Ostatnie tango w Paryżu (1972) – Bernardo Bertolucci

ostatnie tango w paryzu

Rzecz o bezgranicznej miłości i o przekraczaniu granic wierności samemu sobie. Niepowtarzalne kreacje Marlona Brando i Marii Schneider.

Mimo postępu technizacji i wynikającej z niego prędkości przemieszczania się informacji oraz łatwości dostępu do niej, dziedzina filmu dysponuje takimi perłami, które nie idą w zapomnienie wraz z upływem lat i nie toną w burzliwym, spienionym wodospadzie nowości. Inaczej mówiąc, są na świecie filmy ponadczasowe, niepowtarzalne i niezapomniane. Wracają do nich następne, inne pokolenia, szukające jednakże wciąż tych samych co poprzednicy odpowiedzi na trudne pytania. Do takich pereł filmowych zalicza się Ostatnie tango w Paryżu z 1972 roku, dzieło doskonałego, autorskiego Bertolucciego.

Ostatnie tango w Paryżu

Film ten, zwłaszcza w latach, kiedy powstał, wywołał gromkie dyskusje toczone między skomasowanym, mocnym atakiem „obrońców idei miłości wzniosłej i czystej” a grupą zwolenników filmu, których dotknęła i wzruszyła historia miłości ukrytej pod pozorem typowo cielesnych, niby przedmiotowych scen. Pierwsza grupa oburzyła się i zniesmaczyła „brzydką, niemoralną erotyką” obecną w filmie, druga grupa zachwyciła się nią, opisując dokładnie te same jakości zupełnie odmiennymi mianami. Trzeba przyznać, że Bertolucci musiał być lawiny tych kontrowersji, które sprowokuje, świadomy. Ostatnie tango w Paryżu jest wszak pierwszym głośnym filmem otwarcie, a poprzez to dosadnie, przedstawiającym fizyczne zbliżenia, intymną relację mężczyzny i kobiety. Jednocześnie jest to film niezwykle spokojny, aż poetycki w sensie prowadzonej narracji, a także skonstruowany jako dramat w sensie skali i powagi emocji bohaterów. Ostatnie tango w Paryżu to pierwszy, głośny, ważny tego rodzaju kinowy konglomerat, zadziwiająca mieszanina „scen łóżkowych”, namiętnych, „zwierzęcych” oraz scen psychologicznych, obyczajowych, refleksyjnych. Taki konglomerat, który wybuchł w kinie w latach 70. musiał wywołać kotłujące się dyskusje, nie mogło być inaczej.

Des gustibus non disputandum est. Nie należy dyskutować o gustach.

Faktem jest, że odważne jak na owe lata sceny erotyczne w Ostatnim tango w Paryżu zdecydowanie podzieliły świat na dwie przeciwstawne frakcje widzów. Wynika to wyłącznie z indywidualnego gustu, bądź z nacisku ustanowionego kanonu zachowań społecznych. Frakcja sympatyków Ostatniego tango w Paryżu wskaże, że zaliczają się do niej ludzie wolni od nacisku społecznego i powszechnie przyjętego modelu myślenia. Ludzie będący otwartymi na ukryte prawdy o miłości, namiętności i naturze ludzkiej. Ci ludzie określą swoich przeciwników jako pruderyjnych albo takich, co treści zawartej w filmie zwyczajnie nie zrozumieli. Te pruderyjne osoby wypowiedzą się oczywiście odwrotnie. Nazwą swoich z kolei przeciwników wynaturzeńcami o patologicznych tendencjach i wypaczonym kodeksie moralnym, sami wypierając się własnej pruderii, a powołując się na swoje stabilne, pozytywne w wydźwięku i ukorzenione morale.

Ostatnie tango w Paryżu 1

Wszystkie te dyskusje od czasów premiery Ostatniego tango w Paryżu i utrzymujące się po dziś dzień nie mają jednak większego sensu. Film nie częstuje widza żadnym tonem dydaktycznym i nie moralizuje nikogo, tak więc ocenianie siebie nawzajem na podstawie jego kształtu, właściwie wydaje się śmieszne.

Na jednych Ostatnie tango w Paryżu – działa. Na innych, nie. Na tę rozbieżność niczego nie możemy poradzić, i dobrze. To przecież różnice pomiędzy nami i naszymi odbiorami sprawiają, że ludzie są piękni, bo właśnie rozmaici, nie jednakowi. Wzajemne obrzucanie się niemiłymi epitetami z tego też względu traci rację bytu. Również nie o to chodzi, żeby wszystkich przekonać do  wybitności Ostatniego tango w Paryżu, żeby wszyscy bez wyjątku uznali je za arcydzieło. Jakkolwiek warto zwrócić uwagę na jedno: to, że coś nie podoba się akurat nam, nie znaczy jeszcze, że w tym czymś – niczego głębokiego nie ma. Dlatego nie mówmy, że Ostatnie tango w Paryżu pozbawione jest wybitności, że jest głupio brutalne, niechlujne, ohydne, że z całą pewnością nie mówi o miłości, że to tylko pusty, obmierzły erotyk bez cienia prawdy, o kropli poezji nawet nie wspominając. Uszanujmy wizję reżysera nietuzinkowego, ważnego dla wielu i nie kpijmy z treści, które do nas nie przemawiają, w których niczego wartościowego nie dostrzegamy.

Na innych – Ostatnie tango w Paryżu działa. Ale, jak działa? I dlaczego?

Są to ludzie albo doświadczeni przez życie, albo tacy, którzy w sposób naturalny, wrodzony  pozostają otwarci na historie w pewien sposób bezkompromisowe, mocne, odzierające jednostkę ludzką z postaw powszechnie prezentowanych, powielanych i akceptowalnych społecznie. To jest taka kategoria widza, która w filmie bądź innym dziele sztuki szuka treści balansujących na plastycznej granicy między pięknem a brzydotą. Szuka takich treści bardzo świadomie albo intuicyjnie, w każdym razie szuka ich dlatego, że tego rodzaje treści zawsze są ciekawe, skłaniające do złożonych przemyśleń. Ci widzowie będą uwrażliwieni więc na takie przedstawienia,  dzieła, które w rozwiniętym cywilizacyjnie, współczesnym świecie uchwycą i jakoby wyrwą z kontekstu bohatera, ukazując jego pierwotność, osobniczą głębię i drzemiące w niej archetypy, instynkty, pragnienia, skłonności. Taki bohater może zaprezentować nam się jako jednostka odłączona od głównego nurtu (mainstreamu). Będzie to bohater pokaleczony przez życie, w pewnym sensie  skostniały, zobojętniały już na wiele spraw, od wielu spraw i aspektów życia intencjonalnie się odsuwający, a jednak w środku wciąż „miękki”, wciąż złakniony jasnej strony życia, wciąż „głodny”. Takiego właśnie bohatera gra w Ostatnim tango w Paryżu znakomity, unikalny Marlon Brando. W przeciwwadze do niego wyobraźmy sobie bohatera młodego, jeszcze nie poturbowanego przez los, ale zarazem takiego, który jawi się jako jednostka wyraźnie poszukująca i z tego tytułu, w sposób przewrotny a podobny do Brando, również pozostaje on „głodny”, „spragniony”, „łaknący”. Tym drugim bohaterem w Ostatnim tango w Paryżu jest oczywiście kobieta, którą wykreowała cudowna Maria Schneider.

Ostatnie tango w Paryżu 2

Tych dwoje bohaterów, kobieta i mężczyzna, spotyka się ze sobą przypadkiem. Oboje chcą wynająć to samo mieszkanie w Paryżu i w ten sposób na siebie trafiają. Brando w tym mieszkaniu zamierza odizolować się od świata. On już niczego nie szuka, wiele przeżył, wiele rzeczy straciło dla niego sens. To dojrzały mężczyzna, znajdujący się na takim etapie, na którym może pozwolić sobie na wszystko, nie musi już niczego udawać ani na siłę budować, nie musi kształtować swojej persony; nic nie musi. W takim punkcie życia go poznajemy – w tym punkcie poznaje go młoda, żywiołowa Francuzka, typ kobiety-dziecka. Rozmarzona, snująca plany na przyszłość, zaręczona. Śliczna, energiczna, zwyczajna dziewczyna.

Choć męski bohater Ostatniego tango w Paryżu jest starszy i doświadczony, a żeński bohater  młody i otwarty, to jak okazuje się w przebiegu fabuły: oboje są rozbitkami życiowymi. On – w sposób klarowniejszy, czytelniejszy w odbiorze. Ona – w sposób więcej ukryty, niejednoznaczny, mniej widoczny na pierwszy rzut oka. Jednak oboje są rozbitkami życiowymi.

W ich indywidualnych, osobnych życiach, codziennych sprawach, podobnie brakuje sensu i emocji. On – sporo sensu i emocji już przeżył, wyczerpał, stracił lub porzucił do nich dostęp. Ona – jeszcze ich nie doświadczyła. Jeszcze nie zdążyła. Ona przeczuwa je tylko przez skórę, chociaż świadomie na pewno się nie spodziewa.

Spotkali się, trafili na siebie, bo tak postanowiło życie. Ani jedno, ani drugie nie miało tej znajomości w planach. Oboje z miejsca brnęli w relację erotyczną, seksualną, niczym nieskrępowaną, mimo że – a może właśnie dlatego? – niepasującą nigdzie, ani do dnia wczorajszego, ani do jutra. Ani do niego, ani do niej. Po co więc im to, co ich połączyło, to, kim i czym dla siebie się stali? Dlaczego, z jakiej przyczyny, i po co?

Początkowo, przez pewien czas sami tego nie wiedzą. Idą w to, w czym się znaleźli, ponieważ z jakichś względów nie mogą, nie potrafią z tego zrezygnować, wycofać się. Zastając siebie takich, jakimi na danym etapie życia są, próbują ustawić się do wspólnej, nowej, nieproszonej rzeczywistości, która dzieje się zawsze wyłącznie w czasie teraźniejszym, która dzieje się w anonimowej krainie bez czasu, bez żadnej osobistej historii, bez imion. Bez najmniejszej wiedzy o tym, kim był i jest partner, kochanek. Skąd przyszedł i dokąd zmierza.

Ostatnie tango w Paryżu 3

Młoda kobieta oddala się od swojego narzeczonego i stale wraca do starszego, dziwnego kochanka, który jest człowiekiem trudnym, nieprzystępnym, który również ją poniża i zadaje ból. Ona jednak wraca do niego po szczęście, po miłość, gotowa zmienić swoje aktualne życie i pozostać z nim na dobre i złe, w prawdziwej, głębokiej relacji – w związku. On, przeciwnie, niczego jej nie deklaruje, do niczego nie zobowiązuje ani siebie, ani kochanki. Ucina próby kochanki, których ta początkowo się podejmuje – próby podjęcia zwyczajnego dialogu, dzielenia się ze sobą informacjami o swoim życiu, wspomnieniami, prywatną historią. On tego nie potrzebuje. To on ustala zasady, to on zabrania używania imion, mówienia o sobie. W tym paryskim mieszkaniu nie ma czasu, nie ma miejsca na prywatne historie, na nowiny, na wymianę danych, na rozmowy. W tym mieszkaniu są tylko oni, dwoje rozbitków życiowych. Ci rozbitkowie łączą się ze sobą w dziwnej próżni, wbrew samym sobie, w przestrzeni własnej, unoszącej się nad realnym życiem jak hermetyczna, ale jednak – tylko bańka mydlana. I według niego, Paula (Brando), może w całości, a może do czasu, lecz taki jest właśnie tego sens: trwanie w bańce mydlanej. On o nic innego, o nic większego, ważniejszego nie ma zamiaru zabiegać.

Oczywiście nietrudno się domyślić, że relacja anonimowa i oddarta od osobistej historii, od korzeni, jest jedynie pozorem czy też wentylem bezpieczeństwa, który ma za zadanie ratować każde z kochanków przed staniem się dla siebie całym światem. Celem jest odwlekanie w czasie tego, co nieuchronne, co demoniczne, i co w rezultacie dla obojga okaże się przysłowiową godziną próby.

Finał tej filmowej opowieści będzie zaskakujący, ciężki, dziwaczny, niepojęty, a może przeciwnie, naturalny, samonarzucający się, oczekiwany, spodziewany. Bez wątpienia, jeśli jesteśmy widzami otwartymi na tego rodzaju kino, skłoni on nas do wnikliwego, kategorycznego zastanowienia nad przeżyciami bohaterów i swoimi osobistymi.

Ostatnie-tango-w-Paryzu-4

 Praca kamery, reżyser, muzyka, aktorzy, wszystko…

Każdy kadr Ostatniego tango w Paryżu jest mistrzostwem i majstersztykiem. Całości obrazów, scen, dopełnia idealnie skomponowana muzyka, „miauczący”, niezwykły, klimatyczny saksofon (Gato Barbieri). Ten dźwięk dopełnia i mroku, i jasności plastycznego obrazu, który wprawdzie nie byłby dokładnie tym obrazem, gdyby nie para aktorów, Schneider i Brando. Niezastąpieni i autentyczni w ucieleśnieniu historii, którą przyjęli na swoje barki, choć od początku była to kwestia kontrowersyjna, a którą później nie tylko udźwignęli, ale i razem z nią poszybowali, jakby niepomni jej obiektywnego ciężaru.

Bertolucci pokazał za pośrednictwem tego filmu sprawy naprawdę archetypowe i w rozumieniu słowa takiego jak „archetyp” – ponadczasowe, czyste, uzasadnione, wzbudzające też szacunek wskutek rozumnego pochylenia się nad siłą takich motorów napędowych w życiu, jakimi są  instynkt, łaknienie, a przede wszystkim tęsknota.

Nie zdradzając zakończenia, na pewno można powiedzieć, że to jeden z najbardziej wyjątkowych, artystycznych i wielkich filmów, który poddaje pod naszą rozwagę problem i odwieczny dylemat wielkiej a dramatycznej, z góry skazanej na porażkę i bolesną przegraną, po prostu: miłości, aż nieomal werterowskiej.

Ostatnie tango w Paryżu 5

Aczkolwiek romantyczna wizja zachowawczej, idealistycznej, perfekcyjnej miłości i wynikających z niej „sterylnych” cielesnych zbliżeń kochanków – nie jest udziałem tego filmu. Romantyczna wizja rozpływa się między rozpoetyzowanymi kadrami, wysublimowaną pracą kamery, cudnym i niepokojącym saksofonem w tle a bezkompromisowo silną emocją żywioną wobec siebie przez dwoje bohaterów, którzy ślepo „idą w zaparte”, a może prą sobie naprzeciw, nagleni wewnętrzną, podskórną, a jednocześnie odgórną, na starcie uregulowaną pokusą.

Ostatnie tango w Paryżu Bertolucciego jest adaptacją powieści Roberta Alleya pod tym samym tytułem. Przed laty powieść ta była uznawana za wielce kontrowersyjną i, jak widać po niemałej ilości lat, ta opinia nadal obowiązuje.

Ostatnie tango w Paryżu 7

Sztafeta pokoleń, czyli Ostatnie tango w Paryżu głosem młodych-gniewnych XXI wieku…

Zacznijmy od tego, że Maria Schneider okupiła swoją ważną, wspaniałą rolę w Ostatnim tango w Paryżu wielkim cierpieniem. Z przyczyny lawiny negatywnych i plujących jadem głosów na swoją rolę i film jako taki, ponoć leczyła się psychiatrycznie. Później proponowano jej wiele ról, między innymi chciał z nią znowu współpracować Bertolucci. Za każdym razem odmawiała, zapowiadając, że już nigdy więcej nie rozbierze się przed kamerą. Odmówiła i Bertolucciemu, nie kryjąc wewnętrznej urazy do reżysera. Powiedziała również, że to Marlon Brando zmusił ją do zagrania słynnej sceny erotycznej (ci, którzy obejrzą film, na pewno będą wiedzieli, o jaką scenę chodzi), którą sam dopisał do scenariusza. Nawiasem mówiąc, wokół nieokrzesanego, egocentrycznego wpływu Brando na pierwotny kształt wizji Bertolucciego po dziś dzień narosły legendy. Schneider i twórcy filmu spotkali się także w sądzie, zmuszeni wszyscy razem odpowiadać za rozpowszechnianie pornografii, tak dalece rewolucyjne w ówczesnych latach okazało się Ostatnie tango w Paryżu. Na szczęście, mimo drastycznych, smutnych przejść z przyczyny filmu, Schneider powróciła na ekrany już w 1975 roku w towarzystwie Jacka Nicholsona we wspaniałym filmie Michelangelo Antonioniego pt.: Zawód: Reporter. Dopiero dzięki temu filmowi mogliśmy się przekonać nieodzownie, jak doskonałą, świetną aktorką jest Schneider, bowiem ta rola odbiega w sposób więcej niż zdecydowany od postaci bohaterki Ostatniego tango w Paryżu. Aktorka zmarła w 2011 roku, jednakże pozostawiła po sobie „pomnik twardszy niż ze spiżu” (Horacy).

Ostatnie tango w Paryżu 6

Ale pomnik ten niekoniecznie „królewskim sterczy czołem nad piramid szczyty”. Po dziś dzień młodzi-nowi-aktualni-gniewni obrzucają go błotem. Wśród negatywnych głosów aktualnego młodego pokolenia można spotkać na przykład takie, które mówią, że Ostatnie tango w Paryżu jest filmem o molestowaniu seksualnym, o gwałceniu, o sprowadzeniu kobiety do poziomu zabawki i przedmiotu, o niesmacznym romansie starszego pana i młodocianej słodkiej idiotki. Przytoczyłam najdelikatniejsze z nieprzyjemnych głosów.

Dlatego miejcie oczy szeroko otwarte, a jeśli nawet ta estetyka nie okaże się stworzona specjalnie dla Was, weźcie pod rozwagę szereg emocji innych ludzi, nie tylko twórców, dla których film ten ma znaczenie szczególne – z wielu różnych względów, o jakich mówić na polu filmowej recenzji  nie miejsce i nie sposób.

Justyna Karolak

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (6)
  • w porządku-niezła grzanka (4)
  • potrzebny-smaczny tost (3)
  • średni-przeciętny tost (1)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

3 komentarze

  1. Pingback: Czy można zgubić seksualność? – Toster Pandory

  2. Filmowy Maniak

    Świetne… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *