Pokot (2017) – recenzja. Dlaczego Ikar był nieszczęśliwy?

Nie mam nic przeciwko motywom antyklerykalnym w kinie, ale aby potrafić je ciekawie i mądrze zbudować i przedstawić, trzeba mieć umysł i talent Felliniego (Rzym), czyli trzeba być geniuszem. Tymczasem Pokot to film znakomity pod względem operatorskim – mistrzowskie zdjęcia, wspaniała praca kamery – i niestety fatalny pod względem treści: niemoralny, nieetyczny, a dodatkowo silnie zamoczony politycznie.

Interesująca, bardzo dobra kreacja aktorska Agnieszki Mandat. Pozostali aktorzy także nie zawiedli – świetny Wiktor Zborowski i zacny Andrzej Grabowski, zdolny Jakub Gierszał, a nawet Borys Szyc wypadł wyjątkowo niedrażniąco. I piękne zdjęcia (wielkie gratulacje dla Jolanty Dylewskiej i Rafała Paradowskiego) – podkreślę raz jeszcze. I dobra muzyka (równie wielkie gratulacje dla Antoniego Komasy-Łazarkiewicza). I na tym wymienianie zalet Pokotu czas zakończyć.

Z wad technicznych wymienię beznadziejne udźwiękowienie, nad jakim systematycznie ubolewam, oglądając polskie kino – nie inaczej było na seansie Pokotu, a że w kinie nie ma funkcji przewijania i danego dialogu nie da się wysłuchać raz jeszcze, tym większe rozczarowanie. Z wad estetycznych wymienię wielość zaprezentowanych konwencji, czyli chaotyczny zlepek różnych konceptów i ilustracji, spośród których twarda ręka pani reżyser jednak nie była w stanie wyłowić konwencji wiodącej. Domyślam się, że ten swoisty patchwork mógł być świadomym zamysłem reżyserskim – który artysta nie chciałby być wielki, który nie pragnąłby umieć z biegłością cudownego wirtuoza poruszać się po wszystkich nutach świata, który nie marzyłby o tym, by w uprawianej przez siebie dziedzinie sztuki być człowiekiem orkiestrą? Rozumiem tę artystyczną tęsknotę Agnieszki Holland, szanuję jej pierwotny zamysł patchworkowy. Problem polega na tym, że ten zamysł się nie powiódł. Zamiast kompletnego obrazu skomponowanego z wielu różnych barw i cieni, powstał obraz nieprzyjemnie splątany, kolący, niezdyscyplinowany, pozbawiony estetycznej spójności. Po reżyserze o tak bogatym doświadczeniu spodziewałabym się dużo lepszego wyczucia balansu między konwencjami. Ale to jeszcze nie są zarzuty ani wobec Agnieszki Holland, ani wobec dzieła, jakim jest Pokot, bo film sam w sobie – pod względem wizualnym wyśmienity, a pod względem fabularnym podany oryginalnie czy przewrotnie – nie zasługuje na dosadną krytykę. A zamysły estetyczne i artystyczne tęsknoty, jak to tęsknoty – czasem udaje się je dogonić, uchwycić, wyrazić, a czasem wręcz przeciwnie. W tym wypadku te tęsknoty umknęły Agnieszce Holland, ale doceniam jej starania i wcale nie poczytuję ich jako porażkę.

Tym, co rzeczywiście zarzucam Pokotowi, jest niemoralna, nieetyczna i silnie zamoczona politycznie treść…

Spotkałam się z wieloma pozytywnymi opiniami urzeczonych Pokotem widzów, z których część wysunęła fascynującą tezę, iż film artystyczny powinien być rozliczany wyłącznie z walorów artystycznych, a nie z przekonań politycznych reżysera. Swoją krytykę właściwą Pokotu rozpocznę właśnie od odniesienia się do tej tezy. Otóż prywatne poglądy polityczne Agnieszki Holland nie interesują mnie w najmniejszym stopniu, bo istotnie – interesuje mnie dzieło filmowe, które popełniła. Ale film, który wyraźnie aspiruje do tego, by zostać uznanym za ważny głos w debacie społecznej, nie powinien być oceniany z pominięciem jego warstwy ideologicznej. Odmawiając sobie i innym oceny tej warstwy, obrońcy filmu de facto film poniżają, jako że odzierają go z ważnych i intencjonalnie umieszczonych weń składników. Nie posądzam Agnieszki Holland o brak ani inteligencji, ani rozumienia filmowej materii, w związku z czym nie mam wątpliwości, że ciężar problematyki społecznej, jaki zawarła w Pokocie, wymierzyła nadzwyczaj dokładnie i celowo, a nie przypadkowo. I stąd też uznaję, że Agnieszka Holland jako reżyser, jako inteligentny i świadomy twórca Pokotu zasługuje na to, by poddać rzeczowej analizie całość jej dzieła, wszelkie warstwy, w jakie je wyposażyła, a nie jedynie warstwę powierzchowną, jak forma estetyczna, wizualna czy techniczna. Treść każdego dzieła zaangażowanego społecznie i politycznie to ogromnie ważny składnik podlegający analizie krytycznej, która zresztą, dodam przy okazji, stanowi fundamentalny wyróżnik tego gatunku, jakim jest recenzja.

A zatem – cóż takiego kryje się w treści Pokotu, że obarczam ją zarzutami o niemoralność? Do uznania za ważny głos w jakiej debacie społecznej – na jaki temat – aspiruje Pokot? I w których postulatach politycznych Pokot jest tak silnie zamoczony? Żeby odpowiedzieć skrupulatnie i konkretnie na te pytania, jednocześnie uzasadniając swoją krytykę, opiszę najpierw, o czym stanowi film pt. Pokot – i ten fragment recenzji oznaczę „spojlerowo”.

Uwaga, teraz możliwe spojlery!

Główną bohaterką Pokotu jest urocza, uduchowiona Janina Duszejko, emerytowana pani inżynier i aktualnie nauczycielka angielskiego w szkole podstawowej. Miejscem akcji jest głęboka polska prowincja, czyli wieś. Duszejko mieszka w skromnym domu pod lasem, wraz z dwoma psami, które w filmie określane są jako suki – co też zwróciło moją uwagę i zastanowiło: dlaczego w filmie opowiadającym o tęsknocie i potrzebie wolności za wszelką cenę, biologiczna przynależność zwierząt do płci jest tak natarczywie akcentowana? Kłóci się to z głęboką treścią filmu, z jego przesłaniem politycznym, ale po kolei… Duszejko nazywa swoje suki córkami, żyje w zgodzie z naturą (przyrodą), dzikie zwierzęta przychodzą pod okna jej domu tak przymilnie, że tylko czekać, kiedy zaczną jeść Duszejko z ręki, jakby była królewną Śnieżką, a nie zwykłym śmiertelnikiem. Prócz uwielbienia ze strony zwierząt na Duszejko spływa też uwielbienie ze strony dzieci, uczniów. Bo jest to naprawdę wyjątkowo urocza, ciepła starsza pani. Kolorytu dodaje bohaterce fakt, że Duszejko od lat interesuje się astrologią, uznając ją za wymierną dziedzinę wiedzy. Wierzy, że człowiek nie pochodzi z Ziemi, lecz jest przybyłą na Ziemię iskrą. Mocno ufa w znaczący na tożsamość i uczynki człowieka wpływ planet. Na co dzień stara się ograniczyć szkodliwe, a wręcz zbrodnicze działania kłusowników, którzy grasują w pobliskich lasach. Interesuje ją także cierpienie ludzi: otacza współczuciem i życzliwością młodą dziewczynę, którą nazywa Dobrą Nowiną, a która na co dzień pozostaje uwikłana w co najmniej dwuznaczne i brzydkie relacje z szefem, z którym sypia, lecz nie czyni tego z miłości, a dla pracy, której potrzebuje, aby móc wydostać z domu dziecka swego braciszka i zapewnić mu opiekę. Duszejko zaprzyjaźnia się również z Dyziem, młodym informatykiem pracującym w policji, który okazuje się genialnym hakerem (jednym kliknięciem potrafi wyłączyć prąd we wsi, a nawet światła w radiowozach), a który cierpi na epilepsję. I wszystko byłoby cudownie, gdyby nie to, że…

Polska głęboka prowincja, jak to głęboka polska prowincja ukazana w znacznej części polskiego kina: rządzi nią głęboka patologia, a więc pijaństwo, obmierzły prymitywizm i ubóstwo. U Agnieszki Holland ta wizja polskości jest dodatkowo wyjaskrawiona: skoro patologia, to niechaj będzie to samcza, czyli patriarchalna patologia, a więc świat zarządzany przez ponurych, wstrętnych, pijanych mężczyzn, którzy molestują, wykorzystują i biją kobiety. A skoro ci mężczyźni są już aż tak wstrętni, seksistowscy i egoistyczni, to niechaj będą też podłymi myśliwymi i dla bezdusznego sportu niech mordują niewinne zwierzęta w lesie. A skoro już niewinne zwierzęta są mordowane, to niechaj będzie to wyrazem fanatyzmu religijnego miejscowej społeczności. A skoro już ocieramy się o fanatyzm religijny, to wniknijmy w to zjawisko głębiej i udowodnijmy widzowi, że najgorszym z możliwych przejawów fanatyzmu religijnego jest polski katolicyzm.

Tak czarno-białego przesłania politycznego dawno w kinie polskim, i w kinie w ogóle, nie uświadczyłam. Większość mężczyzn w Pokocie to czarne charaktery, które nie mają dodatkowych odcieni, są przedstawieni jak płaskie wycinanki z papieru – zło w czystej postaci, i basta. Dla kontrastu bohaterowie pozytywni – z akcentem na kobiety – świecą feerią nieomal nadprzyrodzonych kolorów i półtonów. Dobra Nowina prawdopodobnie miała być wzorowana na wzruszającej Fantynie znanej z Nędzników Victora Hugo, do tego stopnia się poświęca i jej serce jest tak czyste, nieskażone – zaś to nic, że robi szefowi dobrze w samochodzie, a potem wymiotuje spermą na chodnik; to wszak tylko szczegół kosmetyczny, który zupełnie nie wpływa na jej życiorys ani duszę.

Dyzio – tak, ten sam młody chłopak mieszkający na tej samej biednej wsi – wyznaje minimalizm, jego mieszkanie jest praktycznie puste (gołe ściany, niemal zero mebli, naczyń etc.), ale jak już zasiada do laptopa, to musi to być oszałamiający Mac, jakże by inaczej. No i Dyzio nie może być po prostu zwykłym, przeciętnym chłopcem, musi być na coś chory (epilepsja), żeby otrzymać status bohatera wyjątkowego, obdarowanego wybitną wrażliwością. Czyżby ludzie zdrowi i zwyczajni nie mogli być wrażliwi?

Katolicki ksiądz to oczywiście zajadły prymityw, uznający kłusownictwo za przykazanie Boże. Ta antyklerykalna, a de facto antypolska, antykatolicka wizja Agnieszki Holland osiąga karykaturalną i ohydną kulminację w scenie, kiedy w kościele odbywa się msza święta, a na ołtarzu leży martwy (zastrzelony) dzik, a chór dziecięcy śpiewa w tonie religijnym pieśń myśliwską, chwalebną wobec morderczych praktyk myśliwskich, w filmie ukazanych w całości jako kłusownicze. I na nic zdadzą się tu argumenty, że to przecież wizja godząca nie w katolicyzm polski, lecz w fanatyzm religijny w ujęciu uniwersalnym – o nie, szanowni czytelnicy, te argumenty nie mówią prawdy. Antyklerykalizm o wydźwięku uniwersalnym przekazał wytrawny twórca sztuki filmowej Federico Fellini – w filmie pt. Rzym. Obejrzyjcie i porównajcie, jaka gigantyczna przepaść mentalna i estetyczna dzieli te dwa antyklerykalne wątki, tj. ten ukazany w Rzymie a ten ukazany w Pokocie.

No i najważniejsza przez cały czas pozostaje postać centralna – owa przeurocza i uduchowiona starsza pani, która traktuje i kocha zwierzęta na równi z ludźmi, a która… morduje trzech ludzi – z premedytacją, z zimną krwią. Dlaczego? A bo to źli bezwzględni oprawcy zwierząt byli. A bo prawo zezwala myśliwym na ich morderczą działalność, no więc uduchowiona pani postanawia wziąć sprawy w swoje szlachetne, miłosierne ręce i własnoręcznie wymierzyć sprawiedliwość, czyli ukarać myśliwych śmiercią. Na koniec filmu ucieka wraz z przyjaciółmi do minikomuny ekologiczno-ezoterycznej, gdzie dwoje młodych zakochanych w sobie ludzi (Dobra Nowina i Dyzio), dziecko (brat Dobrej Nowiny), kochanek Duszejko oraz przyjaciel Duszejko zasiadają razem z morderczynią (Duszejko) przy jednym stole, a całość tego sielskiego pejzażu skropiona jest kolorystyczną aurą baśniowości, która ma za zadanie podkreślić, że wszystko dobrze się skończyło…

Wszystko „dobrze” się skończyło: morderczyni nie odpowie za popełnione morderstwa, a jej przyjaciele – zdający sobie sprawę, czego się dopuściła – oceniają jej czyny jako szlachetne i umożliwiają jej ucieczkę przed prawem.

Uwaga, teraz koniec spojlerów!

Głos w jakiej debacie społecznej zabiera Pokot? Według mnie Pokot zawiera przesłanie, ewidentnie czytelne, że polska tradycja jest naszym powodem do wstydu, że kryje się w niej jedynie obłuda i hipokryzja, że jest ona szpetna i że należy ją wyrugować i zastąpić bardziej postępowymi, nowoczesnymi poglądami. Jakimi? Otóż jest to specyficzny konglomerat wartości selektywnie wyodrębnionych z matrycy humanizmu, przekształcony do współcześnie modnych idei równości bezwarunkowej i bezkrytycznej, idei wszechtolerancji kosztem sceptycyzmu i racjonalizmu oraz idei mówiących, że dowolny cel „wyższy” uświęca wszelkie środki – a przypomnę, że ta ostatnia idea jest wyrazem autorytaryzmu, a nie liberalizmu. Wypunktuję ten głos, jaki – moim zdaniem jako recenzenta – zabiera Pokot w debacie społecznej:

  • Zwierzęta są równe człowiekowi i niepodzielanie tego poglądu zasługuje na najsroższą karę i potępienie – to piękna idea (że zwierzęta są „braćmi mniejszymi” człowieka), przyznaję, ale powiedz to matce, że od dziś powinna kochać swojego psa na równi ze swoim dzieckiem, że potrzeby jej psa ma ona uznać za równe potrzebom jej dziecka.
  • System zawsze w całości się myli i należy go gnębić i ciosać wszelkimi możliwymi środkami, aż do granic obłędu – tak, ja też lubię opierać się systemowi i chadzać własnymi ścieżkami. Ale lubię też zachowywać zdrowy rozsądek. Stąd wiem, że system musi istnieć po to, aby świat nie utonął w anarchii, w której pojęcie normy straciłoby rację bytu i w której dowolna osobista zachcianka domagałyby się natychmiastowej realizacji. Wolę jednak ten świat, w którym pojęcie normy i patologii, czyli odstępstwa od niej, pozwalają się rozróżnić, w którym zapisy prawne chronią normalnych obywateli, a karzą przestępców.
  • Wiara katolicka powinna zostać w całości wykorzeniona z umysłów Polaków, bo jest ona anachroniczna, toksyczna i wymaga unicestwienia – to bardzo ciekawe, że dziś łatwo o szydzenie z katolicyzmu, natomiast inne religie dziwnym zbiegiem okoliczności nie padają tematem prawie że żadnego krytycznego dyskursu.

Moim zdaniem nie ulega wątpliwości, że Pokot to obraz antypolski, ziejący pogardą do Polaków jako narodu duchowo ubogiego, przesyconego zachowaniami patologicznymi, fanatycznego i egoistycznego. Zarzuty w stosunku do Polaków o egoizm padają wprost z ust jednego z bohaterów (Świętopełka Świerszczyńskiego granego przez Zborowskiego), kiedy opisuje on grzybobranie i mówi, że to jedyne, wokół czego Polacy potrafią się zjednoczyć, bo jest to konkurencja indywidualna i rywalizacyjna, a przy tym nie trzeba z nikim dzielić się wiedzą, gdzie rosną najlepsze grzyby. To zdanie wypowiedziane w filmie niby z humorem, niby lekko, jasno maluje portret Polaków jako ludzi zamkniętych, chciwych, egocentrycznych, wewnętrznie maluczkich i nastawionych tylko na osobiste zyski. Stoi to w drastycznej opozycji względem opinii obcokrajowców, którzy bywali i bywają gośćmi Polaków i którzy podkreślają, że Polacy są nadzwyczajnie gościnni, otwarci, ciepli, wielcy sercem.

Wypunktuję również niektóre postulaty polityczne zawarte według mnie w Pokocie:

  • Kultura Zachodu i wspólnoty europejskiej ponad jednostkową zapyziałą kulturą zaściankowej i prymitywnej Polski.
  • Poczucie tożsamości narodowej jest tym samym, co nazizm i skrajnie prawicowy (a więc radykalno-fanatyczny) nacjonalizm.
  • Rozpuszczanie poczucia tożsamości narodowej jest podyktowane wartością słuszniejszą, bo wznioślejszą: jest to wartość jedności poza i ponad narodami, wartość równości pomimo różnic – tak dosadnych, jak subtelnych, także wartość bogactwa wspólnoty zbudowana w odklejeniu od odrębnych życiowych i kulturowych doświadczeń zebranych przez składowe tejże wspólnoty, wartość dowolności ponad ustanowionymi w historii kodami kulturowymi.
  • Tradycje religijne, a de facto kulturowe-regionalne (narodowe) powinny ustąpić miejsca jakościom ogólnym, pozbawionym jakichkolwiek korzeni i matryc.

Wielu Polaków będących weganami i zafascynowanych ezoteryką oraz ekologizmem (nie mylić z nauką ekologią – przyp.: J.K.) pęka z zachwytu nad Pokotem. Nie biorą oni pod uwagę tego, że np. dziki, których populacja nadmiernie się rozrosła, cierpią głód, wobec czego wychodząc z lasu w poszukiwaniu jedzenia i podchodząc pod domy ludzi – nie zachowują się potulnie i nie są to w żadnym razie sympatyczne, miłe świnki, które można oswoić i egzystować wraz z nimi na jednym podwórku, jakby nigdy nic. Te dziki – to silne, nieokiełznane zwierzęta, które plądrują uprawy rolne i domostwa. Jestem pewna, że środowisko myśliwskie w Polsce powinno być obłożone bardziej restrykcyjnym prawem, po to aby zwyrodniali myśliwi, którzy upajają się alkoholem i strzelają w lesie do dowolnych zwierząt dla zabawy, dla sportu – czuli się tym prawem weryfikowani, kontrolowani. Ale ukazywanie problemu myśliwskiego w filmie takim jak Pokot (zaplanowanym i zrealizowanym w duchu prospołecznym) w sposób wykrzywiony, bo jednowymiarowy – nawet mimo najszlachetniejszych w założeniu intencji nie ratuje dzieła przed popadnięciem w karykaturalną, spłaszczoną propagandę, która zamiast służyć społeczeństwu i człowiekowi, mami i zaślepia.

A najgorsze, najbardziej przerażające, co uderzyło mnie w filmie Pokot, to to, że zamordowanie człowieka może być przedstawione jako czyn usprawiedliwiony moralnie. Autorytarny, obrzydliwy postulat pod tytułem Cel uświęca środki w Pokocie został przemycony w ślicznej otoczce baśniowej, różowej bańki mydlanej, w myśl której „dobro” ma prawo posłużyć się złem (morderstwem), aby wygrać wojnę, którą podobno to nie „dobro” zaczęło… Ten mechanizm („cel uświęca środki”) jest bliźniaczo podobny do tego, na którym zasadza się kastrowanie kota: przecież to dla „dobra” kota, a że boli i jest okaleczeniem ciała oraz decyzją odgórną – poza wolą głównego zainteresowanego, kogo to w końcu obchodzi, skoro ostatecznie wygrywa „dobro”…

Wiecie dlaczego Ikar był nieszczęśliwy?… Nie, nie dlatego, że przerosły go własne marzenia. Dlatego, że otumaniony manią wielkości – zbagatelizował zagrożenie. Nie wziął pod uwagę sił natury, za bardzo poczuł się sprawczy – to było naiwne i próżne, i w efekcie przyniosło mu zgubę. I podobnie do Ikara – wszyscy ci, którzy uważają, że ich osobista wiara, że ich osobiste przekonania są spełnieniem marzeń oraz zbawieniem błądzącej ludzkości – zwykle spadają na ziemię z wysoka.

Natura w Pokocie została zobrazowana jako wartość wyższa, i to bardzo dobrze, bo człowiek – wraz ze swoimi marzeniami, ambicjami i porażkami – pozostaje wyłącznie cząstką cienkiego napięcia powierzchniowego skóry Ziemi. Tylko „zapomniano” w Pokocie wspomnieć o tym, że natura jest dzika, niełaskawa, niebezpieczna, niesprzyjająca, a nie urokliwa, dobra i sprawiedliwa – według naszej, ludzkiej, nomenklatury…

Wracając do jądra recenzji, chcę zaznaczyć, że oceniam film pt. Pokot jako samodzielne dzieło, gdyż nie czytałam pierwowzoru literackiego pióra pani Olgi Tokarczuk. Jednak biorąc pod uwagę, że scenariusz Pokotu współtworzyła sama Tokarczuk, zaś Agnieszka Holland ma doświadczenie w reżyserowaniu adaptacji, zakładam, że treść filmu zasadniczo nie rozmija się z treścią książki pt. Prowadź swój pług przez kości umarłych.

Na koniec recenzji pozostawiam Was z pytaniami do samodzielnego rozstrzygnięcia: czy Pokot powinien reprezentować Polskę w najbliższym wyścigu po Oscara? Czy treść filmu powinna uchodzić za drugorzędną w stosunku do majstersztyku zdjęć? Czy piękno obrazu powinno przesłonić widzom odbiór znaczenia tegoż obrazu? Czy to, jak powiem, jest ważniejsze od tego, co powiem?… I pytanie najważniejsze: czy wizerunek prowincjonalnego, zapyziałego, zapijaczonego „buraczanego polaczka” jest dokładnie tą wizytówką naszej polskiej tożsamości, którą chcemy posyłać w świat – doprawdy nie znamy innej porcji prawdy o nas, o Polakach? Doprawdy nie potrafimy opowiadać o naszych narodowych przywarach w sposób prawdomówny? Jeśli odpowiedź na każde z tych pytań brzmi według Was „tak”, wtedy nie dziwcie się, że w świecie wciąż popularny jest pewien bardzo krótki, acz szalenie krzywdzący dowcip: idzie Polak do teatru.

A już całkiem na koniec dodam, co chyba powinnam dodawać w każdym tego rodzaju artykule: jestem Polką (choć mój dziadek był Włochem), nie jestem katolikiem (choć ochrzczono mnie i wybierzmowano), nie głosowałam na PiS (choć szanuję wybór większości moich rodaków), od około 18 lat żywię się niemal wyłącznie wegetariańsko (choć „raz na sto lat” zdarza mi się spożyć mięso rybie), kocham wolność (choć wiem, że wolność absolutna jest nieosiągalną abstrakcją).

Justyna Karolak

Justyna Karolak – powieściopisarka, publicystka, felietonistka, autorka opowiadań oraz baśni dla dorosłych i dla dzieci. Najnowszą powieść (2016) Karolak można pobrać bezpłatnie ze strony Tostera Pandory – jest to e-book (Pdf) udostępniony specjalnie jako prezent dla Czytelników. Więcej informacji o powieści i o pisarce przeczytasz, klikając link: http://tosterpandory.pl/justyna-karolak-mowa-kruka-2016-powiesc-pdf-do-pobrania-za-darmo/.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (6)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

6 komentarzy

  1. Przeczytałam z przyjemnością.
    Podzielam Pani zdanie i podziwiam wnikliwość spojrzenia. Dziękuję za ten tekst.

    • Pani Anno,

      bardzo, ale to bardzo Pani dziękuję za tak budujące słowa! Przyznam, że pisałam tę recenzję z duszą na ramieniu, bo zdaję sobie sprawę, że z korowodu licznych pozytywnych opinii o „Pokocie” – moja wyróżnia się co najmniej kontrowersyjnością. Dlatego Pani komentarz jest pięknym balsamem na mój gotujący się umysł 🙂 .

      Pozdrawiam serdecznie 🙂 .

      • To odosobniony głos, ale jak widać, niezupełnie 🙂 Do tego rzetelnie, bez jakiejkolwiek manipulacji, uzasadnia Pani swoje stanowisko. Cieszę się, że jesteśmy zgodne w odbiorze 😉

        • Bardzo mi miło, że nie jestem całkiem odosobniona w swoim odbiorze „Pokotu” – to odświeżające: spotkać (choćby wirtualnie) parę przytomnych oczu, która mnie rozumie; raz jeszcze dziękuję 🙂 . A najbardziej cieszy mnie, że pisze Pani, że recenzja jest rzetelna – dla mnie jako pisarza i publicysty to najważniejszy sygnał zwrotny 🙂 .

          Kłaniam się 🙂 . Dzięki 🙂 .

Odpowiedz na „justynakarolakAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *