Prawo szerzenia wiedzy i inteligencji

Jako metabolity materii ludzkość musi istnieć: je, przetwarza, wydala. Po prostu na tym polega egzystencja, która czerpie z tego procesu energię. Ale to nie jest jeszcze życie, to zaledwie biologiczna egzystencja.

Pytanie brzmi – czy inteligencja ma prawo żyć, a nie tylko istnieć?

Bo jeśli tak, to egzystencja mocno się skomplikuje. Przestanie być już tylko naturalną ścieżką, coraz bardziej zmierzającą ku śmierci, gdy coś w niej już zależy od dążeń i od wyborów człowieka. Natura, jaką zastaliśmy, będzie przedmiotem przemian i naszym dziełem.

To jest prawdopodobnie najważniejsze pytanie, bo związane z nim konsekwencje poniesie cały Wszechświat. Ten ogromny przestwór, pełny na razie jedynie naszych wyobrażeń, będzie wcześniej czy później areną odpowiedzi i jej podmiotem. Wszystko, co się „wkrótce” w skali kosmologicznej, bo na przestrzeni milionów lat, wydarzy – będzie uzależnione od tego pytania, a odpowiedzi na nie – udzielane w coraz to szerszym kontekście.

Kiedy człowiek inteligentny wychodzi z domu, horyzont zdarzeń ograniczony jest do tego, co odbierają jego zmysły, co dla powyższego pytania stanowi najwęższą możliwą, bo indywidualną perspektywę.

Kiedy patrzymy na Drogę Mleczną, z najszerszej obecnie wyobrażalnej perspektywy, są tylko dwie równie przerażające możliwości: albo jesteśmy w niej sami i wszystko, co się stanie, zależy od nas, albo natrafimy w niej na mniej inteligentne rasy. Nie martwmy się trzecią, całkowicie bezpłodną intelektualnie możliwością, że o wszystkim zdecyduje plan natury albo starsza i mądrzejsza cywilizacja obcych, albo Bóg – bo to nie prowadzi do przyszłości, w której cokolwiek zależy od ludzkości. Nie ma sensu stawiać pytań i być w takiej przyszłości inteligentnymi ludźmi. Bylibyśmy tylko smutni i puści, bo pozbawieni esencji stwórczej, czyli wiecznie czekający śmierci i bez pragnień.

Jesteśmy w stanie zasiedlić całość galaktyki w najwyżej kilkanaście milionów lat i to przy wykorzystaniu obecnie działających technologii, a gdybyśmy opanowali energię Słońca, czyli fuzję termojądrową – moglibyśmy to zrobić w zaledwie kilka milionów lat, czyli w promil czasu, jaki minął od powstania życia na Ziemi. Pomimo tak niewielkiego czasu w skali kosmologicznej, ostatnie układy gwiezdne będą już prawdopodobnie zasiedlane przez gatunek, a jeszcze pewniej przez gatunki postludzkie, ponieważ około 4 miliony lat minęło, odkąd praprzodek człowieka zaczął chodzić na dwóch kończynach. Przez tak długi okres w naszej fizjologii wiele może się zmienić.

Przemierzając Kosmos i zasiedlając kolejne układy gwiezdne, wcześniej czy później natrafimy na inteligentne życie. Przy czym, posługując się pierwotnym założeniem, które zakłada, że to my wybierzemy naszą przyszłość, taka inteligencja będzie musiała być mniej rozwinięta od nas.

Nasza galaktyka to wielkie, ale skończone miejsce. Co zrobimy, jeśli za milion lat pełnego rozwoju spotkamy obcych, którzy będą dysponowali dopiero pierwszymi rakietami chemicznymi? Podarujemy im sekrety fuzji czy zniszczymy ich lub zamkniemy w rezerwacie, cofając ich w rozwoju np. do epoki brązu? Jeżeli ich cykl rozrodczy będzie krótszy albo będą nieco bardziej przebojowi, to wiedząc, co można osiągnąć i odkryć przez milion lat, łatwo będziemy mogli obliczyć, kiedy to ludzkość będzie na ich łasce, jeśli pozwolimy im dalej się rozwijać.

Cywilizacja planety całkowicie pokrytej ciekłą wodą może nawet składać się z istot inteligentniejszych, ale brak możliwości rozwoju chemii czy rozpalenia ognia na dnie oceanu uniemożliwiał rozwój technologii dającej drogę do gwiazd. Co z taką inteligencją powinniśmy zrobić? Pomóc jej opracować lekarstwa na ich choroby, czy bronić jej dostępu do naszych zdobyczy, w imię obawy przed budowaniem sobie konkurencji, która będzie, obok naszego terraformowania, aquaformować planety kolejnych gwiazd?… Może się jednak okazać, że bierność doprowadzi do większej mobilizacji tych istot, które po pierwszym kontakcie wiedzieć już będą, że z każdym rokiem jesteśmy silniejsi i sami wydostaną się ogromnym wysiłkiem ze swojej planety – już jako zdeterminowani konkurenci i przyszli wrogowie – wszystko dlatego, że nie pomogliśmy im, kiedy tego potrzebowali.

Jesteśmy dopiero na początku drogi decydowania o przyszłości biosfery, jednak już zdecydowaliśmy roztoczyć pewne przywileje dla zwierząt przebywających w domu człowieka, np. preferowanych ras kotów i psów. Kiedyś być może do pełnej miski i wody podarujemy tym gatunkom hodowlanym dużo większą inteligencję, czyniąc z nich lepiej dopasowanych towarzyszy albo stworzymy rasę niewolniczą – nie na tyle inteligentną, aby mogła nam zagrozić, lecz na tyle inteligentną, aby była przydatna do umilania życia.

Kiedy prymitywne ludy w Amazonii, mniej rozwinięte niż starożytne cywilizacje z epoki brązu, umierają z powodu braku dostępu do medycyny, łatwo możemy coś na to poradzić. Przywozić do szpitali na krótkie leczenie, by potem chętnych odsyłać z powrotem do dżungli. Tych ludów liczebnie jest tak niewiele, że byłoby na to stać cały rozwinięty świat. Możemy też na siłę wysiedlić wszystkie takie plemiona w imię dobra ich przyszłych pokoleń, na podstawie wyimaginowanego prawa do życia w dobrobycie. Nauczyć je uprawiać ziemię, aby miały co jeść, a w drugim pokoleniu wtłoczyć ich dzieci w najniżej zarabiające zawody. Za kilkadziesiąt lat ich potomków będzie więcej – tak że w ogólnym rozrachunku pomożemy ich puli genetycznej, ponieważ poziom życia ich wnuków będzie wyższy niż obecny poziom życia przywódców plemion.

Kraje kolonialne zabijały Indian całymi milionami, ale ich potomkowie żyjący obecnie na tych terenach nie dopuszczali się przecież tych zbrodni. Natomiast bogactwo, które przedstawiciele cywilizacji mogli wytworzyć na terenach zamieszkiwanych kiedyś przez te ludy, sprawia, że w ramach wdzięczności za zasoby można za te niedobitki wziąć odpowiedzialność, nadając im prawo nie tylko do istnienia, lecz również do istnienia na podobnym poziomie technologicznym co reszta świata.

Takie rozumowanie (oparte na idei prawa do technologii i nieumierania z powodu głodu i chorób) również uprawnia do otoczenia technologiczną opieką ludów z pozostałych kolonii, w tym Afryki. Używam tutaj terminu „technologiczna opieka” jako opisu dostępu do służby zdrowia i tym podobnych zdobyczy cywilizacji, a nie do przebywania na terenach kraju kolonialnego. Tutaj ponownie wracamy do pytania o istotę prawa bytu inteligentnego do wiedzy, która daje mu większe możliwości działania. Odkąd Europa skolonizowała Afrykę i przekazała jej różne technologie, odtąd musi mierzyć się z ekspresją tych ludów wykorzystujących te zdobycze. Bez kolonizacji ich poziom technologiczny przypominałby pewnie ten reprezentowany przez Indian z dorzecza Amazonki (powiększony nieco o wiedzę Arabów, którzy wykorzystywaliby ich po dziś dzień jako niewolników). Lecz ludów Afryki bez pomocy z zewnątrz byłoby sto razy mniej. Dzięki kolonizacji liczba ludności tego kontynentu zwiększyła się znacząco i w najbliższym czasie dwukrotnie przewyższy ona liczebność starego kontynentu.

Odkąd pewne państwa przekazały technologię nuklearną i rakietową Korei Północnej, świat musi mierzyć się z nowym wodorowym zagrożeniem.

Każde prawo to czyjaś odpowiedzialność. Innymi słowy żaden byt nie posiada z urodzenia żadnych praw (prócz naturalnego prawa do życia). Każde prawo jest nadawane, a ten, który to czyni, bierze na siebie odpowiedzialność zapewnienia dostępu do korzyści z tych praw wynikających (inaczej są to tylko puste obietnice). Ponosi on również moralną odpowiedzialność za konsekwencje realizacji tych praw przez nimi obdarowanego. Kiedy spotykamy mniej rozwiniętych ludzi, plemiona, narody, czy nawet gatunki jako cywilizacje, nie jesteśmy za ich niższy poziom technologiczny odpowiedzialni, a obdarzenie ich zdobyczami wiedzy, do której sami nie doszli, zawsze wiąże się z odpowiedzialnością obdarowującego.

To dlatego wraz z nieustannym poszerzaniem perspektywy, musimy ciągle rewidować powody, dla których przekazujemy inteligencję i wiedzę coraz większej liczbie istot – ponieważ już dawno minęły klarowne dualistyczne czasy, dla których prawdziwym miało być zdanie Sokratesa: „istnieje tylko jedno dobro – wiedza, i tylko jedno zło – ignorancja”.

Zibikendo

Artykuł polemiczny do tego tekstu – http://tosterpandory.pl/pomiedzy-fukuyama-a-huntingtonem/

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (3)
  • w porządku-niezła grzanka (4)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (1)

Jeden komentarz

  1. Będzie tekst do dyskusji, pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *