Nowa fala. Krótka historia słowa na przełomie XX i XXI wieku

Są epoki pełne dostojnej godności, kultywujące byłe doświadczenia i celebrujące tradycje. Głęboko w nich osadzone płyną powoli w oceanie historii. Są epoki gwałtownych przewartościowań i niedokończonych rewolucji, które biegną przed siebie, jakby próbowały przegonić swój czas. Są też epoki gruntownych przemian i ustalania nowych zasad. Nie, tu nie chodzi o sensacyjny i nieco nawiedzony tak zwany ,,Nowy Porządek Świata’’, tu chodzi o sumę wszystkich tendencji, nabrzmiałą od znaczeń i oczekiwań. Proces erupcji już się zaczął. Koło losów świata obraca się niezależnie od tego, czy chcemy, czy nie chcemy. Obracające się żarna  historii mielą idee małe i duże, wsypując pożywną mąkę słów w głodną życia populację. Przemiany, które następują, nigdy nie są pochodną jednej idei, są wypadkową przecinających się wektorów różnych, czasem wręcz przeciwstawnych tendencji. Obecny czas, to czas przemian i ustalania nowych relacji.

W dziewiętnastym wieku powstało wiele żarliwych idei, które wybuchły i gorącą swą lawą zalały wiek dwudziesty, rozdzierając go na dwie części. Jeszcze teraz przelatują nad naszymi głowami dymiące szczątki tych idei. Dramat dwudziestego wieku polegał na wewnętrznej walce dwóch szczepionych, łączącą je nienawiścią, światów. Paradoksalnie, nie mogły one żyć ani ze sobą, ani bez siebie. Prawdziwą treścią każdej z walczących stron była druga strona i kiedy opadł kurz po tych tytanicznych zmaganiach, świat się rozleciał na szereg zawieszonych w próżni bytów.

Nad tym pejzażem unosiła się niczym fatum, piana bełkotu propagandy. Trucizna tak głęboko zakorzeniona w trzewiach świata, że zamazała kompletnie znaczenie słowa – prawda. Doszło do tego, że żadne słowo nie mogło już istnieć bez dodatkowego, propagandowego kontekstu. Ludzie propagandy otoczyli się tytułami naukowymi, zaszczytami i zostali celebrytami. Otoczyli się nowymi słowami  public relations, new age, reklama, postmodernizm, dekonstrukcja, marketing społeczny, polityczny i każdy możliwy, na zamówienie. Stare ideologie wkradły się na uniwersytety pod płaszczykiem naukowych teorii, tworząc tam zamęt etyczny i moralny. Upadek dwudziestego wieku jeszcze się nie zakończył, wciąż trwa. Powoli jednak wyłania się kształt nowej historii.

Coraz częściej pojawiają się postulaty, by przywrócić słowom ich prawdziwą treść oraz uwolnić je spod tyranii propagandy. Postmodernistyczna moda, choć bardzo efektowna, w swej dekonstruktywistycznej zaciekłości wtrąciła treść do krateru chaosu, kwestionując znaczenie słów jako możliwe. Każde słowo stawało się jednocześnie antysłowem, i nie było  możliwe bez kontekstu. Kontekst był zawsze dopisywany jako obowiązująca narracja z całą siłą terroru propagandy.

Na pytanie – czy ,,A’’ istnieje?

Oburzony tłum marketingowców, krzyczy – oczywiście że ,,A’’ nie istnieje, istnieje tylko społeczny kontekst tego dźwięku.

Sam dźwięk jest bezpłodny!

Skoro słowo nie ma treści, to liczy się tylko konsumpcja. Nie ma żadnej opowieści, nie powstaje historia ani tradycja, liczy się tylko teraźniejszość. Aby zasygnalizować teraźniejszość wystarczy Twitter lub jeszcze lepiej selfie. Wszystko inne jest opowieścią, czyli stylizowanym kłamstwem. Odarte ze znaczenia i godności słowo stało się – fake newsem.

Narracja – nie jest już opowieścią autora, lecz polityczną interpretacją rzeczywistości. Osoba nie jest już personifikacją ludzkiego dramatu, lecz bezpłciowym fantomem ilustrującym stereotypy propagandy.

W świecie, gdzie słowa są pozorem, najważniejszy jest obraz. Koniec dwudziestego wieku to dominacja telewizji. Ludzie w telewizji wyglądają jak postacie paranormalne. Ograniczony reklamami czas powoduje nienaturalny słowotok, słowa nie mogą wybrzmieć i nabrać naturalnej mocy, a wypowiadane przez ciągle sztucznie uśmiechnięte pacynki, zamieniają się w dodatek do dziwnego obrazu. To nie jest świat, w którym obraz ilustruje słowo, tu słowa są dodatkiem do obrazu. Słowo jest skodyfikowane jako przekaz lub news i nie jest związane z człowiekiem. Skatalogowane, przeredagowane, zunifikowane jako tekst, wkładane jest w usta specjalnie wytresowanej matrycy zwanej prezenterem. Chodzi o to, żeby niezależnie od treści, wyreżyserowana osoba ujęła oglądającego osobowością, głosem oraz wyglądem. Treścią jest obraz. Treścią jest forma. Słowo zresztą, jest tu tak ocenzurowane, że staje się tworem wypreparowanym, sztucznym i wypranym z treści oraz emocji, ale również z jakichkolwiek cech indywidualnych. Propaganda w telewizji nie jest tak ewidentna, ponieważ telewizja sama w sobie jest propagandą, i w tym sensie nie może się wewnętrznie skonfliktować, wszelkie spory dotyczą tu tylko formy i kosztów, treść jest zawsze drugorzędna. Dominująca rola telewizji jako tuby propagandowej w dwudziestym wieku, w decydujący sposób wpłynęła na upowszechnianie się pop-kulturowej moralności, a także zanegowania wartości słowa i zatarcie jego treści.

Na jednym serwerze obsługującym internet jest więcej treści i człowieka, niż w całej historii telewizji. Internet został pomyślany przez wojsko jako niezatapialna platforma do wymiany informacji. W samym swym założeniu jest więc środowiskiem interaktywnym. Kiedy go zakładano, nikt nie przypuszczał, że może stać się dominującym globalnym medium informacyjnym, wypierającym powoli inne, mniej przystosowane do współczesności. Obecnie platforma ta kreuje wiele wektorów ideologicznych, przenosząc niejako dynamikę życia na swoje terytorium. Spowodowało to zresztą głęboki szok kulturowy i poznawczy w środowiskach prominentów propagandy. A kiedy jeszcze okazało się, iż internet może być narzędziem politycznym, rozpoczęła się gorączkowa próba opanowania tego żywiołu. Dla środowisk propagandy i marketingu politycznego jest już jednak za późno. W życie weszły już co najmniej dwa pokolenia ludzi, którzy kształtowali swoje poznanie, inspirując się internetem, a to oznacza że będzie prawie niemożliwe ich zmanipulowanie.

Pierwsze, czego nauczyli się ludzie w internecie, to to, że mają prawo wyrażać swoją opinię i że nie jest ona przypisana do tytułu społecznego czy naukowego, do uprawnień czy do pieniędzy.

Po drugie, stwierdzili zdumieni, iż każdy ma prawo do własnej opinii i że mogą się one różnić. Zszokowani właściciele jedynie słusznych opinii medialnych, nieprzyzwyczajonych do konfrontacji z opiniami swoich odbiorców, nazwali to – hejtem.

Po trzecie, miliony ludzi na całym świecie zaczęło tworzyć własne treści. Stworzyli oni takie bogactwo materiałów, że dotychczasowy rynek mediów wydał się ubogi i płytki. Propagandyści nazwali to wojną mediów, a następnie weszli w strefę internetu ze swoją propozycją, zmuszeni konkurencją.

Po czwarte, treści w internecie nie przemijają, pozostają i są stale dostępne. Konfigurują się z przemianami historycznymi, nabierając nowych treści. Stają się w ten sposób wartościami poza czasem, co staje w dramatycznym konflikcie z telewizją, po działaniu której, jako ślad, pozostaje tylko program telewizyjny. Czas w internecie jest kategorią otwartą, czas w telewizji jest kategorią zamkniętą.

Ale najważniejszą przemianą, jakiej dokonała społeczność internetowa, jest odbudowa wartości słowa. W ogniu zażartej dyskusji, z wielkim zaangażowaniem przywrócono słowu najpierw treść, a następnie znaczenie. Wynikało to z konieczności prowadzenia dialogu i potrzeby wyrażania własnej osobowości. Służyło temu także to, iż słowa w internecie posiadają historię, gdyż nie znikają jak w tradycyjnych mediach i zawsze można się do niej, do tej historii słowa, odwołać. Słowne miazmaty i drewniany bełkot tradycyjnych mediów zostały w ten sposób kompletnie ośmieszone. Zero-jedynkowy system myślenia propagandystów nie akceptuje zupełnie interaktywności, traktując ją jako wroga. Natomiast interaktywność jest naturalnym prawem internetu i nie da się go zakwestionować.

Oparta o słowo interaktywność przynosi ze sobą szansę odnowy. Słowo odzyskuje swoją wartość, a znaczenia przydaje mu otwarty dialog, który nie jest już sterowany propagandową nagonką. W dialogu, w dyskusji powstają nowe treści, czasem zdumiewająco wartościowe,  nienacechowane już, wciąż podsycanym propagandowo, poczuciem winy. Otwiera się w ten sposób nowa droga, którą podąża wielu bardzo zdolnych ludzi, tworząc nowe obiecujące treści, poza systemem dotychczasowej dystrybucji dostępu do publikacji. Globalny zasięg tego zjawiska, oraz ilość zdarzeń, daje nadzieję na jakościowy skok, którego rozmiar trudno w tej chwili ocenić. Koteryjne środowiska propagandowe, traktujące tę nową rzeczywistość z pogardą i lekceważąc jej znaczenie, zepchnęły się same na margines, mieląc wciąż te same treści, poklepując się nawzajem i nagradzając za ideowe zasługi – przegrały, nie mogąc już  zatrzymać wzbierającej fali nowych twórców.

,,Nowa fala’’ nie jest spięta żadną ideologią ani artystycznym manifestem, ani też formą; łączy ich otwarty i naturalny stosunek do dyskusji, chęć wymiany doświadczeń i otwarcie na współpracę. Ludzie ,,nowej fali” są wielopłaszczyznowi, interaktywni i prawdziwi, poprzez odzyskaną wiarę w wartość i sens słowa.

Leonard Jaszczuk

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (4)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (1)
  • nie podoba mi się-spalony tost (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *