Prawda, tylko prawda i postprawda

Cóż jest prawda? Piłat zapytał Joszuę, zwanego Christosem. Cóż jest prawda – zapytał zmęczony rzymski urzędnik, arystokrata, zesłany na prowincję, biednego potłuczonego Żyda, którym gardził. Cóż bowiem mógł wiedzieć ten barbarzyńca – Joszua – o całym dorobku kultury śródziemnomorskiej, o filozofii, o sztuce, o architekturze i, w końcu, o polityce? Stał tutaj, już w zasadzie skazany, nikomu do niczego niepotrzebny, a na zewnątrz wył tłum – żądny jego śmierci. Piłat i tak musiał go skazać, bo przecież skazał Barabasza, a ten naprawdę był niebezpieczny. Istniało wprawdzie podejrzenie, że Joszua pochodzi z królewskiego rodu i nie wypada go ukarać jak najgorszego ciurę, ale Sanhedryn domagał się wyroku, i kogo to wszystko w końcu obchodzi… Niech sami zadecydują, czy chcą go uratować.

I tak pozostaliśmy z tym pytaniem, które wyziera na nas z mroków historii i wisi od dwóch tysięcy lat nad naszymi głowami, jak miecz Damoklesa: cóż jest prawda?

To nie tylko cyniczny żart, który deprecjonuje miejscowego prostaczka i nadaje nam głębi, abyśmy mogli się wykazać wirtuozerią poglądów – to przede wszystkim wyraz naszej porażki. To pytanie o sens naszej tożsamości. Oto stoimy samotnie wobec sumy naszej wiedzy i bezsilnie pytamy – cóż jest prawda? – nie potrafiąc jej wyodrębnić w meandrach naszych myśli. Bo czyż nie wszystko jest względne?

A może jest tak, że ty masz rację, ja mam rację, on ma rację – każdy ma swoją małą prawdę do domowego użytku, bo niby kogo stać na jakąś dużą prawdę. Pana dyrektora, prezesa, kierownika stać – on ma na nią monopol, a ja? Cóż, ja mam długi; po co mi prawda. A tak, skoro każdy ma jakąś prawdę, to nie jestem taki podły; jestem dobry, jestem tolerancyjny!

A skoro tak, to ukryje się za eleganckimi wybiegami erystyki, aby się zmieścić w kanonie poprawności politycznej – to takie wygodne i dobre przecież jest. Prawda?…

Egzystencjalizm, dzieląc ludzi na osobne byty, tragicznie skazane na niezrozumienie, uwolnił nas od odpowiedzialności za głoszenie prawdy, zagłuszając jednocześnie potrzebę jej poszukiwania.

Teraz możemy, już bez tej potrzeby, unikać sytuacji konfliktowej; możemy żyć w prawdopodobieństwach, a do nich ma prawo każdy – przecież.

Pozostaje tylko jedna niedogodność, z którą trzeba sobie jakoś poradzić, i jest nią – kłamstwo.

Dramat już nie polega na pogodzeniu się z utratą prawa do prawdy, niewygodnej i doktrynalnej. Prawdy, która graniczy wszak z fanatyzmem, która sama w sobie jest nietolerancyjną i wykluczającą wobec intencji – tych wszystkich dobrych intencji, jakie mam ja, i wszyscy inni. Prawdziwy dramat polega na pogodzeniu się z kłamstwem.

Już nie pytany, z głębi naszej mądrości – cóż jest prawda?

Teraz pytamy z głębi naszego konformizmu – cóż jest kłamstwo?

Czy kłamstwem jest może reklama, a może jest nim psychologiczny marketing, a może prawo do interpretacji – gdzie przebiega cienka granica pomiędzy informacją a indoktrynacją?

Kłamca nie mruży już oczu i nie lęka się, że opadnie mu maska. Uśmiecha się cynicznie i mówi: – Och, to tylko polityka!

Kłamstwo już dawno przestało być czymś wstydliwie prywatnym – stało się własnością milionów. Kłamstwo ubrane w elegancki kombinezon mediów, mówi: – Oto jestem i nie możecie oczekiwać, że będę czymś, czym nie jestem.

Ponieważ prawda jest grubiańska i nietolerancyjna, to trudno, żeby coś, co jest jej antynomią, stawało się od razu kłamstwem – to przecież takież jednoznacznie stygmatyzujące i wykluczające. Coś, co nie jest prawdą – a przecież nie do końca wiemy, czym ona jest! – nie musi być od razu nieprawdą; może znajdźmy określenie mniej agresywne, mniej antagonizujące tę że „inną prawdę”?…

I tak właśnie powstała post-prawda!

To taka prawda, jaką ci zaprojektowano, abyś ją polubił. Abyś ją przekazał dalej. Abyś stał się jej wspólnikiem. To już nie jest koloryzowanie i interpretacja faktów, to już nie jest niedomówienie – to pełnowymiarowe, prawdziwe kłamstwo ubrane w taki sposób, aby jak najbardziej przypominało prawdę.

To już nie podyktowany sprytem czy strachem wybieg – to profesjonalna produkcja, za którą stoją nie tylko pojedynczy ludzie, ale także wyspecjalizowane zespoły i organizacje.

Ze smutkiem patrzę w głębię dziejów, czytając idealistyczne i naiwne wyznania poszukiwaczy prawdy, spisane przez wielkich prawodawców i mędrców… Po cóż to wszystko?

W moich uszach brzmi jeszcze fraza – a kto by złe świadectwo składał, przeciw bliźniemu swemu, ten…

Leonard Jaszczuk

Jako ilustrację artykułu umieszczono obraz Paula Gauguina, pt.: „Skąd przyszliśmy? Kim jesteśmy? Dokąd idziemy?” (1898).

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (4)
  • w porządku-niezła grzanka (4)
  • potrzebny-smaczny tost (4)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

2 komentarze

  1. Fajny wpis. Będę tu częściej zaglądał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *