Pomiędzy mną a religią

 

pomiedzy-mna-a-religia

Czym jest religia, nie da się określić jedną, krótką i nieskomplikowaną definicją, bowiem jest ona pojęciem złożonym i różnorodnym. Najogólniej można stwierdzić, że religia jest relacją człowieka z tym, co uważa za sacrum; jest obraniem czegoś lub kogoś za przedmiot kultu i szczególnej czci… Co na temat religii sądził Nietzsche? Dlaczego wierzymy w wyznanie narzucone nam przez rodziców? Dlaczego warto zadawać samemu sobie pytania dotyczące słuszności przyjętej wiary? Postaram się choć w pewnym stopniu odpowiedzieć na powyższe pytania, zapraszam więc do lektury oraz samodzielnych przemyśleń.

Religia zazwyczaj jest nienaruszalnym i „świętym” prawem wyznawców. Wymaga od nich przyjęcia odpowiedniej postawy duchowej. Wierzący pragnie poprzez swoje uczynki zbliżyć się do sacrum. Manifestacja życia religijnego z reguły jest niegroźna, gdy dotyczy jedynie należących do danej wspólnoty wyznaniowej, lub wręcz przeciwnie – może dotykać w sposób bardzo znaczący wszystkich spoza religijnego kręgu; tak jest na przykład w islamie. W islam wpisana jest bowiem bezsporna misja nawracania na jedyną i słuszną w mniemaniu muzułmanów ideologię; islamiści realizują tę misję niestety bardzo radykalnie i bynajmniej nie w sposób pokojowy. Podążając za tą ideologią, zagrażają naszej (ludzi nieprzynależnych do wspólnoty muzułmańskiej – przyp.: J.B.) godności, a nawet życiu. Islam jest religią teocentryczną i objawioną, zapoczątkowaną przez założyciela Mahometa (polecam przeczytanie cyklu artykułów o proroku na łamach Tostera Pandory: Mahomet – życie i dzieło). Dla muzułmanina pokój będzie wtedy, kiedy wszędzie zapanuje islam.

W najbardziej znanej nam, Europejczykom, a ponadnarodowej religii chrześcijańskiej, kluczową pozostaje wiara w jednego Boga – stwórcę świata objawiającego się w trzech osobach. Chrześcijanie mają swoje miejsca święte związane z wiarą w moc uleczania chorych, przystępują do sakramentów, modlą się w kościołach. Religia ta obecna jest również w szkołach publicznych jako jeden z przedmiotów nauczania.

Każda religia w moim mniemaniu ma na celu ścisłą kontrolę nad społeczeństwem i może stać się podwaliną dla czynienia zła (nawet religia miłosierdzia, za jaką uważane jest chrześcijaństwo, doprowadziła między innymi do wypraw krzyżowych, inkwizycji, palenia rzekomych czarownic, zatajania pedofilii wśród księży). Oprócz otumanienia człowieka za pomocą swoistej ideologii nieopartej na faktach czy logicznym rozumowaniu, wiara chrześcijańska zakorzenia w człowieku terminologię winy, grzechu, a także poczucie niższości i marazm w pojęciu osłabiającym organizm (nakazy postu; nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu jako jeden z grzechów głównych – przyp. J.B.).

Chrześcijanie obarczeni są przez wiarę grzechem pierworodnym i przez całe życie muszą dążyć do odkupienia win oraz unikać grzechów wymienionych przez Kościół; uczestniczyć w nabożeństwach kościelnych (wskazane jest dawanie jałmużny na potrzeby kościoła), a także brać czynny udział w sakramentach świętych takich jak: chrzest, pokuta, Najświętszy Sakrament (Eucharystia), bierzmowanie, małżeństwo i namaszczenie chorych.

pomiedzy-mna-a-religia-1

Również spowiedź jest rodzajem kontroli i upokorzenia wiernego – między innymi ma na celu stłamsić jego poczucie wartości, nakłonić go do żalu, skruchy i poprawy grzesznej postawy, w przeciwnym razie czeka go nieuchronna kara – piekło; ot, takie straszenie w dobrym celu… ale czy na pewno? Człowiek w efekcie staje się zależny od nakazów Kościoła, który wzmaga poczucie winy i słabości psychicznej. Wiara każe człowiekowi cierpieć, żałować za grzechy, pilnować każdej myśli, czynu i potępiać siebie za te „nieczyste” myśli, by następnie wyspowiadać się z nich i odpokutować (w większości przypadków, odmawiając wybraną przez spowiednika litanię).

Według Fryderyka Nietzschego – duchowni panują dzięki pojęciom takim jak grzech, piekło, niebo, niszcząc w ten sposób zdrowy zmysł przyczynowości. Ich działania bazują na strachu i przekonaniu, że ludzie są zwierzętami stadnymi i potrzebują lidera, który ich poprowadzi, a także będzie nimi zarządzał pod przykrywką sprawowania opieki. Duchowny pragnie, by wierni słuchali go niczym stado owiec, dlatego ksiądz zwany jest „pasterzem” – „dusz pasterzem” – a wierni nazywani bywają „trzódką” czy „stadem owieczek”. Za pierwowzór do naśladowania przez chrześcijan stawia się Jezusa – dobrego pasterza; na wielu obrazach, obrazkach czy rzeźbach, którymi posługuje się Kościół, możemy ujrzeć Jezusa Chrystusa wśród owiec symbolizujących wiernych, pilnującego, by się nie rozproszyły (by nie odeszły od wiary).

Wspomniany wcześniej autor Antychrysta, filozof Nietzsche zauważył również, że podstawową zasadą nauki jest związek przyczynowo-skutkowy. Aby nauka mogła się rozwijać, potrzebne są określone warunki, między innymi sceptycyzm, zdolność do zadawania pytań, wątpienia w przekonania i dokonania innych, niepohamowana żądza poznania, odkrywania prawdy, wykonywania doświadczeń, a niekiedy przeczucie i intuicja. Tymczasem w religii nie ma miejsca na wątpliwości, na negowanie prawd objawionych, na zadawanie pytań. Wątpisz… a więc zbłądziłeś, grzeszysz, bowiem słowa kapłana i nakazy Kościoła są nieomylne i nadrzędne.

Nietzsche stwierdził, że kapłan podobnie jak ci, którzy czują się „idealistami” i patrzą na otaczającą ich rzeczywistość z góry i z wyobcowaniem, wykorzystuje wielkie pojęcia przeciwko rozumowi, zmysłom, zaszczytom, wygodnemu życiu oraz szkodliwej nauce. Tak – nauka zagraża religii, ponieważ dąży do ukazania prawdy obiektywnej, a tym samym obnaża obłudę, nie nagina rzeczywistości dla określonych korzyści, jest bezstronna. Dlatego nauka zwykle nie może żyć w zgodzie z religią, która jest „nieprawdziwa”, bo złudnie albo błędnie ukazuje powstanie i dzieje świata, rozumienie ciała i powinności człowieka. Wiara jest nielogiczna; oznacza, że człowiek nie chce wiedzieć, co jest prawdą, gdyż „wie”, że należy jedynie wierzyć, np. duchownym, w szerzone od wieków informacje, nawet jeśli mogą okazać się kłamstwem czy iluzją. Człowiek radykalnie wierzący ma więc przysłowiowe klapki na oczach i boi się je zdjąć lub nie chce tego zrobić, unikając w ten sposób wysiłku samodzielnego myślenia. Już ktoś za niego wymyślił, jak ma rozumować i postępować, a skoro robią tak wszyscy wokół, to po co się wyłamywać i narażać na złośliwe komentarze innych wierzących? Taki człowiek jest więc słaby, podległy i ideologicznie zniewolony.

Katolicy odczuwają chęć powierzenia Bogu swoich myśli, życzeń i trosk. Wierzą, że „ktoś tam w niebie” ich wysłucha, zrozumie i pomoże. Zdejmują z siebie zatem nieco odpowiedzialności za swoje czyny, bo ufają woli Boga, a jeśli coś się im nie uda – trudno, widocznie tak musiało być: „Bóg tak chciał”. Wtedy pokornie idą do kościoła i płacą za mszę świętą w jakiejś intencji. Ludzie najgorliwiej modlą się, gdy zachorują lub gdy chorym jest ich bliski – wówczas przypominają sobie o częstszej modlitwie i innych powinnościach religijnych. Jeśli modlitwy nie zostaną wysłuchane, wierni pocieszają się myślą, że oto niosą „swój krzyż” i w niebie wszelkie troski i nieszczęścia zostaną im wynagrodzone; poza tym w niebie spotkają się ze zmarłymi członkami rodziny, którzy po śmierci czuwają nad nimi i pomagają wprost z nieba, jeśli tylko mogą.

Jeżeli komuś wiara przynosi ulgę w osobistym cierpieniu, to w porządku, ale nie powinien on złorzeczyć na tych, którzy ją odrzucają albo wierzą w coś innego – którzy po prostu żyją inaczej, według własnych odczuć i zasad, o ile nie krzywdzą nimi innych…

Dlaczego nadal są chętni do wyznawania wiary, np. katolickiej?

Po pierwsze, gdy rodzimy się na danym terenie, już panuje tam pewna religia; nasi przodkowie ją wyznawali i podążając za tradycją, starsi członkowie społeczeństwa wpajają nam tę tradycję do głów, nie pytając nas o osobiste zdanie. Jako niemowlę człowiek zostaje ochrzczony, jednocześnie stając się członkiem wspólnoty chrześcijańskiej. Dziecko wiedzę płynącą od rodziców, których uważa za wzorzec, przyjmuje bezkrytycznie; zakłada prawdziwość ich słów i słuszność poglądów. Nawet gdy samo nie chce już uczestniczyć w zaimplementowanym mu życiu duchowym – będzie to źle widziane w oczach wierzącej rodziny i dopiero po usamodzielnieniu się, łatwiej odciąć się od domowych tradycji, choć w praktyce dość trudno dokonać tego całkowicie.

Po drugie, większość ludzi nie poświęca zbyt wiele czasu na rozmyślanie o słuszności swojej wiary; nie jest ukierunkowana na poszukiwanie, zadawanie pytań, gdyż od najmłodszych lat Kościół kazał – nie wątpić, lecz wierzyć, czyli ufać.

Jasne, że można przestać chodzić w niedzielę do kościoła, ale jak się zachować w związku z uroczystościami religijnymi innych członków naszej wierzącej rodziny, na które jesteśmy zapraszani?

Nieprzyjście, niecelebrowanie z resztą rodziny danej świątecznej okazji, począwszy od chrztów, komunii, ślubów, aż na pogrzebach kończąc – byłoby co najmniej w złym tonie. Kościół ma monopol na największe uroczystości dotyczące naszego życia i utrzymuje się w dużej mierze z niemałych darowizn. Oczywiście można nie ochrzcić własnego dziecka, wziąć ślub cywilny, wykupić miejsce na cmentarzu komunalnym i odbyć „ostatnią drogę” bez udziału księdza, jednak jest się wówczas skazanym na docinki i/lub „dobre rady” wierzących członków rodziny.

Również zanegowanie wyznania (apostazja) nadanego nam przez rodziców czy zmiana na inną religię, jest w Polsce dość problematyczne, i taka deklaracja zazwyczaj nie spotyka się ze zrozumieniem czy aprobatą ze strony najbliższych. Żeby dokonać aktu apostazji, trzeba udać się do kościoła, który dysponuje właściwym wpisem do księgi chrztu, oraz złożyć pisemne oświadczenie. Jeszcze stosunkowo niedawno – w przypadku apostazji – trzeba było tłumaczyć się z powodu podjętej decyzji i bronić przed częstą, a nierzadko intensywną próbą powstrzymania naszych zamierzeń przez duchownego, by efektywnie załatwić swoistą „papierkologię”. Obecnie, żeby odstąpić od wiary, już nie trzeba mieć w zanadrzu świadków ani odpisu aktu chrztu. Mimo wszystko – najprościej jest nie przyznawać się do apostazji publicznie, i tak też czyni wielu ateistów, agnostyków, i innych.

W Polsce mamy dni wolne od pracy, związane z różnymi katolickimi świętami. Religia katolicka i wynikające z niej obrzędy otaczają nas: np. okres przed świętami Bożego Narodzenia jest najlepszym dowodem swoistego szaleństwa, obejmującego wiele dni, a nawet tygodni poprzedzających samo wydarzenie; wszędzie widoczne są dekoracje i choinki, a kolędy płyną z głośników wszystkich większych sklepów, również media zasypują nas „dobrymi radami” odnośnie do prawidłowego w ich mniemaniu obchodzenia świąt. Trudno przed tym uciec – w Polsce taka ucieczka jest wręcz prawie niemożliwa; do tego dochodzi presja społeczna ubierania choinki, kupowania jak najlepszych, drogich prezentów, gotowania wymyślnych potraw. I kluczowe pytanie retoryczne: jak tu nie przyjść na wigilię do wierzącej rodziny i odmówić jej podzielenia się opłatkiem?…

pomiedzy-mna-a-religia-2

Ateizm, agnostycyzm, czy innowierstwo, wymaga pewnej odwagi, siły charakteru, przekornego ducha i nieprzejmowania się opinią innych. Także wytrwałości w osobistych postanowieniach, a przede wszystkim braku poczucia winy z racji tego, że ktoś z naszych bliskich-wierzących poczuł się dotknięty, a nawet obrażony naszą postawą, i próbuje na różne sposoby nas przekonać do swoich racji. Niestety nasi bliscy-wierzący z reguły nie dysponują (bez uprzedniej zmiany właściwego im toku rozumowania) żadnymi przekonującymi argumentami. Radykalizm religijny zamyka umysł na inne możliwości – ludzie zradykalizowani są w większości nietolerancyjni (choć mogą twierdzić coś zupełnie przeciwnego), zaślepieni słowami duchownych, których uznają za nieomylny i najwyższy autorytet zaraz po papieżu (notabene już same nazwy godności i tytułów kościelnych są wiele mówiące, np. ojciec święty). Niestety wielu z tego rodzaju religijnych ludzi czuje się od np. agnostyków czy ateistów – mądrzejszymi i lepszymi. Często ludzie ci „nie dadzą sobie nic powiedzieć”: boją się wysłuchać świeżych, odmiennych od ich punktu widzenia argumentów; lękają się utraty swoich wygodnych złudzeń i zmiany przekonań; nie chcą przyznać, że mogą się mylić i że ich wiara – dla innych może nie być słuszna; obawiają się dopuścić do własnej świadomości, że być może przez lata byli mamieni (a nawet manipulowani) i karmieni złudzeniami. Ich arogancja i wrogość jest rodzajem obrony przed innym i nowym, czyli tym, co nieznane; przed samodzielnym wnioskowaniem i poszukiwaniem alternatyw, przed zadawaniem filozoficznych pytań, przed byciem wolnym człowiekiem o otwartym umyśle.

Każda wiara jest wytworem człowieka, narodziła się z ludzkiej potrzeby (dlatego jest tak wiele jej rodzajów – ludzie nigdy nie byli jednomyślni). Niestety w dzisiejszych czasach jest środkiem do celu, a tym celem bywa kontrola i zdobywanie pieniędzy przez duchownych, nawet kosztem ukrywania prawdy, krzywdzenia ludzi. Pomimo własnych osobistych przekonań, warto spojrzeć na nią chłodnym, zdystansowanym okiem, i zadać sobie bardzo ważne pytania: czy to, w co wierzę jest dobre, czy może jest wymówką do czynienia zła, zniewolenia umysłu albo czerpania określonych korzyści? Czy moja wiara na pewno jest zgodna z moimi osobistymi przekonaniami, systemem wartości?…

Nie twierdzę, że jest jedyna, słuszna religia, lub że jedyną prawidłową drogą jest ateizm – każdy musi zdecydować za siebie. Lecz samodzielnie wyciągajmy wnioski, bo nikt nie jest nieomylny; dajmy sobie szansę odkrycia, poznania czegoś nowego. Spójrzmy na inne religie świata, zastanówmy się między innymi – czy istnieją w nich schematy dotyczące działania wobec i wiernych, i niewierzących? Równie wnikliwie przyjrzyjmy się islamowi – i zastanówmy się ze spokojem, czy z ideologii islamu mogą płynąć zagrożenia dla innowierców (dla nie-muzułmanów)? Zacznijmy od samodzielnego myślenia, konkludowania i poszukiwania alternatywnych odpowiedzi – to ważne, bo to dzięki czujności i suwerenności naszego umysłu możemy być ludźmi szczęśliwymi, bezpiecznymi i przede wszystkim świadomymi.

Joanna Bończyk

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (7)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (2)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (1)

4 komentarze

  1. Krwinka Czerwona

    Religię stworzył Bóg. Tę pierwszą, prawdziwą. Pozostałe to twory ludzkie skrywające pamięć tej oryginalnej. Zawierające jej refleksy, które słabną wraz z oddaleniem w czasie i przestrzeni od Edenu… Jej echa obecne są nawet w tak egzotycznych kulturach jak chińska: ideogram Shangdi nawiązuje do Trójcy, a Chińczycy byli pierwotnie monoteistami.
    Wiem, wiem, jakże prymitywnie i fundamentalistycznie brzmią moje słowa, ciemnogród, dno i kilometr mułu. Ale co zrobić, wolę prostacką prawdę niż najuczeńsze deliberacje.

  2. Joanno droga
    religia nie powstała po to byś mogła pod choinką znaleźć prezent, albo wysłuchała w hipermarkecie „jingelbersów” , dla ludzkości to zawsze była próba odpowiedzi na pytanie – „skąd pochodzimy, kim jesteśmy, dokąd zdążamy” (przy okazji to taki obraz jest niejakiego Gauguina). Na to samo pytanie próbuje odpowiedzieć również filozofia, antropologia i co ciekawe, historia, natomiast nie próbuje takiego pytania formułować – psychologia, ekologia, kołczing i licking a także feminizm. Można oczywiście formułować pytanie ale po co mi to wszystko, jednak zadanie takiego pytania neguje 12 000 lat historii kultury w imię 30 letniego doświadczenia modelowanego telewizyjną papką i medialnymi obcasami. Zastanówmy się natomiast nad kwestią odwagi – czy rzeczywiście odwagą jest prezentowanie postaw antychrześcijańskich – naprawdę ? W dzisiejszych czasach kopanie krzyża jest „raczej” bardziej „trendy” i w takim ślicznym anturażyku poglądów postępowo – nowoczesnych, gorzej z refleksją nad historią pojęcia „Europa”. Oczywiście możemy postrzegać to pojęcie jako wypadkową wielu doświadczeń intelektualnych jednakże wrzucanie do jednego worka ateizmu, agnostycyzmu i innowierstwa jest nie tylko błędem merytorycznym ale raczej przejawem pewnego infantylizmu, który sobie wyobraża że jak przeciw kościołowi to znaczy – odważny, sam będąc agnostykiem, nie życzę sobie do wrzucania mnie do tego kręgu i bliższa jest mi postawa niejakiego Dunsa Szkota. Ale no dobrze, niech będzie, jakoś to przeboleje – proszę jednak odpowiedz mi dlaczego postanowiłaś w tym wiadrze mieszać kijem Nickiego bo na takie nazwisko powoływał się niejaki Nietzsche. Czy chodzi ci o to że współczesny człowiek to nadczłowiek, czy może o to że „Bóg umarł” a może na wzór „Jak filozofuje się młotem” chcesz odrzucić całą współczesną etykę i mitologię, wprowadzając „Tako rzecze Zaratustra” jako obowiązkową lekturę – o co chodzi z tym Nietshzem – bo przyznam się trochę mnie to dezorientuje.

    • Leonardzie drogi!

      Zanim Asia odpowie Tobie na Twoje gorejące przekonania oraz powidoki głębokiej wiedzy filozoficznej i egzystencjalnej – które to zasoby, nawiasem mówiąc, posiadasz bez wątpienia, ale my w tej chwili: nie o nich – pozwolę sobie zauważyć w podjętej tu dyskusji z Tobą kilka kluczowych kwestii. A oto i one:

      po pierwsze, w tym artykule miana ateizmu, agnostycyzmu i innowierstwa wcale nie zostały „wrzucone do jednego worka”, jak – obruszony – wskazujesz. Raczej postawy te zostały wskazane jako dość popularne i rosnące w siłę w naszym społeczeństwie – pomimo tego, że różnice między tymi poszczególnymi mianami są duże i bez wątpienia autorka zdaje sobie sprawę z tychże różnic: jednak zupełnie nie o tym był artykuł…

      Kolejna sprawa polega na tym, że ja nie odnoszę tego tekstu do zapytań o to, po co, kiedy i na co – powstały i do czego ukuwały się religie… To, że fundamentem do zrodzenia się w istocie ludzkiej zapytań o Absolut, i o swoją własną, człowieczą drogę, była głęboka potrzeba drążenia zapytań i refleksji typowych dla królowej wszystkich nauk, którymi to pojęciami po dziś dzień – definiuje się naukę filozofię: dla mnie jako dla czytelnika tego tekstu jest oczywiste. Innymi słowy: pytania, otwierające umysł na filozofię, które w swym komentarzu wymieniłeś (skąd przychodzę, kim jestem i dokąd zmierzam?), nie stanowią ani trochę żadnej z tez tego artykułu; i nawet Twoje „odwinięcie się” w swym komentarzu Gauguinem niczego w tym temacie nie zmienia 🙂 …

      Moim zdaniem artykuł Joanny bliższy jest tezie: „Bóg w oderwaniu od myśli ludzkich – nie istnieje” (Scott Atran). I moim zdaniem dokładnie o tym de facto Joanna pisze: o tym, że rytuały i poprzez to powtarzalność (mechaniczność; automatyzm) obrzędów religijnych może zagłuszać w jednostce „głos rozsądku” czy „dogłębne, filozoficzne, osobnicze poszukiwania”, tak duchowe, jak intelektualne.

      Natomiast kwestie „europejskiej poprawności politycznej”, do których nawiązujesz, to w mym poczuciu całkiem odrębna sprawa, niemająca nic wspólnego z tym artykułem. W obliczu ww. poprawności zgodzę się z Tobą, że chrześcijaństwo – że katolicyzm w Polsce, powinien być przez zdroworozsądkowych ludzi mniej „wzgardzany” i „kopany”, a powinien być więcej świadomie podtrzymywany i zadbany jako swoiste status quo. A to dlatego, że niegroźna babunia z dźgającą parasolką obiektywnie pozostaje zdecydowanie mniej groźna od przyjezdnego dżentelmena obłożonego bombami, który gotów znienacka sobie… nam – wybuchnąć.

    • Leonardzie, Twoja interpretacja tego tekstu jest niestety nieprawidłowa. Całkowicie zgadzam się z tezą, że religia powstała również z potrzeby zadawania odwiecznych dla człowieka pytań, jednak z czasem uległa wypaczeniom, zinstytucjonalizowaniu, przestała odpowiadać na potrzeby i pytania wiernych, stała się środkiem do celu. I to ta forma mnie martwi oraz brak samodzielnego myślenia przez radykalnie wierzących ludzi, nie cała idea istnienia religii jako takiej.

      Cieszę się, że znasz dzieła Gauguina. Pytania zawarte w tytule dzieła, do którego się odniosłeś w tym komentarzu dręczyły również samego artystę i nie dał na nie jednoznacznej odpowiedzi, również religia w którą wierzył nie była w stanie (w sposób zadowalający i pełny) mu na nie odpowiedzieć. Jak zapewne wiesz jest to głębokie dzieło bez jednoznacznej odpowiedzi i ja również nie pokuszę się o odpowiedzi na te pytania, ponieważ uważam że są to dla nas kwestie nierozstrzygalne niezależne od wieku, bowiem jako ludzie mamy ograniczone możliwości poznania, również ze względu na dany nam czas i możliwości.

      Moją intencją nie jest całkowita negacja tradycji, religii, czy filozofii. Mój tekst pochwala postawę pozwalającą sobie na wątpliwości i zachęca do zadawania pytań; nawet tych kłopotliwych i trudnych. Radykalni wierzący zaś zamykają się na poszukiwanie, samodzielne myślenie, czując się lepszymi od reszty.

      Prezentowanie postaw antychrześcijańskich według mnie wcale nie jest „trendy” i nie chodzi nawet o jakiś schemat postępowania czy chwilową modę. Każde odejście od powszechnie przyjętych reguł i form w danym społeczeństwie wiąże się z konsekwencjami, bycie innym nigdy nie było tolerowane przez ogół. Ilość odwagi jaka jest potrzebna do przyznania się do inności w kwestiach religijnych zależy głównie od stopnia religijności rodziny wśród której się żyje, a nawet od miejsca zamieszkania. Na terenach wiejskich wiara jest nadal siłą żywo panującą w społeczeństwie, zwłaszcza dla starszego pokolenia, i wszelkie odstępstwa spotykane są z niezrozumieniem, a wręcz pogardą. Także szczerość wobec siebie i innych wymaga odwagi, nie polega jedynie na przyznaniu się do odstępstwa, lecz wymaga również wytrwałości w tym postanowieniu, a nie „robienie jak nam w danej chwili wygodnie”. Każdy kto od dzieciństwa miał wpajane katolickie wartości, przez rodzinę był prowadzany do Kościoła, pilnowany by codziennie wieczorem zmówił modlitwę, przystępował do sakramentów świętych itp. będzie wiedział o co mi chodzi; np. dla chłopców bycie ministrantem podczas mszy było postrzegane jako zaszczyt, dla dziewczynek sypanie kwiatków podczas procesji, takie dziecko było chwalone przez rodzinę. Wychowani w otoczeniu tego wszystkiego stawaliśmy się dorośli. Niektórzy zaczęli samodzielnie myśleć nad swoją religijnością i wyciągać wnioski (mając z tyłu głowy wierzącą rodzinę). Świadome podjęcie decyzji dotyczącej wiary i zakomunikowanie jej rodzinie, wraz z zaprzestaniem uczestniczenia w dotychczasowych powinnościach religijnych jest w moich oczach aktem odwagi; podobnie jak podejmowanie ważnych wyborów życiowych, bez względu na przeciwności i opinię postronnych ludzi.

      W tym miejscu odniosę się do Twoich wątpliwości dotyczących filozofa polskiego pochodzenia – Nietzschego (ze zniemczonej rodziny Nickich); otóż ten wielbiciel życia, sztuki i nauki, dostrzegał wady religii chrześcijańskiej, według niego umysł fałszuje rzeczywistość, prawda jest upraszczana, w rzeczywistości jest fałszem, przenośnią i o tym zapominamy ślepo wierząc w religijne doktryny, przywykliśmy do złudzeń. Nietzsche nie pochwalał stawiania dóbr duchowych ponad materialnymi. Uważał, że inna jest moralność ludzi silnych (panów) – dostojność, pewność działania, stanowczość, silna wola; a inna słabych (niewolników) – ceniących litość, altruizm, względność. Właśnie z tej moralności czerpie chrześcijaństwo, które potępił w Antychryście, krytykując postawy chrześcijańskie. Fryderyk Nietzsche był przeciwko ograniczeniom, ascezie, ucieczce w świat iluzji, fikcji, ideałów religijnych oraz moralności panującej, stawiania wartości duchowych nad własne życie i podporządkowanie się im. Bóg na krzyżu poświęcający się dla ogółu był w opinii Nietzschego symbolem ofiary z życia cielesnego, które uważał za najwyższe dobro. Dlatego był wrogiem chrześcijaństwa, które wykorzystuje wielkie pojęcia przeciwko rozumowi i nauce.

      Podsumowując Nietzsche uważał, że samo życie jest celem, na podwalinach tej koncepcji stworzył ideał człowieka – nadczłowieka (o którym wspomniałeś w komentarzu), a którego jeszcze nie ma, ale który według filozofa nadejdzie wraz ze zmianą postępowania ludzkości na moralność silną.

      Polecam Ci ponowne, wnikliwe przeczytanie tego tekstu, a także „Antychrysta” Nietzschego, na którego się miejscami w nim powołuję, by nie narazić się na myślowy plagiat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *