Przepaść sensoryczna

Przepaść sensoryczna 4

Człowiek.

Gdzie leży jego miejsce? Ile on wie? Jak wiele może zrozumieć? Gdzie – w które rejestry – możemy kierować jego naturę ku pełniejszej przyszłości? Po jakich torach będzie ona podążać, aż do granic poznania oraz własnego zrozumienia i wyśmiania siebie?

Głosiciele „postępu”, racjonalizowanego nawarstwianiem się wiedzy ludzkiej, uważają, że ludzkość będzie rozwijała się niepowstrzymanie i stale. Że każdy kolejny rok gospodarczy, musi zamknąć się dodatnim bilansem PKB. Że wydobywać będziemy coraz więcej i wydajniej surowce, których nie będziemy marnotrawić, a które zachowamy poprzez rozwój tzw.: recyclingu. Że to, co nauczyliśmy się, sprawia, że nieustannie wzrasta nasz punkt startu – intelektualny poziom początkowy. Stoimy już na ramionach gigantów poprzednich epok i to jest „straszne”.

Przerażające jest to, że całkiem świadomie i w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem twierdzimy, że będziemy rozwijać się w postępie geometrycznym – jak wirusy. Licząc, że każdy rok zamknie się podobnym procentowo wzrostem wszystkiego – tak naprawdę zakładamy, że nie tylko będzie nam coraz lepiej, lecz że tempo polepszania się wzrośnie.

„Każdy, kto wierzy w ‘wykładniczy wzrost’, jest albo wariatem, albo ekonomistą” – rzekł Kenneth Boulding.

Lecz zostawmy na chwilę ekonomię.

W warunkach niepowstrzymywanego rozwoju, człowiek może być pewny tylko jednego – zmiany. Nasze zdolności przystosowywania się do nowego, zależą od poziomu skomplikowania naszych struktur, a wewnętrzne interakcje naszych części składowych są więc mniej więcej stałe. Nie ma podstaw, aby zakładać, że organizmy, tak wielce skomplikowane jak nasze, były w stanie wypracować jakieś dodatkowe mechanizmy przystosowawcze w tak krótkim, z punktu widzenia ewolucji genetycznej, czasie. Dlatego nic wewnętrznego nie obroni nas przed przyspieszaniem zmian. Wcześniej czy później negatywnie odbije się ona (zmiana) na kondycji fizycznej i mentalnej człowieka.

Lecz pójdźmy jeszcze dalej…

Gdzie jest miejsce na rozwój ludzkości? Ile nam jeszcze tego miejsca pozostało?

Ludzie dążąc do szczęśliwości – utopijnej, idealnej przyszłości – przede wszystkim nie chcą zginąć w trakcie podróży. Dlatego wykształciliśmy mechanizmy niwelowania fizycznej losowości, eliminujemy zagrożenia poprzez budowę fizycznego (mieszkania) i medycznego (opieka zdrowotna) kokonu. Oprócz tego, staramy się unikać szkodliwych zachowań (policja) oraz wdrażać najlepsze praktyki postępowania (nacisk na bezpieczeństwo), które nieustannie zmniejszają ryzyko utraty przez człowieka życia i zdrowia. Nasze sukcesy w powyższym, są dla nas miarą postępu cywilizacyjnego.

Ale uświadamiając sobie ten mechanizm, orientujemy się, że życie i jego ochrona są zaledwie warunkiem koniecznym – pierwszym oczywistym krokiem, najmniej istotnym, bo najprostszym – środkiem do celu. To, co naprawdę ważne, jest dopiero celem.

Co jest celem dla ludzkości? Przyszłość doskonała. Jak ona wygląda? Tego nie wiemy, ale poznając naturę człowieka, możemy wykreślić warunki brzegowe – jej obrzeża, ramy.

Na pewno przyszłość doskonała musi być doświadczalna. Na pewno przyszłość doskonała nie będzie jakimś super klastrem kolektywu, atrakcyjnym jedynie dla superinteligencji, lecz odpowiedzią na potrzeby jednostki ludzkiej – człowieka. Wniosek, jaki z tego wypływa, jest dla nas nieco obraźliwy. Czego byśmy nie wytworzyli, piękno, które będzie naszym udziałem, będzie musiało zmierzyć się z poważnym ograniczeniem sensorycznym naszych zmysłów:

Brakiem fotograficznej pamięci, ograniczającym możliwe skojarzenia. Brakiem rozdzielczości węchu, słuchu i wzroku, limitującym głębię doznań i wrażeń. Ograniczeniem kąta i zakresu odbieranych częstotliwości fali elektromagnetycznej i dźwiękowej, przez co nigdy nie usłyszymy i nie zobaczymy prawdziwej, przebogatej symfonii galaktyki.

Jesteśmy poważnie ograniczeni w naszym zakresie pojmowania. Nie wyobrażamy sobie więcej, niż trzy, z dostępnego we Wszechświecie multum wymiarów. Nic nas nie zmusi do zobrazowania, a nawet uświadomienia sobie istoty nieskończoności albo zera – pomimo naszej pewności istnienia obu pojęć.

To trudne być jednostką ludzką. To obraźliwe dla Wszechświata, że rozumie go i doświadcza coś tak limitowanego. Rośnie na jego łonie nieco bardziej skomplikowany wirus, przypatrujący Mu się z zachwytem jednym okiem, i to przez bardzo marną szparę; nie mogący Go nigdy doświadczyć w pełni.

Człowiek – to brzmi ograniczenie i taka też będzie nasza docelowa, „idealna” przyszłość, wyznaczy ją nasza perspektywa. Zbudujemy wokół siebie coś na naszą miarę i już z dzisiejszego poziomu widać, że będzie to konstrukcja nieszczególna i wątła.

Miarą tego, co zdołamy już nie jako ludzie, lecz jako cywilizacja osiągnąć, będzie więc zdolność odczłowieczenia się na lepsze – zmieniania siebie. Tak, aby wraz z odchodzeniem od naszej przyziemnej przeszłości – wyznaczać sobie głębsze i pełniejsze kierunki i cele.

Tako rzecze Zaratustra:

„Ja was uczę nadczłowieka. Człowiek jest czymś, co pokonanym być powinno. Cóżeście uczynili, aby jego pokonać? (…) Czymże jest małpa dla człowieka? Pośmiewiskiem i sromem bolesnym. I tymże powinien być człowiek dla nadczłowieka: pośmiewiskiem i wstydem bolesnym”.

Zbigniew Galar

 

Jako ilustrację do artykułu umieszczono kadr zdjęciowy z filmu pt. „Prometeusz” (2012) w reż. Ridleya Scotta.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (0)
  • w porządku-niezła grzanka (0)
  • potrzebny-smaczny tost (0)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *