Polski zakład pogrzebowy – urzędnicza mania wielkości

Polski zakład pogrzebowy – urzędnicza mania wielkości

Dlaczego Polacy tak niechętnie wybierają się do urzędów? Dlaczego zgrzytamy zębami za każdym razem, kiedy zmuszeni jesteśmy stawić się w jednym lub drugim okienku czy pokoju administracyjnym jako petent? Dlaczego nawet pilne sprawy urzędowe odkładamy na ostatnią chwilę, zwlekamy z nimi, ile tylko się da? To proste. Dzieje się tak dlatego, że sama myśl udania się z wizytą do jakiegokolwiek polskiego urzędu przyprawia o mdłości. Człowiekowi robi się niedobrze i wszystkie wnętrzności podchodzą do gardła. Dlatego, że urzędnicy – źle, a wręcz tragicznie, traktują obywateli. A traktują nas tak dlatego, że zupełnie nie rozumieją specyfiki swojego zawodu – nie zdają sobie sprawy, co należy do ich obowiązków, a w efekcie udają rasę panów, w rozumieniu której oczywiście wszyscy są równi, ale przecież niektórzy – „muszą być równiejsi” [1].

Polski urzędniczy absurd

Ustalmy raz, a dobrze: jaka jest rola urzędnika państwowego? Na czym polega specyfika zawodu pod tytułem: Urzędnik?

Rola każdego urzędnika państwowego jest przede wszystkim taka, że ma on za zadanie służyć społeczeństwu. Specyfika tej profesji właśnie na tym się opiera: obywatel nie przychodzi do urzędu o cokolwiek prosić z przyczyny prywatnego widzimisię – on przychodzi do urzędu po to, by załatwić swoje sprawy, których załatwienie leży w sferze dobra i sprawnego i optymalnego funkcjonowania całego aparatu państwowego.

Nikt nie udaje się do urzędu z racji własnej inwencji ani fantazji. Udajemy się do urzędów po to, by skutecznie wywiązać się z masy biurokratycznych nakazów, jakie nakłada na nas państwo. Przychodzimy więc do urzędów nie dla przyjemności, lecz po to, aby być fair – oraz, by szybko i efektywnie załatwić różne sprawy. Urzędnik ma nam w tym pomóc – to jest jego zadanie. Pomóc, ponieważ z założenia i definicji – to on dysponuje wiedzą i znajomością rozmaitych przepisów, których z kolei my nie musimy znać na pamięć, bo – to nie my jesteśmy urzędnikami.

W świecie – urzędnicze zachowanie prezentuje się już zgoła inaczej, ale w Polsce – to urzędnik nadal wyżywa się na obywatelach, odnosząc się do nich z góry, pomiatając i na każdym kroku epatując sprawowaną przez siebie władzą, mimo iż w rzeczywistości owa „władza” jest wyłącznie pustą iluzją.

Iluzja czy czary – w praktyce okazuje się jednak przykrą prawdą. Bo kiedy ludzie przychodzą do urzędów z podkulonymi ogonami, to znaczy, że w ich świadomości cała sztucznie wykreowana i nie mająca racji bytu absurdalna „władza” – już stała się faktem i władzą rzeczywistą.

Wszyscy zapominamy o tym, że nie winniśmy czuć się w żadnym urzędzie jak dopraszający się o byle okruch żebrak – ale jak człowiek. To rolą urzędnika jest odpersonifikować się – odkleić od swojej iluzorycznej persony i w życzliwy i kompetentny sposób –  dopomóc w rozwiązaniu naszego problemu czy sprawy, z jaką do urzędu przybywamy.

Nikt nie oczekuje od urzędnika empatii, troski czy rozczulania. Nie przychodzimy bowiem do urzędów po jakąkolwiek relację – a przychodzimy po konkretny klucz: po umiejętne nami pokierowanie, po załatwienie naszej sprawy tak, jak winna ona zostać załatwiona.

Znane są przypadki, gdzie nawet pani w okienku na poczcie zachowuje się niczym powarkująca na podwładnych królowa, która z łaski wielkiej i miłościwej – raczy stempel wziąć w rączkę i szczodrze postawić na znaczku. Takie zachowanie jest nie do pomyślenia, a tym bardziej – do przyjęcia, chociaż w Polsce powtarza się nagminnie. To jest właśnie polska urzędnicza mania wielkości – to są urzędnicze chybione sposoby myślenia i rozumienia poszczególnych ról w społeczeństwie. To są właśnie polskie urzędnicze absurdy. Ale – na urzędach państwowych wcale nie koniec.

 Zakład pogrzebowy „Piekło na ziemi” i Król ZUS

Okazuje się, że polska-absurdalna mania wielkości – z urzędów państwowych przeprowadza się z powodzeniem i do placówek prywatnych, w których winno być oczywiste i uzasadnione, że „nasz klient – nasz pan”. W praktyce – znów, jak to w Polsce – wszystko absurdalnie i na opak, czyli: nasz klient – nasz sługa.

Na przykład zakład pogrzebowy – jest specyficzną, prywatną przecież, placówką. Specyficzną, bo do zakładu pogrzebowego przychodzimy w szczególnej i dramatycznej sprawie, jaką jest dopełnienie obowiązku pochówku bliskiej nam, zmarłej osoby. W interesie zakładu pogrzebowego leży to, aby obsłużyć nas z życzliwą kompetencją – bo od kompetencji pracowników tej placówki zależy, ile pieniędzy u niej zostawimy.

Okazuje się jednak, że nawet nie będąc urzędnikiem państwowym – wystarczy mieć na sobie krawat czy inny „urzędowy” uniform, by czuć się panem i władcą. Posługując się przykładem z życia wziętym – w polskim zakładzie pogrzebowym, jak np.: Skrzydlewska – oddział w Zgierzu, woj. łódzkie, ul. Parzęczewska 6 – nie uraczysz ani kompetencji, ani zwyczajnie rozumianej życzliwości. Od progu będziesz tam traktowany, jakbyś był na przymusowych usługach w państwowym urzędzie. Ty – na usługach, nie urzędnik – tobie. Będziesz czuł się tak, jakbyś musiał o cokolwiek błagać – zupełnie jak w każdym państwowym urzędzie, mimo że przyszedłeś tam zostawić pieniądze. Pracownicy zakładu – identycznie jak w każdym urzędzie – będą oceniali cię z góry, traktowali jak przybłędę, nie oszczędzą ci również cynicznych uśmieszków ani ironicznych, niewybrednych komentarzy. Na koniec pomylą się w rachunkach, a potem zadzwonią po ciebie, byś stawił się u nich po raz kolejny – tym razem nadprogramowy, by wyjaśnić niedopowiedzenia finansowe i błędy rachunkowe powstałe z ich – nie twojej – winy.

Przy wątku zakładu pogrzebowego warto dodać kilka zdań na temat najwyższej „świętej” instancji polskich urzędów państwowych, jaką bez wątpienia jest Król ZUS.

Otóż Król ZUS obciął zasiłek pogrzebowy z 6400 zł. do 4000 zł. Wszyscy, którzy chowali w ziemi polskiej swoich bliskich dobrze wiedzą, że 4000 zł. – aby zorganizować skromny pogrzeb, może zwyczajnie nie wystarczyć. Jeżeli nie posiadasz do dyspozycji istniejącego już grobu rodzinnego, do którego mógłbyś „dodać” nową osobę, to czeka cię wykupienie kolejnego placowego. Nawet jeśli zdecydujesz się na kremację zmarłego – za kolejne placowe pod grób, który będzie miał za zadanie pomieścić w sobie tylko jedną małą urnę, więc nie będzie grobem głębinowym – możesz policzyć spokojnie około 2000 zł. Skrzydlewska za wykopanie dołka na tym grobie pod małą urnę – policzy sobie 500 zł. – za dwa ruchy łopatą wielkości dziecięcego szpadelka. Dolicz do tego negocjacje z katolickim księdzem, aby w ogóle zezwolił ci na pogrzeb na danym cmentarzu – około 1100 zł. Sumując różne koszty – smutna „impreza” polskiego pogrzebu, to w praktyce często ok. 7000 zł. lekką rączką. Ach, biedny Król ZUS – a jeszcze biedniejsi my, podwładni… Ale wróćmy do idei urzędniczej manii wielkości – i dopowiedzmy parę zdań również o polskich księżach.

Państwo kościelne – nie bóg zapłać, tylko człowiek zapłać

Państwo w państwie, czyli kościół katolicki w państwie polskim, to już zupełnie odrębna, nadprogramowa kwestia klęski i urzędniczej absurdalnej manii wielkości tego narodu.

Pozostając przy wątku organizacji pogrzebu – nawet jeśli człowiek dopełniający przykrego, smutnego obowiązku pochówku bliskiej osoby, posiada dostęp do rodzinnego grobu – taki człowiek musi pomimo wszystko liczyć się z pomiataniem ze strony wyjątkowego przedstawiciela rasy panów, jakim jest polski ksiądz. Musi bowiem dopełnić opłaty na tzw.: posługę kościelną, która po prawdzie: ani temu człowiekowi, ani jego bliskiej osobie, którą chował będzie na tym czy innym polskim cmentarzu – potrzebna nie jest. Dopełnienie tej posługi kościelnej nie jest nikomu potrzebne, oprócz księdza proboszcza, który weźmie do ręki „co łaska”, choć nie wystawi na tę kwotę żadnego rachunku. Są to bowiem świadczenia ustanowione według słodkiej, niby dobrowolnej „tacowej darowizny”, a że owo „darczynienie” ma cennik ustalony z góry przez brzydkiego pana w czarnej sukience, do rany przyłóż proboszcza i innych jego á la urzędowych przybocznych – to już zupełnie inna „bajka”.

Grunt, że na ziemi polskiej nie uraczysz ani kompetencji ze strony różnych urzędników, ani spokoju w czasie załatwiania spraw pilnych dla ciebie, ważnych, trudnych. Czy pójdziesz na pocztę polską wysłać zwykły list albo pocztówkę na święta, czy udasz się do urzędu w kwestii zarejestrowania swojej działalności gospodarczej na przykład, czy przyjdzie ci się zetknąć i zmierzyć z inną instancją elementarnych służb urzędniczych państwowych – za każdym razem będziesz głupi, mały i bez sensu; za każdym razem – przegrany.

Justyna Karolak.

 


[1]Orwell – „Folwark zwierzęcy” – parafraza.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Jeden komentarz

  1. Co do powyższych wyliczeń z punktu widzenia ekonomii.

    Ruch łopatą kosztuje tyle ile kosztuje ruch łopatą. Nie 500 zł tylko 2. Jednak w zakładach pogrzebowych każą płacić 500 bo wiedzą, że petent te pieniądze ma. Pieniądze pochodzą z ZUSu i są ukrytą dotacją dla kościoła jak i jawną dotacją dla zakładu pogrzebowego. Petent jest tylko pośrednikiem w przekazywaniu tych pieniędzy.

    W każdym normalnym kraju ze względów epidemiologicznych, zakład pogrzebowy miałby psi obowiązek za darmo zająć się kremacją zwłok, a prochy obowiązkowo przekazać rodzinie zmarłego. Każda dodatkowa ceremonia byłaby płatna – dokładnie tyle ile pracy dodatkowej wymaga. Klient mógłby wynająć również wyspecjalizowaną firmę która zajęłaby się oprawą – wszystkim za wyjątkiem przygotowania samych zwłok, bo nimi ze względów związanych z biologią musiałaby zajmować się instytucja biorąca na siebie odpowiedzialność za ochronę społeczności przed nieskremowanymi zwłokami.

    Wtedy grób kopałby Pan Stasio, który za 50 zł zrobiłby 2 metrowy dół, śpiewem zajęłaby się osoba z lokalnego chóru i każdy wziąłby za ten akt dokładnie tyle ile jest on wart.

    Podsumowując, dopóki ZUS będzie wypłacał nagrodę rodzinie za śmierć jakiekolwiek zasiłki, dopóty będziemy świadkami skłonności lekarzy i sanitariuszy do produkcji zwłok, a zakłady pogrzebowe będą potężnymi instytucjami, mającymi w swoich kieszeniach brudny szmal dający im prawo do pomiatania osobami, które zawsze są osłabione, bo przeżywają jedne z najtrudniejszych emocjonalnie chwil.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *