Obrzydliwa skrajność

Obrzydliwa skrajność

Piękno człowieka czerpie się z jego wnętrza. Im człowiek bardziej rozwinięty intelektualnie i duchowo, tym piękniejszy. Tego typu twierdzenia są dziś popularne do tego stopnia, że przesłaniają skomplikowane i niejednoznaczne odcienie obecne w świecie, a na pewno przeczą drodze poszukiwania prawdy, której podobno tak ochoczo łakniemy. Tymczasem zbyt łatwo zapominamy, że prawda, tak samo jak piękno, nie jest wartością bezwzględną. Ale tak silnie zależy nam na osiągnięciu swoistej wzniosłości, że prawie bezrefleksyjnie formułujemy krystaliczne definicje wielu zjawisk, które – kiedy tylko je wypowiadamy –  stają się skrajne. A skrajność nie jest dobra. Ani słuszna, ani piękna, ani budująca… Skrajność nie jest bezwzględna – jest szalenie płynna!

Prawda – tak samo jak piękno – nie jest zjawiskiem punktowym, które daje się w prosty, jednoznaczny sposób chwycić w garść. Takie próby zawsze kończą się albo nieszczęśliwie, albo groźnie. Natomiast na pewno mamy do dyspozycji rozmaite zbiory cech, na jakie możemy umawiać się między sobą. W ten sposób powstaje miano normy, ale nie tylko – dokładnie w ten sposób rodzą się kanony i konwencje, i one akurat jak najbardziej mają prawo do bycia definiowanymi w sposób czysty. Tymczasem nie ma jednej definicji piękna, a na pewno nie powinno się dążyć do jej sformułowania. To kompletnie zbyteczne, a przede wszystkim krzywdzące dla wszystkich, którzy nie podzielą tej definicji – bo wpisują się w inny kanon – jak i zwyczajnie niemądre.

Obrzydliwa skrajność 1

Lubimy myśleć, że piękno jest wymierne, namacalne, a ponieważ niemal każdy chciałby być piękny, lubimy określać je w sposób skrajny: piękno wynika z naszego wnętrza, im to wnętrze jest bogatsze (bardziej rozwinięte), tym człowiek piękniejszy zewnętrznie. Z pozoru szlachetna i jakże budująca definicja piękna jest w rzeczywistości szalenie agresywna i odbierająca wielu ludziom ich osobisty udział w zjawisku, jakim jest piękno.

Nie jesteś na szczycie – nie jesteś pierwszy. Zawsze ktoś jest przed tobą, jak i zawsze jest ktoś za tobą – ponieważ nie jesteś też ostatni. Każdy człowiek zwykle znajduje się jednak pośrodku, więc czemu tak trudno przychodzi nam trzymanie się drogi środka – czemu robimy to sobie ciągle: popadamy w skrajności?…

Gdy mówimy, że piękno może być wyłącznie rezultatem pokonania jakiegoś odcinka ścieżki służącej rozwojowi człowieka, wówczas odbieramy istotom prostszym – prawa do bycia pięknymi. A niby kim my jesteśmy, żeby kategorycznie (skrajnie) stwierdzać, kto jest piękny, a kto nie? Nikt nie ma takiego prawa. Mamy prawo decydować, co nam osobiście się podoba – mamy prawo do kształtowania naszego gustu, do konsekwencji w jego zakresie, jak i odpowiedzialności za niego. Ale dlaczego próbujemy uzurpować sobie prawo – nieistniejące zresztą – do tego, by oceniać, kto jest piękny, a kto nie? I dlaczego uwielbiamy czuć się tacy ważni, podążając swoją ścieżką rozwoju? On to – magiczne słowo: rozwój – ma być priorytetowym miernikiem definiującym jakość ludzką? Dlaczego?

Obrzydliwa skrajność 2

Świat jest piękny dlatego, że ludzie tak pięknie różnią się między sobą. Nie każdy musi dążyć do zmian w życiu – do progresu. Nikt nie ma takiego obowiązku. To jest kwestia indywidualnych predyspozycji, a dopiero w następnej kolejności – świadomej woli działania. Istnieją ludzie, którzy nie dążą do zmian – nie widzą potrzeby starania się o zmiany, przeżywają wiele lat, pielęgnując jeden punkt swojego jestestwa i nie udają się w inne rejestry – po coś innego, po coś nowego, ani po coś więcej. Są przez to gorsi? Albo brzydcy? Dlatego, że ich konstrukcja wewnętrzna jest mniej plastyczna od twojej – mają być mniej piękni, albo wcale piękni?

Bardzo męczą mnie ludzie, którzy tak mocno i idealistycznie zogniskowali się na swoim bogatym i rozwijającym się wnętrzu, że już nie widzą szerokiego i niezbadanego świata wokół. Ludzie, którzy dbają o rozwój, więc czują się lepsi – piękniejsi – czują się wyżej od innych na niewidzialnej drabinie służącej do entuzjastycznego wspinania się po „duchową ewolucję”.

Lubię siebie upominać, że nie ma definicji piękna, natomiast są definicje kanonów. Na kanony mogę się zgodzić lub nie, ale ich może istnieć nieskończenie wiele do wyboru, więc jestem zadowolona, mając do dyspozycji tę szeroką paletę. Twierdzenie zaś, że piękno koniecznie musi wynikać z mojego wnętrza, znudziło mi się zwyczajnie, stało się bowiem spłycone przez ludzi, którzy tak mocno prą w zbyt ściśle wyznaczonym kierunku – po magiczne słowo: rozwój – że dostrzegają już jedynie punkt, okrojoną wartość, nie widzą horyzontu…

Obrzydliwa skrajność 3

I tu piękne w mojej ocenie słowa, miana – takie jak: wnętrze, dusza – deprecjonują się wprost na moich oczach, stają się wydrążone, zmieniają się w wydmuszki. Nie lubię skrajności, bo tak łatwo… można je przesuwać, tasować, rzeźbić. Jeśli można o czymkolwiek powiedzieć cokolwiek w miarę dokładnego, to chyba tylko tyle, że piękno jest wszędzie i różne – albo nie ma go wcale… Ale ja nie podejmę się próby bezwzględnego określenia, skąd piękno ma prawo – albo nie ma prawa się czerpać.

Jeśli chcesz myśleć, że jesteś piękny, bo twoja osobowość jest piękna – bądź łaskaw zażywić subtelną wątpliwość w tę skrajność, w którą właśnie uwierzyłeś. Według mnie możesz być piękny na przykład dlatego, że siebie akceptujesz, a nie dlatego, że czujesz się lepszy. Poczucie lepszości zwykle ma wątłe fundamenty i łatwo nim zakołysać – weź to pod uwagę, dla własnego dobra, nie mojego. Racz zauważyć, że skrajność z gruntu jest obrzydliwa.

A wszystkim poszukiwaczom piękna polecam absolutnie film pt.: „Bagdad Cafe” (1987), który w kontekście tego artykułu nie wymaga nawet specjalnego komentarza. Kto widział ten film, bez wątpienia rozumie, że opowiada on w sposób odżywczy, mądry i dobry (słuszny) o pięknie – właśnie dlatego, że nie usiłuje wmówić nikomu jego bezwzględnej definicji. Opowiada też o rozwoju, ukazując w sposób nieomal baśniowy – bez tonu dydaktycznego – że jest to skomplikowany proces, który nie jest dostępny każdemu, albo który może być dostępny każdemu, przy odrobinie szczęścia i otwarcia się na pierwiastki chaosu… Każdy, kto usilnie stara się być nader uporządkowany i prze w kierunku „rozwoju”, staje się w zasadzie szpetnym klownem, nie piękną istotą, bo świat, to skomplikowane miejsce, i wiele spraw i perspektyw miesza się w nim bezlitośnie, a my nie możemy niczego poradzić. Jeśli czujesz, że się rozwijasz – zatrzymaj się, zwątp w to wrażenie, podważ samego siebie… pozwól wypowiedzieć się innym: dlaczego właśnie ty jesteś piękny.

Justyna Karolak

 

Artykuł został zilustrowany dziełami Petera Paula Rubensa – źródłem poniższej noty o artyście jest Wikipedia:

Peter Paul Rubens (ur. 28 czerwca 1577 w Siegen w Westfalii, zm. 30 maja 1640 w Antwerpii) – malarz flamandzki, jeden z najwybitniejszych artystów epoki baroku.Peter Paul Rubens urodził się jako szóste z siedmiorga dzieci prawnika Jana Rubensa. Ojciec zmarł, gdy Paul miał 10 lat. Rodzina Rubensów przeniosła się do Antwerpii. W wieku 13 lat został paziem hrabiny Lalaing. Gruntownie wykształcony w Antwerpii w pracowniach: Adama van Noorta, Tobiasa Verhaechta malarza krajobrazów i Otto van Veena w latach 1596–1600. W 1598 r. uzyskał tytuł mistrzowski antwerpskiej gildii św. Łukasza i wyruszył do Italii, gdzie w 1600 rozpoczął służbę na dworze książąt Gonzagów w Mantui. W latach 1601–1602 przebywał w Rzymie, od 1603 z polecenia księcia Mantui w Hiszpanii, później w latach 1604–1605 w służbie księcia V. Gonzagi w Mantui i Wenecji. Od roku 1606 mieszkał w Genui, później w Rzymie do 1608. Po powrocie do ojczyzny objął w 1608 r. w Antwerpii funkcję malarza nadwornego arcyksięcia Alberta i infantki Izabeli. Rubens stopniowo zyskiwał sławę międzynarodową – odbył podróże dyplomatyczne na dwory Holandii, Anglii i Hiszpanii, a jego klientami zostali: Maria Medycejska, Ludwik XIII, Karol I Stuart. Przebywając na dworze francuskim wykonał dla króla Ludwika XIII 12 arrasów oraz 25 olbrzymich malowideł do zamku matki króla Marii Medycejskiej. W Anglii otrzymał tytuł szlachecki. Jednocześnie pracował nad wielkimi płótnami dla kościołów Antwerpii, Aalst, Malines i Madrytu. Dzieła Rubensa powstałe w 1601 w Rzymie dla kościoła Santa Croce w Gerusalemme („Znalezienie Krzyża”, „Koronowanie cierniem”, „Wzniesienie Krzyża”) wykazują jeszcze zależność od Otto van Veen’a i wpływy Tycjana, Tintoretta i Correggia. Z okresu madryckiego(1603) pochodzą pełne charakterystyki półpostacie 12 Apostołów i portret konny księcia Lerma. W Mantui powstał kolosalny tryptyk, którego część środkowa („Rodzina Gonzagów adoruje Trójcę Świętą”) znajduje się w Mantui, jedno boczne skrzydło w Antwerpii („Chrzest Chrystusa”), drugie w Nancy. Oddźwięk wpływów Correggia znajdujemy w obrazie ołtarzowym, powstałym 1606 w Rzymie („AdoracjaNajświętszej Marii Panny przez Św.Jerzego i in. świętych”, obecnie w Grenoble), wpływy Caravaggia w scenie obrzezania z roku 1607 (Genua, Sant’Ambrogio). W roku 1608 powstaje nowe ujęcie obrazu „Adoracja Najświętszej Marii Panny” dla Chiesa nuova w Rzymie. Po powrocie do Antwerpii został Rubens w roku 1609 malarzem nadwornym pary namiestnikowskiej Niderlandów, Albrechta i Izabeli. Styl jego staje się swobodniejszy, działanie mas bardziej zwarte, tonacja ciał jaśniejsza, budowa i oświetlenie scen mocno dramatyczne. Z okresu tego pochodzą: trójdzielne „Wzniesienie krzyża” w katedrze antwerpskiej (1610), tamże: „Zdjęcie z krzyża” z „Ofiarowaniem w świątyni” i „Nawiedzeniem” (1611, 1614). Echa sztuki włoskiej widoczne w scenach mitologicznych, jak „Prometeusz” (Oldenburg), „Wenus, Amor, Ceres i Bachus” (Kassel), „Ziębnąca Wenus” (1614, Antwerpia) i in. Z roku 1609 pochodzi piękny autoportret artysty z żoną, Izabelą Brant (Monachium). Od mniej więcej 1615 roku otrzymywał Rubens tyle zamówień, że dużą część pracy pozostawiał uczniom, z których najzdolniejszy, Antoon van Dyck, miał do blisko 1620 roku duży udział w dziełach mistrza. Własnoręczne dzieła Rubensa tego okresu (1615–1620) wykazują pełnię rozwoju jego stylu i wspaniały koloryt: „Sąd ostateczny” (Monachium), „Pochód dzieci”, „Porwanie córekLeukipposa”, „Bitwa Amazonek” (Monachium), „Polowanie na lwy” (tamże), „Polowanie na wilki” (Nowy Jork), „Polowanie na dziki” (Drezno), dalej portrety i krajobrazy. W latach (1620–1630) odbył Rubens kilka podróży w celach dyplomatycznych i artystycznych do Paryża (1622, 1623, 1625), Madrytu(1628, 1629) i Londynu (1629, 1630). Najwspanialszym dziełem tego okresu jest cykl dużych obrazów, przedstawiających dzieje Marii Medycejskiej, przeznaczony do pałacu Luksemburskiego (1622–1625, obecnie w Luwrze), przy którego wykonaniu pomagali mu uczniowie. W czasie swych wizyt w Hiszpanii oglądał bogate kolekcje malarstwa zgromadzone w Alkazarze w Madrycie, w Escorialu i innych siedzibach królewskich, oprowadzany przez Diego Velázqueza. Wykonał wówczas wiele kopii znanych dzieł ze zbiorów hiszpańskich, głównie obrazów Tycjana. W Anglii w sali reprezentacyjnej w pałacu Whitehall ozdobił sklepienie 9 scenami z dziejamiJakuba I, które jednak mgła londyńska zniszczyła nie do poznania. Dzieła religijne tego okresu („Pokłon trzech króli” Antwerpia, „Wychowanie NMP.” (tamże)) malowane są z wielkim temperamentem. Najważniejsze wśród portretów: Izabela Brant (Petersburg iFlorencja) i portret obu synów Rubensa. Druga żona Rubensa (od roku 1630), młoda Helena Fourment (portrety w Monachium, Petersburgu, Wiedniu i in.), była natchnieniem starzejącego się artysty w oddaniu piękna kobiecego w scenach religijnych, mitologicznych i miłosnych. Dzieła jego nabierają miękkości i blasku; koloryt staje się harmonijny i łagodnie stonowany na ciepłym, brązowawym tonie zasadniczym. Najważniejsze z tego okresu: ołtarz św. Ildefonsa (1630–1632, obecnie w Wiedniu), „Madonna wśród świętych” w kaplicy grobowej Rubensa w Kościele Świętego Jakuba w Antwerpii, „Święto Wenery” (Wiedeń), „Ogrody miłości” (Paryż, Madryt), „Taniec wieśniaków” (Luwr). Pod koniec swego życia zaczął się Rubens głęboko interesować krajobrazem, tworząc jedne z najpiękniejszych dzieł sztuki flamandzkiej: „Zachód słońca” (Londyn), krajobrazy z tęczą (Monachium, Petersburg), „Powrót z pracy” (Florencja) i in. Sztuka Rubensa jest w malarstwie XVII w. szczytem stylu barokowego. Bujność kształtów, ruch ciał, przepych barw, w połączeniu z dramatyczną siłą i patosem jego dzieł odpowiadały więcej ideałowi piękna XVII w., niż bardziej uduchowiona, w swym skupieniu unikająca reprezentacyjnego efektu, sztuka Rembrandta. W ostatnich latach swego życia zaczął malować nastrojowe pejzaże oraz sceny rodzajowe z życia ludu, głównie kiermasze i zabawy. Sir Peter Paul Rubens zmarł 30 maja 1640 w Antwerpii. Przyczyną jego śmierci było zakażenie prawej ręki.

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Jeden komentarz

  1. W skrajności nie ma niczego obrzydliwego… jeżeli jest ona uzasadniona. Mnie z kolei brzydzi normalność przypominająca główny nurt ścieku, ślepe parcie owiec, otoczenie dusznym tłumem pełnym niewiedzy i strachu.
    Ludzie uzasadniający się w czynach na podstawie tego, że tak robią wszyscy są skrajnie niemoralni i płytcy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *