Polskie dzieci pod okupacją nowoczesnej etyki

Czy jesteś feministką, konserwatystą, liberałem, socjalistką, a może tradycyjną matką lub eko-ojcem – a może gejem, lesbijką, a może heteroseksualnym bezdzietnym singlem… – przeczytasz ten artykuł. Nie interesuje mnie jako autorki tego artykułu światopogląd, jaki wyznajesz, ani partia polityczna, którą popierasz – interesuje mnie, czy jesteś Polakiem. Jeśli bowiem jesteś Polakiem – nieważne, czy żyjesz w ojczyźnie, czy wyemigrowałeś na obczyznę za chlebem i nadzieją – jeśli jesteś Polakiem, bez wątpienia muszą cię zajmować kwestie związane bezpośrednio z kondycją ekonomiczną, gospodarczą, społeczną, moralną i polityczną twojego kraju, czyli Polski. Nie obchodzi mnie, jakimi tytułami bądź etykietami i metkami się obanderolujesz, ani to, gdzie przebywasz, nad Wisłą czy nad Sekwaną. Pytanie jest tylko jedno: czy jesteś Polakiem? Jeśli jesteś, wówczas zdecydowanie obchodzi ciebie to, co dzieje się z twoim krajem i z twoimi rodakami. A skoro cię obchodzi – wtedy przeczytasz ten artykuł, gdyż nie będziesz potrafił przejść obok niego obojętnym.

Pełnomocnik prezydenta Poznania do spraw przeciwdziałania wykluczeniom zainicjowała cykl edukacyjnych spotkań z nauczycielami i rodzicami, w czasie jakich będą przekazywane nauki, jak trzeba czy warto rozmawiać z młodzieżą o tolerancji, wyznaniach i inności – informuje portal Epoznan.pl (dostęp z dnia: 13.01.2017 r.). Spotkania te poprowadzi dr Violetta Kopińska, zaś owym pełnomocnikiem jest pani Marta Mazurek, która tłumaczy, iż „chodzi o poszanowanie innego, o to, co należy robić, a czego nie należy robić” (źródło cytatu – jw.). Co do pani dr Kopińskiej, wzięła ona udział w debacie w Poznaniu zatytułowanej „Podręczniki bez uprzedzeń i dyskryminacji. Projektowanie zmiany”, gdzie wystąpiła w charakterze badacza i eksperta projektu Gender w Podręcznikach, o czym informuje mnie z kolei portal Feminoteka.pl. Przypomnijmy, iż pani Marcie Mazurek jednakowoż bliska jest problematyka Gender, a także pani czynnie brała udział w tzw. marszach KOD-u.

Powyższe informacje zainspirowały mnie do napisania niniejszego artykułu o tolerancji, ale czymże byłby publicystyczny dyskurs o tolerancji – bez dotknięcia narodowości i świadomości społecznej? Byłby niczym – byłby wydmuszką niby publicystyczną. Zwłaszcza w dobie europejskiej poprawności politycznej i napływu do Unii Europejskiej uchodźców oraz nielegalnych migrantów z krajów takich jak np. Afganistan, Pakistan czy Irak – zupełnie niewinnie i bez złych intencji upychanych przez radosne mass media do jednego worka pod szyldem „Syria” – przyjrzenie się tematowi tolerancji, a także narodowości i świadomości społecznej jawi się bardzo nagląco. Mówiąc wprost: w zakresie tego jednego aspektu – w zakresie potrzeby pobudzenia i systematycznego stymulowania społecznej dyskusji o tolerancji – ja się z panią Mazurek zgadzam. Ja też – tak jak pani Mazurek – uważam, że rozmawiać o tolerancji trzeba i warto. Natomiast nie zgadzam się zupełnie z narracją, jak i warstwą merytoryczną tej dyskusji, jaką usiłuje wdrażać pani Mazurek, odnajdując w swym bliskim zasięgu godne realizatorki swej misji, takie jak np. pani dr Kopińska. I jako Polkę, i obywatelkę Polski niesłychanie niepokoją mnie coraz bardziej intensyfikujące się próby wtargnięcia różnych przejawów „urzędu” czy innych, acz podobnej natury mechanizmów – do życia społecznego i rodzinnego zwykłych, normalnych ludzi, obywateli danego kraju i przedstawicieli danego narodu.

Po pierwsze, co stanowi jeden z fundamentalnych problemów współczesnego szkolnictwa nie tylko polskiego, ale szkolnictwa w kulturze Zachodu – na jednym z etapów rozwoju cywilizacji i organizacji struktur edukacji doszło do zespolenia dwu, odrębnych pierwotnie, funkcji tworu, jaki stanowi szkoła. Otóż funkcja wychowawcza została trwale przyklejona do funkcji nauczania (przekazywania wiedzy), co – dziś – owocuje coraz bardziej ewidentnymi i szkodliwymi skutkami dla uczniów, a więc dla dzieci i młodzieży. Połączenie tych dwu funkcji to wielkie niebezpieczeństwo dla wolnego ducha człowieka XXI wieku. Bo główną funkcją każdej instytucji i placówki edukacyjnej – czy mówimy o przedszkolu, czy o szkole podstawowej, gimnazjum, liceum ogólnokształcącym, czy o uczelni wyższej – winna być funkcja przekazywania wiedzy. Funkcja wychowawcza ma prawo tę pierwszą funkcję jedynie wspierać, czyli delikatnie uzupełniać. Niedopuszczalnym i przede wszystkim niegodnym, a wręcz szkodliwym, wydaje się spychanie funkcji nauczania na plan drugi, a oddawanie wszelkich priorytetów funkcji wychowywania przez szkołę czy inną placówkę edukacyjną. Jest to swoiście niewiarygodna i mrożąca krew w żyłach praktyka, by moje dziecko w świetle ślepego przyzwolenia społecznego – było wychowywane przez system. Mówiąc system, mam na myśli aparat państwowy – bo przecież przedszkole, szkoła czy uczelnia państwowa są reprezentantami aparatu państwowego. Nigdy – jako matka i obywatelka tego kraju – nie życzyłabym sobie tego, aby zaimplementowane przez państwo (władzę, rząd, urzędy…) „służby pedagogiczne” niosły „światło” i „zrozumienie” mojemu dziecku. Powinny one nieść wyłącznie wiedzę – inspirację, zachętę do poszerzania horyzontów poznawczych, do eksplorowania świata etc. – ale nigdy nie powinny uzurpować sobie praw do wkraczania w obszar głębokich przekonań młodego człowieka, jego osobniczej wizji życia czy pasji. Rzecz jasna – jeżeli młody człowiek np. naruszy nietykalność osobistą drugiego młodego człowieka, należy, będąc pedagogiem, zaingerować, wypada bowiem pedagogowi neutralizować konflikty, natomiast nie powinien on uzurpować sobie praw do kierowania sumieniem ucznia (ani nie powinien bezrefleksyjnie wykorzystywać naddanych mu przez aparat państwowy praw do kierowania sumieniem ucznia).

To ja jako rodzic jestem predestynowana i zobowiązana do tego, by nauczać moje dziecko zasad funkcjonowania w społeczeństwie. To ja efektywnie nauczę moje dziecko, że np. wredne żartowanie z rudych i piegowatych – myślącemu, normalnemu człowiekowi nie przystoi i wyrządza krzywdę drugiemu. Natomiast nie życzę sobie, by panie X i Y – za mnie – wtłaczały mojemu dziecku do głowy, że religia nie mówi prawdy o człowieku, że kolor skóry o niczym nie świadczy i że nieładnie mówić „Cygan”, zamiast „Rom”. Otóż religia może o charakterze człowieka powiedzieć doprawdy wiele, kolor skóry świadczy o naszym pochodzeniu etnicznym, a wśród Romów zawiera się całkiem sporo Cyganów, którzy oszukują i kradną – i każdy, kto pracował w handlu, może mnożyć przykłady, w jakich do sklepu wpada szajka Cyganów, najczęściej kobiety z małymi, rozkrzyczanymi dziećmi (które wcześniej zostały specjalnie przeszkolone w zakresie siania zamieszania celem zasłony dymnej), które kradną albo towar, albo pieniądze z kasy sprzedawcy.

Powiecie, że w przytoczonym we wstępie przykładzie praktyk edukacyjnych nie chodzi o wtłaczanie niczego dzieciom do głów – przecież chodzi o spotkania edukacyjne dla nauczycieli i rodziców, w dodatku tylko dla tych chętnych. Ależ czy spopularyzowanie miana „tolerancja” przypadkiem nie odbędzie się łatwiej i skuteczniej, jeśli spróbuje się je najpierw zaszczepić w głowach dorosłych, a zwłaszcza tych najbardziej opiniotwórczych – w oczach dzieci – dorosłych, jakimi są rodzice i nauczyciele?…

Odłóżmy na chwilę aparat państwowy oraz metody jego działania. Zapytajmy: czym jest tolerancja? Otóż słowo tolerancja wywodzi się z języka łacińskiego i oznacza „cierpliwą wytrwałość”; pochodzi ono od czasownika tolerare, czyli – przecierpieć, znosić, wytrzymywać. Współcześnie dochodzi jednak do wynaturzeń tego pojęcia – część tych wynaturzeń odpowiada za niesłuszne, nieadekwatne podbicie i uwypuklenie znaczenia miana tolerancji, a część wręcz przeciwnie – znaczenie to wyjaławia. Stąd bardzo często tolerancji przypisuje się – mylnie – znaczenie akceptacji, a nawet „miłosierdzia”, co prowadzi do znieczulenia społecznego, poprzez nadpisywanie uczuć wzniosłych do kontekstów tego rodzaju uczuć niewymagających.

Jeżeli toleruję, to znaczy, że potrafię ścierpieć i wytrzymać konkretny bodziec, zjawisko – i ta postawa jest możliwa do wcielenia w czyn pod warunkiem, że bodziec ten nie stanowi dla mnie zagrożenia, nie napiera na mnie, nie boli i w żaden sposób nie blokuje mojego funkcjonowania, myślenia ani codziennej aktywności życiowej. Tolerancja to umiejętność egzystowania nie w zgodzie, tylko na przekór idei, której osobiście nie popieram. Tolerancja stanowczo nie powinna być mylona z akceptacją, która zakłada wolę wchłonięcia w siebie innej – obcej – idei, włączenia tej idei do własnego świata emocjonalnego i duchowego.

Ekspansywna w Europie poprawność polityczna, a wraz z nią wszelkie nurty feministyczne, genderowe oraz pro-multikulturowe, posługuje się pojęciem tolerancji w znaczeniu pojęcia akceptacji. Dla człowieka empatycznego zupełną oczywistością jest, iż wszelkie mniejszości czy przejawy inności – np. homoseksualne czy narodowościowe – powinny być przez społeczeństwo tolerowane. Oczywistością, bo sens miana „tolerancja” wynosi się z domu – jako że to w gestii rodziców młodych ludzi leży potrzeba nauczenia tychże młodych ludzi zasad funkcjonowania w społeczeństwie. Natomiast kompletnie odrębną sprawą jest, iż tolerowanie różnych mniejszości czy inności nie jest i nie musi być tożsame z ich akceptowaniem, czyli z uznaniem potrzeb i postulatów tych mniejszości za swoje własne oraz ogólnospołeczne potrzeby.

Nie mam nic przeciwko swobodnej dyskusji pedagoga z młodzieżą w czasie godziny wychowawczej na temat, że nie wypada i nikomu nie służy kpić, drwić z nikogo, kto – na przykład – wolniej biega, jest otyły, jest wychudzony, ma brudne ubranie, ma piegi, zadarty nos albo odstające uszy etc. Natomiast pozostaję bardzo czujna wobec iście politycznych praktyk polegających na przygotowywaniu – pod pozorem walorów edukacyjnych – młodych pokoleń jako gruntu pod przyjęcie w swe ramiona i na swój teren tzw. uchodźców z tzw. Syrii. Nie żywię najmniejszych wątpliwości wobec faktu, iż nakreślona we wstępie inicjatywa pani Mazurek stanowi ewidentny, a nawet jaskrawy przykład próby cwanego i nieomal podprogowego wpojenia społeczeństwu polskiemu, że każdy Polak, który nie podziela polityki Angeli Merkel – w opinii społecznej, jak i w interpretacji prawa, winien zostać uznany za rasistę, nazistę i ksenofoba, i z tego tytułu winien ponosić dotkliwe konsekwencje, czyli rozmaite sankcje i kary, z odrzuceniem społecznym na czele.

Na temat realnego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia Europejczyków, jakie stanowi napływ do krajów Europy uchodźców i nielegalnych migrantów wcale nie wyłącznie z Syrii, bo głównie z Afganistanu, Pakistanu i Iraku – powstało wiele cennych materiałów publicystycznych. Opracowali je wolnomyśliciele, artyści i naukowcy, politolodzy, filozofowie – w tym gronie również „europejscy muzułmanie”. Obszerność i głębia tych opracowań nie pozostawia ani szczeliny na złudzenia, gdyż islamizacja Europy naprawdę się dzieje i na tym polu nie ma miejsca na myślenie życzeniowe, iż islamizacja miałaby być problemem urojonym czy jakkolwiek przesadzonym.

Fakty są jawne, klarowne i mocne, by nie rzec – brutalne: nie tylko doświadczenie naszego bliskiego zachodniego sąsiada, Niemiec, ale i Szwecji, Norwegii, Francji, Belgii, Wielkiej Brytanii, Węgier czy Szwajcarii wskazuje jednoznacznie, iż migranci wyznania islamskiego, to niesłychanie srogie i rozległe niebezpieczeństwo bezpośrednie dla krajów i społeczeństw europejskich. Pomimo powszechnej dostępności tych jednoznacznie brzmiących faktów, część społeczeństwa polskiego nie chce wyciągać wniosków z błędów innych europejskich państw, wyraźnie ulegając różowej magii bełkotu poprawności politycznej i wierze w wymyślone dobro jednostek ludzkich nieukształtowanych przez żaden kontekst kulturowy. A kiedy bełkot ten usiłuje bezpardonowo wlać się do polskich szkół – najpierw poprzez cwane podejście pod rodziców i nauczycieli – wtedy zaczyna mi brakować litości dla imperatywu w postaci narzucania większości praw mniejszości.

W tym artykule nie ma miejsca na przytaczanie różnych cennych materiałów publicystycznych, których zadaniem jest przywrócić Europie utracony zdrowy rozsądek. Na samym Tosterze Pandory swego czasu opublikowaliśmy grubą serię materiałów przynależnych do tej kategorii, w jakich powoływaliśmy się wprost na wersety Koranu, na konkretne wydarzenia na świecie; wśród materiałów tych znajduje się również szczegółowo i rzetelnie opracowana przez jednego z naszych redaktorów biografia proroka Mahometa, który to „prorok” – przypomnę – fundamenty pod islam stworzył na bazie grabieży, siania strachu, gwałtów, złodziejstwa i szeroko pojętej przemocy. W tym artykule jest miejsce na prostolinijne nawoływanie do Twojego sumienia obywatelskiego – jeśli jesteś Polakiem, jeśli wiążesz swoje choćby korzenie z kulturą polską, wtedy rozumiesz bez pudła, o czym opowiadam… A jeśli z kulturą polską wiążesz swoją przyszłość, wtedy rozumiesz mnie tym bardziej.

Na razie Polska jest zbyt biednym krajem – w sensie materialnym – aby mogła stanowić atrakcyjny punkt na mapie potrzeb muzułmanów napływających stadnie do Europy. Dlatego pomimo nieciekawej sytuacji ekonomicznej, politycznej i gospodarczej Polski jednocześnie my, Polacy, znajdujemy się w bardzo dogodnym i pełnym pozytywnego potencjału punkcie zwrotnym. Dziś – to najlepszy moment do tego, byśmy otrząsnęli się z naszej ślepoty… Ja nas, Polaków, nie winię za tę naszą ślepotę – bowiem skażeni zaborami i komunizmem, podskórnie wciąż odczuwamy dojmującą tęsknotę za lepszym światem. Zachód – wielki, wspaniały, wolny Zachód – wciąż nas do siebie woła; nęci nas zachodnia stopa życiowa, te perspektywy i awanse, ta nowoczesna organizacja sfery publicznej. Jednak jedyne, czego możemy zazdrościć dzisiejszemu Zachodowi i do czego słusznie tęsknimy, to jego standard gospodarczy. Poza tym standardem – Zachód gnije i prowadzi sam siebie do malowniczego upadku. Dlatego powinniśmy – nie dlatego, że należy, trzeba i warto, tylko dlatego, że możemy – otrząsnąć się z naszego zachłyśnięcia cudzością i skupić się na budowaniu naszej spójnej, rodzimej wspólnoty… Ci z Państwa, którzy nie są literatami czy językowcami, pewnie nie zdają sobie sprawy, jak silne, częste w naszym polskim codziennym języku pozostają np. rusycyzmy – to są naleciałości, skażenia po zaborach; tych skażeń, niewidzialnych blizn, mamy całą masę pod naszą skórą, dlatego właśnie najwyższa pora się obudzić i zaufać w to, że Polacy mogą i potrafią stworzyć suwerenne, własne, mądre jutro.

Mówiąc o dobrze suwerennego polskiego jutra, koniecznie należy podkreślić dobro polskich dzieci i młodzieży – ponieważ to właśnie nasze polskie dzieci winny być dla nas, wszystkich Polaków, wartością kardynalną i pierwszą, o którą należy się troszczyć, której interesy należy chronić. Proponuję każdemu Polakowi gorące zastanowienie się nad tym, co dzieje się w polskich szkołach i do czego – cwano zorganizowane i przemycone do szkół – projekty, w rodzaju tego autorstwa pani Mazurek, faktycznie prowadzą i jaki jest ich rzeczywisty krypto-cel.

Mianowicie ze szkół coraz intensywniej rugowane są wszelkie informacje odwołujące się do polskich korzeni i polskich tradycji – w nowoczesnych podręcznikach różni eksperci nie chcą widzieć ilustracji np. gotującej mamy, gdyż ilustracje te przypisywane są krzewieniu w  umysłach dzieci krzywdzących i uwsteczniających stereotypów. Nasz kraj w pewnym stopniu podąża za „duchem Zachodu”; w pewnych środowiskach modne slogany genderowe z entuzjazmem traktowane są jako postępowe oraz humanistyczne i coraz mniej ludzi podejmuje rozsądną refleksję nad tym, co z tych sloganów i ich rozentuzjazmowanego powielania naprawdę może wynikać. Bardzo to smutny i płytki obraz rzeczywistości, w której rodzice muszą być uczeni przez ekspertów, jak wychowywać własne dzieci; w której dana narodowość zmuszana jest do żywienia wstydu wobec własnej tradycji kulturowej; w której interesy osobiste ludności uchodźczej ubierane są w otoczkę interesów ogółu społeczeństwa europejskiego…

W dniu 14 stycznia 2017 r. na antenie radia Trójki odbyła się audycja pt.: Raport o stanie świata, poprowadzona przez Dariusza Rosiaka, której gościem był politolog Adam Balcer. Audycja ta stanowi ewidentny przejaw pro-multikulturowej propagandy medialnej, przemycanej pod pozorem szlachetnej dyskusji o „tolerancji”. Panowie występujący w tej audycji wspomnieli wprawdzie półgębkiem o tym, że nawet sama Merkel zaczyna pilniej przypatrywać się problemowi muzułmańskich uchodźców przybyłych do Niemiec – jednak błyskawicznie przenieśli ciężar dyskursu w stronę swego głośno wyrażonego powątpiewania w to, że w ogóle występuje w Europie problem jej islamizacji. Pan Balcer raczył nawet wypowiedzieć nadzwyczajnie surrealistyczną i okrutną tezę: gdyby islamizacja Europy naprawdę miała miejsce, to przecież codziennie i we wszystkich europejskich krajach dochodziłoby do zamachów terrorystycznych skutkujących tysiącami ofiar. Tymczasem – jak stwierdził pan Balcer – ataków terrorystycznych w Europie popełnianych przez islamistów jest jakże mało, a jeden z ostatnich ataków terrorystycznych (bodaj w Izraelu, lecz nie zdążyłam zanotować tej informacji i nie mam pewności) był przecież mały i zginęło bardzo niewielu ludzi… Proszę państwa, to jest wypowiedź politologa, a mówiąc precyzyjniej: analityka do spraw Bałkanów. Jeśli tego rodzaju eksperci i krzewiciele nowoczesnej „wiedzy” grają pierwsze skrzypce w publicznych oraz medialnych dyskusjach i debatach na temat problemu tolerancji oraz islamizacji Europy – nie mam wątpliwości, iż przede wszystkim polskie dzieci i młodzież narażone są na przekłamanie faktów historycznych i politycznych, które to przekłamania z aplauzem europejskich rządów będą coraz intensywniej importowane do europejskich podręczników… służących do wychowywania, a nie do nauczania!

Poglądy pana Balcara, które wygłasza on publicznie pod szyldem „wiedzy”, to materiał na odrębny artykuł. Za pośrednictwem tego artykułu zwraca się uwagę na inny temat: na problem wypaczenia słowa „tolerancja” i wszczepiania go do umysłów polskich dzieci, polskiej młodzieży i polskich młodych ludzi.

Justyna Karolak

Justyna Karolak – powieściopisarka, publicystka, felietonistka i autorka baśni dla dorosłych i dla dzieci. Najnowszą powieść (2016) Karolak można pobrać bezpłatnie ze strony Tostera Pandory – jest to ebook (Pdf) wydany specjalnie jako prezent dla Czytelników. Dowiedz się więcej: http://tosterpandory.pl/justyna-karolak-mowa-kruka-2016-powiesc-pdf-do-pobrania-za-darmo/.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (6)
  • w porządku-niezła grzanka (5)
  • potrzebny-smaczny tost (3)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *