O Pi Aronofsky’ego – krótko i miękko

pi-title-screen

W kinie Aronofsky’ego zawsze zderzamy się z przedstawieniem o tyleż realnym, namacalnym, co dziwnym, niepojętym, niepokojącym, mistycznym czy dwuznacznym. Granica między tak zwaną obiektywnością a subiektywnością zwykle może być traktowana przez widza filmów tego reżysera jako cienka i złudna, choć z drugiej strony zdaje się, że za każdym razem reżyser ją zaznacza, a nigdy nie pozostawia niedopowiedzianej, dryfującej swobodnie w przestrzeni indywidualnych interpretacji odbiorców.

pi2

Innymi słowy Aronofsky daje konkretne wskazówki, choć o ostateczną finalną pointę, każdy musi pokusić się sam.

Co jest prawdą, a co iluzją? Co jest normalnością, a co szaleństwem? Te pytania nasuwają się w czasie smakowania wszelkich filmów Aronofsky’ego. Chociaż każdy z nich jest dziełem tego samego reżysera, bez wątpienia wizjonera, filmy te są jednak mocno zróżnicowane pod wieloma względami. Fabuła, treść, forma… Źródło, Requiem dla snu, Czarny łabędź… Każdy z tych filmów opiewa w odrębną, unikalną konstrukcję i na pierwszy rzut oka postronny widz niekoniecznie musi je powiązać z jednym nazwiskiem twórcy. Pi, jak każdy film Aronofsky’ego, również nie buduje żadnego schematu, również jawi się jako dzieło oddzielne. Jedynie czające się między wierszami pytania utrzymują się podobne. Powtórzę je. Co jest prawdą, a co iluzją? Co jest normalnością, a co szaleństwem?

pi_3

Te pytania stawiano już przecież wielokrotnie w historii sztuki różnych dziedzin i wciąż nie zostały one kompletnie nakarmione. Żadna odpowiedź nie jest pełna. Każdy artysta wnosi własny pierwiastek do tego nieskończonego zapytania, zastanowienia i poddaje odbiorcy pod rozwagę nowe, swoje, świeże tropy. Granica między normalnością a tak zwanym wariactwem ciągle kusi twórców. Kusi jednakowoż odbiorców.

Pi to ponura, czarno-biała, graficzna, kategoryczna opowieść filmowa o genialnym matematyku, który brnie w obsesję. W jaką obsesję? Czy obsesja bohatera Pi wynika z tego, że autentyczny geniusz w drodze dalszego rozwoju obraca się w szaleństwo? Czy też właśnie owo szaleństwo staje się bezwzględnym potwierdzeniem tego geniuszu? Na to pytanie każdy widz odpowiada sam, na swój prywatny użytek.

Natomiast nie ulega wątpliwości, że główny bohater Pi jest owładnięty ideą, której oddaje się coraz mocniej. Jest to idea, by dotrzeć do wzoru, który obecny jest wszędzie wokół nas, lecz uczytelnić i posiąść pełne jego zrozumienie, i tym samym kontrolę nad nim, może jedynie umysł wybitny. Bohater Pi jest tego świadomy, stąd stopniowo poświęca całe życie odkryciu, zbadaniu i wejściu w posiadanie tego wzoru stanowiącego klucz do całej ziemskiej rzeczywistości. Ten wzór, to władza nad światem. Bohater o tym wie, jakkolwiek nie dąży do objęcia władzy nad światem, a po prostu podąża za prywatną gorączką myśli. On „wyczuwa” ów wzór; on go – realnie?  – dostrzega, dlatego nie spocznie, póki go nie uchwyci. Jego poczynania zaczyna śledzić tajna organizacja, tak więc w psychologiczną, ciężką, nieokreśloną podróż bohatera zostaje także włączona „spiskowa teoria dziejów”…

Pi nie jest filmem przyjemnym – przeciwnie nawet. Jest filmem bardzo nieprzyjemnym, mrowiącym, denerwującym. A najbardziej zachwycające w nim jest to, że posiadając te wymienione cechy, zdaje się być skierowany przewrotnie do widzów wrażliwych, do idealistów. Wszak prawda jest taka, że wybitni matematycy, to niedoszli poeci. Tylko człowiek wrażliwy, poszukujący, drążący świat i chłonący świat zarazem, jest w stanie odebrać ten film, wynieść z niego coś zachwycającego właśnie, wyjść z tego filmu wzbogaconym o coś znaczącego, a nie udręczonym. Wbrew pozorom, to nie jest film dla umysłów ścisłych w potocznym rozumieniu tego słowa. To nie jest film dla pragmatyków, nie dla ludzi postrzegających świat jako czarno-biały. Mimo że film został zrealizowany jako czarno-biały, ten zabieg jedynie dodaje mu emocjonalnej ekspresji, a jednocześnie filtruje i dozuje przedstawioną historię specjalnie po to, by… nie zwariować, nie wsiąknąć weń zbyt głęboko.

pi

Najczęstszym zarzutem wobec Pi jest twierdzenie, iż to film więcej efektowny, aniżeli głęboki. Zarzut ten jest zwyczajnie bezpodstawny. Pi jest kapitalnie inteligentnym, wyjątkowym filmem, pełnym niewysłowionego napięcia i wyraźnie zbliżającym się do treści głębokich, esencjonalnych, elementarnych i kardynalnych.

Można nie kochać Pi, można go nie rozumieć lub nie godzić się na niego – ale nie można go pominąć, nie można nie polecić i nie można nazwać płytkim, niespójnym czy nieprzemyślanym.

Dlaczego Pi jest szalenie interesujący i mocny? Bo pokazuje, że tylko umysł „palący się”, kipiący, udręczony, jest umysłem najpiękniejszym. Bo nie ma silniejszego motoru napędowego w życiu, niż korzystając ze wszystkich zasobów i umiejętności własnych, dążyć do całkowitego zrozumienia i pojednania się ze światem. Bo osobista tragedia nigdy nie rewolucjonizuje biegu i rytmu świata. Bo tylko nieugiętość i obsesja mogą wpisać się w dążenie do odkrycia nieodkrytego.

 Rebeca Serri.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (2)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *