Bożonarodzeniowa opowieść – Panika i trzej goście

Panika zbudziła się przed świtem z uczuciem dreszczy na całym ciele. Nie pamiętała, by śniła koszmary, ale w środku czaszki gotowały się same dotkliwe emocje. Jak gdyby trzy czwarte nocy biegła wytrwale – we śnie – uciekając przed żądnym jej krwi demonem.

Jeszcze spróbowała zamknąć oczy, za oknem wszak wciąż było czarno, nawet nie szaro. Nie chciała spoglądać na zegarek. Chciała spać i odzyskać spokój. Opatuliła się kocem aż po uszy. Starała się nie zagłębiać w drżenie, które dawało jej nader czytelnie do zrozumienia, iż coś jest nie tak. Niby co? Leżała w swoim łóżku, w powietrzu unosił się aromat przypraw korzennych, których użyła wczoraj do wypieku ciast. Choinka wprawdzie nie pachniała – była sztuczna – ale nawet przez zamknięte powieki Panika świetnie odbierała kolorowe lśnienie lampek, które specjalnie pozostawiła włączone na noc, by móc zasnąć, wpatrzona w bombki oprószone połyskliwym brokatem jak cukrem-pudrem. I by radośnie rozświetlona choinka była pierwszym, co ujrzy nazajutrz, tuż po obudzeniu. Skąd więc zdenerwowanie? Tak silne, odczuwalne w całym ciele? Skąd upiorne, nieznośne wrażenie, że coś jest nie tak?

Bożonarodzeniowa opowieść 1Westchnęła, przeciągnęła się leniwie i pomimo podskórnego, całkiem irracjonalnego lęku, postanowiła wstać i na dobre rozpocząć swój wigilijny poranek, choć za oknem wciąż było czarno. Wciągnęła na siebie gruby sweter z golfem, który leżał obok łóżka, po czym potuptała do pieca, żeby czym prędzej napalić. Minęła rozświetloną choinkę, nie przyglądając jej się w żaden sposób, od razu zaczęła pakować do pieca drwa i węgiel. Po kilku chwilach ogień w piecu przestał się tlić, entuzjastycznie wystrzelił ku górze i zaczął wesoło skwierczeć. Zrobiło jej się nieco cieplej na duszy. Zdaje się, że uczucie surrealnej trwogi poczęło opuszczać jej ciało. I właśnie wtedy dopadło ją raptowne przeświadczenie, że ktoś tu był. Ktoś przebywał w jej domu, prócz niej…

Nerwowo rozejrzała się po pokoju. Nikogo nie widziała. U podnóża choinki rysował się wprawdzie jakiś niewielki, niepozorny cień, lecz poza nim – nie zauważyła nic niepokojącego, tym bardziej nikogo, żadnej osoby.

Ale – zaraz, zaraz – przecież ten cień… To chyba niemożliwe, żeby ten cień był osobą?

Oczywiście, że niemożliwe! A jednak nie powinno go tu być – zdała sobie sprawę Panika! Ten cień był zdecydowanie obcym pierwiastkiem, który wtargnął tu z zewnątrz i…

Przemierzyła cały pokój. Nie miała na to ochoty, ale musiała podejść do choinki i przypatrzeć się temu cieniowi z bliska. Nie miała wyboru, musiała to zrobić. W przeciwnym razie, ta surrealna trwoga nie zechce się ulotnić i zepsuje jej ukochane święta…

Po drodze zapaliła górne światło… Kucnęła przy doskonale oświetlonej choince, po czym nie mogła uwierzyć własnym oczom…

Cień, skulony „pod” choinką, był małą niebieską dziewczynką. Dziewczynka siedziała, oparta plecami o trzon, o pień choinki, z kolanami podciągniętymi do klatki piersiowej. Kolana te oplotła ramionami i wpatrywała się nieruchomym wzrokiem w twarz Paniki. Była cała niebieska: miała nie tylko niebieską buzię, włosy, dłonie i gołe stopy; miała na sobie również obcisły, wyraźnie niebieski kombinezon. Mogła mierzyć najwyżej dziesięć czy piętnaście centymetrów, nic więc dziwnego, że Panika z trudem ją dostrzegła. Nie była jednak karłem, proporcje niebieskiego ciała były doskonale zachowane – po prostu cała jej skala była pomniejszona do tak zdumiewającej, maleńkiej postaci… Panika przez długi moment nie była w stanie wydobyć z siebie głosu – tak strasznie się bała.

-Kim jesteś? – zdołała w końcu wykrztusić.

Dziewczynka uniosła główkę.

-Mam na imię Samotność – odrzekła matowym, szarym głosem. – Jestem twoim pierwszym wigilijnym gościem – przedstawiła się grzecznie.

Panika mocno przełknęła ślinę.

-Będzie ich więcej? – zatrwożyła się, jak to miała w zwyczaju.

Dziewczynka skinęła główką.

-Usiądź tu przy mnie – poleciła. – Muszę z tobą pilnie pomówić, a nie mam za dużo czasu.

Panika bała się odmówić, toteż siadła na podłodze naprzeciw Samotności, skrzyżowała nogi, założyła ręce.

-Co ty tu robisz? – odważyła się spytać. – O czym chcesz ze mną rozmawiać? – chciała się koniecznie dowiedzieć. – Dlaczego przyszłaś właśnie do mnie? – nie rozumiała. – Przecież ja nie jestem nikim wyjątkowym.

-Oczywiście, że jesteś – odparła Samotność. – Przyleciałam z daleka właśnie po to, żeby ci o tym przypomnieć.

-Że jestem wyjątkowa? – zdumiała się Panika.

-Tak, i wyjątkowo dla mnie atrakcyjna – odpowiedziała Samotność. – Nikt nie boi się wszystkiego tak sprawnie i dojmująco, jak ty. Jesteś toteż absolutnie wyjątkowa. Zaś przyleciałam, żeby ci powiedzieć, że nie musisz się bać. Możesz zrezygnować z tej trwogi, która zawsze chwyta cię za gardło. Możesz wybrać dla siebie inne imię. Być zdrowa i pogodna. Możesz się nazywać zupełnie inaczej. Nie musisz wcale być Paniką, choć dla mnie osobiście, tak jest najlepiej.

Panika zamyśliła się głęboko, trwożnie.

-Zapomniałam już, że mogę być pogodną, żyć bez uczucia trwogi, nie lękać się wszystkiego, to prawda – zwróciła się nieśmiało do małej, niebieskiej dziewczynki. – Ale dlaczego przypomina mi o tym Samotność? – ostatnie pytanie nie dawało Panice spokoju.

Ale Samotność tylko pokręciła głową.

-Zastanów się, jak chciałabyś mieć na imię – poradziła. – Tymczasem muszę już lecieć, do wigilijnej wieczerzy zostało niewiele czasu, a czekają ciebie jeszcze różne odwiedziny…

Bożonarodzeniowa opowieść 7To powiedziawszy, zniknęła, rozpłynęła się w powietrzu, nawet nie machnąwszy Panice rączką na pożegnanie. Ale Panika nie zdziwiła się jej nagłym odejściem. Zrozumiała przynajmniej tyle, że Samotność przybywa zawsze niezapowiedziana i niechciana, a znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zdążyła to sobie uświadomić, kiedy ze stołu sturlał się widelec. Upadł na podłogę z przerażająco głośnym brzęknięciem – Panika się wzdrgnęła. „Goście idą” – pomyślała, wystraszona.

Rzeczywiście: nagle drzwi do domu Paniki rozbrzmiały się donośnym, niecierpiącym zwłoki, pukaniem… Nie chciała ich otwierać, ale wiedziała, że musi, że nie ma wyboru.

-Ktoś ty? – spytała cichutko olbrzymią, brunatną postać, sterczącą za progiem.

Postać miała długą do kostek, siną w kolorze, brodę.

-Nie poznajesz mnie? – uśmiechnęła się cynicznie, a ton miała hardy, niepokorny i złośliwy. – Widujemy się od lat, w każdy wigilijny poranek, a ty wiecznie zapominasz, z kim masz do czynienia, dlaczego i po co.

Panika nie zdążyła zaprosić gościa do środka – sam wtargnął do domu, przepychając Panikę barczystym ramieniem, jakby nie była gospodynią, jakby nie była nikim istotnym…

Pozostało Panice obserwować w osłupiałym milczeniu, jak postać panoszy się po kuchni, jak doskonale wie, gdzie stoją wszystkie naczynia i kubki, jak wstawia wodę na herbatę, jak zalewa herbatę wrzątkiem – ukrawa sobie kawał świątecznego ciasta i wygodnie rozsiada się przy stole.

-Nazywam się Niepamięć – odezwała się postać, gdy tylko się najadła i napiła.

-Czego ty chcesz ode mnie? – nie potrafiła pojąć Panika.

-Zupełnie niczego – powiedziała Niepamięć, obdarzając Panikę swym cynicznym uśmieszkiem starego, cwanego błazna. – Jestem tu tylko po to, jak co roku zresztą, żeby ci powiedzieć, że za łatwo się poddajesz.

-Co masz na myśli?

-Co roku to samo! – roześmiała się Niepamięć błaznowato, rubasznie. – Wszystkiego się boisz, a nie pamiętasz, dlaczego. Wyparłaś się marzeń, żyjesz suchym dniem dzisiejszym, niczego sobie nie życzysz, a twoje Boże Narodzenia, mimo pięknej choinki i pysznych korzennych ciast, które pieczesz, są nic niewarte i błahe, a ty nie pamiętasz, dlaczego.

-Więc pomóż mi sobie przypomnieć – załkała Panika – pomóż mi zrozumieć…

Bożonarodzeniowa opowieść 3Ale Niepamięć tylko pokręciła głową.

-To nie moje zadanie – odparła hardo. – Nic tu po mnie – podniosła się od stołu. – Dziękuję za pyszne ciasto i krzepiącą herbatę – skłoniła się z cynizmem. – Nie musisz mnie odprowadzać, świetnie znam drogę.

I odeszła Niepamięć, zostawiwszy Panikę samą w jej niczym nieuzasadnionej trwodze.

Złożyła Panika głowę na stole i płakała bezgłośnie, nie widząc przed sobą celu i nie znajdując w sobie sensu.

Płakała tak i płakała, gdy raptem uczuła delikatne muśnięcia w swoich długich włosach. Ktoś głaskał ją po głowie, a było to doznanie tak ciepłe, acz nikłe, że nieomal niezauważalne. Zlękniona, uniosła głowę i ujrzała tuż przed swoją twarzą, unoszącą się,  zdumiewającą postać natury skrzydlatej. Drobne żyjątko nie z tego świata łaskotało ją w czubek nosa długimi rzęsami, a unosiło się dzięki owalnym, pudrowym skrzydełkom. Całe było jasne, promienne niczym miniaturowe słoneczko, z urody podobne do żółtego motyla, z ludzką, śliczną twarzyczką i ustami zastygłymi w zadziwiającym grymasie: nie był to uśmiech, lecz nie był to również smutek, ni cynizm. Panika nie potrafiła sobie przypomnieć, co oznacza ten wyraz twarzy, czuła się samotna i bała się na wskroś i do granic wytrzymałości, jak miała to w zwyczaju.

-Csiii – skrzydlate żyjątko położyło Panice maleńki paluszek na ustach, który był jak dotknięcie słonecznego promyka. – Nic nie mów i o nic nie pytaj – rzekło skrzydlate żyjątko. – Ja ci wszystko wyjaśnię…

… mam na imię Odwaga. Przybyłam z dalekiego świata, by zostać z tobą na zawsze, jeśli mi pozwolisz. W przeciwnym razie, tamtych dwoje zatruje ci krew i zmąci myśli, a to przecież wigilijny poranek i na pewno byś chciała, żeby całe święta udały ci się jak najlepiej. Przybyłam, żeby ci powiedzieć, że musisz nadać sobie nowe imię, bo jeśli tego nie zrobisz, Samotność wróci i nigdy cię nie opuści, a Niepamięć codziennie będzie najadała się i napajała u ciebie do syta. W końcu urośnie do gigantycznych rozmiarów, wchłaniając w siebie wszystko, co napotka, i oplecie ci nogi w kostkach swoją niemiłosiernie długą brodą niczym kajdanami, a ty pozostaniesz bezbronna, zdana na siebie samą, i swój odwieczny, nieśmiertelny lęk…

Panika pragnęła zapytać, jak ma przeciwstawić się temu, ale bała się odezwać. Wtedy Odwaga chwyciła ją za rękę, odwróciła dłoń Paniki wnętrzem do góry, i przysiadła – zadowolona – we wnętrzu otwartej dłoni.

Bożonarodzeniowa opowieść 1-Wystarczy, jeśli będziesz tak układała ręce – rzekła, jakby słyszała zatrwożone myśli Paniki.

Panika odrobinę się uspokoiła. Oblała się wstydliwym rumieńcem, ale powoli nabierała woli do rozmowy.

-Co jeszcze mogę zrobić, by tamtych dwoje dało mi święty spokój? – zapytała pełnym głosem.

-Zaproś swoich gości – odrzekła Odwaga – kogo tylko zechcesz, zastanów się porządnie, do wigilijnej wieczerzy zostało jeszcze trochę czasu, jeszcze nic nie jest stracone.

Panika chwyciła ostrożnie, z najwyższą czułością, Odwagę za skrzydełka i ułożyła ją sobie na piersi, blisko serca. Odwaga wpięła się w sweter w tym miejscu swoimi czepnymi rączkami, jak broszka. Lśniła zresztą jak najprawdziwsza, najwytworniejsza broszka ze złota; było Panice z Odwagą wyraźnie do twarzy. Z radością przejrzała się w lusterku i odkryła, że jest całkiem ładna i promienieje. Uczesała sobie włosy starannie. Zaczęła krzątać się po domu. Dołożyła do pieca, żeby wszystkim było cieplej, nakryła do stołu, naszykowała tradycyjne dania, wydobyła korzenne ciasta, wypolerowała eleganckie sztućce… Odwaga podarowała jej w prezencie trochę szyszek prosto z lasu, żeby Panika mogła dołożyć je do pieca i żeby w domu pachniało wspaniałym, żywicznym, wilgotnym, zimowym lasem.

-Kogo by tu zaprosić? – podrapała się w skroń Panika.

Bożonarodzeniowa opowieść 2-Nie mogę ci podpowiedzieć – zachichotała Odwaga – sama musisz zadecydować.

-Ale jak mam dokonać wyboru? – spytała Panika. – Czym się kierować?

-A czy wiesz już, jak będzie brzmiało twoje nowe imię? – zaszeptała Odwaga.

-Och, byłabym zapomniała – zmartwiła się Panika…

-Bądź ostrożna – ostrzegła ją Odwaga. – Nie musisz już lękać się niczego, ale musisz być czujna, żeby tamtych dwoje nie powróciło… Oni są sprytni, potrafią się wśliznąć przez byle szczelinę.

Panika zastanowiła się dogłębnie. Wreszcie, przed samym wieczorem, podjęła decyzję i natychmiast poczuła się cudownie ze swoim wyborem.

-Chcę nazywać się Życie – obwieściła Odwadze dumnie.

Odwaga zaklaskała w rączki, ciesząc się jak dziecko. A Życie nareszcie mogło zaprosić do siebie swoich wymarzonych gości…

I tak, wkrótce – przy jednym wigilijnym stole zasiedli Mama i Tata, starzy Przyjaciele ze szkolnej ławy, a także Dziadkowie oraz Dzieci Przyjaciół, a każde z nich przyniosło ze sobą, żeby się podzielić, swoje świąteczne ozdoby i Bożonarodzeniowe opowieści. Zrobiło się bardzo gwarno i bezpiecznie.

Mama i Tata podzielili się ze współbiesiadnikami swoją Miłością, opowiedzieli przy wspólnym stole o tym, jak to było, kiedy się spotkali i zakochali. Ich Miłość oplotła całą choinkę anielskim włosiem, uczyniając ją niezwykle urodziwą i szlachetną.

Dziadkowie podzielili się swoją Mądrością i opowiedzieli o tym, jak bardzo doceniają każdą chwilę, jak bardzo radują ich każde Święta Bożego Narodzenia, ten arcy-wzruszający czas z rodziną i przyjaciółmi. Dziadziuś wydobył z futerału swoje skrzypki, zaczął grać, wszyscy nucili kolędy. Babunia ułożyła Mądrość na samym szczycie (na czubku) choinki, by okalała swoim wzrokiem cały mikro-świat, i by skrzyła się przy tym niczym srebrzysty śnieg, zachwycając wszystkich niezaprzeczalnym urokiem i wdziękiem pełnym harmonii.

Przyjaciele podzielili się swoją Lojalnością i opowiedzieli o tym, jak szalenie doceniają to, iż w prawdziwej przyjaźni trzeba też razem cieszyć się i świętować, a nie tylko towarzyszyć sobie w troskach i kłopotach. Ich Lojalność przybrała w większości kształt zimnych ogni, które obsiadły choinkę jak wesołe, dziarskie ptaki, zaś pozostała porcja Lojalności oblała ciasta korzenne ciepłym, pachnącym jak marzenie, lukrem, który wszystkim smakował.

Dzieci – jak to Dzieci – wołały, śmiały się i podskakiwały, jedząc pieczone jabłuszka z cynamonem i z rozgorączkowanymi wypiekami, rozpakowując prezenty, które niespostrzeżenie, chyłkiem, dostarczył Święty Mikołaj. Radość Dzieci poszybowała wysoko w górę, aż wylądowała rozkosznie w samym centrum nieba – w postaci Pierwszej Gwiazdki.

To było najpiękniejsze Boże Narodzenie, jakie Życie widziało i jakiego kiedykolwiek mogło doświadczyć. Życie wspomniało po cichu Samotność – z szacunkiem, a wobec Niepamięci żywiło już wyłącznie szczery niesmak. Postanowiło odtąd celebrować każdy, wspólny z bliskimi, posiłek – nie tylko świąteczny, postanowiło chwalić każdy bez wyjątku wschód słońca i zasypiać ze spokojem, gdy nastanie zmierzch, w duchu dziękując narratorowi swojej świątecznej opowieści za Odwagę, dzięki której dosłownie wszystko jest możliwe i jeszcze wszystko może być inaczej, najlepiej…

Boże Narodzenie, to absolutnie fantastyczny skarb! – uzmysłowiło sobie Życie, przytulając do serca wszystkich, których kocha.

W kominku dopalały się pachnące szyszki, szyby w oknach umalował mróz, a Życie wystawiło na podwórze chleb i wino pozostałe z wigilijnej wieczerzy, żeby jacyś zagubieni wędrowcy mogli się posilić i rozgrzać.

 

Justyna Karolak,

nader pokornie.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (2)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

2 komentarze

  1. Wesołych Świąt, radości, ciepła i Życia… 🙂

    Bardzo piękna opowieść Justyno Karolak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *