Osoba mówi – Chłop korporacyjny

 

 

Analiza Osoby – Typ C 002 – chłop korporacyjny. W dzisiejszych czasach trudno jest rozróżnić chłopa pańszczyźnianego od współczesnego marketowego sprzedawcy. Jednakże poziom wykorzystywania w stosunkach międzyludzkich wkracza dużo głębiej, również w sfery pracy w korporacjach – zwłaszcza polskich, bo nikt nie wykorzysta Polaka do cna tak, jak domorosły management, niewyrosły jeszcze kulturalnie znad traw, który z eksploatacji uczynił proces systemowy…

Chłop korporacyjny to człowiek będący ofiarą korporacyjnego urzędnika. A urzędnik korporacyjny z kolei to ktoś, kto mocno pilnuje swojego z góry określonego zakresu obowiązków i nieustannie kombinuje, jak część z nich przerzucić na innych. Bo przecież pracodawca zawsze płaci tyle samo, co więc się z pracy uda przyoszczędzić, to zawsze korzyść dodatkowa. Przecież mu płacą od godziny.

Co więcej, każda kanalizująca proces wykonywania obowiązków procedura, ułatwia takiej osobie ukrywanie się w gąszczu przepisów. Te zadania są nierozpoczęte i czekają, bo ktoś wcześniej, zgodnie z procesem, powinien umieścić na nich podpis albo sprawdzić tę czy inną informację, przesyłając mejla. Cóż z tego, że tamta osoba nie wie, że powinna to zrobić, pracownik-urzędnik nigdy nikomu nic nie przypomni, bo proces stoi nie z jego winy. Jest bezpieczny i czeka, bo trybik zadania zatarł się i zatrzymał u kogoś innego.

Dopóki taki pracownik-urzędnik nie otrzyma kompletu dokumentów, nie ruszy palcem, czekając i popijając kawę. W tym czasie jest w stanie przeczytać nawet „cały Internet” (a więc przejrzeć wszystkie źródła informacji, do jakich zwykle w pracy zagląda). Dla zaczytanego, zanurzonego w portalach człowieka, zyskiem jest każda chwila. Dopiero gdy na osobę tę spada odpowiedzialność, zgodnie z kolejnością firmowych zdarzeń i kluczowe jest tutaj słowo „odpowiedzialność”, wtedy dopiero liczy się czas, który nieubłaganie płynie. Na wykonanie tego ułamka procesu jest tydzień albo nawet dwa, zgodnie z procedurą. To, czy zrobi się coś od ręki, jest tylko i wyłącznie pracownika-urzędnika dobrą wolą, za którą należy się uśmiech bądź cukierki.

Takie myślenie pracowników w korporacjach, narzucone przez proceduralność postępowania, byłoby w stanie wykończyć każdą prywatną firmę. Dlatego w firmach prywatnych, by była jasność: nie w urzędach, management najniższego szczebla, a więc mówiąc kolokwialnie: liderzy i kierownicy szukają sobie w zespole chłopa korporacyjnego, który będzie nieustannie popychał każdą sprawę, zajmując się nie tylko swoją robotą, ale przede wszystkim robotą innych.

Jak można znaleźć w korporacyjnym świecie takiego frajera?

Po pierwsze szukamy osoby młodej i ambitnej, która po szczeblach kariery zamierza piąć się bardzo szybko – przynajmniej w swoim wyidealizowanym wyobrażeniu. Po drugie musi to być osoba, która nie boi się wyzwań i lubi uczyć się nowych rzeczy (w końcu będzie poznawać pracę i zakres odpowiedzialności innych osób oraz zapamiętywać umiejscowienie zaklinowanego procesu w procedurach).

Będąc na miejscu kierownika, najpierw dopieszczamy taką osobę, mówiąc jej, że jest wielce obiecująca i że jest się dumnym, mając takiego wybijającego się pracownika. Potem następuje spieniężenie tak zbudowanej relacji, poprzez wyświadczenie przysługi dla kierownika. Trzeba dopilnować, i kluczowe jest tutaj słowo „dopilnować”, przerzucające inne ważne słowo „odpowiedzialność” na chłopa korporacyjnego, tego czy owego kluczowego elementu procesu, bądź sprawy. Kiedy już delegujemy odpowiedzialność z kierownika na chłopa korporacyjnego, możemy spać spokojnie. Pracownik ten przejmuje część zakresu obowiązków przełożonego, pilnując siebie i innych, aby sprawa była załatwiona – na czas i na miejsce.

Jednocześnie dochodzi do konfliktu pomiędzy chłopem korporacyjnym a pracownikiem-urzędnikiem, kiedy chłop dowiaduje się o stylu pracy „na urzędnika”. Wtedy horyzontalnie, bez uprawnień formalnych, upomina pracownika-urzędnika za brak odpowiedzialności za dobro firmy i martwienie się tylko swoim skrawkiem procesu. Takie „silosowanie”, czyli zamykanie się w swoim obszarze bez współpracy między-obszarowej, nie jest dobre, bo proces się zacina, co szkodzi organizacyjnej szybkości przetwarzania. Pracownik-urzędnik, ze słusznym oburzeniem, gdyż nie dano żadnego umocowania takiemu chłopu do strofowania go, przypomina pracownikowi, gdzie jego miejsce. Jednocześnie, dla świętego spokoju, bo doniesie kierownikowi, następuje przekazanie obowiązków – „jak chcesz żeby to było zrobione, to przypomnij tamtemu o tym sam”.

W rezultacie chłop korporacyjny zajmuje się swoją robotą, a także priorytetyzacją zadań dla pracownika-urzędnika, wyręczając w tym jego kierownika, oraz dopilnowywaniem wszystkich dokumentów, aby w odpowiednim czasie trafiły na biurko pracownika-urzędnika. W ten oto sposób chłop korporacyjny staje się służącym pracownika-urzędnika, dbając o jego komfort pracy.

Najgorsze jest to, że wszystkie przynależne sobie obowiązki również musi wykonywać na swoim stanowisku bez niczyjej pomocy, czasami po godzinach, i za nie tylko jest poddawany ocenie. Z kolei „dopilnowywanie” oraz „służenie” korpo-urzędnikom, jak i bycie pupilkiem kierownika, nie pogłębi i nie powiększy jego CV. Nikt nie będzie wiedział, ile się w tym czasie się nauczył, za wyjątkiem jego przełożonego. Kadry również nie podwyższą jego pensji, nie mając pojęcia o pracy, jaką chłop korporacyjny naprawdę wykonuje – prawidłowego zakresu obowiązków nie będzie mieć nawet „do portfolio”.

Dopiero po jego odejściu organizacja przekona się, jak kluczowe pełnił stanowisko, bo ludzie po pewnym czasie przestają prowadzić pisemne rejestry, kiedy mogą szybko posłużyć się pytaniem do chłopa korporacyjnego – „który wie”.

Organizacja „powinna” w pełni docenić takiego pracownika dopiero po jego odejściu i chcieć go z powrotem, ale tylko pod warunkiem, że dojdzie do przekazania chłopskich obowiązków, a więc dopiero wtedy, gdy znajdzie on swojego „następcę”. Inaczej kontynuowanie kariery poza strukturami spowoduje poważne perturbacje w strukturach, przez co taki pracownik będzie pamiętany jako ten, który pozostawił za sobą „ogromny bałagan”. Nikt już nie będzie pamiętał z czyjej winy były te problemy i żaden kierownik takiego wybijającego się i niebezpiecznego pracownika, nie przyjmie z powrotem, a już tym bardziej z wyższą pensją.

A w nowej firmie… cóż, orka zaczyna się od początku, bo kierownik rozgląda się i węszy, kogo mógłby obdzielić „dopilnowywaniem” spraw największego kalibru.

Zibikendo

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (4)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *