Obrona słów

Obrona słów

Ludzie lubują się w oszukiwaniu sprawiedliwego systemu, jaki wspólnie stworzyli i wypracowali przez milenia. System ten, zwany potocznie „umową” albo „konsensusem społecznym”, mówi wprost: „Bądź grzeczny! Nie rób problemów innym, chyba że mamy wojnę”. Wtedy (w obliczu wojny) wszystkie atawizmy spuszczamy ze smyczy, i to w bardzo niekontrolowany sposób.

Jesteśmy dumni z tego systemu, gdyż jest on największym dotychczasowym osiągnięciem ludzkości. System ten wytwarza produkt zwany „społeczeństwem” i ostatnio sprawił, że człowiek stał się prawdziwie – istotą społeczną. Datować to należy mniej więcej w okresie początku XXI wieku, kiedy to po raz pierwszy w historii więcej niż 50% ludzkości zamieszkało w miastach.

Kiedyś lubowaliśmy się przebywać w wąskiej plemiennej grupie. Mamy jeszcze gdzieniegdzie odpryski tego sposobu myślenia. Na przykład na Bliskim Wschodzie elementem kultury zachowań jest wspomaganie własnej rozbudowanej, kilkusetosobowej rodziny, plemienia. Jednak reszta świata już poszła do przodu i tworzy moralność w oparciu o bardziej złożone twory, struktury – narody i społeczeństwa.

Ci, którzy cenią narody, to oczywiście etap pośredni. Dwudziestowieczne myślenie – znajduje się na poziomie intelektualnym gdzieś pomiędzy średniowieczem a cywilizacją. Jest to szczególny gatunek, przekonany, że coś jest dobre tylko dlatego, że jest „nasze”, bez żadnego argumentu „za”. Lecz to nie nimi – „narodowcami” – będziemy się w tym artykule zajmować.

Najważniejsze z osiągnięć ludzkości stanowi, że wszystkie prawa i warunki są równe, a człowiek może w takim środowisku swobodnie konkurować. Zestaw zasad obowiązuje wszystkich. Szczególne uprawnienia dotyczą tylko i wyłącznie konkretnych „pozycji” społecznych, do których każdy obywatel może aspirować. Mamy prawo posiadać więcej niż inni, dlatego opłaca się nam na to pracować. To z nierównowagi bierze się siła napędowa gospodarki. Jest to odpowiednikiem społecznym prawa termodynamiki (rozrostu entropii), które dąży do wyrównywania wszelkich nierówności.

Jednak niektórzy oszukują. Nie da się oszukać praw fizyki, lecz ludzkie prawa stanowione – jak najbardziej. Ludzie w walce o prestiż, czyli w ubieganiu się o uprzywilejowaną pozycję społeczną, używają bardzo zmyślnego efektu dźwigni – ustanowionego „słowa”. Celem jest zmonopolizowanie, bądź osłabienie siły „słowa”, które posiada jednoznaczne i niepejoratywne konotacje. Słowa pełnego znaczenia i prostoty rozumienia, swego rodzaju intelektualnego wytrychu do społecznego kontaktu. To do słowa sprowadza się siła społeczna danej kultury, narodu, czy bytu korporacji. Dlatego tak ważne są słowa, miana, które są wypracowanym bytem, dobrem wspólnym i w rozwiniętych społeczeństwach należy również wspólnie je pielęgnować, a ich unikalne znaczenie rozbudowywać i chronić.

Obrona słów 1

Trzy przykłady.

Diaspora żydowska bardzo skrajnie oburzyła się na amerykańskiego naukowca, który napisał książkę o losach Polaków w trakcie II Wojny Światowej, nazywając ją: „Zapomniany Holokaust”. Bo na słowo „holokaust” tylko „oni” mogą mieć monopol. To unikalne miano przydaje ich tragedii narodowej wyjątkowości, a przez to i nadrzędności nad wszelkimi innymi ludobójstwami, jakie wydarzyły się w XX wieku. Nie mnie oceniać, czy oburzenie to jest słuszne. Lecz w tak skrajnym przykładzie najlepiej widać, jak ważne są słowa. Książka z takim tytułem dużo lepiej się sprzedaje, gdyż użyto mitycznego, pełnego ważnego znaczenia – słowa.

Przykład drugi:

Jesteśmy bombardowani terminem „uchodźcy”, ponieważ pozytywnie się ono kojarzy i mości miejsce w naszych sercach. Nie ma przy tym znaczenia, czy ludzie przybywający różnymi ścieżkami do Europy, zasługują na takie miano. Chodzi o zbudowanie specjalnej sytuacji, wykreowanie specjalnego statusu dla takich osobników, bo po użyciu tego słowa, po jego zastosowaniu, „jakby z automatu” nasze litowanie się nad nimi zyskuje uzasadnienie. Czujemy się potem zobligowani dawać „uchodźcom” więcej niż innym, dużo więcej niż na to zasłużyli.

Gdyby przestrzegać w tej kwestii zasad współżycia społecznego, państwa europejskie po prostu czekałyby na zwrócenie się obcokrajowca do stosownej ambasady, w pierwszym kraju nieogarniętym wojną. Następnie wybrałyby osoby, których przybycie do kraju wiązać się będzie z korzyściami dla narodu. Praca niewykwalifikowanych osób przybyłych musi być niżej opłacana niż Polaków, bo oferujemy tym ludziom spokój związany z przebywaniem na naszym terytorium, czyli mają na wstępie dodatkowe korzyści. Z kolei osoby wysoce innowacyjne i kreatywne, będące cennym nabytkiem dla każdego innego kraju, muszą być nagradzane sowicie, abyśmy mogli przyciągnąć jak największą liczbę najlepszych z nich.

Nie ma absolutnie żadnego powodu nadawać specjalnego statusu ludziom, przemierzającym ostatnimi czasy duże odległości po obszarach Bliskiego Wschodu. Wojny są, i będą. To tylko kwestia osobistego wyboru, czy człowiek chce opuścić swój kraj i jest gotów pracować ciężko na to, aby być przyjętym gdzie indziej. Nie odmawiamy prawa do przebywania na naszym terytorium nikomu, kto godzi się żyć na obczyźnie w zamian za: szacunek dla gospodarza i niższe stawki płac.

Przykładów – multum:

Każdy kombinator lubi grzać się w słoneczku słów, których pozycja i status mu się nie należy, na które nie zasługiwał, bo nie budował znaczenia tych mian. To się nazywa rzeczywistość korporacyjna – to się nazywa: marka.

Jeżeli prześledzi się postaci, które mają duże znaczenie w naszej historii, które pozytywnie się kojarzą, to prawie każda z nich ma już status – korporacyjnego żywiciela. Sieć sklepów odzieżowych Stradivarius, syropy smakowe Da Vinci, koniak Napoleon, wódka Sobieski, Chopin czy Soplica – likiery Mozart. To wszystko, to obrzydliwe żerowanie na uznanych nazwiskach, na słowach. Słowo Google, czyli po polsku googol, to liczba charakteryzująca się olbrzymią wielkością – jedynka i następujące po niej sto zer. Największa firma świata nie zbudowała swojej marki od podstaw, oni również musieli pomóc sobie w starcie, kradnąc słowa. Nie inaczej jest z nazwami samochodów, które wykorzystują w swojej stylistyce wszystkie ważniejsze dzikie koty. Najgorzej jest ze sportowcami, którzy przyjmują chwalebne pseudonimy dodające im animuszu, a potem sądzą się o monopol na używanie danego słowa.

Obrona słów 3

To obrzydliwe, prostackie i antyspołeczne zachowanie. Raz uznane znaczenie słowa, jest następnie wypaczane, rozwadniane i karleje poprzez dodawane im skojarzeniowych pasożytów. Oto czyny marketingowców, epigonów i złodziei mian.

Nie powinniśmy tak łatwo zgadzać się na rozwadnianie języka, bo potem będziemy musieli od nowa budować znaczenie i prestiż naszych słów. To dlatego dzisiaj żadnego znaczenia nie ma już słowo „honor”, „Rzymianin”, czyli krótka lista wybitnie wielkich mian.

Nie możemy zgadzać się, aby firmy przyjmowały dowolne nazwy i tworzyły pseudo marki, żerując na wspólnej historii społeczeństwa – wypaczając ją.

Karalne powinno być zbeszczeszczenie niektórych słów – symboli. Jako cywilizowane społeczeństwo powinniśmy mieć własną, bardzo krótką listę takich unikalnych, podlegających prawnej ochronie mian. I nie mam tutaj na myśli tylko i wyłącznie symboli narodowych, lecz również, a może nawet przede wszystkim, chodzi mi o wspólny dorobek kultury i naszej historii. Dobro wypracowane przez poprzednie pokolenia nie może się zmarnować w ciągu zaledwie kilkudziesięciu lat rozwoju rynsztokowej pseudokultury.

Musimy też budować nowe marki, i zawsze pamiętać o kardynalnym znaczeniu naszych polskich słów.

Zbigniew Galar

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (5)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *