Piękna bajka o złym klimacie

 

1. Godzilla na Bergamutach.

Potrzebujemy od czasu do czasu się trochę nastraszyć, lubimy to i cieszymy się jak dzieci, kiedy nagle pojawia się straszek większy lub mniejszy. Póki oczywiście jesteśmy bezpieczni, siedzimy sobie wygodnie na sofie i popijając drinka, słuchamy jak telewizor nam opowiada, że może nie być dobrze, a może nawet być katastrofalnie.

Wołamy wtedy do żony, która w drugim pokoju oddaje się głębokiej lekturze najnowszych magazynów z modą – a nie mówiłem kochanie, że to wszystko kiedyś szlag trafi. Zaciągamy się głębiej drinkiem i oddajemy marzeniom, kogo, jak i w jakiej kolejności powinien ten szlag trafić. Następnego dnia, jak każdego, idziemy do pracy w głębokim przeświadczeniu, że świat schodzi na psy i że tak naprawdę dobrze by było, gdyby to się wszystko kiedyś skończyło. W pracy jak w pracy, na biurku leżą papiery, gdzie kłębią się jakieś cyfry, informacje i oświadczenia, komputer przygląda się uważnie naszym poczynaniom, a ze ściany świeci na nas z plakatu wizja pięknego, czystego, pełnego zdrowych zwierzątek i roślinek eko-raju, gdzie piękna kobieta jest ucieleśnieniem dzisiejszego Boga symulantów diety. Ze snu budzi nas szef, i znów wracamy do marzeń o katastrofie i przeświadczenia, że świat schodzi na psy.

Jeszcze do niedawna mogłeś się czuć, jak mała biedna dziewczynka, która idzie ratować swojego przemienionego brata z ramion królowej Zimy. Swoją drogą ciekawe, że ta stara bajka tak długo istnieje w naszym przekazie i zdążyła obrosnąć w tak bogatą bibliotekę popkulturowych produkcji. W każdym razie wizja nadchodzącego wielkiego chłodu była obowiązująca i nagminnie straszono nas straszliwymi kataklizmami, od których hot dog zamieniał się w loda o smaku parówki. W międzyczasie oczywiście straszyły nas zombie, wulkany i kosmici, ale globalne ochłodzenie i wielka zima była obowiązującym kanonem, czy to uszytym na miarę kataklizmu naturalnego, czy w wyniku wojny atomowej. Ale potem, kiedy minęły lata przed i po 2000 roku, kiedy wszystkie wizje wielkiej śmierci i końca świata zamieniły się w coś w rodzaju czkawki, nastąpiła zmiana klimatu. Tak, zupełnie nagle, bez żadnej zapowiedzi, w magiczny sposób, z wielkiego globalnego oziębienia, nagle wpadliśmy w wielkie globalne ocieplenie. Nagle pojawiły się liczne i bardzo zaangażowane grupy bojowników na froncie walki o czystość klimatu, a z mediów zaczęły płynąć dramatyczne wizje wielkiej klęski klimatycznej, gdzie wprawdzie w slipkach, ale za to w masce na twarzoczaszce będziemy szukać kęska żarcia w globalnym piecu, nie mówiąc o wodzie. Ci sami niezawodni dziennikarze, którzy z głęboką prawdą na twarzy mówili o zimach stulecia, teraz płaczą z bólu w wyniku globalnego ocieplenia. Taki dziennikarz czy lektor to straszna robota musi być, wyobrażacie sobie, przez piętnaście lat czytasz z kartki, że idzie wielka zima, a tu dostajesz kartkę, a na niej pisze jak wół, idzie globalne ocieplenie, no można zawału dostać albo chociaż wysypki, niechby, cholera, chociaż biegunki dostali, czego im życzę.

Pamiętacie może te filmy:

A może ten:

Albo ten:

 

2. Cud mniemany, czyli Eskimos w spódniczce z kaszy manny.

Cudu jednak nie było, a jeśli ktoś wam mówi, że zajmuje się nauką i nastąpił cud, to na pewno jest to ksiądz, ponieważ naukowcy zajmują się czymś nieco innym. I żeby nie było, że ja coś wiem o tych klimatologicznych abrakadabrach, nic nie wiem, i nic sam nie wymyśliłem, nie mam zamiaru także się na tym znać ani tym zajmować. Zmusiłem się, żeby wsadzić w to głębiej nos, bo zalatywało z lekka i nie mogłem znieść tragikomicznych wystąpień niektórych dziennikarzy, celebrytów i polityków dokonujących psychicznych samookaleczeń na tle pejzażu z umierającym światem. Znam trochę te różne środowiska i przysięgam wam, że gdyby zagrożone zostały pieniądze tych ludzi, daliby spalić lub zamrozić was wszystkich i resztę świata łącznie ze swoją rodziną. Ale ponieważ nie rozmawiamy o artystach, postanowiłem się zmartwić o moich przyjaciół, którzy zaczęli się przejmować tym medialnym bełkotem.

Cudu nie było i świat się nie skończył, jak stwierdził pewien mój znajomy, który upił się przed dwunastą 2000 roku, po wytrzeźwieniu. W taki również sposób lub bardzo podobny przechodzimy z epoki do epoki, ze stulecia lub dekady do innych czasów, nic się nie dzieje, no chyba, że jakaś wojna. Dwudziesty pierwszy wiek zaczął się od wojny religijnej, która trwa, chciałoby się powiedzieć: cud, ale zabrzmiałoby to cynicznie. Epoka wielkiej światłości, informatyki, globalnej łączności, podróży na Marsa zaczęła się wojną religijną, jak to możliwe? Przecież to nie średniowiecze. A jednak wojna jest faktem, i trwa.

W międzyczasie weszliśmy w nową epokę geologiczną i kilka zupełnie nowych, społecznych. Ale najbardziej spektakularna przemiana miała miejsce właśnie na teatrze działań klimatycznych. W potężnym cieniu wielkiego, a co tam wielkiego, globalnego ocieplenia giną jakieś tam drobne konflikty w Syrii, Iraku czy Ukrainie. To mało znaczące i nieistotne drobiazgi, które przeminą, a tymczasem mamy prawdziwy, poważny problem, w świetle którego rodzą się nowi herosi i setki zaangażowanych na śmierć i życie aktywistów gotowych przykuć się łańcuchami do kostki węgla, problem w tym, że za cholerę nie chcą przejść przez drzwiczki od piecyka węglowego.

Żeby nie było niedomówień, samo się nic nie dzieje, a za faktami medialnymi stoją konkretni ludzie, z krwi i kości, którzy w pewnym momencie wypływają ze swoimi poglądami i stają w samym centrum wydarzeń. A więc kiedy jeszcze byliśmy przekonani, że za chwilę nastąpi wielkie zmrożenie, za wizją tej małej epoki lodowcowej stał konkretny człowiek z imieniem i nazwiskiem, a nazywał się Jirzi Kukla, naprawdę, ja tego nie wymyślam. Zresztą był wielkim naukowcem.

 

George Kukla (ur. Jiří Kukla , 14 marca 1930 – 31 maja 2014 r.) Był starszym naukowcem w Obserwatorium Ziemi Lamont-Doherty na Uniwersytecie Columbia . Kukla był członkiem Czechosłowackiej Akademii Nauk przed emigracją do USA i pionierem w dziedzinie badania klimatu astronomicznego. W 1972 roku stał się centralną postacią przekonującą rząd Stanów Zjednoczonych do poważnego potraktowania zagrożeń związanych ze zmianą klimatu . Kukla i geolog, Robley Matthews z Brown University, zwołali historyczną konferencję, tematyczną: “The Present Interglacial: jak i kiedy to się skończy?” Następnie Kukla i Matthews podkreślili niebezpieczeństwa związane z globalnym chłodzeniem w magazynie Science oraz w imieniu prezydenta Richarda Nixona . Administracja Nixona szybko zareagowała na ich list, w którym opisano katastrofy, takie jak mordercze mrozy, niższa produkcja żywności i powodzie. W lutym 1973 r. Departament Stanu powołał zespół ds. Obecnego interglacjału, który doradzał dr. Kukla i Matthews, że “została przejęta przez sprawę” i wkrótce włączono wiele innych agencji rządowych.Kukla był współautorem rozdziału w książce “Natural Climate Variability on Decade to Century Time Scales” opublikowanej przez National Research Council.Kukla wierzył, że wszystkie okresy lodowcowe w historii Ziemi zaczęły się od globalnego ocieplenia (rozumianego jako wzrost średniej globalnej temperatury średniej ważonej powierzchniowo). Uważał, że ostatnie ocieplenie Ziemi jest w większości naturalne i ostatecznie doprowadzi do nowej epoki lodowcowej. 

On to sformułował tezę o okresie wielkiego, małego zlodowacenia, która była obowiązująca w środowiskach naukowych i tak naprawdę jest obowiązująca do dziś. Wszystkie, dosłownie wszystkie środowiska naukowe były głęboko przekonane, iż taka wizja jest prawdziwa i jedynie słuszna, różniły się tylko co do oceny skutków oraz zakresu trwania tego zjawiska i na tym tle prowadziły ze sobą zażarte naukowe polemiki. Kiedy pojawiła się wizja globalnego ocieplenia głoszona przez niejakiego Berta Bolina naukowca, nieśmiało bąkającego o spalaniu węgla, ropy i tych wszystkich problemach, które teraz są tak nagłaśniane, naukowcy po prostu się śmiali.

Bert Rickard Johannes Bolin  , 15 maja 1925 r. – 30 grudnia 2007 r.) był szwedzkim meteorologiem, który pełnił funkcję pierwszego przewodniczącego Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) w latach 1988-1997. był profesorem meteorologii na Uniwersytecie w Sztokholmie od 1961 r. do emerytury w 1990 r.

 

 

Wizja ta powodowała ogólną wesołość nie tylko w środowiskach naukowych, ale także artystycznych. I utopiliby biednego naukowca w tej kupie śmiechu gdyby nie… No właśnie – Gdyby Nie. Swoją drogą budzi moją refleksję to, jak pewni są głupcy co do swoich przekonań. Te wszystkie butne słowa, to głębokie naukowe przekonanie, tysiące cyferek, śliczne wykresiki i wszystko w jednym momencie rozmywa się jak bańka mydlana, i pozostaje w jej środku idiota z nadętą miną i przekonaniem, że miał rację, ale skoro wszyscy już poszli, to idzie poszukać innego przekonania, aby dopasować do niego swoją minę, bo tak bez przekonania, trochę debilnie wygląda. Ale wróćmy do naszych szwedzkich naukowców, których wszyscy mieli głęboko w nosie do momentu, kiedy pani premier Margaret Thatcher doszła do wniosku, że ma tylu górników, którzy jej nie lubią, iż musi coś z tym zrobić. Najpierw wytrzepała im spodnie, a następnie wjechała na spotkanie do klubu Królewskiego Towarzystwa Naukowego w Londynie i powiedziała do zgromadzonych tam naukowców – słyszeliście o globalnym ociepleniu, na stole leży forsa, jest wasza, jeśli to udowodnicie – nie, to nie moja interpretacja, to cytat – na stole leży forsa, jest wasza, jeśli to udowodnicie! Ale pani premier nie byłaby sobą, gdyby nie doprowadziła spraw do końca. Na jej wniosek Instytut Meteorologiczny Wielkiej Brytanii powołał pierwszą jednostkę klimatyczną, która była podstawą stworzenia komitetu międzynarodowego pod jakże wspaniałą nazwą Międzynarodowy Związek do Spraw Klimatycznych – IPCC, to oni też od przywództwem Bolina zapowiedzieli katastrofę wynikającą z globalnego ocieplenia – Dzień Dobry katastrofo.

3. Co mogłaby zobaczyć Alicja gdyby zajrzała do książki a nie do jakiegoś głupiego raportu.

Skąd się biorą chmury, takie mam pytanie, bo ja wiem, i muszę się przyznać, że było to odkrycie, które mną głęboko wstrząsnęło. Otóż przez ziemię cały czas i niezmiennie przebiega promieniowanie kosmiczne, czasem większe, czasem mniejsze, zależy to od Słońca, a w zasadzie od wiatru słonecznego. I cząsteczki tych promieni, moi drodzy, łączą się z cząsteczkami pary wodnej unoszącej się z oceanów i powstają chmurki, ale jak wieje silny wiatr od słońca, to nie powstają, bo słońce ugina promieniowanie kosmiczne. Więc los pietruszki na twojej działce zależy niestety od kosmicznej czarnej dziury, kosmicznego promieniowania i gwiazdy, jaką jest Słońce, gdyby to wiedziała twoja pietruszka? Kiedyś Słońce było bogiem, i w zasadzie nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o ten układ, w którym mamy zaszczyt przebywać, wszystko, co się w tym układzie dzieje, ma bezpośredni lub pośredni związek ze Słońcem. Ruchy planet, temperatury na nich, obecność atmosfery, nawet ich skład. Jesteśmy dziećmi Słońca, ono daje nam życie, ale także jest realnym zagrożeniem, to, co się na nim dzieje ma bezpośrednie przełożenie na nasze dzieje i losy. Miało, ma i będzie miało wpływ na całą historię Ziemi od momentu jej narodzenia jako planety, aż do momentu, kiedy się z tym Słońcem połączymy w chwili śmierci. Oczywiście nas już wtedy nie będzie, może gdzieś w kosmosie, ale na pewno nie na tej planecie. Pomysł na to, iż ocieplenia i ochłodzenia na Ziemi odbywają się niezależnie od tego, co się dzieje na Słońcu jest, jest, jest…. nie wiem, co powiedzieć, żeby nie wypaść z roli, a dać upust swoim emocjom, godny ekologów entuzjastów. Ale wiadomo, że ekolog aktywista nie zrazi się tam jakimś głupim słoneczkiem. W każdym razie naukowcy, co by o nich nie mówić, wpadli na to, że może tak być, iż Słońce jakoś jednak bierze w tym udział, i kiedy porównano wyniki badań aktywności Słońca oraz zmian klimatycznych, kurde, nie uwierzycie, okazało się, iż tak jest w istocie, co za przypadek, doprawdy, na wszelki wypadek autorzy raportów nie wspominają o tym zawstydzającym fakcie. To takie upokarzające, ale od czego jest pomysłowość, przepraszam: kreatywność, istnieją więc co najmniej cztery koncepcje na to, że Słońce ma wpływ na zmiany klimatu, ale tak naprawdę to go nie ma, i to my ludzie mamy wpływ, a głupie słońce nie. Wiecie, Słońce, to małe wesołe, uśmiechnięte żółte kółeczko z dziecięcych rysunków twojej córki, jak coś takiego może zagrozić pozycji człowieka i jego wpływowi na losy Ziemi, losy na straży, których stoi heros, eko-aktywista. Jak brzmi w cieniu tego herosa informacja, że zwierzęta i bakterie produkują 150 giga-ton CO2 rocznie, a człowiek tylko 6,5, i że jeszcze więcej produkują gnijące rośliny i liście, trochę więcej niż człowiek produkują wulkany, ale najwięcej i to przytłaczającą ilość, oceany. Zdaje się, iż jest to kwestia skali i wyobrażeń, skala jest taka, że żeby podniósł się poziom oceanu, trzeba tak około tysiąca lat, ale żeby wkurzyć człowieka – wystarczy, żeby sobie wyobraził, że to możliwe, tak jak uczestników wyprawy na biegun. Dzielna grupa eko-aktywistów zaopatrzona w równie dzielną grupę eko-dziennikarzy ruszyła na rosyjskim statku naukowym Akademik Jakiś Tam w lody Antarktyki, aby dokumentować, jak roztapiają się jej lody i jak tam jest już strasznie cieplutko, cholera, utknęli, kto by pomyślał, w lodzie utknęli. Więc na pomoc popłynął im chiński lodołamacz Zimny Smok, czy coś takiego, i nie uwierzycie, utknął, w lodzie utknął. W końcu jakoś ich ściągnęli z powrotem helikopterami, i co powiedzieli na to eko-naukowcy? Otóż ocean jest słony i lód się źle roztapia w słonym – genialne, czyż nie? Naukowcy, którzy stale się zajmują tymi obszarami, twierdzą, że roztapianie się lodów i ich narastanie to stały, cykliczny proces, oraz że nie zaobserwowali jakichś szczególnych zakłóceń w tych procesach w strefie arktycznej, ale kto by im tam wierzył, w końcu już Titanic się przekonał, że góry lodowe są złe. Żeby jednak mieć właściwy obraz skali, o której tu mówimy, to trzeba wiedzieć, że 90% wszystkich gazów cieplarnianych stanowi para wodna, natomiast CO2 stanowi zaledwie 0,0054%, tak – dwutlenek węgla jako gaz cieplarniany zajmuje zaledwie pięćdziesiąt cztery tysięczne procenta wszystkich gazów cieplarnianych, a ułamek tego to nasza zasługa. Jako demiurg człowiek musi jeszcze trochę popracować. Wzrost temperatury nastąpił w połowie XIX wieku, kiedy rozwój przemysłowy miał nikłe znaczenie, a kiedy nastąpił znaczny jego przyrost o 0,5 stopnia Celsjusza jeszcze przed rokiem 1940 – takie rzeczy jak przemysł samochodowy i przemysł lotniczy dopiero powstawały w sensie globalnym, natomiast kiedy po wojnie nastąpił totalny boom gospodarczy, a produkcja przemysłowa wzrastała do ogromnych rozmiarów, aby zaspokoić wzrastające potrzeby konsumpcyjne społeczeństw, temperatura spadała do lat 70., kiedy nastąpiła recesja, wtedy zaczęła nagle rosnąć, chciałbym, żeby to wybrzmiało: poziom dwutlenku węgla stale wzrastał, a temperatura spadała od 1940 do 1975 r., natomiast po recesji, kiedy produkcja gwałtownie spadła, temperatura wzrosła – śmieszne, prawda, przyroda potrafi być nieodpowiedzialna. Albo taka temperatura na ziemi i troposferze te pierwsze 10 – 12 km nad ziemią, eko-naukowcy twierdzą, że powinno tam być znacznie cieplej niż na ziemi, bo nie dość, że podgrzewa ją słońce, to jeszcze ciepło odbija się od ziemi i też tam grzeje równo, no tak, ale badania przeprowadzone za pomocą satelitów z kosmosu i balonów z ziemi za cholerę tego nie potwierdzają, dalej jest na powierzchni cieplej niż w atmosferze, ale teoria globalnego ocieplenia się nie może mylić – co tam mogą wiedzieć głupie balony.

Kontrowersje wokół kija hokejowego

A tu podaje za Wikipedią informacje o pewnym kluczowym dla zagadnienia wykresie – zwanym wykresem kija hokejowego, bo miło jak w tekście się znajdzie jakiś wykres, no to macie:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Kontrowersja_kija_hokejowego

Inny przejaw nieodpowiedzialności przyrody i braku jej chęci współpracy z ekologami możemy stwierdzić poprzez wielki program pod nazwą Argo, bada on temperaturę wody oceanów za pomocą sond, są ich setki i na wszystkich oceanach nieprzerwanie zanurzają się na mile w oceanie i wypływają na wierzch, wysyłając raporty do stacji kosmicznych; macie pojęcie, ile to musiało kosztować, ale niestety nie stwierdzono, aby oceany rozpoczęły proces zatrzymywania ciepła w wodzie – głupie oceany. Owszem podczas badania próbek powietrza zamkniętych w lodzie pod powierzchnią Antarktydy w wiecznej zmarzlinie odkryto, że rzeczywiście istnieje korelacja między globalnym ociepleniem a zawartością dwutlenku węgla w atmosferze, i wygląda to tak, że wzrost ilości dwutlenku węgla następuje, ale po wzroście temperatury, a różnica pomiędzy czasem wzrostu temperatury a wzrostem CO2 wynosi tak w przybliżeniu 800 lat, głupie bąbelki. A w ogóle to populacja białych niedźwiedzi wzrosła dwukrotnie, niewdzięczne niedźwiedzie, nawet nie wiedzą, że mają zdychać, poczekajcie – niech tylko się za was weźmie Greenpeace, zaraz wam przejdzie ochota do życia.

A tu wypowiedź byłego współzałożyciela Greenpeace:

4. Ale, o co chodzi? Rozważania smoka nad kupą gnoju. 

Kiedy wychodził pierwszy raport IPCC, jako agendy ONZ, w 1998 roku, 12 czerwca do Wall Street Journal wpłynął list otwarty profesora Fredericka Seitza, w którym on w imieniu jeszcze kilku naukowców odcinał się od tego raportu oraz zarzucał mu cenzurę, ponieważ z treści raportu usunięto 15 rozdziałów zawierających stwierdzenia typu – żadne z przedstawionych faktów oraz badań nie wskazują na to, iż podniesienie się temperatury wynika z ilości gazów cieplarnianych, żadne badania nie potwierdzają ani w całości ani w swej części, iż obserwowane zmiany zostały wywołane przez człowieka (głupi profesor). IPCC nie wyparło się tego, ale stwierdziło, iż wprowadzono zmiany na wyraźne życzenie niektórych rządów oraz poszczególnych naukowców. Taaak jakby to powiedzieć, cały ten raport to ten rodzaj prawdy, jaki występuje tuż po – tyz prowdzie. Ale skoro już te raporty wychodzą, to muszą coś udowadniać, no więc udowadniają wzrost zagrożenia, a wzrost stale wzrasta, bo przecież nie może maleć, co by to za wzrost był, mamy też śliczny wykres w kształcie kija hokejowego, którym tak entuzjastycznie posługiwał się laureat nagrody Nobla niejaki Al Gore wiceprezydent Stanów Zjednoczonych w swojej kampanii wyborczej. Na tym wykresie wyraźnie widać, że wzrasta przecież. Tymczasem póki Al tylko kłamał, wszystko było O.K., ale jak najpierw powiedział, że poziom oceanów wzrośnie o dwa metry, a potem postawił swoją willę na plaży 10 metrów od oceanu, nie wytrzymali kongresmeni i przesłuchali go dokładnie, co zakończyło się klęską kompletną Gore’a, do tego Angole wytoczyli mu proces w związku z jego ekologicznym filmem pod znaczącym tytułem “Niewygodna prawda” i dostał wyrok, okazało się, że w jego przypadku prawda była rzeczywiście niewygodna.

Przesłuchanie Gore’a:

Mniejsza jednak o niego, na umowę o walce z globalnym ociepleniem wypięły się USA, Chiny, Brazylia, Rosja i Indie, czyli największe gospodarki świata. Niemcy w klasyczny dla siebie sposób są gorącym orędownikiem walki z globalnym ociepleniem, jednocześnie będąc największym dostarczycielem CO2 w Europie, mają to w nosie Emiraty i Turcja i Włochy, ale za to najgorętszym ich zwolennikiem jest Norwegia i Islandia, no to naprawdę wzruszające, cała Norwegia i cała Islandia, doprawdy, pewnie dlatego, że mają ogrzewanie za darmo z ciepłych źródeł. Ale o co chodzi? No przecież wiecie, nie udawajcie, że nie wiecie – wiecie, prawda? Za administracji Buscha tego, który właśnie umarł, budżet roczny na ekologiczne tematy wynosił 170 mln dolarów, następna administracja wydawała już 2 mld dolarów, a następna 10 mld $, robi wrażenie, prawda. Ale to jest nic, mówię wam, tak naprawdę walczymy o 1% dochodu narodowego, czyli 750 mld $. Unia Europejska wydała na walkę z globalnym ociepleniem w zeszłym roku 2 bln euro. Jest o co walczyć – prawda. Przy takich kwotach rozum traci panowanie nad sobą i zamiast pisać przyzwoitą bajkę dla dzieci o żywocie starych dostojnych krasnoludków, piszesz bajkę o ich walce z globalnym ociepleniem i wtedy może się i tobie jakaś dotacyjka wydarzy, kogo obchodzą krasnoludki albo smoki. A dokąd to zmierza, no wizja jest taka, a przynajmniej tak ją zapisano w aktach przygotowanych na ogólnoświatowy zjazd zwolenników walki z globalnym ociepleniem w Paryżu, że każdy kraj na świecie da ten jeden procent ze swojego budżetu i utworzymy taką radę naczelną do spraw walki z tym ociepleniem i ta rada w imieniu nas wszystkich będzie tę kasę dzielić, wyobrażacie sobie, o jakich pieniądzach mówimy, i jaką siłę będzie miała taka rada. Ale głównym celem finansowym tejże rady będzie sfinansowanie nierówności wynikającej z udziału w emisji CO2 do tej pory krajom, które ze względu na swoje położenie ekonomiczne nie miały tak wielkiego wkładu w zatruwanie świata jak powiedzmy stara Europa, czyli tzw. krajom rozwijającym się. No, ale przecież nie da im się tej kasy, żeby się rozwinęły, tylko żeby utrzymać poziom emisji gazu, a to znaczy, że żadnego rozwoju nie będzie. Więc dalej będą w tych spódniczkach z dzidami biegali po sawannie. Ja wiem, ja rasista jestem i głupi do tego, przecież damy im technologię ultra super ekstra nowoczesną, dostaną po panelu słonecznym, więc będą mogli mieć cały dzień czynną lodówkę, a w nocy wyłączą lodówkę i będą mieć światło albo nawet radio, a co! Do pociągu dołączymy po wielkim maszcie ze śmigłem i będzie pociąg elektryczny, fajne? A fabryki i praca? No przecież to nie jest tak, że główne ośrodki przemysłowe nagle przestaną produkować – prawda? A wszystkiego mieć nie można, no bez przesady, w końcu walczymy o przyszłość naszych dzieci, no naszych, mówię przecież, a nie waszych, kogo obchodzą krasnoludki.

5. A teraz trochę powagi – jak powiedział kat, ostrząc topór. 

Bogatych stać na ekologiczną wrażliwość, na zaaferowane na pół gołe panienki przypinające swą pierś do drzewa w akcie jakże ekscytującej dendrofilii. Bogatych stać na fanaberie dotyczące pożywienia i hiper, super ekscytujących suplementów diety, doprowadzające do ekstazy zielonojadów. Bogatych stać na wiele, ale przede wszystkim mają wybór i stąd ich jakże wysoka wrażliwość eko-społeczna, jeśli nie masz wyboru, zabijesz ostatniego ptaka rzadkiego gatunku na ziemi, żeby nakarmić dziecko, taka jest prawda. Dwa miliardy ludzi na ziemi nie ma dostępu do elektryczności, wyobrażasz sobie, jakie to życie bez prądu, umiesz to sobie wyobrazić? Nie, to nie chodzi o dwudniową awarię ani o to, że ci telewizor wysiadł. To chodzi o realną codzienność, w której palisz drewnem w dołku pod ścianą, nie masz ubikacji, a jedzenie się zużywa natychmiast albo suszy lub wędzi, gdzie wszystko jest ciepłe i mętn,e a insektów z ziemi nie zbierzesz super-odkurzaczem. Czy umiecie sobie wyobrazić, że kobieta dostaje okresu i żyje w tropikach, bez podpasek, prysznica, wanny lub nawet bieżącej wody, czy umiecie to sobie wyobrazić? Moja biedna mała eko-aktywistko, umarłabyś na krwawą dyzenterię już po dwu tygodniach życia w tych warunkach, ale przynajmniej miałabyś świetne towarzystwo swego duchowego patrona.

Jest coś takiego jak zasada ostrożności, która każe każdą technologię poddać krytyce, nie oceniając jej zalet, dzięki temu na przykład tak długo krytykowano i walczono z DDT, aż w końcu wycofano ten środek z użycia. Środek, dzięki któremu śmiertelność na malarię wśród dzieci w Afryce z 20 mln zmalała do 50 000. Ale po zakazie w ciągu dwu lat wzrosła do 1 000 000. Aby nie dopuścić do hekatomby WHO zniosło zakaz 15 IX 2006 roku. Ciekaw jestem, gdzie są ci wrażliwi ludzie, którzy doprowadzili do zakazu, czy czują się wystarczająco komfortowo, by żyć dalej, czy może pracują nad nowym, jakże wydajnym sposobem uśmiercania innych dzieci. Ci wrażliwcy doprowadzili do przekształcenia 1/3 upraw, które kierowano do potrzebujących w klęsce głodu, na uprawę biopaliwa, którego nikt tak naprawdę nie potrzebuje, ale pięknie się prezentuje jako projekt, w rezultacie ceny żywności się podwoiły i ludzi, którzy z głodu jedli placki z błota i oleju po trzy centy za placek nie było już stać nawet na te placki. Ciekawe, czy w skurczach głodowych dociera do ich świadomości, że to dla ich dobra i w trosce o ich przyszłość. Dlatego kiedy myślę o tym, ile pieniędzy zostanie ukradzionych, wykorzystanych bezmyślnie i zaprzepaszczonych w programie ratowania ziemi przed globalnym ociepleniem, które za piętnaście lat stanie się zapomnianą bzdurą, to mi szkoda, tych, którzy będą musieli umrzeć w imię ambicji tych, którzy chcą i mogą żyć w luksusie, oby nie cierpieli za bardzo.

Nie chce mi się opisywać więcej absurdów, w ogóle odechciało mi się pisać o tym wielkim chłamie pseudonaukowości i pseudowrażliwości, ekolodzy aktywiści – nie wierzę wam, jesteście przekleństwem naszych czasów, zbezcześcicie naszą piękną planetę swoją wyuzdaną wrażliwością oraz zachłannością.

Leonard Jaszczuk

Podaję Państwu jeden z wielu filmów, jakie można znaleźć na ten temat, jest ich dużo, ale w tym występuje cała elita naukowców, więc zapraszam do obejrzenia:

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (4)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *