Pink Floyd – Wish You Were Here (1975), recenzja płyty

Płyty, które znam i kocham

Pink Floyd – Wish You Were Here

Pink Floyd – zespół, który w swym składzie nigdy nie posiadał wirtuozów, a skutecznie bawił klimatem. A przecież muzykę do słuchania dobieramy intuicyjnie, właśnie ze względu na nastrój płyty.

LP „Wish You Were Here” wyrażać miał przede wszystkim tęsknotę, obecną na płycie od pierwszej do ostatniej sekundy. I tak oto…

w kolejności – rozpoczynający, piękny „Shine On You Crazy Diamond” (Part I) wprowadza w bardzo plastyczny sposób w Nr 2 strony A, czyli „Welcome to the Machine”, gdzie obok gitar, świetną bazę stanowią klawisze Write’a, który w połączeniu z naprawdę niskimi częstotliwościami w rejestrze dolnym, wręcz unosi słuchaczy…

Pink Floyd – Wish You Were Here 1

i pora na stronę B:

Have a Cigar” – niestety, brzmi średnio. Ale zaraz potem tytułowy „Wish You Were Here”, który właśnie dzięki swej prostocie, a nigdy – pomimo niej, potrafi porwać w przepiękne krajobrazy, gdzie pogoda zawsze jest dobra. I najmocniejszy ze względu na nastrój „Shine On You Crazy Diamond” (Part II) – to najbardziej progresywny kawał placka z całego LP. Znakomita kooperacja wszystkich muzyków. Jasne, selektywne linie melodyczne. I ten klimat, od jakiego zaczęliśmy – mniam.

Pink Floyd – Wish You Were Here 2

Sumując: każda z płyt Pink Floyd miała inny, odrębny nastrój i zgodnie z indywidualnymi preferencjami, każdy może więcej lub mniej cenić dany tytuł (a jest w czym wybierać). Po drugie, większość ludzi, z którymi łączy mnie muzyka (a nie urodziłem się wczoraj), uznaje LP „Wish You Were Here” za najbardziej uroczy z całej dyskografii Pink Floyd.

I jeszcze jedno – sami członkowie grupy przyznają, że to właśnie „Wish You Were Here” słuchają po prostu dla przyjemności…

No, to jak? Posłuchamy?…

Smacznego!

KAR

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (4)
  • w porządku-niezła grzanka (5)
  • potrzebny-smaczny tost (4)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

4 komentarze

  1. Gdy dobiegam pięćdziesiątki, ten kawałek „objawionej muzyki młodości” staje się dla mnie mniej niż kiedyś abstrakcyjny. Jakby dobrze, swobodnie wykonany. Widać jak na dłoni, że człowiek robił tę niesamowitą muzykę, a nie jakieś tajemnicze, nowe elektroakustyczne urządzenia, jak kiedyś myśłalem.

    • Podzielam Pańskie odczucia na ten temat…

      Ale dla mnie ten kawałek nigdy nie był „abstrakcyjny” – zawsze czułam w nim człowieka, realizm; i kiedy miałam 20 lat, i kiedy mam 35…

      Myślę, że w sztuce współczesnej i nowoczesnej – w muzyce i innych dziedzinach – nieustająco możemy znaleźć prawdziwe objawienia telentów i wrażliwości. A zupełnie osobną kwestią jest, że mass media ich nie promują – i pewnie stąd wrażenie, że takie dzieła nie powstają, i że powszechnie produkuje się jedynie sam plastyk, a nie artyzm.

      Pozdrawiam 🙂 .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *