Pokolenie trzydziestolatków ściga się z czasem

Pokolenie trzydziestolatków ściga się z czasem2

Natura czasu nie jest banalna. Czas nie płynie w sposób jednostajny, równy. Jego kroki nie przypominają brzmienia metronomu.

Do osiemnastego roku życia prędkość płynięcia czasu wydaje się zbyt powolna. Wielu rzeczy człowiek nie może się doczekać. Najchętniej własnoręcznie popchnąłby wskazówki zegara, żeby cały świat przyspieszył, żeby pootwierały się różne drzwi.

W interwale od osiemnastki do trzydziestki czas cudownie się zatrzymuje. Aż jakby znika. Człowiek raptem przestaje się intensywnie zmieniać, więc sądzi, że kim się stał, takim pozostanie na zawsze. Już nie myśli o czasie. Dla niego, nieomal z dnia na dzień, czas wyjechał na wakacje i jest szczęśliwie nieosiągalny.

Ale po przekroczeniu magicznego progu lat trzydziestu, nagle czas wraca z wcześniejszej niezapowiedzianej podróży. I mało, że wraca, to na domiar złego od progu nadzwyczajnie przyspiesza, nie pytając człowieka o zdanie.

Nagle człowiek odkrywa, że na coraz mniej rzeczy – ma czas. Zapasy czasowe się wyczerpują i pozostaje ścigać się z czasem, bez pewności, kto ów wyścig wygra, ja czy czas?

Otwiera się taki etap życia, w którym chciałoby się czas chociaż na chwilę zatrzymać. Chciałoby się wykupić czasowi pobyt w wygodnym hotelu, daleko od siebie. Chciałoby się wysłać czas na wakacje, w nową podróż. Żeby zyskać nieco przestrzeni, wolnej, swobodnej, na suwerenne zastanowienie. Nad sobą. Nad tym, dokąd doszedłem, gdzie przebywam i jak daleko zamierzam iść dalej – później, kiedy już czas z wakacji powróci, co będzie nieuniknione.

Chciałoby się usiąść nad brzegiem rzeki i napić taniego wina, i bez zamartwiania o czas, który ucieka między palcami, ponapawać się otaczającym bezruchem. Odpocząć by się chciało, przysiadując sobie beztrosko na krawędzi prywatnych myśli. Lecz na ogół to niemożliwe, bo goni czas.

Goni czas – stale przyspiesza i goni. Który trzydziestolatek nie ściga się z czasem, ten kłamczuch.

Bo trzydziestolatek chciałby już wiedzieć cokolwiek o czymkolwiek – wiedzieć na pewno. Chciałby znaleźć się w miejscu, w którym ze spokojem może okrzepnąć. Z którym nie musi się siłować. Chciałby w tym miejscu zajmować się sprawami, o których wcześniej się uczył, o których czytał, o których posiadł pewną porcję wiedzy. Chciałby realnie wykorzystywać zdobyte wcześniej informacje i różne drobne doświadczenia. Chciałby rozwijać swoje zdolności i czuć się ustanowiony i potrzebny.

Bo trzydziestolatek źle czuje się w miejscu, które jest jałowe. Które nie prognozuje szerszych perspektyw na przyszłość. W którym – jak się okazuje wraz z gwałtownie przyspieszonym czasem – trzeba dopiero coś rozpocząć, podjąć coś nowego, inne idee wcielać w życie, bo wszystkie kapitalne pomysły, które się miało w wieku lat dwudziestu, już się wypaliły, niczym nie zaowocowały, skończyły, i nie ma. Dlatego trzeba szukać świeżego wiatru w polu i od nowa się z nim zmagać. Od samego początku, od zera startować. Który to start tym trudniejszy, że teraz, od trzydziestych urodzin czas stale przyspiesza i z premedytacją, złośliwie zostawia człowieka z tyłu, podczas gdy jeszcze dziesięć lat wstecz, wcale go nie było (znikł z bieżącego nurtu, był na wakacjach).

Ja nie wiem, czy tak toczyło się zawsze, czy też opisywany stan rzeczy jest domeną tylko tych, obecnych czasów. Wiem za to, że współcześni trzydziestolatkowie mają pod górkę. Nic więc dziwnego, że nie mogą za biegnącym za szybko czasem nadążyć.

Chyba zmieniły się okoliczności przyrody. Granica wieku, w którym coś należałoby ułożyć, zbudować, uczynić, poszła w górę. Dlatego my, dzisiejsi trzydziestolatkowie, dłużej od naszych rodziców i dziadków byliśmy dziećmi. Dlatego na trzydzieste urodziny najczęściej budzimy się z przestrachem, jak sieroty. Nagle zostajemy sami. Z naszym wysokim wykształceniem, z pewnym doświadczeniem zawodowym, często korporacyjnym, już zmęczeni, a jeszcze nieułożeni. Z doświadczeniem zawodowym, które nic nam nie dało i które donikąd nie zaprowadziło. Pomieszkujący albo wciąż u rodziców, albo w nędznych, wynajmowanych kawalerkach. Bo nie stać nas na własne mieszkania. A najszczęśliwsi z nas są ci, którzy wkraczają w dojrzałe życie z niemal dożywotnim obciążeniem kredytowym, z czasem coraz silniej zmieleni przez wspaniałe korporacje, z których już uciec się nie zdecydują, bo kredyt, bo strach, bo ryzyko, że „skończy się bez dachu nad głową”. I nie widać perspektyw na lepsze kariery. I pieniędzy brakuje, i czasu. I nie widać perspektyw na założenie rodziny. I nie chce nam się rodzin zakładać, bo tkwimy w marazmie. W smutnym kraju, w rzeczywistości, która nas jedynie łudzi i za nosy wodzi. Która obiecuje, ale nie dotrzymuje. Która razi i przytłacza. W której nie ma dla nas miejsca. W której nie wiemy, co ze sobą począć. Jesteśmy jak duże, raptownie osierocone dzieci.

Poniżeni śmieciowymi umowami. Skazani na iście wietrzną egzystencję freelancerską, na umowy o dzieło, na brak socjalnych pakietów, na godne ubezpieczenie zdrowotne, okradani przez Króla ZUSa I, ciężko harujący, gdy już uda się jakąkolwiek robotę chwycić, na emerytury aktualnych starców, sami skazani przez zimny systemowy reżim do niedoczekania się na swoją emeryturę w przyszłości.

A potem nie ustępujemy staruszkom miejsca w tramwajach. I wcale dlatego, że źle nas wychowano, tylko dlatego, że siły zwyczajnie nie mamy.

Młodzi jesteśmy, a siły nie mamy. To nasłuchamy się od starszych pokoleń, jaka ta współczesna młodzież głupia i bez sensu. Jak to w d… nam się poprzewracało od tego całego demokratycznego dobrobytu. Tak – od dobrobytu. Demokratycznego?!

Przychodzi nam toteż do głowy, żeby na trzydzieste urodziny z wizytą do lasu, w dzicz się wybrać. Żeby poszukać dalekiej rzeki, usiąść nad brzegiem rzeki i napić się taniego wina. Żeby się zapytać wiatru w polu i liści wokół szumiących, co ze sobą począć. Gdzie szukać spełnienia w tym kraju, którego nie chce nam się opuszczać – bo to nasz kraj jest, i nie wszyscy pragniemy zeń emigrować. I nie powinno się nas do żadnej emigracji niesprzyjającymi warunkami w kraju przymuszać!

I kiedy już tak siądziemy sobie i porozmyślamy, poczucie realności odpływa od nas jak przykrótki, płytki sen. I już nam się naprawdę nie chce z nikim, z niczym ścigać. I przestaje nam zależeć. I nie chce nam się przejmować, że mamy już – dopiero? – lat trzydzieści, a ciągle niczego o niczym nie wiemy. Ani dokąd się udać, ani co sądzić. To wszystko stopniowo przestaje mieć znaczenie, bo jeżeli życie w Polsce czegoś dotychczas nas nauczyło, to tego, że nawet, gdy zakasujemy rękawy i zęby zaciskamy, to efekt naszych starań i tak jest taki, jak gdyby go nie było. Bo nawet kiedy niemiłosiernie się staramy – być gdziekolwiek i czynić coś pożytecznego, to wszystko wymyka nam się z rąk, przecieka przez palce w dziwacznym wyścigu z czasem, od pierwszego do pierwszego.

Dlatego jesteśmy już zmęczeni. Ciągle zawieszeni w bezruchu między dwoma światami – światem dzieci, które w siebie wierzyły, a światem ludzi dorosłych, w jakim wszystkie wątki, o jakie walczymy, z góry uznać możemy za przegrane.

Zawieszeni w bezruchu, w marazmie, mimo że dla nas czas zdążył już przyspieszyć. Mimo że ciągle straszliwie się ścigamy. Mamy – dopiero! – trzydzieści lat, a już jesteśmy zmęczeni. Znużeni krajem, którego nie mamy ochoty opuszczać, bo to nasz kraj jest. Bo to my powinniśmy móc go budować. Szczęśliwie pracować, zakładać rodziny, wychowywać dzieci…

Ale my nie chcemy mieć dzieci. Bo za bardzo się boimy.

Zostaje usiąść nad brzegiem rzeki i wznieść ponury toast. I na skrzydłach chwilowego relaksu wznieść się nad światem. I odfrunąć „prosto w szczelinę ułudy”.

I po drodze zapytać się wiatru w polu, co dalej czynić, dokąd pójść i kim zostać.

Bo kto nam odpowie na te pytania? Sfera rządząca? Pośrednik pracy w urzędzie dla bezrobotnych? No, kto?

Chyba wiatr. Lub co najwyżej szum w głowie po tanim winie, bo właśnie na takie nas stać.

 Justyna Karolak.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (2)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *