O władzy i urzędzie – artykuł trudny, a czasem nawet nudny

Władza w dzisiejszym świecie rozpuszcza się w strukturach społecznych, de facto nie mając bezpośredniego wpływu na procesy, jakie w nim zachodzą. Od początkowej koncepcji poprzez kolegialny sposób jej akceptacji, aż po system kolejnych interpretacji i wdrożeń –  koncepcja staje się powoli zaledwie intencją. Społeczeństwo zajęte swoimi codziennymi sprawami, przyjmując kolejny postulat rządzących, zachowuje się wobec niej jak wobec problemu, który należy rozwiązać, nie nadając mu wagi, jaką przywiązywała do niego intencja władzy. Większość proponowanych przez władzę rozwiązań ma się nijak do jej pierwotnych deklaracji ideowych, ponieważ jest wymuszona poprzez bieżące konieczności. W rezultacie intencja władzy wydaje się niejasna i pozwala przypuszczać, iż osoby sprawujące władzę czynią to dla niej samej, a nie z powodów wyższych, do jakich ciągle się odwołują. Kolejne stopnie, po jakich schodzi, nawet pierwotnie słuszna i ideowa, koncepcja –  powodują jej rozmycie, a poszczególne konieczne na kolejnych etapach jej wdrożenia kompromisy powoli zamieniają koncepcję w jej przeciwieństwo. Koncepcja podlega wciąż interpretacjom w ramach  kolejnych konsultacji na każdym poziomie jej wdrożenia, co jest naturalną konsekwencją systemów demokratycznych.

Różnica polega jednak na tym, iż pierwotnie system miał znacznie mniej szczebli do pokonania, dziś jednak sprawa się znacznie bardziej skomplikowała, bo nie tylko doszło do zwielokrotnienia struktury poziomej, ale przede wszystkim doszło do podziałów organizujących społeczeństwo w wiele równoważnych grup środowiskowych nierzadko ze sobą rywalizujących. Struktura tych grup  często nie pokrywa się z tradycyjnym systemem organizacji społecznej. Dodatkowym elementem wpływającym na nośność koncepcji rządzących ma oczywiście możliwość konsultacji społecznej, jaką daje Internet. Często to tam ustalana jest ogólna opinia i stoi ona w jawnej opozycji do intencji rządzących. Następnie konsultuje ją się wewnątrz poszczególnych środowisk, przenosząc negatywne skutki bezpośrednio w życie. Na szczeblu rządowym dany projekt jest czymś zupełnie innym, i wyraża grę innych interesów, niż na szczeblu województwa, miasta czy osiedla. W rezultacie  rządzący i społeczeństwo coraz bardziej się od siebie odsuwają, spotykając się tylko z okazji wyborów. Obydwie strony mają poczucie niezrealizowania oraz izolacji u rządzących, objawia się to bezsilnością i bezwładem w społeczeństwie, frustracją. Dotychczasowe sposoby zarządzania nie sprawdzają się w kategoriach współczesnego świata, coraz większa izolacja rządzących od społeczeństwa owocuje narastającym niezadowoleniem tegoż.

Społeczeństwo widzi bezsilność władzy i postrzega ją jako niechęć do podejmowania ryzyka zmian przynoszących rozwiązania. Nieliczne skuteczne rozwiązania dotyczą na ogół elit społecznych, które są postrzegane i tak jako część władzy, natomiast w tym wypadku rozwiązania są możliwe dlatego, ponieważ intencje i ich adresat są praktycznie na jednym poziomie i nie podlegają interpretacji szczebli pośrednich. Praktycznie nie istnieje ideologia prócz totalitarnej, która mogłaby w tej chwili oddziaływać bezpośrednio na społeczeństwo, chociaż nawet ona staje się coraz bardziej fasadowa i posługuje się siłą dla samego utrzymywania się, niż dla wprowadzania jakichś przedsięwzięć. Tak rozumiana władza niezależnie od form konstytucjonalnych, na jakich opiera swój mandat, staje się coraz słabsza i jeszcze raz podkreślam:  nie jest tu kompletnie ważne, jaką reprezentuje domenę polityczną, czy jest proweniencji prawicowej, lewicowej, czy też jakiejkolwiek innej. Musimy również pamiętać o naszej specyfice historycznej, która nie pozwala rozumieć Polaków w Polsce jako podmiotu działania państwa.

Długi okres oddziaływania na naszym terenie państw ościennych spowodował,iż cała średnia warstwa urzędników traktuje obywatela jako narzędzie realizacji celów administracji. Celem działania tej struktury nie jest obywatel jako taki, ale struktura sama w sobie. Ten rodzaj myślenia charakterystyczny dla okupanta nie pozwala dostrzec w partnerze z drugiej strony biurka nie tylko obywatela, ale nawet człowieka. Zostajemy poddani klasyfikacji jako petent, pacjent, a nawet  przypadek czy statystyka. Nie mam tu na myśli, iż sprawujący urząd człowiek jest na usługach jakiegoś wrogiego nam mocarstwa – absolutnie nie. Urzędnik reprezentuje urząd i dba o jego interesy, ponieważ tego właśnie od niego się oczekuje i wymaga. Ten sam średniego stopnia urzędnik, wychodząc z pracy, staje się natychmiast petentem, na przykład dla pani z okienka na poczcie. W tej kwestii państwo polskie jest w dalszym ciągu podzielone na strefę pieczątki (piaciatki – rus.) oraz stempla (sztympel – niem.). Wprawdzie Rosjanie korzystali z doświadczeń niemieckich przy budowaniu własnego systemu administracyjnego, jednak bardzo kreatywnie się do tego odnieśli, wyposażając na przykład biurka w szuflady otwierane w obydwie strony, by petent nie musiał się męczyć i mógł od swojej strony biurka włożyć do niego tradycyjną już kopertę.

Ten podział Polski charakteryzuje mentalność urzędu, który staje się wartością samą w sobie, dlatego też nie jest zainteresowany przekazywaniem postulatów rządu do społeczeństwa, jako że uważa siebie samego jako głównego adresata tych postulatów. To, co w intencji rządzących ma być kreatywnym rozwiązaniem, w rozumieniu urzędnika jest narzędziem służącym mu do polepszania statusu instytucji, której jest reprezentantem. I tak od samej góry, aż po gminę, każdy urzędnik czuje się udziałowcem projektu, jaki leży na jego biurku, także kiedy projekt spływa w końcu do odbiorcy, pozostaje już niewiele więcej z niego, jak tylko obowiązki. Każdy urzędnik w pierwszej swej myśli nad nim zastanawia się, co zrobić, żeby jego urzędowi było lepiej, a jego przełożonym wygodniej, gdyż tak działa system i nie pomogą tu tysiące kursów, podnoszenie kwalifikacji, europejskie normy – to kwestia ustawienia mechanizmu, ten mechanizm tyka właśnie tak. Tak został ustawiony trzysta lat temu i nie zmienił swego nastawienia. Pomiędzy zarządzającymi naszym krajem a nami faluje bezkresne morze urzędu. W jego falach, utuleni poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, pływają prokuratorzy, lekarze, nauczyciele, księża, wykładowcy, administratorzy i tak dalej, dalej – dalej.

Urzędnikiem jest w naszym kraju prawie każda osoba zajmująca się sprawami społeczeństwa za pieniądze tego społeczeństwa. Ponieważ urzędnik wie, że jest na garnuszku społecznym, pierwszym słowem, jakiego uczy się używać, to słowo – ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Słowo to jest niezwykle ważne i jest kluczem do rozumienia współczesnego urzędnika. Ponieważ nie ma on w tej chwili żadnego obcego, na którego mógłby scedować swoje irracjonalne zachowania, szachuje petenta i rzeczywistość za pomocą słowa odpowiedzialność. To w imię odpowiedzialności za społeczne pieniądze, za urząd, za społeczne dobro, w końcu za Polskę dokonuje się najbardziej absurdalnych i niedorzecznych czynności, jednocześnie sugerując nam, że to – my, jednostka, nic nie znaczący petent, a nawet za przeproszeniem „człowiek”, nie jesteśmy w stanie zrozumieć ogromu ciężaru, jaki ponosi urzędnik. Żadnemu z urzędników ani na moment nie przychodzi do głowy, że mógłby się z nami podzielić tą odpowiedzialnością, odpowiedzialność urzędnika jest bowiem zbiorowa, niejako urzędowa. Czasem urzędnik wykaże nadgorliwość i w imię wspólnego dobra wszystkich urzędników  zagarnie nieco więcej dla siebie niżby to wynikało z ogólnego przydziału, ale to przecież tylko nadgorliwość, poza tym traci na tym tylko jakiś tam petent.

Urząd reprezentuje władzę i dlatego traktuje siebie wyniośle ponad swego klienta, natomiast prawda jest taka, iż urzędnika cechą główną jest służba, i to nam ma służyć, ponieważ do tego żeśmy go wynajęli i to my właśnie jesteśmy jego pracodawcami, to na niego idą nasze podatki. Nie płacimy za to, żeby wysłuchiwać jego bajdurzeń o odpowiedzialności, tylko za to, żeby uprzejmie i grzecznie wykonał pracę, która ma posłużyć  mojemu dobru, tak dokładnie – nie narodowi, nie ojczyźnie, tylko właśnie mnie, bo od spraw narodu i ojczyzny jestem ja.

Swoją drogą ciekaw jestem, jak działałoby nasze państwo, gdyby po drodze między społeczeństwem a rządem działał sprawny urząd nie carski i nie pruski, tylko prawdziwy. Myślę, że ani premier, ani poseł, ani prezydent nie mogliby wtedy uniknąć bezpośredniego kontaktu ze społeczeństwem; może zaczęli by go słuchać?

 

Leonard Jaszczuk

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Jeden komentarz

  1. Odnosząc się do końcowego zdania:
    Oni nie słuchaliby społeczeństwa nawet gdyby powstały prawdziwie służebne urzędy. Zamiast tego walczyliby z nimi, jako z najbardziej groźnymi, bo zorganizowanymi elementami chroniącymi obywatela przed wszechwładzą polityka.

    Władza nie znosi sprzeciwu. Dlatego świadome, rozumne i zorganizowane społeczeństwo wcześniej czy później byłoby w jawnym konflikcie z władzą stanowioną.

    Mogą oni w swojej postaci istnieć tylko wtedy gdy ich ignorujemy i jesteśmy politycznie bierni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *