Optymistyczna zaraza pseudo-demokracji

Optymistyczna zaraza pseudo-demokracji

Polacy są narodem zrzęd, uwielbiają narzekać. Kiedy Polak, idąc przez miasto, spotka przypadkiem starego znajomego, a on zapyta – co słychać?… natychmiast odbędzie się karykaturalny spektakl pod tytułem: Rwanie włosów z głowy z powodu pasma dramatów i porażek, na jakie nie miałem żadnego wpływu, a które i tak na mnie spadły.

Uwielbiamy narzekać na wszystko wokół, a każdy sektor docelowy naszych narzekań zdaje się sytuować daleko poza naszym bezpośrednim zasięgiem. Na przykład służba zdrowia, to przecież byt odległy, ślepy i głuchy na nasze, przepełnione pustym łkaniem i defetyzmem, nawoływanie. Nie możemy nic zrobić, kompletnie nic – nikt z nas nie uleczy służby zdrowia. Dlatego wolę narzekać… A zatem – służba zdrowia, polityka, edukacja, praca, czy też raczej: bezrobocie… Na nic nie mamy wpływu, możemy tylko narzekać – bo tylko tego prawa do naturalnej rozpaczy nad wszystkim, co zdecydowanie kuleje, nikt jeszcze nam nie odebrał… jeszcze!

Wciąż możemy narzekać, dokładnie tyle nam pozostało. Tymczasem coraz częściej wyłaniają się spośród szarych tłumów te specjalne kolorowe, „cukierkowe”, optymistyczne głosy, którym się powiodło: te głosy należą do tak zwanych celebrytów. Celebryci różnej maści i wielu zawodów: od karierowiczek z Dubaju począwszy, na eleganckich panach w krawatach wyzierających z sejmu i telewizorów kwestię tę zwieńczając. Oto właśnie jedyny obraz tych, którym w Polsce „się udało”, reszta z nas może jedynie narzekać.

Tymczasem panie psycholożki oraz panowie psychologowie – z uśmiechem pięknym jak, przysłowiowy i bez mała archetypowy, milion dolarów, doradzają nam prosto z otchłani śniadaniowego telewizora, że niezdrowo jest narzekać, od tego cierpi nie tylko umysł i dusza, wszak dokładnie z narzekania biorą się wrzody żołądka, zawały i dowolne inne problemy, a gotujemy je sobie sami, dlatego – nie narzekajmy, przestańmy, najwyższa pora się oduczyć, dla dobra rzecz jasna własnego… Stres jest niezdrowy? Cóż za odkrycie, na miarę obu Ameryk! A i tłumaczą nam różni „telewizyjni eksperci”, że nie mamy co narzekać na polityków na przykład, wszak jesteśmy krajem demokratycznym, my – Polska, więc elity rządzące, czy też reprezentatywne, wybieramy sami i są one odzwierciedleniem nas, to jest społeczeństwa.

Otóż nic z tego, co napisałam powyżej – nie jest prawdą. Narzekamy nie dlatego, iż jesteśmy urodzonymi pesymistami lub pesymistami z wyboru. Narzekamy nie dlatego, że lubimy, że nie potrafimy dostrzec dobra wokół siebie. Narzekamy, bo rzeczywiście – wszyscy, którzy nas reprezentują, zawodzą nas i ośmieszają. Oraz wszyscy, których zadaniem jest służenie nam – tak, służenie – i opiekowanie się nami: zawodzą nas i odbierają nam godność osobistą. Ci, którzy winni nam służyć, to urzędnicy, ci, którzy winni się nami opiekować, to lekarze, SŁUŻBA zdrowia. I w tej pseudo-demokratycznej krainie, jaką stała się Polska, i jaką Polska się dzieje i toczy obecnie każdego dnia, wmawia się nam, iż oto jest demokracja… A w „demokracji” tej „po polsku” modna poprawność polityczna odbiera i Tobie, i mnie – naturalne prawa do krytykowania tego, co złe, co kuleje. W tej pseudo-demokratycznej krainie zwanej Polską, wmawia się ludziom, że postawa optymistyczna jest koniecznością w dbaniu o własne zdrowie, że narzekając, szkodzimy samym sobie, że siejemy defetyzm, który ciągnie nas w dół – na życzenie własne.

Optymistyczna zaraza pseudo-demokracji 1

Tymczasem prawda jest taka, że mamy prawo narzekać, a i nie tylko prawo: narzekanie, to wręcz obowiązek Polaka – obywatelski. Powoli naszym obowiązkiem i obywatelskim, i moralnym, staje się wybór, by nie brać udziału w wyborach – żadnych – by nie głosować. Bo nie mamy na kogo głosować, a wszystkie idee, jakie proponuje nam się jako warianty godne naszych głosów, pozostają jedynie przezroczystymi sloganami niby reklamowymi, o które nikt po wyborach nie zadba, o których każdy z kandydatów z premedytacją zapomni, bo przecież niczyim celem nie jest dbanie o Ciebie, czy o mnie, o nas, o polskie społeczeństwo. Celem jest pożywiać się z koryta i wyrywać sobie wzajemnie koryto.

Nie dość, że trwa niż demograficzny, to jeszcze system edukacji jest nieomal w stu procentach do rewolucyjnej wręcz moderacji, ponieważ – w bieżącej postaci zupełnie on nie działa. Dzieci rodzi się mniej niż mało, kraj wymiera, a te dzieci, które szczęśliwie w kraju tym się rodzą, a potem chodzą do szkoły – są coraz głupsze, coraz głupsze, coraz głupsze… I to nie ich wina, to wina systemu. Rodzicom brakuje czasu na spędzanie go ze swoimi dziećmi, i wcale nie dlatego, że biegają oni między nadgodzinami w korporacji a nowoczesną siłownią – lecz dlatego, że te nieliczne młode Polki, które mają dzieci, „zasuwają” między pracą na „umowę-śmieciówkę” a pracą dodatkową, albo spędzają 12 godzin na etacie w hipermarkecie, niezależnie od tego, czy jest wtorek, czy sobota… Kto ma wychowywać ich dziecko? Niania, na którą i tak zwykłej, przeciętnej Polki nie stać? Czy szkoła, w której uczy się młodzieży czytania ze zrozumieniem, a nie uczy się samodzielnego myślenia, ani nie ćwiczy się wyobraźni?…

Ilustracja najmłodszego Polaka? Oto jest dziecko, które idzie rano do szkoły z tornistrem na plecach prawie tak samo ciężkim, jak ono całe. Zobacz je, jakie jest zgaszone i przytłoczone. Zobacz je, a następnie – ponarzekaj. Głośno, żeby wszyscy słyszeli!

Ilustracja młodego, pracującego Polaka? Oto jest kobieta, która nie ma siły pomalować rzęs rano – chcesz oczekiwać od niej, że ustąpi miejsca w tramwaju starcowi? Oto jest mężczyzna, który z jednej pracy biegnie do drugiej i trzeciej, bo inaczej nie stać go, by zaprosić dziewczynę do restauracji, by się jej oświadczyć, by mogła mu urodzić dziecko. Tych dwoje nie zdecyduje się na rodzicielstwo – albo wyjadą na wyspy, choćby na zmywak. Tam zafundują sobie dzieci, co najmniej dwoje, i będą żyli. Jakoś, ale będą żyli. Razem i spokojnie. W Polsce nie mają na to żadnej szansy.

Ilustracja obywatela niepełnosprawnego w Polsce? To ten człowiek, który całe dnie spędza na wózku w zaciszu domowym. Nie może „spacerować” po swoim mieście czy miasteczku rodzinnym, bo co dwa metry napotkałby dziury w chodnikach, w jezdni, uskoki, wszędzie schody, schody, schody… i dziury, i krawężniki wielkości księżycowych kraterów, i inne niespodzianki – i przeszkody, przeszkody, przeszkody: fizyczne, realne, prawdziwe, nie do przeskoczenia! Ani dla inwalidy, ani dla osoby tymczasowo o kulach, ani dla matki z bobasem w wózku spacerowym. Zobacz tego człowieka, zauważ go, i przestań mu współczuć, przestań się nad nim litować – ponarzekaj. Głośno, żeby wszyscy słyszeli!

Ilustracja średniej pensji polskiej? To nie owe statystyczne bzdury, które rozsiewają wszędzie tępe mass media; realia są inne: ci z nas, którzy szczęśliwie pracują, co miesiąc przeżywają trudne dylematy – tym razem kupię sobie buty na zimę, czy jednak pastę do zębów, mydło i płyn do mycia naczyń?… Powiedz to swojemu sąsiadowi, Niemcowi: moje miesięczne wynagrodzenie za ciężką pracę zamyka się w – góra! – 500 euro. Hmm, 500 euro? Przy pomyślnych wiatrach! Bardzo często przeciętną, średnią pensję miesięczną w Polsce można zamknąć w 290, w 280 euro! Zdziwiony? Przestań się dziwić, przestań zasłaniać się wydumaną troską o dzieci, które głodują w Afryce – rozejrzyj się dookoła siebie, ponarzekaj! Głośno, żeby wszyscy słyszeli!

Optymistyczna zaraza pseudo-demokracji 2

Narzekanie jest niezdrowe? To hipokryzja jest niezdrowa. Nie pozwalaj sobie wmawiać, że narzekasz w sposób pusty, niczym niepoparty, nieuzasadniony. Przestań się oszukiwać – jakoś to będzie, kiedyś będzie lepiej, muszę jakoś wytrzymać, przecież po to studiuję, tak jest tylko na razie, w końcu wyjdę na prostą…

Otóż – nie. Nie wyjdziesz na prostą i nic nie będzie lepiej. Nie będzie Cię stać na własne mieszkanie. Nie wyprowadzisz się od rodziców. Albo wyprowadzisz się od rodziców – będziesz wynajmował tandetne mieszkanie w starej kamienicy z trzema obcymi osobami. A na ciepłe obiady będziesz przychodził do mamy i taty. Albo weźmiesz kredyt i zagubisz się w korporacji, która wyniszczy Cię psychicznie, emocjonalnie, która odmieni Ciebie na zawsze, ale już nie będziesz mógł zawrócić z tej ślepej, morderczej uliczki – bo kredyt.

Jakoś to będzie – póki nie zachorujesz. Odpukać?

Nie! Ponarzekaj. Bardzo głośno. Żeby wszyscy słyszeli…

Korzystaj z tego prawa, które jest Ci dane nie na mocy prawa ludzkiego, niskiego, subiektywnego – krytykowanie tego, co złe, co kuleje, co dramatyczne, to Twoje naturalne prawo. Korzystaj z niego, póki możesz. Póki nie zostało Ci ono odebrane. Zrób to, nie czekaj. Bo tyle właśnie możesz. Zrób więc to, co możesz (narzekaj, głośnooo!), nim będzie za późno.

 

Justyna Karolak

 

 

 

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (4)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *