Pewnego razu nad mrowiskiem – felieton

Ziemia nie jest nasza – nie należy do ludzi. Na Ziemi żyje o ileż więcej mrówek niż przedstawicieli Homo sapiens. Patrząc z tego punktu widzenia, moglibyśmy nazywać Ziemię nie Ziemią, lecz Planetą Mrówek. Które, mówiąc nawiasem, podobnie do człowieka prowadzą skomplikowane i brutalne działania wojenne, biorą w jeńców inne mrówki, a potem zmuszają je i wykorzystują do ciężkiej niewolniczej pracy.

Mrówki egzystują praktycznie w każdej szerokości geograficznej. To sprytne i ponadprzeciętnie zorganizowane zwierzęta. Tworzą społeczności oparte na kastach i żyją w gniazdach zwanych mrowiskami. Ciekawe, czym na dobrą sprawę człowiek różni się od mrówki?…

Zachód, do którego my, Polska, wciąż tak usilnie tęsknimy, do którego nadal tak dążymy, aby wreszcie stać się jego prawdziwą częścią, który tak wytężenie i romantycznie gonimy – to nic innego, jak cywilizacja mrówek…

Kultura Zachodu to misternie zbudowane mrowisko, a ściślej rzecz ujmując: zbiór mrowisk. Europejskie mrowiska mają wbudowany system kastowy – nieco odmienny w zależności od danego mrowiska, ale to tylko powierzchowne, iście kosmetyczne różnice. W każdym mrowisku w Europie występują królowe oraz króle, dojący średnie i najniższe kasty. W każdym mrowisku w Europie są robotnicy i robotnice, niektóre mrowiska europejskie organizują także wyprawy wojenne do odległych lądów, a czynią to z dwóch kluczowych powodów. Pierwszym są korzyści materialne, na przykład mrówko-ropa, drugim dogłębnie zakorzenione, egotyczne przeświadczenie o swojej lepszości względem pozostałych mrówczych nacji.

Mrówki europejskie w przeszłości były nie tylko jadowite – były też niesłychanie ekspansywne. Z powodzeniem podbijały inne mrowiska i robiły z nich swoje kolonie, do dziś oddziały wojskowe mrówek europejskich – przy wsparciu wojsk mrówek amerykańskich – efektywnie inwigilują i okupują tereny na Bliskim Wschodzie, co ładnie nazywa się potocznie „stacjonowaniem”.

Najsilniejsze cechy ekspansywno-zaborcze odnotowano wśród mrówek niemieckich i rosyjskich oraz amerykańskich. Polskie mrówki w niczym nie ustępują im temperamentem wojowniczym, natomiast nigdy nie prowadziły praktyk kolonizatorskich, w przeciwieństwie do wielu mrowisk europejskich – od niemieckich i rosyjskich naliczanie poczynając, na mrówkach skandynawskich, jak również francuskich, brytyjskich, włoskich oraz hiszpańskich wieńcząc.

Polskie mrówki zawsze były wesołe, buńczuczne i romantyczne – romantyzm w ich wydaniu w historii przybierał specyficzny rys pomnikowy, jako że zwykł stawiać dobro narodu mrówczego, a wręcz narodowościowy zryw serc, wyżej od prywatnych oczekiwań. To właśnie ten uroczo zadziorny i niepowtarzalny element polskiej improwizacji czynił z nas, mrówek polskich, zdumiewający obraz mrówczej osobowości, jakże niepasujący do chłodnej, metodycznej, wycyzelowanej obyczajności wszystkich innych mrówek na świecie.

Niestety mrówkę polską długo gnębiono, trzymając pod zaborami, bezlitosną propagandą i obrzydliwą przemocą próbowano odebrać jej prawo do bycia polską mrówką oraz prawo do polskiego mrówczego języka, i tylko mrówka fińska – mogąca się pod analogiczną historią zbyt długiego życia w niewoli pod panowaniem obcych mrówek podpisać – potrafi choć trochę zrozumieć to, dlaczego mrówka polska nie zwykła uśmiechać się do obcych. To prawda, bowiem gdy polska mrówka spieszy się do pracy, mknąc przez polskie mrówcze ulice i szlaki, na jej obliczu maluje się kamienna powaga, żuwaczki zdają się zastygnięte w wyrazie suchej, niezmąconej obojętności. Ale jak już mrówka polska zaprasza kogo do swego domu, to nie ma mrówki w świecie, która by tą gościną nie została wniebowzięta!

Ciekawostką jest, że we współczesnych społecznościach mrówek europejskich – kasta robotnic to te samice, które cechują się niedorozwojem narządów rozrodczych. Bardzo ciekawe, nieprawdaż? Zrozummy to dobrze: robotnice nie składają jaj, ich jedynym przeznaczeniem i celem jest zasuwać do wytężonej roboty, bez narzekania. Robota samic ma służyć dobru mrowiska, a gdyby samica złożyła jaja, toby mogła się niepotrzebnie rozproszyć i upakować swoje siły witalne nie tam, gdzie mrowisko potrzebuje. Ciekawe, naprawdę ciekawe – nie sądzicie?

Ale jak skłonić samicę do tego, żeby dobrowolnie nie chciała się rozmnożyć? Przecież nikt nie będzie jej niczego wyrządzał – postępował wbrew jej woli czy tym bardziej okaleczał jej ciało! Otóż należy samicę przekonać, że jej biologiczność jest wtórna i recesywna w stosunku do kulturowości, i że biologię można okiełznać albo nawet zupełnie przemienić, gdyż biologia powinna pełnić rolę wyłącznie służebną wobec postulatów kulturowych.

Należy zatem samicę utwierdzić w przekonaniu, że to, czy złoży jaja, czy nie złoży, nie jest potrzebą społeczną, lecz indywidualnym, w pełni suwerennym wyborem samicy. I że składanie jaj przez samice jest anachronicznym stereotypem ograniczającym wolność osobistą samic.

Należy jej wytłumaczyć, że złożenie jaj i opiekowanie się potomstwem to wycieńczający i bolesny oraz przede wszystkim niewolący samicę proces. W tym celu – aby skutecznie do tych idei samicę przekonać – powołuje się określonych wysoko wykształconych ekspertów oraz kołczów, którzy na podstawie zawiłych badań naukowych, których przebiegu prosta samica pojąć nie jest w stanie, wydają wnioski w brzmieniu:

„Składanie jaj jest bolesne i pozbawia samicę możliwości wyboru oraz kształtowania własnej wizji życiowej, determinując jej funkcje społeczne do okrojonego i prymitywnego schematu inkubatora dla nowych mrówek, co uderza bezpośrednio w godność osobistą mrówki robotnicy i uniemożliwia jej podążanie własną drogą oraz budowanie indywidualnej ścieżki kariery. Samica ma prawo mieć mrowisku do zaproponowania więcej niż tylko jajo – jajo może złożyć dowolna samica, a być wybitną samicą robotnicą mogą jedynie wybitne jednostki bojowe, ambitnie wiedzące, czego chcą”.

Reszty dokona już ewolucja, ona to zrobi swoje: z dłuższym czasem narządy rozrodcze robotnic zanikną, bo narząd nieużywany – zanika. Pamiętajmy jednak, że w przyrodzie nic ginie, tak więc jeśli w danym miejscu pojawiają się deficyty, to w drugim muszą pojawić się nadwyżki. I pewnie właśnie dlatego w niektórych mrowiskach europejskich samice robotnice mają wprawdzie niedorozwinięte narządy rozrodcze, za to mają nadrozwinięte głowy i żuwaczki, co nadaje im bojowego wizerunku, w związku z czym często nazywa się te samice żołnierkami.

No tak, ale jeśli kasta robotnicza przestanie się rozmnażać, społeczność mrówek zestarzeje się, a następnie wyginie – i nie będzie kim rządzić, i całe mrowisko upadnie. Otóż można tej tragedii zapobiec!

Należy przywieźć inne mrówki – z innych rejonów świata, z innych mrowisk. Zaimplementuje się te inne mrówki do ustanowionych, misternie zbudowanych mrowisk europejskich. Co prawda te inne mrówki będą w rozumieniu mrówek europejskich – dzikie, ale to nie szkodzi. Powie się tym nowym mrówkom, że ich gniazda na ich dawnych ziemiach są prymitywne – że nasze europejskie gniazda są pięknie ucywilizowane i spektakularne, że jest w nich bardzo dużo miejsca i że każdy w nich może żyć, jak mu się podoba, i że nikomu niczego nie zabraknie.

Europejskie mrowiska są otwarte, tolerancyjne, pogodne, panuje w nich życzliwa atmosfera, jest dużo możliwości swobodnego rozwoju osobistego. Można być robotnikiem i pracować, jeżeli się chce. A jak się nie chce, to trudno, europejskie mrówki się szanują w swych różnicach i akceptują wzajemnie takimi, jakimi są. Mamy tu wielu robotników oraz rzecz jasna robotnic – w dawnych epokach samice nie pracowały w fabrykach, ale potem się rozwinęliśmy i zapanowało równouprawnienie. No więc mamy tu dużo robotników oraz robotnic – jak tych parę nowych dzikich mrówek nie zechce pójść do pracy, to mówi się: trudno. Mrowisko jest spore i świetnie zorganizowane, produkcja żywności oraz dystrybucja dóbr doskonale idzie, jakoś się podzielimy jedzeniem i miejscem do spania dla tych nowych mrówek. Najważniejsze, żeby zechciały tu do nas przybyć, być z nami, rozmnożyć się…

No ale te nowe mrówki nie są do końca takie dzikie, przecież one tam u siebie też miały swoją strukturę mrowisk, swoje zwyczaje, swoje normy społeczne. Mogą nie zgodzić się żyć według naszych zasad – zauważy nieśmiało jakaś mrówka europejska. Jej głosik poniesie się spontanicznym echem przez wszystkie szczeliny i korytarze wszystkich europejskich mrowisk…

Echo to – niczym drobny kijek w mrowisku – wywoła mrówczą bieganinę i żarliwe dyskusje w poszczególnych królestwach wszystkich mrowisk europejskich. Kasty robotnicze i żebracze – przejmą się, poczują się zagrożone, zrobią się nerwowe, zaczną się kłócić.

Część wyższych kast odwróci się od reszty społeczeństwa: kasty celebryckie zamkną się w swych wyizolowanych, ekskluzywnych, strzeżonych komnatach, ostatecznie odcinając od ogółu mrowiska, który to ogół na nie ciężko pracuje. Uprzywilejowane kasty wykonujące zawody publicznego zaufania mrówczego – zastrajkują. Królowie i królowe przywędrują wówczas na zamknięte zebranie do siedziby mrówek europejskich, zwanej Mrówczym Parlamentem. Przejdą przez uroczyste drzwi do reprezentacyjnego budynku Mrówczego Parlamentu, nad którymi wisi elegancka wizytówka z nazwiskiem wybitnego europejskiego mrówczego działacza – była to włoska mrówka nazwiskiem Mrówczelli. I powiedzą na przykład tak oto:

„Rąk do pracy nam nie brakuje, to prawda, ale nasze mrowiska się starzeją i niestety istnieje ryzyko, że wyginiemy. Musimy stanowczo i wspólnie przeciwstawić się temu zagrożeniu – to kwestia naszego przetrwania, a więc życia i śmierci. Musimy bezwzględnie przywieźć i przyjąć nowe mrówki z zewnątrz. Zresztą one zgodzą się na to z entuzjazmem: ich rodzime gniazda są w ruinie, mają biedę, wokół biega dużo agresywnych mrówek, ucinają innym mrówkom głowy i wieszają za nogi nad mrowiskiem. Powiemy tym ocalałym, biednym mrówkom, żeby wsiadły na dmuchane liście i przypłynęły morzem do Europy. Tam, kiedy odbierzemy je na plaży, najpierw ich mniej więcej policzymy, a następnie rozdzielimy między wszystkie nasze mrowiska. Oficjalnie powiemy naszym niskim kastom, że ratujemy od śmierci z głodu mrówcze samice i dzieci. A tym obcym mrówkom oficjalnie powiemy, że zapraszamy głównie młodych, zdrowych, rosłych samców, bo potrzebujemy nowych odnóży do pracy. A tak naprawdę potrzebujemy tych samców, żeby zapłodnili nasze robotnice żołnierki, które nie chcą się rozmnażać. Ale o tym nikomu nie powiemy. I po problemie!”.

No ale co my zrobimy, jeśli im się u nas w środku mrowisk zwyczajnie nie spodoba? – ozwała się cichuteńko tamta pojedyncza sceptyczna mrówka europejska. – Jeżeli te nowoprzybyłe inne mrówki zaczną od środka niszczyć nam mrowiska, modyfikować je na własną modłę, to wtedy co?

Wtedy im delikatnie powiemy, że nu-nu – że tak się nie robi. Że tam leży karny jeżyk i że mogą na nim posiedzieć przez godzinkę, kiedy coś przeskrobią.

No ale co my zrobimy, kiedy one, te nowe mrówki, spalą nam Luwr…

…powiemy im, że nu-nu…

…a kiedy one…

…że nu-nu. A nawet że ciuś-ciuś!

Być może my, nędznie zacofane mrówki polskie, istotnie mrówek zachodnich nigdy nie dogonimy, nigdy ich nie zrozumiemy. Może nasze polskie mrówcze szlaki wciąż będą dziurawe i kulawe…

Może coś stało nam się w głowy, coś stało nam się w serca, że nasi wyjeżdżają do obcych mrowisk, że wokół robi się pusto, szaro i ubogo… Ale przecież w przyrodzie nic się nie gubi, a wszechświat nie toleruje pustki. A więc jeśli – znowu, bo historia uwielbia się powtarzać! – obce mrówcze mocarstwa spróbują zmusić nas do zaprzestania bycia nami, polskimi mrówkami, wtedy – znowu, bo historia lubi się powtarzać… – możemy się tak jakby nieco poruszyć. A wówczas – perfekcyjnie pamiętamy to z własnej ponurej historii – najprawdopodobniej ponownie sięgniemy do naszego polskiego elementu improwizacji… Afekt, polski przedziwny romantyzm i poczucie swojej wewnętrznej wspólnoty – pomimo różnic w środku – nie raz i nie dwa ratowało nam nasz mrówczy polski oskórek.

Zapewne rzeczywiście nasze polskie mrowisko jest dziurawe, ubogie i fatalnie zorganizowane – ale to nasze polskie mrowisko jest. To nasze polskie mrowisko jest! Razem z jego niedorzecznością, romantyzmem, radością i łzami!

I może nawet rzeczywiście jesteśmy trochę głupi i w rozwoju cofnięci, ale nauczeni ponurą historią – naprawdę niecierpimy mieć nad sobą bata. Więc zanim – znowu – zaśmieją nam się w nasze skamieniałe mrówcze pyszczki, zanim spróbują narzucić i wpoić nam swoje próżniacze ideały i egoistyczne oraz osobnicze ekonomiczne cele, najpierw – bezpiecznie na świat wyglądając przez szpary w naszym niezależnym polskim mrowisku – zerkniemy, z dziwnym uczuciem na dnie dusz, na kolumnę europejskich mrówek, które opuściły swoje domy i poszły w kierunku morza…

Kończąc mrówczy felieton, zapytam się was nieśmiało: wiecie, czym de facto jest, czym może być postęp? Słyszeliście kiedy o postępie, który idzie wstecz?…

Dziś kultura Zachodu, kultura europejska reprezentowana jest przez kolumnę poruszających się w kierunku morza mrówek, które zalewa morska fala. W ten sposób mrówki idąc do przodu, cofają się. A ja chcę i wybieram być człowiekiem, nie mrówką. Nawet jeśli Ziemia jest Planetą Mrówek, nie moją.

Justyna Karolak

Justyna Karolak – powieściopisarka, publicystka, felietonistka, autorka opowiadań oraz baśni dla dorosłych i dla dzieci. Najnowszą powieść (2016) Karolak można pobrać bezpłatnie ze strony Tostera Pandory – jest to e-book (Pdf) udostępniony specjalnie jako prezent dla Czytelników. Więcej informacji o powieści i o pisarce przeczytasz, klikając link: http://tosterpandory.pl/justyna-karolak-mowa-kruka-2016-powiesc-pdf-do-pobrania-za-darmo/.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (5)
  • w porządku-niezła grzanka (3)
  • potrzebny-smaczny tost (3)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *