Paradoksy empatii

Świat XXI-wieczny to epoka niedorosłości intelektualnej, a także emocjonalnej. Jest to czas, w którym zarzuceni różnymi informacjami, nie mamy czasu i chęci na przemyślenia nad sobą, jak i nad naturą rzeczywistości i bytu.

Co więcej, w szkołach państwowych myślenie własne jest prawie zakazane, blokowane sankcją w postaci złych ocen, gdy uczeń udziela odpowiedzi niepasujących do klucza. Wpajanie schematów interpretacji dzieł nazywa się wedle współczesnej nowomowy „czytaniem ze zrozumieniem”, a rozumienie może być tylko jedno – mianowicie to, które uprzednio przewidział program uznający, iż tak właśnie myśleć ma i powinien uległy młody kolektyw.

Nawet zadawanie pytań jest zakazane, co wydaje się dziwne, gdyż właśnie pytania są kwintesencją edukacji, jednak tylko nauczyciel ma prawo do posiadania tej „broni”, tylko on ma prawo „przepytywać”, a nigdy student bądź uczeń. A gdy pytanie od młodego człowieka należy do puli tzw. pytań otwartych, wtedy słyszy zwykle: – Nie „filozofuj”, bo tracimy lekcję. Czyli: nie rób z siebie błazna na tle i na szkodę klasy. To wywołuje ubogość intelektualną całych pokoleń, przejawiającą się bezrefleksyjnym powtarzaniem frazesów i kierowaniem się modą, bo w czasach pustki wewnętrznej dobrze sprawdza się myślenie stereotypowe.

Nikt nigdy tych młodych ludzi nie zapytał: – A jak ty się na to zapatrujesz? I, co dużo ważniejsze, po wysłuchaniu indywidualnej, zazwyczaj sztampowej, opinii na dany temat, nikt nie wymusił na tych młodych ludziach rozpoczęcia samodzielnych badań i rozważań, dopytując ich: – Dlaczego tak twierdzisz? Podczas gdy dopiero wówczas „rozprostowują się” w człowieku szare komórki… Opinia jest tania, to uzasadnienie musiało boleć…

W XXI wieku życie przyjmujemy takie, jakim jest, czyli jakie przekazują nam komiksy, rzadziej książki. Słuchamy wielu wypowiedzi różnych gwiazd, ludzi sukcesu, a na końcu dostajemy interpretację tego, co usłyszymy, bo komentarz prowadzącego odczytywany z telepromptera suflowanego agendą dyrektorów stacji jest najważniejszy. Tak tresują społeczeństwo media.

Człowiek, który nie zbudował w trakcie swojego dojrzewania wielu samodzielnych opinii, w kluczowych kwestiach nie jest jeszcze dorosły, choć przy tym już jest „stary”. To dlatego jego dzieci często nie chcą z nim rozmawiać. To, co do nich mówi, stanowi bowiem jedynie kalkę tego, co same chcą i mogą przeczytać lub odebrać w mediach, i to bez zniekształcającej, jak i spłycającej interpretacji rodzica. Świat rodzica jest dużo głębszy niż mainstream wyłącznie wówczas, kiedy jednostki te wzbogacają własnym intelektualnym wysiłkiem skierowany do dziecka symultaniczny przekaz.

Lecz pozostawmy na boku te rozważania dotyczące umysłu, które wielu skwituje jako narzekanie, że świat jest teraz nieco głupszy niż bywał niegdyś. Niedojrzałość emocjonalna, to o wiele poważniejszy problem.

Dla wielu radość i szczęście polega na tym, że w XXI wieku w zasięgu jest dużo więcej empatii, obściskującego współczucia, współodczuwania, pełnego tolerancji zrozumienia dla perspektyw patrzenia na rzeczywistość przedstawicieli innych kultur oraz emocjonalnego utożsamiania się ze słabymi i pokrzywdzonymi, a nawet niedowartościowanymi w stosunku do tego, jak powinni żyć hipotetyczni wzorcowi ludzie – z pełnych przepychu i aspiracji czasopism z reklamami.

Jednym słowem: dość narzekania, bo świat rozwija się w kierunku odrzucenia agresji, odstawienia chemii, częstszego używania neuronów lustrzanych, czyli głębszego wczuwania się w nastroje innych, co kończy się najczęściej zatroskaniem, utyskiwaniem, kiwaniem głową, opieką, biernością, głaskaniem po główce i spływaniem łezki po twarzy.

I to jest właśnie groźba ostatecznego upadku współczesnego świata, który może wkrótce nie być już zdolny do jakiegokolwiek odkrywczego czy eksploracyjnego czynu. Nie może być dorosłym ten, kto podejmuje decyzje na podstawie tego, co odczuwają inni.

Każdy z nas ma własną emocjonalność, która wyraziście wyrasta z jaźni, nie tylko z doświadczenia, lecz również z intelektu oraz pasji poznawania świata, który jest dokładnie taki, jaki sami go współtworzymy. Rzeczywistość, która nas otacza jest wywoływana i reakcyjna, a nie stabilna, skopiowana z zewnątrz i obligatoryjna.

Odpowiedzi poszczególnych ludzi na pytanie: „co czujesz?” – są kluczowe. Każda ludzka perspektywa jest unikatowa i za nią właśnie stoi samodzielność wyrażania siebie – intelekt i mądrość to nie wszystko.

Ważna jest Twoja uczuciowość, bo w niej wyrażają się Twoje przemyślenia i doświadczenia, a nie to, co chcą byś odczuwał, bądź odczuwają inni.

Empatia jest potrzebna tylko jako probierz. Człowiek za jej pomocą może „wejść w skórę” innej osoby, poczuć się jak ona, ale nie można pozostawać w stanie współodczuwania – w trakcie wyciągania wniosków. Wymaganie natychmiastowego podejmowania decyzji w trakcie procesu „upodabniania się” do innej osoby jest często stosowanym i niezwykle skutecznym sposobem manipulacji. Co więcej, nawet gdy samodzielnie działamy pod wpływem empatii, altruistycznie odrzucając dobro własne i przyjmując perspektywę obcej osoby, sprawiamy, że działamy (będąc w trakcie empatycznego uniesienia) głównie w jej interesie, co zamazuje szerszy obraz i prowadzi do wielu niemoralnych i błędnych decyzji, z punktu widzenia szerzej rozumianego dobra ogółu. Ponadto nasza ułomna percepcja sprawia, że ta obca perspektywa jest mocno fikcyjna. A decyzje moralne trzeba podejmować, będąc jak najbliżej tej realnej części rzeczywistości, bo to na nią one rzutują. Fikcyjny świat naszych wyobrażeń nigdy nie cierpi, czasami pozostając niedotykalnym przez te najtrudniejsze fakty.

Empatia wielu pocieszyła, ale jeszcze nikomu nigdy nie pomogła, bo gdy trafimy na zdruzgotaną osobę, którą jeszcze można uratować, a która została pokonana przez los, ona potrzebuje naszej siły i zaradności, a nie kolejnej ofiary, jaką staniemy się, odczuwając dokładnie to samo, co ona.

Empatia potrafi być destrukcyjna, gdy tylko z jej wykorzystaniem oceniamy działania innych. Chwilowy dyskomfort jakiejś osoby może być dla niej dobry w dłuższej perspektywie. Dlatego utożsamianie się z cierpieniem innych i automatyzm w wyciąganiu wniosków prowadzi do potępienia wielu starań naprawczych. W wielu sytuacjach najpierw będzie komuś gorzej, a dopiero później lepiej. Ale żeby to właściwie zrozumieć, musimy odseparować się od czyichś uczuć i skupić się na uczuciach własnych. Wstyd za posiadanie własnej emocjonalnej, indywidualnej, a nawet czasami, o zgrozo, egoistycznej perspektywy, to kliniczny objaw niedojrzałości emocjonalnej, która zbiera w XXI wieku swoje ponure żniwo. To jej skutkiem są nieustannie nakręcające się spirale agresji i smutku, które z czasem wywołują niekontrolowane wybuchy, znane w XX wieku tylko w psychologii tłumów, bo wtedy jeszcze ludzie byli krwiożerczy i okrutni, ale jednego nie można im odmówić – byli dorośli.

Zrozumienie nie wymaga współdzielenia emocjonalności, czego zbyt wielu moralizatorów dyskursu publicznego zdaje się nie rozumieć, przez co potępiają oni odseparowanie od obiektu i dystans. Bezrefleksyjnie przypisują wyemancypowanym wszelkie zło, nieczułość, by na końcu życzyć im „wypadku”, czyli samodzielnego doświadczenia cierpienia, które czuje poszkodowana osoba – oto często powtarzający się schemat. Jednak samodzielna, dojrzała emocjonalnie i kierująca się własną moralnością osoba nie powinna się przejmować utyskiwaniem takich „przejrzałych dzieci”. Bo to oni muszą dorosnąć – świata nie zmienią ci, którzy myślą i czują to, co bez wyjątku wszyscy; oni go tylko zuniformizują.

Gdy nam na kimś zależy, chcemy zbudować z tym kimś wzajemne relacje opieki i zrozumienia, a nie synergii wzajemnej emocjonalności. Permanentna synchronizacja i unifikacja sprawdza się w grupie przedszkolaków, a nie wśród ludzi dorosłych. Współodczuwanie jest dobre, gdy np. czując gniew – wspólnie walczymy albo pocieszamy się wzajemnie, odczuwając ten sam żal po wspólnej stracie, ale te mechanizmy winny być epizodami, a nie normą. A to dlatego, że miano „empatia” zarezerwowane jest tylko na sytuacje wyjątkowe. Współodczuwanie radości daje nam przyjemność, lecz w XXI wieku człowiek nie powinien stać się niewolnikiem przyjemności.

Empatia – postawiona na piedestale pojęć – jest niestety nadmiernie wykorzystywana, masowo dusząc samodzielność, tak że staje się szkodliwą. Kult „utożsamienia się” oraz nieco podstarzały kult „młodości”, przeistaczając się wspólnie w pochwałę zdziecinnienia, zataczają coraz szersze kręgi, na każdym kroku potępiając niezależność, przez co kolejne porozbiorowe pokolenia pozostają nieprzerwanie skarlałe i płochliwe.

Na szczęście skutki tego są mniej opłakane niż przeciętnie można by się tego spodziewać, gdyż Polacy nie są liderami w tym chorym pędzie do empatycznej niedojrzałości. W krajach Zachodu, tych ze śmietanki pierwszego świata, którą naśladują polskie pseudoelity, jest to już trend szeroki i bogaty. W wyniku ręcznego sterowania nastrojami, społeczeństwa wielu krajów stają się stadami lemingów. Gdzie trzeba odrobiny empatii, nie okazują jej wcale – wylewając falę krytyki za źle dobrany stanik, innym razem stawiają się w roli obrońców oprawców, bo tak współodczuwają i pochylają się ku brakowi perspektyw ekonomicznych, że uzasadniają też daleko posunięty fanatyzm religijny.

Empatia w dyskusji społecznej jest niezdrowa, bo prowadzi do afektywno-kompulsywnych konfliktów w miejscach, gdzie decydować powinna kalkulacja oraz głęboko i merytorycznie uzasadniony osąd. „Postaw się w roli” to tylko wytrych erystyczny, mający skłonić do usprawiedliwienia działania innych, zapominając przy tym całkowicie o własnych przemyśleniach – odbierający prawo do wyrażenia samodzielnej i niezaburzonej czyimiś emocjami oraz pragnieniami opinii.

W warunkach estymy dla globalnych trendów, braku głębszych intelektualnych przemyśleń oraz ciągłego, kotłującego infantylnego niezdecydowania, bardzo trudno jest wykształcić klasę średnią wyznaczającą kurs historyczny z trzewi własnego doświadczenia, a nie ze ślepej imitacji tego, co zostało uznane za modne.

Jednak wcześniej czy później nadejdzie chwila, w której Polacy będą musieli wybrać przyszły kurs dla dalszych przemian. Mam nadzieję, że podejmą tę decyzję jako wolni od empatycznego zamroczenia. A co pomyślą lub poczują ci, którzy nie mają tytułu i podstaw do emocjonalnego dyktatu? To nie powinno nas za bardzo obchodzić. Nadszedł czas, by dorosnąć; chyba już dosyć lat minęło, aby móc wymagać od polskiego społeczeństwa odrobiny refleksji i wynikającego z niej samostanowienia.

Zbigniew Galar

Zbigniew Galar – logistyk i ekonomista, obecnie doktorant nauk ekonomicznych. Redaktor naczelny działu Laboratorium Tostera Pandory. Naukowiec, humanista, publicysta. Pilny badacz faktów i twórca kontrowersyjnych opinii. Poszukiwacz ściśle określonych teorii na temat nieokreślonego.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (10)
  • w porządku-niezła grzanka (5)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (1)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

7 komentarzy

  1. Artykuł, może i dobry, bardziej w kierunku przeciętnego, skierowany do wąskiego grona osób, które rozumie dany temat. Po drugie, osoby, które nie są zorientowane, mogą się poczuć urażone sposobem konstruowania zdań, bo nie wszystkie wyrazy będą rozumieć i to je zniechęci. Coś przez przypadek trafią, przeczytają parę pierwszych i pomyślą: „Jakby miał rodzinę na utrzymaniu to by tych pierdół nie wypisywał.” Poczują się również urażone wywyższaniem autora tekstu, bo niestety tak został artykuł skonstruowany: „Mądraliński jeden”. Bowiem jest w formie pouczenia, a nie nauczania. Autor chyba zapomniał, że naród prowadzi dobry pasterz. A nie każdy jest pasterzem. Ludzie są zagubieni i szukają przywódcy. Trudno im się nie dziwić, że są jacy są, żyją jak żyją, owca ufa prowadzącemu, więc dlaczego ma analizować podawaną mu „kulturę”. Niestety podciągnięcie każdego potencjalnego czytelnika pod swój poziom, wiedząc dobrze, że nie każdy taki poziom reprezentuje nie jest przejawem empatii, tylko formą egoizmu, wynikającą z bólu przeszłości i udowodniana otoczeniu, że nie jest się gorszym, co sprowadza tym samym do stwierdzenia, że nie jest się pasterzem tylko owcą w stadzie. Próba zwalenia standardu życia w Polsce na społeczeństwo też jest nieudana. Zapomnieliśmy bowiem o czymś istotnym. Stado wybiera polityków, większość stada, nie mniejszość. Wyładowywanie złości w formę demokracji, jest jaka jest, jest śmieszne. Naród jest głupi, bo nie zagłosował tak jak ja chciałem jest kolejnym dowodem egoizmu. Piszący nie potrafi zaakceptować sposobu życia innego człowieka. Jeżeli Polacy tak głosują to widocznie im tak pasuje. I dobrze wiedzą, że są inne niezależne partie, wiedzą dobrze, tylko liczą na to, że może uda im się też załapać na kolację. Drogi autorze, wcale się tak dużo nie różnisz od tego przeciętnego obywatela. Ja też. Prawda jest taka, że jakbyśmy chcieli, czy ty czy ja, tobyśmy pozakładali własne partię i dużym wysiłkiem osobistym zaczęli zmieniać Polskę na lepsze. Ale nam się nie chce. Widocznie jednak żyjemy troszkę lepiej niż przeciętna owieczka.

    • Dziękujemy za tak obszerną, analityczną opinię; doceniamy czujność Czytelnika 🙂 .

      Jednak z częścią wniosków się nie zgodzimy: uważamy, że sugestia, że artykuł jest zły dlatego, że nie każdy czytelnik jest „zorientowany” (nie każdy czytelnik artykuł zrozumie) – jest niekonstruktywna. Staramy się pisać właśnie dla czujnych Czytelników, co zwykle idzie w parze z ich wnikliwością, uważnością, bystrością… Ten artykuł nie stanowi zresztą żadnej „hermetycznej wiedzy” – dlaczego jego zrozumienie miałoby być zarezerwowane jedynie dla nielicznych?

      Przyznamy się też, że nie bardzo dostrzegamy chęć wywyższenia się autora – narracja tego artykułu jest wręcz chłodna i poprzez to dość bezosobowa. Nie ma obowiązku zgadzania się z przedstawionymi w artykule tezami, ale czy zarzut o brzydki ton dydaktyczny na pewno jest uzasadniony? Wątpimy.

      Pozdrawiamy 🙂 .

  2. Nie jestem przekonana, że współczesność cechuje nadmiar empatii. To, co wymienia się w artykule jako jej negatywne cechy nie są negatywnymi cechami samej empatii tylko kierowania się tym, co za empatię uważamy. Podam przykład: Mnóstwo serduszek, piesków i kotków i czułostkowe wpisy w mediach społecznościowych. To nie dowód empatii, tylko mody na czułostkowość – a są to zupełnie inne zjawiska. Prawdziwa empatia nie stoi w sprzeczności z rozsądkiem, ale każe zastanowić się nad zjawiskiem, które ją wywołało i zaradzić mu, o ile jest to dostępne, możliwe i rozsądne. Empatia służy do zwracania uwagi, a nie do wcielania jej podszeptów w natychmiastowe użycie. To zupełnie odrębna sprawa i inne uczucie oraz brak umiejętności odraczania uczucia nagrody za postępowanie uznane za słuszne.

    • Pani Katarzyno,

      zgadzam się z Panią – ja także jestem zdania, iż „empatia”, „czułostkowość”, a także „współczucie” i „współodczuwanie” to odrębne miana. Miło przeczytać komentarz czujnego, inteligentnego czytelnika.

      Mimo powyższego, kieruję duży plus w stronę autora tego artykułu, bo zwrócił uwagę na pewien realnie istniejący w społeczeństwie problem; pewne zaprószenie idei, czy zagubienie, a przeprowadzone w tekście wnioskowanie zachęca do włączenia się w dyskurs – gdyby tylko autor precyzyjniej rozróżnił te ww. subtelności, byłby to, wg mnie, szalenie celny artykuł, może nawet na szóstkę… Na ten moment – ja przyznaję autorowi piątkę z delikatnym minusem 🙂 .

      Pozdrawiam 🙂 .

  3. Ciekawe spostrzeżenia. Nigdy nie patrzyłem na problem empatii z tej perspektywy. Muszę ten pogląd bardziej zglebić.

    • Jako członkini redakcji Tostera chcę powiedzieć, że bardzo nam miło, że z Nowym Rokiem udało się Tosterowi znów pokazać pewien problem z nieco innej strony…

      Gdy zgłębisz ten pogląd – jeśli tylko będziesz sobie życzył i miał ochotę – zapraszamy do dyskusji; z radością i otwartością poznamy Twój pogląd i wspólnie podyskutujemy 🙂 .

      Pozdrawiam serdecznie 🙂 .

  4. Bardzo dobry tekst! Mam nadzieję, że przejmie on próżną i wsobną część dyskursu społecznego, kierując go trwale w stronę realizmu działań dot. faktycznych problemów…

    Gratuluję niepoprawnego politycznie podjęcia tematu empatii i ładnego opracowania publicystycznego – dobrze i zachęcająco napisana rzecz, brawo!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *