O Acta 2, wolności słowa i dialogu, słów kilka

Znaleźliśmy się w objęciach Acta 2 – to nowa sytuacja, dla nas i dla Internetu jako takiego. Patologia tej sytuacji polega na tym, że zostaniemy ubezwłasnowolnieni jeśli chodzi o prawo do wypowiedzi we wszelkich jej formach na internetowej platformie.

Ci którzy siedzieli w swoich papierowych fortecach korporacji wydawniczych, z prawem do ferowania wyroków i prawd, zmuszeni do przejścia w świat Internetu – narzucili mu swoje prawa, wykorzystując siłę lobbingu. Ludzie ci przyzwyczajeni do tego, że zawsze mają rację, i tylko oni mają prawo głosu, na wolnym rynku wypowiedzi w Internecie utracili swój nimb świętości. Teraz zmuszają nas do uległości, narzucając swoje prawa. Każda twoja opinia, każda twoja recenzja, więcej: każda twoja wypowiedź zostanie ocenzurowana przez robota wpuszczonego do sieci i tropiącego teksty, na prawach wyłączności dla korporacyjnych magnatów. Jeśli twoja opinia będzie nieprawomyślna i niezgodna z linią narzuconą przez system myślenia „władców wieści” – zostanie zablokowana w imię praw autorskich, i co z tego, że zaprotestujesz i przyznają ci na przykład rację za miesiąc, bo muszą przecież rozważyć twój protest, czy jest zasadny, i czy zgodny z ich własnymi prawami, a kiedy przyznają ci rację, sprawa o której mówiłeś, już dawno będzie nieaktualna, więc kogo obchodzi, że masz rację. Ciebie nie będzie stać na to, aby uruchomić cybernetycznego strażnika stojącego na straży twoich praw, więc twoje zdanie i twoja opinia staną się internetowym śmieciem. Powróci więc znów sytuacja, w której ci co zawsze mieli rację – znów ją będą mieli. A ty? A ty kim jesteś, żeby samodzielnie myśleć? Kogo obchodzi, że masz swoją opinię, skoro jest niezgodna z linią gazety internetowej, z linią partii, z linią rządu, czy z linią poprawności politycznej na przykład…? Zamkną ci mordę, i piszę to świadomie, ponieważ złotouści mają twarze, poglądy i prawo do mądrości, ty masz mordę, masz ją trzymać w kuble i radośnie mruczeć przy dojeniu. Tak oto dwudziesty pierwszy wiek zapisał swoje prawo do nowoczesności, kosztem społecznej wolności. Uwierzcie mi, że tak zwana „nowoczesność” to tylko taki zręczny wymyk, aby przykryć stare nawyki z dobrze znaną chciwością na czele. Mógłbym ciągnąć tę wypowiedź w nieskończoność, ale to nie zmieni postaci rzeczy, chcę jeszcze tylko dodać, że wielu tak zwanych twórców, w imię prawa autorskiego których zaczęła się ta negatywna kampania przeciw wolności słowa, sama przyszła do Internetu, żebrząc o uznanie prezentowanych przez siebie wartości. Kiedy zostali odrzuceni, zaczęli głośno płakać nad swoją niedolą i to jest żałosne. Internet krok po kroku zamieni się w telewizję – płytką, płaską, z całą gamą celebrytów, którzy będą wam mówić, jak żyć, co myśleć i jak wyglądać.

Nie będę tego dalej ciągnął, zamiast tego chciałbym się z czytelnikami podzielić wolną refleksją nad dyskusją i dialogiem, dając w ten sposób niejako treść na napis nagrobny wolności słowa w sieci.

Możemy negocjować nasze poglądy, możemy usprawiedliwiać nasze opinie, lecz czy nie łączy nas nasza słabość i dążność do przypisywania sobie absolutnej racji? I chociaż byśmy się mylili, to i tak uważamy, iż przecież mieliśmy rację i tylko interpretacja oraz głupota naszego interlokutora spowodowała, że zostaliśmy źle zrozumiani. Niektórych wiąże do tego stopnia konieczność posiadania racji absolutnej, że nie akceptują nikogo, kto się do niej nie przychyla. Mówił nam Kartezjusz, że rozum to jedyna rzecz, na której niedostatek nie narzekamy. W tym „żarcie” zamknięto niestety smutną prawdę o naszej tożsamości, która nie pozwala nam zaakceptować niczego, czemu sami nie patronujemy jako intelektualnie zaangażowani, ani z punktu widzenia racjonalnego, ani nawet emocjonalnego – jeśli mielibyśmy wziąć pod uwagę szacunek dla odmiennego sposobu rozumowania.

Przypisujemy politykom postawy, w których antagonizują oni swoje poglądy i nie są w stanie znaleźć płaszczyzny porozumienia, coraz bardziej podgrzewając atmosferę konfliktu. Ale czy to nie my kibicujemy tym zdarzeniom, czy to nie my radośnie przyklaskujemy, kiedy jeden z nich zostaje kopnięty mocniej, i w końcu: czy to nie my wydajemy wyroki, przypisując innym nasze wady?

Jakąż radość powoduje u nas upadek jakiegoś polityka, jakąż satysfakcję wyrażamy w języku codziennym, poniżając każdego z osobna i całą klasę jednocześnie. Kiedy jednak przychodzi nam weryfikować nasze opinie w zderzeniu z rzeczywistością i zaprezentować własne zdanie, uciekamy się do stereotypów, bacznie zwracając uwagę na to, czy nasze poglądy mieszczą się w średniej statystycznej.

Na ilu portalach zdarzają się agresywne postawy recenzenckie felietonistów społecznych, czasem wręcz ma się wrażenie, iż wynika to z zamówienia politycznego. Ileż razy jesteśmy narażeni na upokarzające komentarze tylko dlatego, że nasza opinia różni się od obiegowej lub też od oficjalnego stanowiska reprezentowanej przez felietonistę partii.

Czy my sami musimy poddawać się nastrojowi wyścigu o wygraną, czy nie stać nas na dystans? A może po prostu jesteśmy kulturowo nieprzyzwyczajeni do formy szacunku dla czyjejś opinii i zdania innego niż nasze?

Czego oczekujemy – odpowiadam: dialogu, warunkiem dialogu jest jednak szacunek dla odmiennego stanowiska, z jakim dialogujemy; jeśli go nie ma, dialog nie zachodzi, obydwaj interlokutorzy wymieniają się głosami w uporczywym monologu. Interakcja nie zachodzi. Padają poszczególne kwestie, lecz nie dochodzi pomiędzy nimi do relacji.

Uszeregowanie naszych poglądów, a nawet ich pewne umundurowanie – to nie jest nic, co może być powodem do dumy, to raczej tendencja negatywna pozbawiająca nas tego, co w nas najcenniejsze: oryginalności. Bo na naszej różnorodności opiera się rozwój, a nie na ufortyfikowaniu poglądów. To z różnic wynika postęp, gdyż różne rozwiązania konkurujące ze sobą tworzą cywilizację, potrzebny jednak jest w tym wszystkim dialog, wymiana poglądów, szeroki wachlarz opinii – z tego tworzy się horyzont intelektualny, który szerokością perspektywy różni się od punktu widzenia, tak jak pełny pejzaż od widoku z lufcika.

Pamiętajmy o tym, pisząc i dialogując w kontekście nadchodzących wyborów i mierzmy innych kategoriami skutecznymi dla nas samych, nie mierzmy inną miarką siebie i sobie podobnych, a inną tych, którzy się tak pięknie od nas różnią.

Leonard Jaszczuk

Hejt – krótka historia dla kompletnych żółtodziobów

Tak jak Wam się wydaje

Ilustracje zamieszczone w tekście są autorstwa Leonarda Jaszczuka –  zapraszamy do obejrzenia portfolio artysty na stronie:

https://sites.google.com/view/leonardjaszczuk

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (2)
  • w porządku-niezła grzanka (3)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.