O słabości naszych elit

elity

Nasze elity nie są przyzwyczajone do działania w ramach społeczeństwa obywatelskiego, ich rozumienie swojej pozycji społecznej wynika z porosyjskiej tradycji samodzierżawia i nie przestawiło się na tor demokratyczny. Demokracja dla nich jest narzędziem do sprawowania władzy, a nie ideą realizowaną dla dobra społeczeństwa. Forma uprawiania rządów, jaką do tej pory zademonstrowały wszystkie podmioty sceny politycznej Polski, jest dla nich wszystkich taka sama. Żadna z partii, która doszła do władzy w Polsce, nie pokusiła się nawet o próbę dialogu ze społeczeństwem, co więcej, nie pokusiła się nawet o próbę dialogu z własnymi członkami. Komunikowanie się ze społeczeństwem ma zawsze charakter co najwyżej wiecu, na którym zagrzewa się własne zaplecze polityczne do walki, podrzucając mu w formie kiełbasy wyborczej hasła bardziej lub mniej nośne. Ponieważ elity nie przewidują dialogu jako formy negocjacji ze społeczeństwem swoich predystynatów, muszą stosować szereg zastępczych form monologicznych, aby odwrócić uwagę społeczną od alergicznego lęku wejścia w sferę dialogu. Jednym z nich jest wymuszanie nienawiści do przeciwnika politycznego. Racjonowana nienawiść do przeciwnika politycznego pozwala na dyscyplinowanie własnych szeregów, a przede wszystkim na zamknięcie ust członkom własnej partii. W temperaturze nienawiści można doprowadzić do stanu, w którym wszyscy członkowie własnej partii zmuszeni są mówić jednym i tym samym głosem – szefa partii, ponieważ, jak wiadomo, szef wie najlepiej, a jak się komuś nie podoba, to won.

W ten sposób zachodzi proces zawłaszczania partii, a jej przywódca staje się satrapą. W takiej sytuacji nie istnieje możliwość działania frakcyjnego, no bo przecież zakłada ono posiadanie własnego zdania i opinii, a to naruszałoby główną zasadę, iż szef ma zawsze rację. Szefowie partii mają swoje tajne gabinety, w których podejmowane są wiążące decyzje, jednak zawsze oparte o autorytet szefa partii. Tam powstałe decyzje przenosi się na „gremia demokratyczne” partii, udowadniając wszystkim wkoło, iż partia rządzi się wewnętrzną demokracją. Kiedy różne rady nadrzędne partii zostaną już zmanipulowane, szeregowi członkowie mogą przyjąć nareszcie tak ciężko wypracowany program. Czasem, ale raczej rzadko i niechętnie, w partiach przeprowadza się akcję zbierania opinii członków, ale są to gesty czysto teatralne i żeby uniknąć śmieszności, nie stosuje się ich częściej niż raz na cztery lata, a i to bez specjalnego zaangażowania. Co w takim razie robią członkowie partii? Członkowie partii udzielają się. Są narzędziem do angażowania społeczeństwa, biegając pomiędzy jednym a drugim obywatelem, namawiając go, a to do złożenia podpisu, a to do wzięcia udziału, a to do udzielenia poparcia. To jednak nie wszystko. Podstawowym obowiązkiem członka danej partii jest kluczenie. Na szczeblu podstawowym każdej partii siedzi taki sam kacyk jak na jej czele, tylko mniejszy, bardziej podstawowy i on także musi się utrzymać na tym miejscu, na którym siedzi. A przecież jego stołek też jest potrzebny innym, co ambitniejszym członkom jego koła. Ponieważ daje dojście do posła, z którym można mieć wspólne interesy. Mając dojście do posła, ma się też wejścia na administrację samorządową i bezpośredni kontakt z radnymi i zarządem miasta, a to już ma konkretny wymiar biznesowy. A więc żeby utrzymać tak atrakcyjny stołek, należy mieć swoją grupę wsparcia. I to właśnie jest jeden z najbardziej zajmujących elementów aktywności politycznej członka partii na poziomie podstawowym, kluczenie pomiędzy różnymi grupami interesów oraz wsparcia w swoim własnym kole. Z czasem jednak entuzjazm opada, rozgrywki już nie mają sensu, ponieważ układ się spetryfikował i duch w partii opada. Wtedy właśnie nadchodzi czas aktywności czujnej góry, która zjeżdża do poszczególnych okręgów i daje przykład, zagrzewa i nawołuje, czasem dla podniesienia atrakcyjności swoich wystąpień coś tam namiesza we władzach na dole, tego powoła, tego odwoła, jak wiadomo „łaska pańska na pstrym koniu jeździ”, i od razu czuć odżywczy ruch w partii. Władza to władza i nie ma powodu, żeby zachowywała się inaczej, w przeciwnym wypadku ktoś mógłby dojść do przekonania, że to nie my jesteśmy dla niej, ale że to ona ma służyć nam, co byłoby skandalem. Problem, jaki mają elity w Polsce jest taki, iż trzeba utrzymywać standardy europejskie, aby nie wyjść już na kompletnego buca i chama. Ale i tak wielu naszych prominentnych polityków lepiej czuje się w łapciach, niż w lakierkach.

Ponieważ elity polityczne, jakie pojawiły się w Polsce po uzyskaniu niezależności od Moskwy nie mają, bez względu na to, czy się powołują na tradycję, czy nie, korzeni osadzonych głębiej niż ich własny stołek, na którym siedzą, styl ich postępowania jest zgodny z moralnością, jaka im przysługuje, a ma ona tradycję bardziej marksistowską niż szlachecką i nic tu nie pomoże rozpaczliwie wyszukiwany dziadek szlachcic, ponieważ i tak już jego wnuk skarlał i nasiąknął sowieckim wdziękiem. A więc ryj przyrośnięty do koryta jest tam zamontowany na stałe i usunąć go można tylko operacyjnie. Tyłek przyrośnięty do krzesła jest stałym elementem wystroju i usuwa się go tylko wraz z krzesłem. Wina władzy nigdy nie jest tak wielka, żeby wzbudzała niepotrzebne myśli o ustąpieniu ze stanowiskam nie mówiąc o wyrzutach sumienia, a obarczanie władzy anachronicznym pojęciem „honor” jest wyrazem głupoty obywateli. Obywatele są zresztą stadem głupim i nieodpowiedzialnym, któremu nie można powierzyć żadnej roli decyzyjnej, ponieważ ich decyzje mogłyby nie być zgodne z naszymi interesami, co, jak wiadomo, jest niemoralne. W społecznym interesie narodu leży dobro władzy, dlatego władza posiada wszystko, co dobre i nie powinno to nikogo dziwić. A ponieważ władza posiada wszystko, co dobre, jej zdanie jest niepodważalne, albowiem jest dobre nawet, jak jest głupie. Głupota władzy jest wyrazem jej człowieczeństwa i należy ją odbierać z należnym władzy szacunkiem.

Sowiecka spuścizna została równo rozpartycjonowana pośród wszystkich uczestników dzisiejszego życia politycznego naszego kraju, jeśli nawet ktoś nie chciał wziąć udziału w tym procesie skundlenia, musiał przyjąć zasady realizacji politycznej zgodnej z całą sceną polityczną.

Miał rację filozof, mówiąc iż „homo sovieticus” siedzi w nas jeszcze głęboko, pozbywamy się go z wielkimi bólami i wciąż nie możemy się urodzić wolni.

Antykwariusz

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *