Przygoda z kajaniem

justyna karolak

W odcinku pierwszym będzie o tym, jak pewnego razu na polskiej równinie bezprawia i niesprawiedliwości KAJAła się pewna niepokorna i bezwstydna.

 Biedna Kaja Malanowska. Biedna pisarka nominowana do Nike, biedna, bo się kaja.

Mowa o występach facebookowych Malanowskiej, kiedy to słowami na literę „k” i „p” wyraziła, jakże literacko, swą głęboko zalegającą osobistą frustrację i pogardę wobec świata. Półtora roku katorżniczej pracy twórczej nad książką i ledwie sześć tysięcy wątłych polskich złotych z hakiem w Malanowskiej kieszeni. Pisarka oświadcza ze śmiertelną powagą na infantylnym portalu społecznościowym, iż ma ochotę strzelić sobie w łeb. Na koniec tej wykwintnej pod względem językowym i moralnym wypowiedzi, w domyśle obraża czytelników, dzięki którym egzystuje ona, wielka Malanowska, jako pisarz, jako artysta, bo owe wątłe złote, które wpłynęły na jej konto z tytułu tantiemów, pochodzą przecież prosto z czytelniczej kieszeni.

Tak zabawa w bycie pisarzem się nazywa: napisaną we krwi, pocie i łzach powieść przejmuje wydawca, który łamie tekst do druku, oprawia w okładki, ładuje do księgarni i tak dalej. On też dystrybuuje dzieło, a więc dostarcza je w czytelnicze ręce, udostępnia, autor istnieje na końcu tej drogi, otrzymując honorarium od każdego sprzedanego egzemplarza, określone wcześniej w procentach zasadami sporządzonej na piśmie umowy. Czytelnicy kupują Malanowską, Malanowska dostaje swoją pensję. Nie kupują – nie dostaje. Jaka ta pensja by nie była, mikroskopijna czy kosmiczna, obrażanie chlebodawcy i fana w jednej osobie jest zjawiskiem na miarę źle ogrzanego piekła, parafrazując Kisiela. Bo pisarzowi nie płaci wydawca, lecz czytelnik, to on jest w tym przypadku chlebodawcą. Koniec końców, to on, czytelnik decyduje o wszystkim, nie wydawca, i nie Malanowska.

Nie można w ten sposób podchodzić do sprawy: książka źle się sprzedała albo wydawca przyznał mi za mały procent zysków, więc będę bluźnić na ludzi, którzy mnie kupili i przeczytali, za to, że mi mało. Oto postawa godna trzylatka w fazie buntu, nie artysty. Przez takie postawy rosną tępe mity o artystach nie znających pokory, zarozumiałych i próżnych samozwańczych kapłanów latających kościołów makaronu, gdzie na ołtarzu ich wielkości wszyscyśmy winni składać tłuste dary, za samą postawę próżniaczą, za samo istnienie przepełnione bezrefleksyjnym tupetem.

I nie ma co wieść tłumów na wyimaginowane barykady, Pani Kaju. Tu nie ma żadnej rewolucji. Wbrew temu, co głoszą różne serwisy internetowe, Malanowska wcale swoimi żałosnymi występami nie zadała żadnego ważnego pytania o miejsce i jakość życia artysty w Polsce, artysty w ogóle oraz artysty w szczególe, jakim jest pisarz. Postawa tej pani jest godna wyłącznie potępienia, jest to postawa, która zawstydza, powoduje niesmak i tworzy przykrą, kwaśną aurę.

O sens artyzmu i miejsce artysty w kulturze i społeczeństwie pytanie postawił Duchamp, nie Malanowska. Malanowska do fontanny Duchampa mogłaby co najwyżej oddać poranny, zaspany mocz, twierdząc, iż fontanna podstępnie, pod osłoną nocy zmieniła się w zwykły pisuar. Taka  jest tutaj różnica w jakościach, w prezentowanych postawach ludzi i twórców.

Pisanie, tworzenie powieści, jest pracą. Oczywiście nic w tym dziwnego, że każdy, kto uczciwie pracuje, chce za swoją robotę godziwe wynagrodzenie. Jeśli umawiam się z wydawcą na określone warunki finansowe, mam prawo się zdenerwować, gdy wydawca nie dotrzyma terminu płatności i, mówiąc kolokwialnie, gdy próbuje robić mnie w trąbę, którą nie jestem. Bo artyści też mają głowy wyposażone w funkcje myślenia logicznego oraz praktycznego, więc kiedy zamiast po pół roku, otrzymuję zapłatę po roku na przykład, wtedy mój gniew będzie uzasadniony. Ale skala tego, co punktualnie wpływa na moje konto, to nie jest źródło gniewu dla człowieka myślącego logicznie, tym bardziej nie powinno nim być dla artysty, który z racji specyfiki tego, czym się para, winien być elitą w dobrym, intelektualnym znaczeniu tego słowa, a nie pretendować do elity, kiedy z butów, spomiędzy mózgowych zwojów wyraźnie wystaje brudna słoma.

Uzasadnione pytanie o zarobki pisarzy, twórców literatury pięknej, powinno brzmieć zupełnie inaczej – powinno też paść stanowczo na innym podwórku niż Facebook. O ile pytający chce, by potraktować go poważnie, a nie wyszydzić i potępić.

Zarobki pisarzy w Polsce nie mają się dobrze, ale to dlatego, że wszystkie zarobki w Polsce nie mają się dobrze, we wszystkich dziedzinach. Każdy zwykły, normalny zjadacz chleba tego doświadcza. Ale to nie jest powód do obrażania się na cały świat, a już na pewno nie na tych, którzy akurat nam płacą i tak czy inaczej, pozwalają istnieć (relacja autor – czytelnik). Pisarz nie pracuje w korporacji, nie ma więc co oczekiwać pakietów socjalnych i innych usług ochronnych regulujących realia życia, bo od kogo, chyba od Pana Boga. Nie podoba się procent wynegocjowany u wydawcy – zmień wydawcę. Albo sprawniej negocjuj w przyszłości. Albo otwórz własne wydawnictwo. Ale nie upuszczaj żółci na czytelników, dzięki którym istniejesz.

Jeśli nie możesz istnieć bez pisania, wtedy po prostu to robisz, stale piszesz, pomimo i na przekór wszystkiemu. Wszystko, co robisz w życiu, sprowadzasz do głębokiej, odpowiedzialnej refleksji o swoim czytelniku. O nim myślisz najczęściej, z najwyższą troską. Istniejesz dzięki temu, że ludzie biorą twoją książkę do ręki, przeżywają ją, przekazują ci różne, odmienne, skrajne opinie o tym, co przeżyli. Te opinie, negatywne i pozytywne o twojej literaturze, są najważniejsze, bezcenne. Dzięki ludziom, twoim czytelnikom, rozwijasz się jako człowiek. I jako artysta. Najważniejsze dla ciebie jest to, że pragniesz być czytany. Szukasz tym sposobem akceptacji, ale musisz o tę akceptację bez przerwy zabiegać, wyciągać rękę do tłumów, pracować na swoje nazwisko, działać, tyrać, orać, być w ciągłym ruchu. W przeciwnym razie twoja determinacja będzie niewystarczająca, by wsparła talent.

Rzeczywistość pisarza polega na tym, że wstaje na równe nogi o świcie, wyprowadza psa na spacer, idzie do pracy, robi coś przez osiem godzin, wraca do domu, gotuje obiad, wstawia pranie, rozwiesza pranie, wyprowadza psa na spacer, zmywa gary, spożywa kolację, zaparza dzbanek kawy, dosiada klawiatury i pisze, dopóki nie padnie na ryj. A padając na ryj, dziękuje Panu Bogu za to, że daje radę swoje prawdy z siebie wykrzesać i sukcesywnie dostarczać światu.

Tak, artysta też chce zarabiać na tym, co stworzy, bo tworzenie jest jego codzienną katorżniczą robotą podobną do orki, nie do natchnionej wirtuozerii. Jednakże pytanie o to, ile i dlaczego zarabiamy, będąc artystami, będąc pisarzami, stanowczo nie powinno brzmieć tak:

„6800 złotych. Tyle za 16 miesięcy mojej ciężkiej pracy. Wiem, że wkurwiające jest wylewanie frustracji na FB, ale mam ochotę strzelić sobie w łeb. PIERDOLĘ TO, pierdolę pisanie, pierdolę wszystko. GÓWNO, GÓWNO, GÓWNO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!”

Może raczej zastanowić się wypada nad pozycją książki papierowej we współczesnym świecie? Może to właśnie rolą artysty jest spoglądać na świat z szerszej perspektywy? W inteligentny sposób szukać znaczeń, przyczyn, powiązań?…

Jako artystka i pisarka całym umysłem i sercem jestem za tym, byśmy do świadomości społecznej docierali z prawdziwymi problemami i byśmy czynili świat piękniejszym i wygodniejszym. Dlatego każdego dnia walczę ze swoimi słabościami o szczęśliwe trwanie bez frustracji. Czynię, co mogę i na ile pozwalają mi warunki zewnętrzne, by radości z tego, kim jestem, nie przesłonił mi pryzmat mojej kieszeni. Bo to wąski, wątły, żałosny jest pryzmacik – kpiny warta perspektywa. Moje pytanie o moją sytuację materialną jako artystki nie różni się niczym od pytania rówieśniczki, która pracuje w systemie dwunastogodzinnym w hipermarkecie, która samotnie wychowuje dziecko, która opiekuje się chorym tatą, która tak samo jak ja  marzy, żeby godnie żyć. Lecz nasze pytania kierowane są do Tuska, nie do społeczności FB. To są pytania o Polskę, nie o warstwy społeczne, nie o kasty, nie o „równych i równiejszych”.

Pani Kaju, wstyd mi za Panią. Przygodę z KAJAniem czas skończyć. Bo wstyd.

Z pokorą,

Justyna Karolak.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (1)
  • w porządku-niezła grzanka (1)
  • potrzebny-smaczny tost (1)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *