Odezwa do żony ze Stepford

Odezwa do żony ze Stepford

Uważnie rozglądaj się na boki – szczególnie wtedy, kiedy wokół jest cicho i spokojnie. Bo to w najcichszych i najbardziej układnych postawach czają się najwięcej wstrętne, psychopatyczne i patologiczne, odruchy i akty woli.

Najgroźniejsi są ci, którzy cechują się nienagannym uporządkowaniem. Oni to posługują się spokojem z wprawą i wyrachowaniem krwawego nożownika. Oni nigdy nie przeklinają i nie piją piwa z puszki. Oni segregują śmiecie w takim zapamiętaniu, jak gdyby byli artystami w zenicie arcydzieła.

Nigdy nie lubiłam domów, które udawały muzea. Dom, to dom. Osobista przestrzeń międzyludzka. Azyl rodzinny. Osobliwy, bo pełny życia, a więc i rozwibrowany oraz lekko nieuporządkowany, rewir prywatny. Zbyt układne domy, w jakich najobrzydliwsze rzeczy wypowiada się stoicko w czasie obiadu spożywanego na stole nakrytym nieskazitelnie białym obrusem, zawsze wzbudzały we mnie organiczne pragnienie natychmiastowego odwrotu.

Domy bez skazy są jak niemy koszmar. Jak strach, którego źródła nie sposób realnie ustalić. Jak demon, który chyłkiem przysiadł ci na karku. Nie możesz spojrzeć mu w oczy, ale intuicyjnie odbierasz cudzą obcość na własnym ciele, pełną najniegodziwszych zamiarów.

Domy wyglądające jak wzięte żywcem z journala, domy wykrochmalone, domy pachnące płynem do czyszczenia fug – są miejscami nieprzyjaznymi, bo wypełnia je ścisły zbiór nakazów i zakazów. W takim miejscu – nie ma miejsca dla ludzi. W takim miejscu mogą istnieć wyłącznie niewolnicy albo papierowe sylwetki wycięte z eleganckiej gazety. Takie miejsce jest jak żona ze Stepford – może i prezentuje sobą urok oraz klasę, ale w środku kryje chorą tajemnicę i trąci fałszywością z kilometra.

Kiedy przypadkowo pozostawiony na blacie kuchennym ogórek zdążył wypuścić macki, zawiązał nową kulturę i wkrótce zacznie mówić lub nawet deklamować wiersze, bądź, nie daj Bóg, recytować manifesty komunistyczne – wtedy bez wątpienia czas schwytać za ściery i groźne detergenty. Ale drobna struga kawy, co spłynęła po filiżance i uczyniła ślad na spodku, pozostaje w mych oczach ślicznym przejawem życia, którego nie chcę i nie mam zamiaru usuwać w okamgnieniu, kosztem rozmów przy śniadaniu, kosztem radosnej gestykulacji przy śniadaniu, kosztem niespiętego żadnym sztywnym regulaminem domowego relaksu.

Za Anglikami powtórzę, że mój dom – jest moją twierdzą. Dlatego uważam, kogo doń zapraszam. Osobnicy przeczuleni na kurz, ekolodzy w jasnych lnianych szatach oraz ludzie z alergią na życie – ci najspokojniejsi i najlepiej uporządkowani – na pewno nie mogą być moimi przyjaciółmi.

Jeśli brzydzisz się każdego drobnego brudu, smugi na lustrze, czy kropli pasty do zębów w umywalce, nie dla ciebie pomysł legnięcia przysłowiowym plackiem na leśnej polanie lub na piaszczystej plaży. Jeśli brzydzisz się życia, nie będziesz żył. Będziesz istniał, ale bez domu – będziesz tkwił w sterylnym akwarium i wzbudzał trwogę. Będziesz żoną ze Stepford. A takie postacie wzbudzają organiczne pragnienie natychmiastowego odwrotu.

 

Bez wstydu

Justyna Karolak

 

Do wykonania ilustracji do artykułu posłużył fragment kadru zdjęciowego z filmu pt. „Żony ze Stepford” (2004); reż. Frank Oz.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

2 komentarze

  1. Świetny tekst – bo to wstyd być idealną żoną ze Stepford. Trochę trzeba mieć z życia Panie i Panowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *