Prawda się rysuje

Prawda się rysuje

Jaki jest współczesny świat? A może raczej: jaki jest współczesny człowiek?…

Świat stanowi wstrząśnięty i zmieszany koktajl mnóstwa technologii, jakie, zachodząc jedna na drugą, tworzą wspólnie niezgruntowany, malowniczy, papuzi kalejdoskop wrażeń. Kalejdoskop ten – jak to kalejdoskop – pozostaje dziecinnie nieskomplikowany, lecz optyczne wrażenia, które wywiera, sieją przed świadomym wzrokiem gęste zadaszenie ciężkich do zdemaskowania kształtów i niezrozumiałych przesłań.

Człowiek przesycił się łatwą obsługą zbyt rozległej gamy sfer życia, by móc określać siebie w dalszym ciągu – istotą poszukującą i bez przerwy, uczciwie łaknącą ustanowić swoją głęboką tożsamość.

Ludzkość stała się konsumpcyjna, by nie powiedzieć, że pasożytnicza. Niczym robaki wypasamy się na kalorycznym polu łatwo dostępnych i łatwo obsługiwalnych technologicznych rozwiązań i hamburgerów. Zapominamy przy tym, że głód zrodzony z materialnego pragnienia posiadania – nie może zaznać stanu zaspokojenia.

Postać, sylwetka, forma – i dosłownie: ciało człowieka – stały się oddarte z ustalonych przez epoki estetycznych kodów służących do porozumiewania się. Oddarte z wszelkich uniformów. Krawat krawatowi nierówny. Sukienka koktajlowa z koronką wokół dekoltu wkroczyła bez krztyny refleksji w gościnne progi poranka. Upatrzysz i bez mała wieczorowe kreacje w bankach i urzędach, za dnia, przed nastaniem zmierzchu.

Medialne kanały, przez które przepływają w tę i we w tę niezliczone i niezliczenie prędkie informacje, pokrzykują na ludzi z granicy niczym nieuzasadnionego bezwstydu, jak z magicznej ambony. Nagość i erotyczna natarczywość pcha ku ogółowi ośmiornicze macki, wyciąga je przed siebie jak nieskończoną, i lepką na wzór pajęczej pułapki, linię prostą.

Prawda się rysuje 1Pieniądze, pieniądze, pieniądze… I wystawiona na pokaz cielesność, której przewodzi odsłonięta z kuszącej tajemnicy seksualność… Wszelkie jakże stare, a tym silniej współczesne, przewiny człowieczeństwa – człowieka, ludzkości, świata?… – „naturalnym” rytmem usługują kolejnej prastarej, acz nader aktualnej potrzebie, tym razem: władzy, wzmacniając jej iluzoryczność, amoralność, płytkość i zachłanność.

Zda się, że świat, że człowieka zjada za życia gorączka. Identyczna do tej, którą niegdyś były choroby, na jakie nie było szczepionki ani uśmierzającego lekarstwa.

Zda się, że świat, że człowieka wytrawiają odruchy szalenie niskie. Studnia bez dnia: pieniądze. Nienakarmiony apetyt: cielesność serwowana na śniadanie, bez zamówienia. Pożądanie luksusu: zamknięte na siłę oczy przed dramatami, kieszenie stale głodne nowych podwładnych.

Zdawać by się mogło, że świat, że człowiek – jesteśmy tym, czym jesteśmy, bo nadto skoncentrowaliśmy się na ziemskich, strywializowanych, prostackich aspektach egzystencji.

Zda się, mogłoby się zdawać…

Współczesna rzeczywistość ładnie prosi o sprawiedliwy samosąd.

Prawda rysuje się zgoła odmienną:

prymitywna konsumpcyjność współczesnego świata budowanego przez współczesnego człowieka nie wynika wcale z faktu, że ludzkość zogniskowała się na przyziemnych aspektach swego jestestwa, powziętych z chęci, by działo się łatwo i wygodnie. Wręcz przeciwnie: jesteśmy do tego stopnia konsumpcyjni, tak konsekwentnie marnotrawiący własnoręcznie zbudowaną rzeczywistość, bo zapomnieliśmy o ziemskich dobrach, których kondycji i jakości winniśmy bezapelacyjnie bronić, osłaniać je jak kiełkującą roślinkę.

Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, urosły w nas nienasycone deficyty. Codziennie gramy w ponurym teatrze, występujemy na jaskrawo oświetlonej, a niePrawda się rysuje 2 odkurzonej scenie. Zapomnieliśmy, że pieniądze są niezbędne do przetrwania – i do niczego ponadto. Że seksualność chroniona być powinna przez piękny, filuterny woal intymności. Że władza była i będzie wyłącznie mdłą iluzją osobników maluczkich. Pozwoliliśmy wmówić sobie, że umysły nasze i serca za zadanie mają kierować się tylko w stronę wartości podniosłych, kultury tak zwanej wysokiej, instynktów ściśle duchowych i wybujałej ochoty, entuzjazmów na miarę Syzyfów oraz celów iście Ikarowych. Tak oto urosły w ludziach deficyty. Bo zapomnieliśmy o prostych, koniecznych, nieuchronnych i zbawiennych korzeniach. O tym, że zrodziliśmy się – jak kwiaty i drzewa – z gruntu, z Ziemi, i w niej dokładnie jestestwo nasze spocznie bezpiecznie, nigdzie dalej i jako nic więcej, aniżeli popiół.

O tym, że zamiast nieustannie poszukiwać przyjemności, wystarczy nauczyć się szczerze ją przeżywać.

O tym, że przetrwanie w rozumieniu zwierzęcia, jakim jest człowiek, nie może do kostek sięgnąć cnocie przeżywania – czucia na poziomie cudownym, organicznym, wolnym od gorączki zbyt lotnych myśli.

O tym, że „posiadać” jest czasownikiem dokonanym, doskonale zamkniętym, niepodobnym do studni bez dna.

Tymczasem na dnie głębokiej studni leży jabłko. Wspaniałe, rumiane jabłko – prosto z drzewa, ze starego, zapomnianego sadu. Zarzuć wędkę, wyłów jabłko, spożyj ze smakiem…

… aż do pestki. Nie myśl o tym, jaki smak miało jabłko. Pomyśl o tym, co skrywa się w pestce, jaką pestka ma strukturę, czym ona jest. Pomyśl, czy ziarno sprzed epok ma prawo różnić się od ziarna współczesnego. Pomyśl o Ziemi, z której rodzi się stara jabłoń, która rodzi rumiane owoce. Pomyśl, dokąd zmierzasz. Pomyśl…

 

Justyna Karolak

 

 

 

 

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (2)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *