Polskie elity – dlaczego znowu zawiodły się na narodzie?

„Naród nas zawiódł”

Edward Gierek, w latach 1970-1980 I sekretarz KC PZPR.

„O to mam największe pretensje do Kaczyńskiego, że z cynicznych powodów dał nieoświeconemu plebsowi poczucie dostępu do władzy”

prof. Wojciech Sadurski, prawnik i politolog.

„Ciemny lud wszystko kupi”

Jacek Kurski, prezes zarządu Telewizji Polskiej.

Polskie elity nie powstały na bazie tradycji przenoszonej pokoleniowo lub awansu wynikającego z mocy talentu, wiedzy, inteligencji czy bohaterskiej postawy – one zostały wykreowane.

Przedwojenne polskie elity były systemowo eliminowane przez Niemców oraz Rosjan, tak podczas zaborów, jak i okupacji, ale również w wyniku działań wojennych. Pozostała reszta była usilnie korumpowana. Po wojnie pozostała jej zaledwie garstka, do tego jeszcze zdziesiątkowana emigracją. Z tych, którzy pozostali, duża część była związana lub sympatyzowała z ruchem marksistowskim, reszta bardzo szybko się dowiedziała, jak małe są szanse na niezależną egzystencję w komunistycznym państwie; krnąbrnych eliminowano, pozostałych skorumpowano. Inne rozwiązania nie istniały – nawet jeśli ktoś podejmował pracę fizyczną, był inwigilowany, a jakakolwiek aktywność społeczna traktowana była jako przestępcza.

Wąskie kadry uzupełnione zostały oddanymi i wyszkolonymi w Moskwie działaczami partii komunistycznej, Polaków lub nawet Rosjan o spolszczonym nazwisku.

Młodzież i dzieci wychowywano w duchu internacjonalizmu marksistowskiego, a kultura polska była lekceważona. Zweryfikowano historię, literaturę, ekonomię, filozofię oraz wszelkie pochodne tychże. Wszystkie miejsca edukacji poddano nadzorowi politycznemu, a cały kraj opleciono systemem dwu organizacji: Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej (TPPR) oraz Towarzystwa Krzewienia Kultury Świeckiej (TKKŚ). W takim środowisku szkolono i nauczano nowe pokolenia, promując szczególnie młodzież pochodzenia robotniczego i chłopskiego, poprzez specjalną punktację stosowaną na egzaminach, dodając im tzw. punkty za pochodzenie. Wyszkoloną kadrę dalej selekcjonowano z klucza politycznego, co zasłużyło na pogardliwe określenie – mierny, bierny, ale wierny. Stanowiska, publikacje, a nawet występy były dystrybuowane i dostępne tylko dla pozytywnie zweryfikowanych. Całą kulturę otoczono panteonem postaci, które stanowiły wzorce mające kształtować modele zachowań kulturowych i cywilizacyjnych w duchu socjalistycznym. W wyniku tych działań zaplanowanych długofalowo wykształciła się oligarchia znajdująca się poza społeczeństwem, otoczona do tego wewnętrznym systemem dostępu do dóbr, niedostępnych dla reszty społeczeństwa. Popierała ona powstawanie systemu kastowego w poszczególnych sektorach systemu państwa, takich jak prawo, medycyna, kultura, gospodarka, zarządzanie itd. W każdym z tych sektorów obowiązywała rotacja kadr – znana jako karuzela kadrowa, to znaczy, że skład kadry się nie zmieniał, zmieniały się jedynie stanowiska obsadzane przez uczestników karuzeli. Wpuszczenie do jej grona należało do przywilejów, których dostąpić można było w ramach szczególnych zasług, tzw. zawód dyrektor. System kastowy zapewniał sprawne zarządzanie i umożliwiał ścisłą kontrolę przepływu kadr.

W środowisku oligarchii, w kontekście kolejnych kryzysów ekonomicznych, a także rozgrywek personalnych, sterowanych zakresem wpływów służb specjalnych, dochodziło do zmian na czołowych stanowiskach. Wiązało się to ze zmianami w obszarach wpływów pałacowych, efektem ubocznym stało się powstanie niewielkiej grupy opozycyjnej neomarksistów. Wnieśli oni ożywienie intelektualne w martwy już system po-stalinowski, co zaowocowało po jakimś czasie tak zwanymi „odwilżami”, czyli zelżeniem warunków oddziaływania cenzury, wpuszczeniem na rynek kultury elementów kultury zachodniej, poszerzeniem dostępu do środków własności prywatnej itp.

Końcowym aspektem takich rozgrywek była konferencja „okrągłego stołu” oraz porozumienia z Magdalenki, tym razem jednak nie udało się skanalizować przemian, i zmiany zaczęły następować w takiej liczbie, iż ani służby, ani stara oligarchia, ani neomarksiści nie byli w stanie ich do końca skontrolować, tym niemniej wciąż są one licznie reprezentowane w sferach rządzących, sejmie oraz mediach. Nastąpiło również bardzo szerokie uwłaszczenie się tych środowisk na majątku narodowym.

Środowiskom, które nie były członkami oligarchii, ale miały pretensję do poczuwania się elitą, zaimplementowano pewien rodzaj klientelizmu, sprowadzając je do działalności li tylko usługowej. Ponieważ sferę ideologiczną zmonopolizowała partia komunistyczna, postulaty wykonawcze tych środowisk – jakiejkolwiek idei zostały pozbawione, alienując te środowiska. Zajęły się więc one głównie sobą, prowadząc niekończące się rozgrywki wewnętrzne, a poprzez brak odwołań do szerszego kontekstu – uległy patologizacji.

Ponieważ realizm był niemożliwy, elity wybrały pragmatyzm i konformizm, jako jedyną możliwą drogę pozornej egzystencji. Alternatywą była emigracja wewnętrzna lub wygnanie. Z czasem elity zaczęły przypisywać takiej postawie kategorię jakości, poszukując moralnego uzasadnienia dla swego marazmu.

Manifestując tę postawę jako nabytą mądrość środowiskową, rozpoczęły szkolenie nowych pokoleń i póki trwał reżim – pokolenia te rozumiały przekaz starych elit, jednak z czasem ich postawa zaczęła budzić zdziwienie, a nawet niesmak.

Szamocąc się pomiędzy potrzebą bezpieczeństwa, potrzebą komfortu a pozornym postępem w obrębie dialektyki marksistowskiej, rezygnując z racjonalizmu na rzecz pragmatyzmu, elity w końcu pogodziły się z poczuciem winy wynikającym ze zmarginalizowania w społeczeństwie, a nawet wyrażały zgodę na zamknięcie w swoim getcie oraz minimalizowały swoje oczekiwania na potrzeby tego getta.

W tym czasie reszta społeczeństwa była poddawana permanentnej indoktrynacji. Kapłani nowej marksistowskiej religii stworzyli na wzór starych – nowe obrządki i rytuały, a nawet cały nowy słownik na potrzeby komunikacji ze społeczeństwem. W sytuacji, w której nie istniała żadna dyskusja, ani nawet wymiana zdań, wszelkie wystąpienia stawały się monologami. Elity nie były partnerem dla tych wystąpień, natomiast czasem stawały się ich adresatem. Sytuacja ta osiągnęła constans i trwała na tyle długo, by spetryfikować świat intelektualistów w obrębie ich getta.

Dlatego mimo iż środowiska akademickie brały udział w obalaniu starego reżimu, nie pojawiły się jako prowadzące w budowaniu nowego porządku. Duża część z nich czuła się związana ze starym reżimem i była negatywnie nastawiona do zbyt radykalnych zmian, traktując zaszłą sytuację jako następny przewrót w obrębie oligarchii, prowadzący tylko do wymiany starej kadry na nową. Inni byli za słabi środowiskowo i intelektualnie, by podołać zmianom, czy w nich uczestniczyć. Jeszcze inni dumnie oczekiwali propozycji od zwycięzców. W rezultacie elity intelektualne pozostały na swoich pozycjach a inicjatywę przejęli zwolennicy neomarksizmu inspirowani przez lewicowy liberalizm z Zachodu. Symptomatycznym jest, iż to właśnie politycy próbowali wciągać w obieg życia społecznego intelektualistów i artystów, przełamując ich opór. W większości wypadków zresztą były to próby nieudane. Na niezbyt zatłoczonej scenie zatryumfowały egzotyka, tupet, marksizm kulturowy oraz wszelkiej maści służby.

Środowiska predestynowane do utworzenia nowych elit zabarykadowały się na swoich pozycjach, popadając w nepotyzm i kastowość, a odziedziczony po poprzednim systemie pragmatyzm pomagał im osiągnąć w zaistniałym chaosie stosunkowo stabilny status ekonomiczny. W ich rozumieniu była to wystarczająca rekompensata za wykluczenie ze społecznego dyskursu. W takiej sytuacji język debaty publicznej stawał się coraz bardziej brutalny i destrukcyjny. Ponieważ jednak rzeczywistość nie zna pustki, powoli zaczynały się wyłaniać nowe ośrodki inteligencji i nowe treści, prowadząc otwarty dialog ze społeczeństwem, przy wykorzystaniu nowych form i nośników będących do tej pory poza zainteresowaniem mediów głównego nurtu. Rezultat okazał się szokujący dla tradycyjnych ośrodków, ponieważ zostały zepchnięte do głębokiej opozycji, coraz bardziej tracąc możliwość negocjacji. Podniosły one gwałtowny protest, jednak obnażył on tylko ich słabość i miałkość argumentów. Stare elity nie podnoszą postulatu dialogu ze społeczeństwem, ponieważ już tego nie potrafią, a wizja społeczeństwa wyniesiona z lat 70. nie przystaje do współczesności. Nie pomaga również zawyżone poczucie własnej wartości, tak chętnie manifestowane społeczeństwu. Wymiana elit wydaje się nieunikniona, tym bardziej, że tak konsekwentnie wspierana była wyniosłą izolacją, przez tak długi okres.

Leonard Jaszczuk

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (5)
  • w porządku-niezła grzanka (3)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *