Poprawność polityczna po polsku

poprawnosc-polityczna-po-polsku-3

Zjawisko poprawności politycznej stało się kategorią nie tylko dotyczącą dobrego wychowania czy zasad moralnych, ale również właściwością prawną. W ramach niej można zostać ukaranym za brak dobrego wychowania wyrokiem sądowym. Poprawność ta, wynikająca bezpośrednio z tradycji anglosaskiej, była rezultatem długiego okresu panowania w tej tradycji zasad, które później stały się wstydliwe dla narodów tym zasadom hołdującym.

Bardzo długi okres niewolnictwa, jaki zbudował dobrobyt tych narodów, stał się przyczyną późniejszych kompleksów społeczeństw, które musiały zaakceptować istnienie w swoim obrębie pełnoprawnych obywateli będących wcześniej niewolnikami. Mormoni dopiero w 1978 roku cofnęli oficjalnie „klątwę” z czarnej rasy.

Proces akceptacji zresztą nie przebiegał bez konfliktów i kontrowersji. Ostatecznie od momentu, kiedy dopuszczono do nauki w jednej klasie białego i czarnego dziecka, a stało się to w 1957 roku, nie minęło zbyt wiele czasu. Prawo do gry w jednej lidze, czy nawet nieustąpienie miejsca białemu mężczyźnie przez czarną kobietę w tramwaju, za co została ukarana, nie są wymysłami – są rzeczywistymi sytuacjami, które były udziałem wykształconych białych Amerykanów jeszcze w XX wieku.

Tak, drodzy Czytelnicy: to światli, wspaniali, wykształceni biali Amerykanie jeszcze w XX wieku nie mogli uznać drugiego człowieka za partnera społecznego. W końcu Ku Klux Klan istnieje tam nadal, a powstał na uniwersytecie. Oni też są autorami wszystkich jakże wspaniałych i inteligentnych dowcipów o blondynkach. Wcześniej większość tych dowcipów dotyczyła Polaków – a czy znacie najkrótszy dowcip świata? Oto i on: – Idzie Polak idzie do teatru; ha-ha-ha; zabawne, prawda?…

Polak dla Amerykanina to był nie tylko mały, brudny złodziej z przedmieść, ale przede wszystkim katolik, co znaczy mniej więcej tyle, co – idiota. To także tradycja anglosaska, ona to pokazywała świat jako protestancki – rozwijający się kulturowo oraz technicznie w opozycji do katolickiego, zapyziałego, zastałego, zacofanego; mniej więcej tak jak my postrzegamy muzułmański. Nie wierzycie? To obejrzyjcie sobie filmy Latającego Cyrku grupy Monty Python, i to nie „Żywot Briana”, ale na przykład „Sens życia (…)”. Nawet teraz łatwiej byłoby sobie wyobrazić prezydenta Stanów jako czarnego niż katolika, co więcej, łatwiej Amerykanom sobie wyobrazić kobietę jako prezydenta, niż katolika…

A dlaczegóż to w tychże Stanach Ameryki Północnej powstały z jednej strony dowcipy o blondynkach, a z drugiej strony silne ruchy feministyczne? Proszę bardzo – oto odpowiedź!

Stany, tak jak później Australia, były nie tylko miejscem eksploracji i zdobywania nowych terytoriów – były również miejscem zesłań, gdzie pozbywano się niewygodnej części społeczeństwa, wykorzystując ją do niewolniczej pracy. W części z nich, a w części z uciekinierów oraz poszukiwaczy przygód, powstawały pierwsze faktorie i miejsca skupisk ludzkich, i – jak myślicie: czego w nich brakowało najbardziej? Oczywiście: kobiet. Do nowego świata wprawdzie zsyłano kobiety głównie za kradzieże i morderstwa, a nie jak pokazuje się w filmach – za nierząd, ale były to małe ilości w stosunku do potrzeb, a na miejscu trafiały one głównie do biznesu miejscowych „biznesmenów”, czytaj: do burdeli, które miały układ z kapitanami statków – więzień…

Ameryka nie była jeszcze okraszona wspaniałym mitem Nowego Świata, gdzie można się dorobić, natomiast osadników męskich przybywało z dnia na dzień. W Europie oczywiście wszyscy wiedzieli, że jest to miejsce, gdzie rządzi przemoc i gwałt, i nie na darmo nazwano je Dzikim Zachodem. Żadnej więc w miarę rozsądnej kobiecie nawet przez myśl nie przechodziło, żeby się tam wybierać. Natomiast dla mężczyzn już tam będących sytuacja stała się, że tak powiem – paląca, by nie powiedzieć tragiczna. Niestety prawda jest taka, że możesz mieć 10 000 hektarów ziemi, możesz nosić przy sobie 7 kilo złota, ale bez kobiety nie masz przyszłości. Jak więc rozwiązano ten problem? Po pierwsze rozpoczęto gwałtowną rekrutację wśród kobiet w Europie, gdzie wśród najbiedniejszych warstw społecznych za pieniądze samotne kobiety miały się decydować na nowe życie, oczywiście korzystały z tego rozwiązania również wielodzietne rodziny – eksportując za pieniądze swoje naddatkowe córy, których na miejscu nikt nie chciał. Przy okazji reklamowano nowy wspaniały świat nadziei dla każdego. Kobiecy „kapitał ludzki” niejako w paczkach był dostarczany miejscowym osadnikom. A wyglądało to tak:

Mężczyźni wiedzieli, kiedy przypływa kobiecy transport z Europy i stawiali się gremialnie uzbrojeni po zęby, a żeby się nawzajem nie wymordować – losowali kolejność, jakby to poprawnie politycznie nazwać… wyboru?

Kiedy statek przybijał na miejsce, kobiety wyprowadzano na rodzaj placyku, gdzie mężczyźni z bronią w ręku nerwowo oczekiwali nań, gotowi bronić swoich praw do tychże kobiet, po czym wybierali – kobiet o zdanie nikt nie pytał. Z punktu widzenia mężczyzn najgorzej miał ostatni, ponieważ już nie miał wyboru i brał, co było.

Nic dziwnego, iż w naszej kochanej Ameryce utrwalił się obraz kobiety jako bezwolnej, bezmyślnej, bardzo delikatnej istoty – umieralność kobiet była bardzo wysoka, a szczególnie przy porodach – tylko nieco lepszej od niewolnika.

Kobieta była rzeczywiście nie tylko elementem gospodarstwa domowego, nie tylko służyła do ciężkiej pracy na roli, głównie była maszyną do rodzenia. Jedynym przysługującym jej prawem była możliwość prowadzenia życia religijnego. Słowo miłość jeszcze wtedy nie istniało w Ameryce. Po kilkuset latach poniżeń i traktowania kobiet jak niepełnosprawnych umysłowo obywateli, Ameryka stanęła przed koniecznością zatrudnienia ich w przemyśle zbrojeniowym. Kobiety doszły słusznie do wniosku, że pracują na męskich stanowiskach, że pracują tak samo długo jak mężczyźni, w takim razie chcą pensji jak mężczyźni. Kiedy fabrykanci przestali się śmiać, dla przykładu spalili grupę protestujących kobiet zamkniętych w hali fabrycznej, wraz z tą halą, i tak narodził się ruch feministyczny w Ameryce. Natomiast prawo wyborcze przyznano im dopiero w 1920 roku, a w Anglii w 1928 r.

poprawnosc-polityczna-po-polsku-2

Poprawność polityczna przeniesiona w prosty sposób na nasz grunt, jest nie tyle niezręczna, ile pokraczna. Nasze określenia nie oddają w żaden sposób naznaczenia, jakie mają głębokie konotacje emocjonalne w krajach anglosaskich, u nas nigdy nie było niewolnictwa, nie było także czarnych, słowo „murzyn” nie jest synonimem niewolnika i odnosi się zdecydowanie do mieszkańca Afryki. Dla Polaka „Amerykaniec” nie ma koloru skóry, może być zarówno biały, żółty, jak i czarny; wiadomo: „Amerykaniec” to „Amerykaniec”. Samo słowo „Amerykaniec” także nie jest nacechowane negatywną konotacją, znaczy bowiem mniej więcej tyle, co obcy z Ameryki. Dla nas cechę emocjonalną mają słowa „Rusek” i „Niemiec” czy „Żyd”, ale żadne z nich nie jest synonimem niewolnika.

Inną również rolę odgrywały nasze kobiety w naszej historii. Poza tym w większości były blondynkami, co też wbrew pozorom nie jest bez znaczenia. Kobieta w rozumieniu społecznym i kulturowym dla Polaka ma konotację zupełnie odmienną niż ma to miejsce nie tylko dla narodów ościennych, ale również dla dalej położonych, w tym Anglosasów. Opisywana tradycja dla naszego obłąkanego narodu od najdawniejszych, wręcz prehistorycznych czasów wskazuje dziwną skłonność naszych plemion do traktowania kobiet jako partnerów nie tylko w czasach pokoju, ale również w czasach wojny. Bohaterstwo przypisywano zawsze w naszym narodzie nie tylko mężczyznom, ale w równym stopniu kobietom, a nie jest to częsty wypadek w kulturze różnych narodów świata, gdzie kobiety występują głównie w kontekście miłosnym: albo kochane, albo gwałcone.

Innym dość intrygującym i rzadkim wypadkiem jest entuzjastyczna cześć i adoracja kobiety, jako opiekunki naszego kraju i narodu. Ta, tak głęboka, adoracja dla symbolu kobiety w religii była wręcz kłopotliwa dla współczesnego Kościoła Katolickiego. Mężczyźni, Polacy, zdumiewali swoją adoracją w stosunku nie tylko do swoich kobiet, ale także do kobiet, z jakimi mieli styczność poza granicami naszego kraju, skąd zresztą czerpali korzyść w postaci rozlicznych podbojów miłosnych, zdumionych i zaskoczonych Angielek, Francuzek, nie wspominając o Rosjankach. Natomiast jak oceniane są nasze panie przez obcokrajowców, którzy wpadli w ich sidła? Powszechnie używa się słowa: zaborcze.

I znów jak poprzednio, poprawność polityczna staje w trudnym zestawieniu z naszymi realiami; nasze panie w zdumieniu oglądały filmy amerykańskie, w których słodkie, durnowate blondynki z wytrzeszczonymi oczyma wrzeszczały na całe gardło ze strachu na widok plamy krwi, ale w końcu tamte kobiety nie miały za sobą koszmaru dwu wojen światowych i trzystu lat zaborów, o komunizmie nie wspominając. Nie do końca w tym kontekście są jasne intencje naszych przaśnych polskich feministek. Kobieta po polsku znaczyła zawsze więcej niż gdziekolwiek indziej, nie wspominając o mianach takich jak: Matka Polka; Wanda, co nie chciała Niemca; czy Sybiraczka. W XIV wieku i w wiekach następnych – TYLKO W POLSCE I W FINLANDII panowały prawa partnerstwa w małżeństwie, gdzie indziej kobiety w małżeństwie koegzystowały na zasadzie poddaństwa.

bizdq88cyaa5wn1

W Polsce istniał zawsze tylko jeden rodzaj wyzysku i zawsze dotyczył on bez wyboru obydwu płci, a miał charakter ekonomiczny. Udziałowcem tego wyzysku były nie tylko elity społeczne, ale również mniejszości narodowe, a także religijne. Z punktu widzenia Polaka – czy był wyzyskiwany przez rodaka, czy przez Niemca, czy przez Żyda, czy Rosjanina – było wszystko jedno. Stopień wyzysku był zawsze możliwie największy. Stopień wyzysku narodu przez okupanta, czy był nim Niemiec, czy Austriak, czy Rosjanin, był zawsze możliwie największy. Podział naszego narodu w czasach komunizmu miał charakter feudalny – cesarz, dwór, służba oraz reszta, bez wyjątku, sztuka w sztukę niewolników.

Jak w takim świetle rozumieć naszą polską poprawność polityczną: czy to nie jest przypadkiem tak, że to my byliśmy tymi „Negrami”; czy to nie jest jednak tak, że to nam w dalszym ciągu przypisuje się mentalność niewolnika – leniwi, brudni, złodzieje, jasnowłosi, zmutowani, bladoocy, zboczeńcy?…  jak opisuje nas „Pomalowany ptak” Kosińskiego. Czy opis mentalności niewolnika widziany oczyma jego pana nie pasuje do wizji „polaczka” , któremu można przypisywać wszystko, łącznie z faszyzmem i antysemityzmem? Czy to nie „nasze” obozy śmierci; czy to o nas nie mówi się „polnische wirtschaft”; czy nie istnieje „polish jokes”?…

Polskie niewolnictwo ekonomiczne nie ma rasy, nie ma płci, nie ma preferencji seksualnych, nie ma religii. Polskie niewolnictwo ekonomiczne ma tylko mieć jedną cechę wartą wymienienia, z punktu widzenia pana – wytrwałość.

Leonard Jaszczuk

W Polsce kobiety uzyskały prawa wyborcze zaraz po odzyskaniu suwerenności w 1918 r., tj. 28 listopada 1918 roku.

Polish jokes (ang. dosł. “polskie żarty”) – popularne, głównie w Stanach Zjednoczonych, dowcipy o Polakach, w których są przedstawiani jako osoby głupie i pijące duże ilości alkoholu.

Polnische Wirtschaft (pol. polskie gospodarzenie) – stereotypowe określenie funkcjonujące w społeczeństwie niemieckim, dotyczące organizacji społeczeństwa polskiego. Według tego stereotypu domyślnie „polnische Wirtschaft” oznacza skrajną niegospodarność, brak planowania oraz manier, i brud.

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (4)
  • w porządku-niezła grzanka (3)
  • potrzebny-smaczny tost (3)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *