Oświecony

O to mam największe pretensje do Kaczyńskiego,

że z cynicznych powodów dał nieoświeconemu plebsowi

poczucie dostępu do władzy

– prof. Wojciech Sadurski.

 

Niektórzy nasi bliźni są tak oświeceni, że oślepia ich własna światłość. Wygłaszając swoje światłe kwestie, rozglądają się pełni podziwu dla własnej elokwencji, bo oto obdarowali nas, i to zupełnie za darmo, głębią swej mądrości. Teraz powinny nastąpić wiwaty, na niebie powinna zakwitnąć tęcza, a oni, obsypani „faetonami” kwiatów, powinni dostąpić wszelkich pochwał.

A tu – „zonk”…

Dobrze, jeśli spotyka ich tylko obojętność – gorzej, jeśli zderzają się z oceną. Jak to? – pyta oświecony. – To ja wam tu pod nogi sypię perły mojego intelektu, a wy mnie pałką? Co to ma być, plebsie jeden, ty! I nagle szlag trafia wszystkie ideały. Dopóki jesteśmy tylko publicznością, wszystko jest dobrze: pan mówi – plebs słucha; pan skończył – tłuszcza klaszcze! Nikt nie mówił, że będzie jakaś wymiana poglądów; to przecież nie jest zgodne zasadami. Z jakimi zasadami? No, z moimi zasadami, ja – wójt wam to mówię, bo ja elita jestem!

Wszelkiej maści entuzjaści postępu społecznego, na drodze którego stały im nasze uprzedzenia płciowe, społeczne, narodowościowe, etniczne i rodzinne, dążyli zawsze do idealistycznej równości – pod warunkiem, że będzie się ona odbywała pod ich światłym przewodnictwem. Nikt nie mówił, że ich też mają obowiązywać te same zasady… Egalitaryzm – tak… Ale dla mas, a nie dla elit.

Zdumienie, szok i głębokie oburzenie, jakim dają wyraz dotychczasowe elity, jest przejawem ich głębokiej traumy. XXI wiek okazał się dla nich niezwykle trudny i poddał weryfikacji wiele pseudo-prawd, jakimi do tej pory się posługiwały.

Wiele autorytetów upadło w ogniu masowej krytyki, wiele opinii zostało zanegowanych, i nie ma to nic wspólnego z tak zwanym „hejtem”. Debata publiczna polegająca na tym, że dwóch lub trzech osobników wymieniało pomiędzy sobą opinie, a następnie prowadzący podsumowywał i mówił, jak należy rozumieć to, co powiedzieli, utraciła swoje znaczenie. Taka debata, niezweryfikowana społecznie, traci na wiarygodności.

Kiedyś wyselekcjonowani redakcyjnie i politycznie dziennikarze wykładali właściwe i jedynie słuszne credo, a ich młodsi koledzy w ramach przyuczenia do zawodu zapobiegliwie pisali „listy do redakcji”. Kiedyś pani albo pan z ekranu telewizora mówił, jak ma być, i nie podlegało to dyskusji. Dostęp do wypowiadania się w mediach był ściśle reglamentowany – co więcej, opiniowanie tych występów również podlegało reglamentacji. Jeden pan mówił, że myśli, a potem drugi pan mówił, jakie to słuszne i dobre; obydwaj mieli gdzieś, co ma na ten temat do powiedzenia odbiorca. Liczył się tylko jako statystyka, a i to nie zawsze.

I nagle! I nagle sytuacja się zmieniła diametralnie!

Dziennikarze, politycy, celebryci wszelkiej maści i chowu, oraz inżynierowie dusz stanęli w ogniu żywiołowej dyskusji społecznej, gdzie już nie wystarczy argument typu: „przecież Ja wam to mówię”. Okazało się, iż odbiorca to nie tylko niemy punkt statystyczny, ale, o zgrozo, że mówi, że ma swoje zdanie i nie chce ślepo słuchać. No po prostu skandal!

Tradycyjne media długo i z determinacją broniły się przed Internetem, słusznie podejrzewając, iż spotkają się tam z czymś, do czego nie są przygotowane: z prawdą. I miały rację!

Ciężko wydeptane i wyklękane posady, pięknie wyprofilowane „plecy”, „lizodupstwo”, łóżkowe talenty ani nawet cynizm i hipokryzja kompletnie nie obchodzą „internetów”, a jeśli już – to raczej jako dowody niekompetencji. I można najpiękniejszym językiem, i absolutnie profesjonalnie, a nawet z talentem i entuzjazmem opisywać dawne prawdy, żeby nadziać się na komentarz: „no dobra stary, ale co ty bredzisz?”.

Wielu zasłużonych wieloletnich zawodowych łgarzy – padło na tym polu.

Tak wcześniej hołubiony i uwielbiany jeden z prezydentów – stał się synonimem pijaka. Tak niczym meteor spadający wprost z reklamowego raju, gwiazda kompetencji i polityki – projekt Petru – stał się wbrew swoim najszczerszym chęciom czymś w rodzaju dyżurnego żartu. A „internety” zaroiły się od cytatów z cyklu pt. Pięć najgłupszych wypowiedzi Petru.

Dysonans pomiędzy tym, co mówią „internety”, a co pokazują stare media – jest czasem tak duży, że nawet media o utrwalonej pozycji rynkowej zaczynają się chwiać, a wręcz doświadczonym redaktorom puszczają nerwy i wyłączają oni możliwość komentowania swoich treści, co w języku „internetów” jest wyrazem totalnej klęski.

Szok poznawczy oświeconych jest tak wielki, iż następuje coś w rodzaju wyparcia, ponieważ nie są w stanie nie tylko zaakceptować, ale przede wszystkim zrozumieć odrzucenia. Całe dotychczasowe doświadczenie oświeconego wskazywało na to, że jest szanowany i podziwiany – i nagle wyjęty ze swego hermetycznego rezerwatu, dowiaduje się, że prawda jest zupełnie inna.

Oświeceni przyzwyczajeni do tego, że mówią do siebie nawzajem, pozwalając pariasom przysłuchiwać się swoim wywodom, w obliczu „internetów” zatęsknili za cenzurą. Bolesne zderzenie z rzeczywistością musiało wywołać reakcję alergiczną. Rządząc się patologiczną zasadą – tak charakterystyczną dla tych środowisk, iż jeśli rzeczywistość nie pasuje do moich poglądów, to trzeba zmienić rzeczywistość – oświeceni żądają kontroli nad Internetem. Posługując się ideologicznymi narzędziami, takimi jak „mowa nienawiści” i „hejt”, domagają się przywrócenia im utraconego parytetu nieomylności.

W kilku krajach za pomocą prawnego terroru próbuje się przejąć kontrolę nad wolnością słowa, a wielkie instytucje mediów społecznościowych starają się narzucić swoim użytkownikom kaganiec poprawności politycznej i dzieje się to wszystko w anturażu szlachetnych intencji, wielkich słów i pięknych idei, ale chodzi tylko o to, by oświeceni mogli bezkrytycznie głosić swoje postulaty.

Społeczność internautów jest jednak czujna i odważna, wciąż obnażająca hipokryzję różnych pseudo-elit, i tak też uczyniła nawet z samym Google, który z okazji „dnia emigranta” wyprodukował słodki i kompletnie odrealniony spot, poddając go miażdżącej krytyce.

Oświeceni i pseudo-elity, dążąc do kontroli Internetu, uciekają od odpowiedzialności za swoje wyolbrzymione ambicje i często wręcz maniakalnie nachalne ideologie. Jednak to my poniesiemy konsekwencje ich eksperymentów, w których skutki – oni nie będą partycypować.

Leonard Jaszczuk

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (9)
  • w porządku-niezła grzanka (4)
  • potrzebny-smaczny tost (5)
  • średni-przeciętny tost (1)
  • nie podoba mi się-spalony tost (3)

2 komentarze

  1. Co tu dużo pisać – AMEN. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *