Przygoda z owcą – Haruki Murakami

Kim jest Murakami? Pisarzem znanym szerokiej publiczności z onirycznego powieściopisarstwa. Chętnie tłumaczony na liczne języki, doceniony w Europie i Ameryce, komercyjny w pozytywnym znaczeniu słowa „komercja”, autor ociera się o Nobla, ale… Moim zdaniem, mimo iż osobiście lubię jego literaturę, na Noblistę niewystarczający.

Sformułowanie „literatura oniryczna” stało się tak napastliwie powtarzane w odniesieniu do tego nazwiska, że brzmi już tylko enigmatycznie, przez co szalenie niedokładnie oddaje charakter twórczości Murakamiego. Powiedziałabym raczej, że jego twórczość literacką charakteryzuje daleko posunięta i wielce swoista nieoznaczoność, i to ona właśnie jest najbardziej charakterystyczna i oddająca naturę książek tego pisarza. Naturę czy też atmosferę.

Powieści Murakamiego oczywiście różnią się między sobą, bo chyba nie ma pisarza, który w każdej odsłonie pozostaje „równy”, jednakowy. Jednak w przypadku Murakamiego zawsze mamy do czynienia z tym samym konstruktem, który jedynie lekko modyfikowany, za każdym razem delikatnie przebierany w nową fabułę, wyziera jednak spod spodu i jawi się na tyle ewidentnie, że aż wydaje się świadomie powielany niczym przez kalkę. Zaryzykuję i powiem, że Murakami pisze, posługując się kalką, a nawet kalkami. Ale to nie zarzut, bo kalki Murakamiego są ładne. Posługiwanie się kalkami pozwala Murakamiemu w sposób porządny, kompletny budować swoją własną, specyficzną atmosferę, a to właśnie atmosfera stanowi największy atut Murakamiego. Ta atmosfera osadzona jest na bazie nieoznaczoności, a podbija ją inteligentna, budowana cegiełka za cegiełką, tajemnica.

Ta nieoznaczoność widzialna jest u Murakamiego we wszelkich elementach składających się na całość danej książki. Nieoznaczone pozostaje tło powieści, różne miejsca, ludzie po drodze, a nawet główni bohaterowie, którzy często (choć nie zawsze) nie noszą nawet imion, nazwisk.

Nieoznaczoność Murakamiego podsyca aurę czającej się i narastającej pomału tajemnicy, a autor konsekwentnie unika nadawaniu opisywanej rzeczywistości precyzyjnych mian. Nawet jeśli znamy imię danego bohatera, i tak pozostaje on nieoznaczony, bo nigdy nie wiemy, jak wygląda (lub wiemy na ten temat możliwie jak najmniej), ani jaki dokładnie jest. Japonia, po której spacerujemy, czytając, w zasadzie mogłaby być innym krajem, ponieważ także nie jest opisana nazbyt precyzyjnie, nawet jeśli padają określone nazwy miast, miejsc.

W różnych książkach Murakamiego doświadczamy przekalkowanych, nieomal zupełnie tych samych, postaci: dorastająca dziewczynka, która zwykle pociąga w znaczeniu erotycznym głównego bohatera; jakiś dziwak, zdumiewający „architekt” rzeczywistości, raz profesor, innym razem człowiek-owca etc. Murakami jest bardzo niedosłowny, mglisty, i chociaż w jego wydaniu to akurat nie wady, rzadko kiedy recenzenci mówią o nich głośno. A szkoda. Bo przecież dzięki tej wyjątkowej  nieoznaczoności Europejczycy mogą łatwo identyfikować się z bohaterami jego książek. Gdyby Murakami swoich bohaterów uszczegółowił, mielibyśmy kłopoty z pokonaniem dysonansu poznawczego między kulturą japońską a europejską. Trzeba pamiętać, że różnice między naszymi kulturami są wielkie, lecz Murakamiemu te różnice udaje się ukryć, przemycić; jest to z pewnością mądre posunięcie z jego strony, biorąc pod uwagę szeroką gamę wiernych czytelników, ale z tego posunięcia trzeba zdawać sobie sprawę. Warto przy tej okazji wspomnieć, że w rodzimej autorowi Japonii pisarzowi zarzucano nadmierne przesycenie kulturą amerykańską, popcornową. W pewnej mierze te zarzuty są uzasadnione. Z drugiej strony, japoński sposób myślenia jest u Murakamiego bezsporny, ale trzeba wczytać się głęboko i być czytelnikiem świadomym, by to spostrzec.

Wracając do „nieoznaczoności”, to swoiste rozmycie różnych cząstek, składników literatury Murakamiego, pozwoliło również mi jako zwyczajnemu czytelnikowi w piękny sposób zachwycić się jego literackimi światami. Jednak do każdej książki tego autora podchodziłam jak do normalnej, obyczajowej, bardzo realistycznej rzeczy, i wtedy to rozmycie, wszędobylska mgła, nie przeszkadzała mi, nie przesłaniała nut łagodnego, czasami dowcipnego, a czasami wzruszającego absurdu. Ale czytając książki Murakamiego, nigdy nie czułam się wewnątrz głowy pisarza, raczej sprawiało mi frajdę, że mogę połączyć się z bohaterami dlatego, że są na tyle przezroczyści, iż mogą być portretem prawie każdej osoby, a więc i moim portretem. Mówię o tych wrażeniach po to, by zachęcić do lektury książek tego autora tych, których zniechęciły być może opisy na okładkach, zbyt malownicze, przesadzone i właśnie dlatego mało wnoszące.

Ja moją podróż z tym pisarzem zaczęłam od Przygody z owcą i w tej powieści wiele mnie urzekło. Plecie się w niej atmosfera bliżej nieoznakowanej pustki tak opisywanej rzeczywistości, jak i wewnętrznego świata emocji głównego bohatera.

Bohatera, który wskutek swojej względności, rozwiniętego relatywizmu, właściwie niezdolny jest połączyć się do końca z realnym światem, jak i z drugim człowiekiem. Bohaterowie Murakamiego często gubią coś cennego, krok po kroku wiele tracą lub wiele zostaje im odebrane. Autor nigdy nie mówi nam dokładnie, dlaczego tak się dzieje. Głód drugiego człowieka, ciepła erotycznego tak samo jak wzniosłej, pełnej miłości, jest u jego bohaterów nad wyraz czytelny, a jednak opisywani ludzie zawsze są bezwzględnie samotni, unikający jak gdyby odpowiedzialności za swoje osobiste życie i wybory, których tak czy inaczej, muszą przecież dokonywać, nawet jeżeli niczego to nie zmienia i nic na swoje osobiste dramaty nie mogą poradzić. Kiedy w Przygodzie z owcą znika dziewczyna o wspaniałych uszach, powietrze w domu, z którego ona odchodzi, nagle robi się zimne, suche, martwe i puste. Nie wiadomo, kiedy zniknęła, wszak była tu ledwie przed chwilą, a jednak jej odejście, opuszczenie bohatera przez dziewczynę jest niesłychanie dotkliwe i bardzo mocno zaznaczone – jak gdyby na marginesach świata literackiego, pomiędzy wersami, nie wprost.

Tę atmosferę pustki i samotności można porównać do malarstwa Giorgio de Chirico, zresztą w Przygodzie z owcą sam autor wspomina nazwisko tego malarza. I ta atmosfera obrazów Chirico w kilku dziełach Murakamiego jest kapitalnie przekazana, namalowana słowem. W obrazach Chirico zawsze mamy do czynienia z pejzażem opustoszałego, wymarłego miasta, a jednak w tej przestrzeni istnieje tak ogromne napięcie, iż bardzo mocno odczuwa się obecność człowieka. Mimo że człowiek nie został na tych pejzażach ujęty, widz go czuje – człowiek był w tym mieście przed chwilą albo za chwilę nadejdzie, wyłoni się. W książkach Murakamiego pełno jest obecności człowieka, który do nas mówi, przekazuje nam konkretne myśli, emocje, zachowania, czyny, a jednak człowiek ten pozostaje nieoznaczony, zamglony, na tyle przezroczysty i tak dalece samotny, iż ma się wrażenie, że równie dobrze mógłby być składnikiem snu, a nie być w tej literaturze obecny w sposób dosłowny.

Tak opisany świat potrafi być bardzo atrakcyjny, pociągający. Wydarzenia w Przygodzie z owcą toczą się niespiesznie, jak we wszystkich książkach Murakamiego, ale właśnie dlatego potrafią wessać nas w swoją zadziwiającą, nieco duszną i inercyjną, mgłę, czy też w „nieoznaczoność”. Taka literatura, to bardzo dobra, pozytywna rozrywka, skłaniająca do ponurzania się w prywatnych myślach, dająca wytchnienie i odprężenie umysłu. Rozrywka na najwyższym poziomie, ale – nic ponadto. Nie na miarę Nobla.

Justyna Karolak.

B
Co myślisz o tym artykule? Wyraź swoją opinię - zgrilluj tosta!
  • bardzo ciekawy-wypieczony tost (3)
  • w porządku-niezła grzanka (3)
  • potrzebny-smaczny tost (3)
  • średni-przeciętny tost (0)
  • nie podoba mi się-spalony tost (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *