekoloryzowanym wizerunku, w końcu dostajemy się do pewnej głębi, jednakowej dla wszystkich. W końcu docieramy do centrum swoich własnych myśli – tych samych, do jakich wcześniej tęskniliśmy, marząc o oderwaniu się od świata. W końcu udaje nam się te myśli pozyskać, dotrzeć do nich – i dokonujemy tego paradoksalnie dokładnie w chwili połączenia ze światem, a nie odrywając się od niego.

Dzieje się tak dlatego, że święta Bożego Narodzenia są magiczne. Zwierzęta mówią ludzkim głosem, wrogowie zmieniają się w przyjaciół, a Święty Mikołaj, dostając się do domu przez komin, przynosi dzieciom wspaniałe podarunki. Wierzycie w te magiczne postulaty?…

Nieważne, czy wierzycie, czy nie. Ważne, że „duch” tych świąt wierzy w Was. Niezależnie od prywatnych przekonań, najprawdopodobniej i tak udzieli się Wam owa atmosfera kiczu. Bo ten kicz – jest nam wszystkim po prostu potrzebny. Najważniejsze, by nie pomylić świątecznego kiczu z kiczowatym świętem – ale to już zupełnie inny wątek, na zupełnie odrębny artykuł…

Podsumowując – najważniejsze, co najważniejsze. Własna gradacja wartości, to podstawa. Jeśli więc wiesz, co jest dla Ciebie najważniejsze, nie będziesz miał kłopotu z oddzieleniem blichtru od prawdy. A jeśli jednak nie wiesz? Nic nie szkodzi. Aura Bożego Narodzenia podsunie Ci właściwe rozwiązanie. Dlatego, że to magiczny dla wszystkich czas: zwierzęta mówią ludzkim głosem, a zagubieni wędrowcy odnajdują drogę do domu.

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (2)
  • w porządku-niezła grzanka (3)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *