Niespokojny wynik

Niespokojny wynik

Polska nie miała prawdziwych przemian od 25 lat. Dlatego, ze względu na ostatni prezydencki ferment na scenie politycznej, wybory z dnia 25. października 2015r. miały zwiastować pewne przemiany; i być może miała nawet nadejść tak wyczekiwana, a opóźniona o 15 lat – przyszłość XXI wieku.

Partie i posłowie na chwilę tuż przed godziną 21.00 – zamarli, by dowiedzieć się z sondażowych odpowiedzi obywateli opuszczających lokale, że rzeczywistość potrafi pogrążyć każdego. Ten niespokojny wynik wyborów niszczy i miesza z błotem bardzo wielu…

… poczynając od samego dna sceny politycznej.

Partia Razem, jedyna pozostająca poza Zlewem lewica, załapała się na budżetowe dofinansowanie i możliwość pozostawania w politycznym pozaparlamentarnym niebycie. Za mała, by wejść do sejmu, za duża, by ją rozwiązać i stracić punkty ugrane na bardzo dobrym występie w przedwyborczej debacie. Teraz powoli stanie się ona kolejną partią wodzowską, bo o zwycięstwie nie zadecydowały oddolne inicjatywy i struktury, lecz dobry telewizyjny występ lidera debiutanta. Bez niego – ta partia nie istnieje, więc od niego będą zależały wszystkie przyszłe decyzje.

Zlew, czyli połączenie pogrobowców PZPR, a więc SLD, z planktonem na poziomie poparcia ruchu Palikota, stał się ofiarą niespodziewanego sukcesu partii Razem, jedynego lewicowego outsidera, który pozabierał te dwa, trzy procenty – potrzebne do przekroczenia 8% progu. Koniec SLD w sejmie, to ostateczny koniec komunizmu w naszym kraju. Widać realny, szary socjalizm nie ma już dawnego smaczku nostalgii.

Zlew przegrał wszystko – po tym ciosie już się nie podniesie. Partie lewicowe w Polsce będą zmuszone budować się od nowa.

PSL dostał wynik na granicy progu. Widać, że ta partia, pomimo prób unowocześnienia, nie będzie miała już nowego otwarcia. Układ zastał się w niej za bardzo, i to jest jej mentalny koniec. Bez względu na sam fakt wejścia do Sejmu – każdy patrzy na nią jak na trupa.

Korwin, to jedna wielka porażka. Miał wyższy wynik w wyborach do parlamentu europejskiego. Miał okazję przekonać do siebie ludzi, bo w końcu zaczął pojawiać się w mediach. Miał poparcie Grzegorza Brauna i jego „szczęść Boże”. Tuż przed wyborami unikał nawet kontrowersyjnych tematów. Pomimo tego, jego poparcie dalej utrzymało się na nieco fanatycznym kilkuprocentowym poziomie. Gdyby nie wątek antyemigrancki i prezent w postaci przyjęcia przez rząd tysięcy emigrantów islamskich, tuż przed wyborami, co przestraszyło ludzi – nie byłoby szans na zbliżenie się progu.

Tak niski wynik Kukiza, w porównaniu z wyborami prezydenckimi, to rezultat porażki referendalnej oraz braku nawet zrębów programu wyborczego. Lud Kukizowi ufa, ale nadal chce mieć do przeczytania program, bo nie ufa jego ludziom. Wódz mógłby wpisać na listy kilku cwaniaków nawet poprzez nieuwagę, popełnić błąd oceny ludzi przy dobrych intencjach. Takich „podczepionych” trzeba będzie rozliczać z założeń programowych – inaczej będą robić wszystko tylko dla siebie i we własnym interesie. Ludzie to wiedzą. Dlatego było tak wielu zrażonych niewiadomą, wręcz pustką ideową jego ruchu.

Wysoki wynik Nowoczesnej Ryszarda Petru nie jest sukcesem partii, lecz porażką, porównując go do sumy obecności w mediach. Mając efekt nowości, czyli ciekawość społeczną oraz więcej czasu antenowego niż POPiS razem wzięte, mogło im pójść dużo lepiej.

Platformie Obywatelskiej udało się ledwo przegrać wybory. To porażka. To za mała przegrana, aby doszło do gruntownych rozliczeń w tej partii. To za mała przegrana, żeby zdemokratyzować i przetasować układy, i tworząc przez to zręby konstruktywnej opozycji. Z tym układem w parlamencie nie uda się zbudować niczego alternatywnego. Politycy Platformy nie mają możliwości zbudowania koalicji. Lecz będą na tyle silną opozycją, że będą mogli zablokować zmiany w konstytucji – wystarczy do tego zaledwie 150 posłów. Szykuje się więc partia „betonu”, konserwacji i obrony byłych układów. Polityka wytykania rządzącym braku działania (skutek zadłużenia państwa) i wyczekiwania na błąd, zamiast budowania ideowej i oddolnej antypisowskiej alternatywy.

Prawu i Sprawiedliwości udało się ledwo wygrać wybory. To porażka. Gdyby mieli nieco mniejszy wynik, musieliby zawrzeć koalicję z Kukizem i moglibyśmy liczyć na upodmiotowienie obywateli w kolejnych wyborach. Wygrana PiS jest na granicy możliwości samodzielnego rządzenia, co w praktyce wyznacza konieczność zachowania dużej dyscypliny partyjnej. Nie będzie zwolnień lekarskich, nie będzie samodzielnego myślenia, nie będzie miejsca na błąd.

Ten pragmatyczny zamordyzm sprawi, że w trakcie sprawowania rządów przez tę partię, na jaw wyjdą jej najgorsze cechy. PiS byłby dużo bardziej spokojny i umiarkowany gdyby wygrał wybory z dużo większą przewagą, a tak będzie musiał walczyć o każdy projekt, o każdy głos – jak na wojnie. Ci ludzie wojować lubią, a taka sytuacja sprawia, że ich retoryka – wyszarpywania projektów i braku kompromisów – stanie się merytorycznie uzasadniona.

Wojowniczość to bardzo niebezpieczna postawa, zwłaszcza teraz – kiedy świat zmienia układy sił, i na zachodnim Pacyfiku czai się niebezpieczeństwo odsunięcia parasola ochronnego, jaki sprawują nad nami Amerykanie.

Dzięki tym wyborom wiemy, że to dopiero początek przemian. Zbliża się burzliwy – niespokojny czas…

Zibikendo

 

 

 

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *