Odkrywca, zdobywca i budowniczy

 Odkrywca, zdobywca i budowniczy

Rozpatrując dogodne miejsce do zamieszkania we Wszechświecie, zwykliśmy odrzucać znaczniejsze rozmiarem od Ziemi globy, obawiając się na nich większego przyciągania, niż na Ziemi.

Dla człowieka wręcz idealnym miejscem do życia byłaby Wenus, na której znajdziemy 90% ciążenia obecnego na Ziemi. Gdyby nie było tam tak ciepło, wtedy sprężystym krokiem przemierzalibyśmy okolicę, odczuwając skutki zrzucenia mniej więcej kilkukilogramowej oponki.

Z kolei gdyby obiekt przyciskał do swojej powierzchni nawet o połowę bardziej niż na Ziemi, wtedy długotrwałe życie na takiej planecie byłoby nie do zniesienia. Każdy z nas byłby tam o połowę cięższy, ciągle nosząc na sobie ogromny wirtualny plecak. Wyznaczenie granicy na poziomie 50% to rezultat konstatacji, że w każdej epoce wojskowości wyposażenie żołnierza nie przekraczało 40% jego wagi, ponieważ większy ciężar konieczny do uniesienia uczyniłby go nieefektywnym.

Praktycznie każda z czynności przy ciążeniu 1,5g byłaby trudniejsza, a długoletni wpływ na przykład na stawy, stawałby się przyczyną zmian zwyrodnieniowych i uniemożliwiłby stałe zasiedlenie i przebywanie w tak nieprzyjaznym miejscu. Odwiedzalibyśmy taką planetę co najwyżej rotacyjnie, np.: nadzorując wydobycie rzadkich minerałów przez roboty.

Dlatego w poglądowych i nienaukowych rozmowach zwykło się odrzucać z listy potencjalnie atrakcyjnych dla ludzkości globów – te, które są o ponad połowę większe od Ziemi. Jest to błąd, ponieważ na siłę ciążenia nie wpływa tylko i wyłącznie rozmiar planety. Pozostałymi dwoma czynnikami są gęstość oraz prędkość rotacji wokół własnej osi.

Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że im większy obiekt skalisty, tym większa jest jego grawitacja, a przecież zasada ta dotyczy tylko obiektów płynnych i bardzo niskich prędkości rotacji. Małe planety, jak np.: o połowę mniejszy od Ziemi (53% średnicy) Mars, zagęszczały się na etapie formowania, kiedy były jeszcze rozgrzane i półpłynne. Grawitacja zaciskała masywniejszy obiekt mocniej, przez co jest on w swoim wnętrzu bardziej gęsty. Jednak gdyby planeta powstała w zderzeniu mniejszych, wystygłych już, planet, wtedy być może wydzielone w zderzeniu ciepło nie wystarczyłoby do stopienia i zlania w gęstszy obiekt całej struktury. Wtedy można by uzyskać ciekawe, wręcz „antygrawitacyjne” efekty…

Gdyby Ziemia obracała się 17 razy szybciej (teraz prędkość ta wynosi 463 m/s), z prędkością prawie ośmiu kilometrów na sekundę (7981 m/s), wtedy ciążenie na równiku wynosiłoby zero, więc wszystkie znajdujące się tam przedmioty, ale i oczywiście ludzie, unosiliby się w stanie nieważkości. Oczywiście im dalej od równika na południe czy północ, tym ciążenie stawałoby się większe…

Gdyby przygoda w postaci zwiększenia prędkości obrotowej spotkała Ziemię, czyli półpłynną planetę, wtedy bardzo wyraźnie wybrzuszyłaby się ona na równiku (na osi obrotu) i zaczęłaby przypominać dysk, a nie kulę (Terry Pratchett). Lecz przyspieszenie obrotów dla planety skalistej nie będzie mieć większego wpływu na jej kształt, co najwyżej na rozkład naprężeń w trakcie procesu (trzęsienia ziemi).

Taką ostygniętą, wygasłą i sztywną planetą – jest Mars.

Masa Marsa wynosi zaledwie jedną dziesiątą (10,5%) masy Ziemi, ma więc on dziesięciokrotnie mniejszą bezwładność, przez co łatwiej byłoby dokonać takiego przyspieszenia. Jednocześnie powierzchnia Marsa, to 28% powierzchni Ziemi – wydaje się to mało, ale skoro nie ma na nim oceanów, to Mars ma prawie tyle samo lądu co Ziemia (skoro na Ziemi jej 29% stanowią lądy).

Przyciąganie jest na Marsie zadziwiająco wysokie (37% ziemskiego) pomimo tego, że średnia gęstość Marsa, to tylko 71% gęstości Ziemi. Przyspieszenie prędkości jego obrotów o prawie 15 razy, z 0,242 do trzech i pół kilometra na sekundę, pozwoliłoby uczynić z niego miejsce bez przyciągania na jego równiku. Ucieczka z Marsa w Kosmos byłaby prosta – wystarczyłoby podskoczyć!

Oczywiście nie mamy na razie możliwości realnego wpłynięcia na prędkość obrotową planety. Lecz należy pamiętać, że jest to jedna z realnych możliwości przyszłej planetarnej inżynierii, bo nawet przy obecnej technologii moglibyśmy zaczynać… proces spowalniania (po co?), bądź przyspieszania obrotów Ziemi, nie jest trudny techniczne – wymaga tylko ogromnej mocy, aby wykonać go w rozsądnym czasie…

Życie to zjawisko dermatologiczne.

Wszystko, co sprzyja na Ziemi rozwojowi ludzkości, rozgrywa się na cienkiej skórce – zestalonej skorupie, na którą składa się zaledwie 1% masy naszego globu. Masa Ziemi jest więc niewykorzystana w pozostałych 99%. Możemy przyspieszać prędkość obrotową Ziemi na przykład w imię ekologicznego powrotu do czasów prehistorycznych (powrotu do natury?), skoro w erze Jurajskiej dzień trwał zaledwie 23 godziny. Wszystko ciągle się zmienia, jeśli niczego z tym nie uczynimy, za 200 milionów lat, dzień będzie trwał aż 25 godzin.

Wystarczyłoby zamontować na równiku silnik stale działający zgodnie z kierunkiem obrotów, i będący sztywno przytwierdzony do gruntu. Dzięki regulacji obrotów moglibyśmy wpływać na maksymalny rozmiar nadającego się do zamieszkania półpłynnego obiektu, jakim jest nasza planeta.

Moglibyśmy dzięki temu zjawisku uzyskać grawitację na ziemskim poziomie, na dużo większych zestalonych już planetach skalistych. Jednocześnie stosując tego typu zabieg do gorącej półpłynnej planety, uformowalibyśmy wirujący dysk, którego rozmiary przy odpowiedniej regulacji prędkości mogłyby być naprawdę ogromne. Równikowa siła odśrodkowa mogłaby prawie całkowicie zrównoważyć na ogromnym, w porównaniu z Ziemią, obszarze przyciąganie elementów takiej struktury.

Centrum dysku będzie ściskane, bo przeważać tam będzie nad siłą odśrodkową grawitacja. Środek będzie neutralny. Zewnętrzne warstwy, gdzie siła odśrodkowa jest już większa (rośnie z promieniem) niż grawitacja (osłabia się szybciej, bo z kwadratem promienia), będzie utrzymywać odporność na rozciąganie zestalonej np.: granitowej krystalicznej struktury.

Siłę grawitacji na powierzchni takiego dysku determinowałaby praktycznie tylko jego grubość i gęstość. Dzięki podobnym przedsięwzięciom moglibyśmy uzyskać „planetę” o atrakcyjnym dla ludzkości przyciąganiu, którego powierzchnia mieszkalna byłaby wielokrotnie większa, a wedle dzisiejszych standardów – prawie nieograniczona.

Dlatego ostateczna koncepcja rozwoju życia we Wszechświecie będzie polegała na inżynierii kosmicznej, a nie na podboju. Przystosowanie, czy zbudowanie od podstaw nowego, nadającego się do zamieszkania, globu będzie wielokrotnie tańsze, niż opanowywanie bardzo rzadkich globów – istniejących, a zamieszkanych przez inne, i czasem świadome swojego jestestwa, istoty.

Nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni, że przestrzeń do życia można budować, a nie odkrywać czy zdobywać, jak czyniliśmy to do tej pory. Lecz nasze możliwości budowania nieustannie i wykładniczo rosną. Dlatego, wcześniej czy później, człowiek będzie musiał zmierzyć się z konstatacją, że warunki ekonomiczne wymuszają na nim zmiany jego zachowania. Będą to na szczęście zmiany moralnej natury.

Człowiek był nomadem, stał się zdobywcą, a będzie kreatorem.

Zbigniew Galar

 

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *