Nowy katolicyzm – Jezus Chrystek WOW!

jesus chrystus

Internet głównie dzięki sukcesywnie i stale rozwijającym się i rozszerzającym portalom społecznościowym obejmuje coraz więcej sfer życia. Tak zwany real nieuchronnie opada z człowieka na drugi plan niczym zeszłoroczny liść. Coraz więcej profesji interesuje się życiem w sieci, które zdaje się ewidentnie zasysać i wchłaniać w siebie podstawowe relacje i przestrzenie międzyludzkie. Pomału przestają dziwić nazwy zawodów, takie jak np.: „socjolog Internetu”, wyłaniające się na prężnej fali wszechobecnego i wszech zawierającego Internetu. Wszechobecność jest wszak słowem, które siłą rzeczy nasuwa na myśl rozważania o Bogu. Nie dziwmy się zatem, że wynoszenie się jak dzielny surfer na dynamicznej fali stale rozwijającego się netu, jest już także działaniem stref duchowych. Ponoć istnieje nawet zjawisko o ciekawie i tajemniczo brzmiącej nazwie „duszpasterstwo internetowe”.

Jak doniosła Fronda.pl – ksiądz Dariusz Kowalczyk nie jest tym rozwojem duchowości zdumiony. W rozmowie z Tomaszem Rowińskim podaje on, iż w 2007. roku w prestiżowym czasopiśmie włoskich jezuitów pt.: Civiltà Cattolica ukazał się tekst, w którym postawiono pytanie: „Czy istnieje cyberprzestrzeń dla Boga?”. Co najciekawsze, odpowiedź na tak postawione pytanie była jak najbardziej twierdząca. Ks. Kowalczyk mówi, że szef ww czasopisma, o. Antonio Spadaro, „od lat pisze o potrzebie ewangelizowania i katechizowania w wirtualnej przestrzeni. Ostatnio wygłosił konferencję pod tytułem: Teologia w epoce Facebooka. Myśleć i żyć wiarą w epoce Internetu”.

Intrygujący to tytuł, trudno zaprzeczyć.

Okazuje się, że nie tylko socjologia w obliczu współczesnych, aktualnych realiów stwarza ludziom świeże możliwości podejmowania się nader nowatorskich specjalizacji. Również religia na czele z duszpasterzami i usankcjonowanymi głosicielami np.: chrześcijańskiego słowa Bożego może w sieci rozwinąć prawdziwe skrzydła. Nie są to jednak mityczne, ikarowe skrzydła, które moglibyśmy potraktować w tym przypadku jako metaforę idealizmu, porcji wiary w marzenia i szybowania wraz z nimi. Są to iście anielskie skrzydła. Internet rośnie bowiem w swoim potencjale, kreując dla wszystkich możliwość sięgania po wysokie rejestry i obszary zasięgu, wszech oddziaływania. Stąd skrzydła wydają się tutaj nie tylko pożądane, ale wręcz niezastąpione jako grant nieskalany prosto „z góry”.

Zwykłe słowo wygłoszone w czasie niedzielnego kazania pewnie nie da się porównać z zasięgiem, z lotem na skrzydłach słowa głoszonego „ambonowo” poprzez sieć. Sieć, jak to sieć, głównym jej zadaniem jest łowić, chwytać ryby. To akurat dosyć czytelne, zrozumiałe. Ale cóż może oznaczać termin: teologia w epoce Facebooka? Hmm… Wróćmy na chwilę do socjologii.

Etymologia słowa socjologia wskazuje, iż jest to dziedzina nauki o społeczeństwie. Tym samym nie dziwi, że w obliczu rozwoju portali społecznościowych typu Facebook, na naszych oczach ukuwa się nowy termin, nowa specjalizacja. Jest nią właśnie przytoczony powyżej „socjolog Internetu”. Skoro bowiem socjologia bada społeczeństwo, jest jak najbardziej zasadne, iż w dobie przeniknięcia struktur społecznych do Internetu, będzie badała ona te właśnie struktury. Lecz przecież nauka o społeczeństwie zajmuje się badaniem relacji międzyludzkich. Gołym okiem widać, że, owszem, relacje międzyludzkie w Internecie różnią się od relacji międzyludzkich w realu. Ale czyż za jedną i drugą strukturą społeczną nie stoi jeden i ten sam żywy, realny człowiek? Czyż odbicie naszych zachowań w sieci nie pochodzi z tej samej matrycy, z tego samego mechanizmu? Być może różnie zachowujemy się w życiu codziennym, namacalnym, realnym, a inaczej w Internecie, gdzie możemy być niewidoczni i/lub anonimowi. Nie zmienia to prostego faktu, że w obu przestrzeniach jesteśmy tymi samymi ludźmi, składającymi się na normalne, realne społeczeństwo. Wydaje się, że współcześni socjologowie chyba zapomnieli albo nie biorą pod uwagę, że Internet i wynikający z niego rozwój portali typu Facebook, jest odpowiedzią na naturalne potrzeby i oczekiwania realnego, a nie wymyślonego społeczeństwa. Internet nie jest sztuczną inteligencją, która wymknęła się człowiekowi spod kontroli, toteż sam z siebie nowych struktur, przestrzeni i funkcji nie tworzy. To my je tworzymy. Korzystając z Internetu, z jego zasobów i funkcjonalności, wklejając do Facebooka najnowsze zdjęcie z wakacji spędzonych z rodziną, stopniowo coraz ekspansywniej przenosimy do sieci realne życie, dzieląc się nim i ukazując je światu z własnej woli. Rzeczywistość internetowa, zwłaszcza w percepcji młodych pokoleń, które narodziły się już w dobie prężnej technizacji i łatwej dostępności do jej dóbr, nie jest zupełnie nową i oderwaną od pospolitej realności rzeczywistością. Jest rzeczywistością zupełnie tą samą i stanowi jej odbicie lustrzane, czy też może być pojmowana jako swoisty jej klon albo pączek. Nie zmienia to również prostego faktu, iż każdy socjolog w znacznym sensie jest po prostu „badaczem życia”. Życia – w odniesieniu do relacji międzyludzkich i do społeczeństwa, które tworzą określone jednostki. Czy będzie to real, czy matrix – kardynalnym podmiotem badawczym w obu przypadkach pozostanie po prostu życie.

Idąc dalej tym tropem, przypomnijmy, że teologia jest dziedziną nauki badającą Boga. I o ile słowo „badanie” brzmi tu podejrzanie z uwagi na niemożność dotarcia badaczy do podmiotu badawczego w sposób bezpośredni (czy jak kto woli, obiektywny), o tyle priorytetem teologów pozostaje studiowanie wiary celem jej rozumowego wyjaśnienia.

Pominąwszy podwaliny i dogmaty różnych wiar, same oblicza wiary (jak i oblicza człowieczeństwa) mogą oczywiście zmieniać się wraz z upływem czasu. Nieco odmienne zagadnienia może mieć do zbadania teologia w tej epoce, inne w tamtej. W pewnym sensie zmienia się sam wierzący, sam człowiek. Lub po prostu realia, w których egzystuje, zmieniają się, modyfikują wraz z rozwojem cywilizacji i przekraczaniem kolejnych granic epoki, a te zewnętrzne czynniki egzystencjalne mogą generować również zmienione spojrzenie na wyznawaną wiarę bądź poszukiwanie Absolutu. Z tego punktu patrząc, rzeczywiście można rozumieć, że przedstawiciele kościołów będą zadawali pytania o „obecność boga w sieci”, czy też będą próbowali posłużyć się siecią jako poszerzonym forum do nawiązywania oraz pogłębiania relacji z wiernymi. Skoro bowiem wszelkie sfery życia „przenoszą się” do sieci, to także religia, także kościół, także duchowość.

jesus chrystus2

Ale cóż ma oznaczać sformułowanie: Teologia w epoce Facebooka? Czy nie brzmi ono jak chwyt marketingowy? Jak reklamowy slogan? Czyż nie zdaje się ono stanowić tę samą furtkę wiodącą do rozgłosu i stania się oryginalnym, co miano „socjolog Internetu”? Czy „socjolog Internetu” tak samo jak „teolog Internetu”, nie jawią się aby jako nośne hasła otwierające wrota do swoistej kariery?

Wielu żywi przekonanie, że tzw.: era informacji, w której podobno wszyscy egzystujemy, jest początkiem końca człowieczeństwa. Podobno zacierają się elementarne wartości, a sfera naszej duchowości czy zadawania pytań egzystencjalnych, trudnych, filozoficznych – umiera, popadając przedtem w anachronizm. Podobno w sensie duchowym stajemy się wyjałowieni, gdyż Internet,  choć dryfuje w nim niesamowita wielość informacji, danych, składowych, jednocześnie staje się przestrzenią pustą, suchą, beznadziejną. Słowem: ugór. Pustynia, o, paradoksie nad paradoksy.

W starciu z takim spojrzeniem na Internet nie dziwi, że przedstawiciele kościoła przysposabiają się do życia w sieci. Że swoimi rękami usiłują wyłowić z błota płaskich informacji i przekłamanych faktów – prawdy „najświętsze”, „najczystsze”. Duchowni katoliccy za pośrednictwem netu prowadzą rekolekcje w tym samym czasie, kiedy „piankowy ksiądz” z salezjańskiego gimnazjum z Lubina publikuje swoje zdjęcia, na których widać dzieci, liżące pianę z jego kolan… Tak, sieć to zaiste przedziwna przestrzeń pełna tyleż jałowości, co treści istotnych, dających do myślenia…

Jak zatem znaleźć wypadkową? Jak odróżnić prawdę od fikcji? Gdzie kończy się real, a gdzie zaczyna matrix? Czy uznanie tych podziałów, granic, doprawdy powinno mieć charakter kategoryczny?

A może warto przyjąć za fakt: skoro net wchłania w siebie coraz więcej aspektów realnego życia, chyba nie ma od tej ścieżki odwrotu. Chyba owa ścieżka wygląda na naturalną potrzebę ludzkości, czy też znak naszych czasów?

Swoje konto bankowe obsługujemy za pomocą klawiatury, siedząc w domu w kapciach. Na randki również umawiamy się poprzez net. Czytamy e-booki, nie papierowe książki. A skoro tak, dlaczego nie katolickiej spowiedzi winniśmy móc dokonać za pośrednictwem netu? Jeśli, rzecz jasna, właśnie katolicyzm nam do szczęścia potrzebny i jeśli łatwo pogodzimy się z prognozą, że właśnie on jako pierwszy spośród kościołów – bez skrępowania we wszech sieci się rozgości…

Zarazem w całym katolickim cyber-kościele, wydaje się: zbyt wielka obecność pesymizmu i presji. A skoro coraz więcej aspektów życia przenosi się do sieci, zapewne i mnóstwo nowych kościołów powstanie…

Ot, choćby nowy katolicyzm, nader optymistyczny i sympatyczny. Jak w onginej Dogmie Kevina Smitha – Chrystek WOW! Zamiast ponurego krucyfiksu z ukrzyżowanym ludzikiem wystruganym z drewna, proponuje się ojcom katolickiego kościoła wyjście naprzeciw duchowi naszych czasów i spojrzenie na stado oniemiałych z zachwytu owieczek – z uśmiechem, z optymizmem. Zamiast więc cyber zimnego kościoła katolickiego, wyobraźmy sobie statecznych ojców tegoż kościoła, jak wychodzą do ludzi w cyberprzestrzeni z uśmiechem na ustach, jak wznoszą kciuk do góry w geście zjednoczenia z bezwolnym tłumem, wszak nie w geście marketingowym, który sławy (czy kasy?) miałby im przydać…

 Wyobraźmy sobie katolickich kapłanów w wesołych szatach, swobodnie przemieszczających się w sieci, po błogich łąkach matrixu, oderwanego wszak od realiów… Wyobraźmy sobie zamiast biednego, porażającego swym mitycznym (historycznym?) wizerunkiem uciemiężonego, utrapionego Chrystusa – sprytnego, wesolutkiego Chrystka – WOW! – z kciukiem wzniesionym wysoko ku górze…

… obrazek to, jakich wiele może dostarczyć nam sieć. I nie ma co przed tym podobną groteską się wzdrygać. Wygląda bowiem na to, że sieć, jak to sieć, wyławia z mętnych wód zapomnienia na wierzch wszystko, co „najistotniejsze”.

Justyna Karolak.

Pierwsza ilustracja do artykułu pochodzi z filmu pt.: „Dogma” (1999) w reż. Kevina Smitha.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Jeden komentarz

  1. Lots of companies that are well establish may not provide as good of service
    as you may expect. Try to reward your animal whenever they respond or pay heed to
    your voice when you utter out their name. Don’t make any sudden movements as you
    don’t want your boa constrictor to bite you as boas are
    sensitive to humans and can easily feel threatened.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *