Poradnik Młodego Polaka – Jak zostać kloszardem? Odcinek X

Kolejny komunikat grudniowy – polskie radio podaje: tej nocy wskutek zbyt drastycznego wytracenia temperatury ciała, zmarło troje ludzi. Stop. Oto krótka depesza medialna. Sucha informacja. Ubrana w piękną stylistycznie otulinę, w środku której kryje się olbrzymi tragizm, jakże okrutnie trudny do zauważenia. Bo o tym tragizmie radio nie rozprawia, dziennikarze niechętnie komentują tego rodzaju mizerne zdarzenia. Nie są one bowiem atrakcyjne medialnie, nie są zresztą atrakcyjne w jakimkolwiek wymiarze – dla nikogo. Dlatego informuje się obywateli, stosując gładką, śliską, niewinną polewę językową, iż zima jest niebezpieczna, a morał, jaki z tego przekazu płynie, jest wprost niebotycznie żałosny: powinniśmy rozsądnie się ubierać, dbać, żeby było nam ciepło – obowiązkowo rajtuzy pod spodnie oraz gruba czapa na uszy. Ale – cóż to za morał? Wszyscy świetnie wiemy, że w zimie bywa zimno.

Na łamach Tostera, w ostatnim już tegorocznym odcinku cyklu poświęconego kloszardom polskim, zastanowimy się właśnie nad tym tragizmem kryjącym się w owych beznamiętnych, próżnych i nikomu niesłużących komunikatach medialnych. W cyklu tym czasami rozprawialiśmy z mocnym przymrużeniem oka nad niełatwą dla wielu z nas np.: sytuacją ekonomiczną w Polsce, naigrywaliśmy się toteż z bezrobocia czy niedomiaru pieniędzy. Ale czasami pochylaliśmy się szczerze i z należytą powagą nad życiem bezdomnych, staraliśmy się spojrzeć na kloszarda z szacunkiem, a przede wszystkim z naturalnym współczuciem. Ten odcinek będzie najmocniejszy pod względem tej powagi, bo za progiem już czekają kolorowe, wspaniałe święta Bożego Narodzenia, rok dobiega końca i nie możemy odmówić sobie niezbędnej refleksji podsumowującej pewne działania publicystyczne, jak i podejście do życia.

Zapraszamy Was niniejszym do zastanowienia się razem z nami nad tymi ludźmi, którzy – spójrzmy prawdzie w oczy: po prostu umarli z zimna, z mrozu. Przepędzani z w miarę ciepłych, na pewno osłaniających przed wiatrem, poczekalni dworcowych, traktowani z co najmniej agresją i niechęcią werbalną (często – traktowani dużo gorzej), gdy wsiadają do tramwajów i autobusów, gdzie – cuchnąc – podróżują przez miasta polskie „na gapę”, by choć przez kilka minut się ogrzać, a wtedy odwracamy od nich głowy ze wstrętem, z obrzydzeniem. Za każdym razem więc, kiedy bieżącej zimy będziesz zakładał ciepłą, piękną czapkę, obwiązywał szyję szalikiem, ciesząc się, że jest Ci ciepło, pomyśl choć przez moment o człowieku bezdomnym, który nie posiada niczego, nie ma nie tylko domu, najczęściej nie ma na sobie prostego ciepłego ubrania, cierpi nieznośny chłód i pozostaje mu jedynie na cud liczyć czy boską ingerencję, iż akurat ta zima będzie niezbyt mroźna, że może znów uda mu się przeżyć.

Tak, akurat ta zima szczęśliwie nie należy do najzimniejszych. Pomimo czego, ludzie zamarzają na ulicach. Dlatego porzućmy na potrzeby tego artykułu żartobliwy ton felietonowy. Pomyślmy o tej ludzkiej tragedii. O śmierci oddartej z patosu i z żałoby, bo po tych ludziach nikt nie płacze, a media ich odejście komunikują w postaci pojedynczej, anonimowej, nic nie wnoszącej, marnej uwagi z drobnym liczebnikiem w roli głównej. Nie wiemy, kto umarł z zimna, nie znamy jego historii, jego tragiczna i brutalna śmierć w naszej percepcji przypomina raczej zabawny żywot bańki mydlanej…

Kiedy w Wigilię Bożego Narodzenia będziesz nakrywał do stołu i układał na wytwornym obrusie dodatkowy talerzyk dla przypadkowego gościa – dokładnie w tym momencie, zadaj sobie pytanie, a potem uczciwie na nie odpowiedz: czy jeśli tego uroczystego wieczoru do moich drzwi zapuka cuchnący kloszard, naprawdę pozwolę mu wejść i zjeść wigilijną kolację razem z moją rodziną, przy jednym czystym stole?

Tą dramatyczną refleksją cykl pt.: Poradnik młodego Polaka – jak zostać kloszardem?  żegna się z Wami, dziękując za systematyczną, całoroczną uwagę, pozytywny oddźwięk i za Wasze gratulacje dla naszego pomysłu. Powrócimy ze świeżym materiałem już po Nowym Roku, kontynuując dla naszego cyklu formułę „miesięcznika”.

Jeśli ten odcinek kogokolwiek z Was uraził, spieszymy donieść, iż nie było to naszą intencją. Przepraszamy, jeżeli potrząsamy Waszymi sumieniami, lecz wiedzcie, że potrząsamy głównie naszymi własnymi sumieniami. Już nauczyliśmy się panować nad odruchem wymiotnym, który pojawia się, gdy do autobusu wsiadł cuchnący kloszard – nauczyliśmy się spoglądać mu w twarz i współczuć, a przede wszystkim – ustępujemy mu miejsca siedzącego, by mógł ogrzać się, na chwilę okrzepnąć w cieple. I Wam polecamy podobną praktykę rozwijania swojej empatii – tylko tyle; naszym celem nie jest umoralnianie nikogo, ale prowokowanie wszystkich do własnych przemyśleń i wniosków przekładających się na realne działania.

Do zobaczenia w roku 2015!

Rebeca Serri

 

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Jeden komentarz

  1. Kiedyś w cywilizowanych czasach imperium rzymskiego były dostępne dla wszystkich publiczne łaźnie – nikt nie chodził brudny, cuchnący i każdy miał gdzie się ogrzać – gdzie spać. Jak widać 2000 lat mija, a Polska dalej nie nadrobiła dystansu do kraju cywilizowanego – przykre.

    Z tego też powodu – indolencji władz, nie wpuszczamy kloszardów do autobusów, nie zapraszamy ich do wigilijnego stołu – i słusznie. Nie będzie nam obrzydzał posiłku jakiś cuchnący typ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *